
Odwrócenie ról
To wyjątkowa ironia historii, że armia amerykańska, nie dość dobrze radząca sobie na razie z atakami perskich dronów, potrzebuje dziś szczególnie akurat tej technologii, którą dysponuje Ukraina. A dla Zełenskiego to polityczna okazja do wykazania się szczerze sojuszniczym stosunkiem do supermocarstwa, od którego i tak faktycznie jest zależny – pisze Jan ROKITA
.Prezydent Ukrainy potwierdził krążącą już wcześniej wieść, iż Ameryka zwróciła się doń o pilną pomoc wojskową w wojnie z Iranem, a on polecił „zapewnić niezbędne zasoby i zagwarantować obecność ukraińskich specjalistów”. „Ukraina pomaga partnerom, którzy pomagają zapewnić nam bezpieczeństwo i chronić życie naszych obywateli” – dodał Wołodymyr Zełenski. Chodzi, rzecz jasna, o skonstruowane i wypraktykowane w walce przez Ukraińców środki obrony przed atakami dronów, jak również o profesjonalnych operatorów mogących szybko przeszkolić żołnierzy amerykańskich.
Tak naprawdę nie ma w tym niczego zadziwiającego, skoro nie od dziś wiemy, że na obronie przed używanymi na skalę masową przez Moskali perskimi dronami Ukraińcy znają się najlepiej na świecie. A jakiś czas temu, po przypadkowym uderzeniu dronów w terytorium Polski, także premier Donald Tusk zabiegał (nie wiem z jakim skutkiem) o ukraińskie szkolenia w tej materii dla Wojska Polskiego. Do tej pory perskie Shahedy rujnowały ukraińskie miasta i ukraiński system energetyczny, ale teraz dają się we znaki rafineriom w Arabii Saudyjskiej, luksusowym hotelom w Dubaju, lotniskom w Katarze i Emiratach Arabskich, no i – last but not least – bazom amerykańskim (a nawet brytyjskim) ulokowanym w rejonie Bliskiego Wschodu.
To wszystko niby dobrze wiadomo, a jednak wiadomość o prośbie Pentagonu do Zełenskiego o pomoc militarną – co tu dużo mówić – ma ewidentnie smak politycznej sensacji. To przecież od jakichś trzech lat Ukraina jest całkowicie zależna od amerykańskich dostaw broni, ostatnio zresztą opłacanych głównie przez Europę. Więc takie odwrócenie ról, nawet jeśli dotyczy tylko względnie nieskomplikowanej technologii walki z bezzałogowcami, jest ważnym dla Kijowa uznaniem faktu, iż niepodległa Ukraina, ocalona przed inwazją moskiewską, będzie na przyszłość nie tylko biorcą, ale i dawcą bezpieczeństwa dla całego zachodniego sojuszu.
.Ameryka, w jednakim stopniu w czasach Bidena, jak i obecnie Trumpa, ze strachu przed gniewem Kremla broni się ciągle rękami i nogami przed uznaniem Ukrainy za potencjalnie pełnoprawnego członka NATO i zapewne prędko swego poglądu na tę rzecz nie zmieni. Ale polityka dzieje się przede wszystkim przez fakty dokonane. To wyjątkowa ironia historii, że armia amerykańska, nie dość dobrze radząca sobie na razie z atakami perskich dronów, potrzebuje dziś szczególnie akurat tej technologii, którą dysponuje Ukraina. A dla Zełenskiego to polityczna okazja do wykazania się szczerze sojuszniczym stosunkiem do supermocarstwa, od którego i tak faktycznie jest zależny.
Tymczasem moją uwagę zwróciło to, iż zachodnie media, z reguły irracjonalnie wrogie Donaldowi Trumpowi, pełne są teraz jednostronnych analiz, jak bardzo Ameryka zaszkodziła sprawie Ukrainy, ruszając na Iran. Podnoszone są przy tym najczęściej dwa argumenty na rzecz takiej tezy. Pierwszy jest ten, iż kolejny wojenny skok cen ropy i gazu miałby dać wielkie dodatkowe dochody Putinowi, który w zasadzie już, już bankrutował, a teraz dostał dzięki Trumpowi finansową kroplówkę.
Ale jest jeszcze drugi argument na rzecz szkód, jakie może ponieść Ukraina na skutek wojny perskiej, poważniejszy i – co istotne – podniesiony ostatnio także przez prezydenta Zełenskiego (w wywiadzie dla dziennika „Corriere della Sera”). Rzecz jest w ograniczonym potencjale środków obrony przed atakami z powietrza, jakimi dysponuje cały zachodni sojusz, a zwłaszcza Stany Zjednoczone. Zełenski tak to ujmuje: „Możemy mieć trudności z pozyskaniem pocisków i broni do obrony naszego nieba, gdyż Amerykanie i ich sojusznicy na Bliskim Wschodzie mogą potrzebować tego wszystkiego do własnej obrony, na przykład pocisków Patriot”. Ukraina ma już doświadczenie z opóźnieniami dostaw sprzętu w roku 2025, kiedy to podczas tzw. wojny dwunastodniowej dostawy na Bliski Wschód, w tym zwłaszcza do Izraela, zyskały chwilowy priorytet. A zważywszy, iż ekipa Donalda Trumpa nigdy nie wykazywała entuzjazmu do zbrojenia armii ukraińskiej, nie dziwota, że tego rodzaju obawy w Kijowie także teraz się pojawiają. Tym bardziej że u początku piątego roku wojny ukraińskiej, polityczna atmosfera w Kijowie jest kiepska, a społeczne poparcie dla zbrojenia Ukrainy załamało się praktycznie we wszystkich krajach zachodniego sojuszu, z Ameryką i Polską włącznie.
Tego rodzaju praktyczne obawy nie zmieniają jednak zasadniczych korzyści politycznych i wojskowych, jakie wojna perska niesie Ukrainie. Korzyści docenianych zresztą przez prezydenta Zełenskiego, który – co ważne, acz często przemilczane przez media – bodaj najmocniej w Europie poparł amerykańsko-izraelski atak na Iran. No, może jeszcze jednym przywódcą europejskim, który po pierwszej krótkiej chwili wahania zdecydował się jednak również stanąć mocno po stronie Donalda Trumpa, jest kanclerz Friedrich Merz. Ale Zełenski wyraził swoją aprobatę i uznanie bez żadnych ogródek i zastrzeżeń: „Uważam, że zaatakowanie irańskich celów wojskowych było dobrą decyzją” – powiedział.
Jest jasne, że priorytetową korzyścią Ukrainy jest eliminacja z gry kluczowego sojusznika Putina oraz dostawcy dronów i rakiet dla armii rosyjskiej, jakim był dotąd reżim w Teheranie. Już sam ten fakt jest wymierną ulgą dla broniącej kraju armii ukraińskiej. Ale dla ukraińskiej polityki o wiele ważniejsza jest spektakularna manifestacja słabości kremlowskiego tyrana, który nie chciał czy też nie potrafił nawet kiwnąć palcem w obronie swego teherańskiego sojusznika, bezczynnie patrząc na jego niszczenie przez potęgę amerykańską.
.Już po raz drugi, w całkiem nieodległym czasie, obserwujemy Moskwę bezsilną na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Najpierw wieloletnią kontrolę nad Syrią wyrwali jej sunniccy powstańcy wspierani przez Turcję, a teraz dogorywa na jej oczach zbrodniczy reżim perskich mułłów, pod ciosami Ameryki i Izraela, działających w porozumieniu z całym światem arabskim. Na dodatek po raz pierwszy widzimy owo sensacyjne odwrócenie ról, kiedy to Ameryka prosi o wojskową pomoc Zełenskiego jako swego cennego sojusznika. Kiedy więc czytam, nie wiem już po raz który z rzędu, kolejny niby ekspercki komentarz, jednostronnie opowiadający o perskiej wojnie jako o politycznym zwycięstwie Moskwy i katastrofie Ukrainy, nie mogę się nadziwić tendencyjności globalnych mediów.








