Dzieci osiągają lepsze wyniki w testach twarzą w twarz niż online

Dzieci poddane testom dotyczącym poziomu gramatyki osiągały wyższe średnie wyniki w badaniu twarzą w twarz niż w badaniu online – wykazały analizy Zespołu Badań nad Językiem i Humorem Instytutu Psychologii Akademii Pedagogiki Specjalnej (APS) im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.

Dzieci poddane testom dotyczącym poziomu gramatyki osiągały wyższe średnie wyniki w badaniu twarzą w twarz niż w badaniu online – wykazały analizy Zespołu Badań nad Językiem i Humorem Instytutu Psychologii Akademii Pedagogiki Specjalnej (APS) im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.

Dzieci i ich zdolności

.Dlatego wyniki badań online prowadzonych z dziećmi nie powinny być porównywane bezpośrednio z wynikami badań prowadzonych stacjonarnie – podkreślają badacze. Autorka badań dr Natalia Banasik-Jemielniak zaznaczyła, że na pomysł badania poziomu rozwoju gramatycznego dzieci w formie online oraz stacjonarnie wpadła po pandemii, która była ogromnym wyzwaniem dla badań empirycznych z udziałem dzieci.

– Nie można było, tak jak wcześniej, przyjść do przedszkola czy do domu rodziny i przeprowadzić testów/zadań. W pandemii zarówno zespoły badawcze, jak i specjaliści prowadzący językową diagnostykę oraz terapię dzieci przystosowali się i wiele rzeczy robili zdalnie – wspomniała badaczka.

Jak dodała, w warunkach, kiedy nie było innego wyjścia, było to oczywiste. – Ale kiedy możemy znów prowadzić badania stacjonarne, prowadzenie badań online jest bardzo kuszące, bo oszczędza czas, środki finansowe i pozwala dotrzeć do osób, do których byśmy nie dotarli – zwróciła uwagę. Nie dawało jej jednak spokoju pytanie: czy daje to rzeczywiście te same wyniki, co tradycyjne spotkanie z dzieckiem twarzą w twarz.

– Postanowiłam to zbadać przy okazji większego projektu, który prowadziłam – zrelacjonowała. Liczyła, że oba formaty okażą się równoważne, a to pozwoliłoby w jej projekcie ogromnie poszerzyć zasięg. Nie tylko dotrzeć do polskich rodzin rozsianych po Europie, ale też do dzieci polskojęzycznych np. w Nowej Zelandii czy Australii; gdziekolwiek – bez konieczności wysyłania tam badaczy. – Gdyby testowanie online dawało porównywalne wyniki, rozwiązałoby to problem logistyczny. I finansowy – tłumaczyła.

Zespół Badań nad Językiem i Humorem APS porównał wykonanie tzw. zadania powtarzania zdań w dwóch formatach: synchronicznie online oraz w warunkach bezpośredniego kontaktu. Zadanie powtarzania zdań to narzędzie często wykorzystywane do oceny rozwoju językowego dzieci, w szczególności do poziomu gramatyki. Przebadano łącznie 147 dzieci w wieku od 4 do 7 lat, z tego 92 dzieci wielojęzycznych (polski oraz angielski lub niemiecki) i 55 dzieci jednojęzycznych.

Badacze starali się, żeby podczas badań jak najwięcej elementów było identycznych w obu warunkach: w obu przypadkach dziecko patrzyło na ekran laptopa i powtarzało zdania odtwarzane z głośnika – to samo nagranie, ta sama animacja z misiem idącym po skarb. – Różnica polegała na tym, czy badaczka siedziała obok dziecka, czy łączyła się przez wideokonferencję. Więc sama procedura testowa była maksymalnie zbliżona – opisała dr Banasik-Jemielniak.

Okazało się jednak, że badania online i twarzą w twarz nie są wymienne. Dzieci – i jednojęzyczne, i wielojęzyczne – uzyskiwały wyższe wyniki w warunkach stacjonarnych. Co ciekawe, pojawiła się różnica we wzorcach między dziećmi jedno- i wielojęzycznymi, co było dla badaczki zaskoczeniem. – Spodziewałam się, że format badania będzie miał jakieś znaczenie, ale nie przewidziałam, że grupy zareagują tak odmiennie – mówi.

Wyniki przeprowadzonych badań

.Dzieci jednojęzyczne konsekwentnie radziły sobie lepiej twarzą w twarz. Dzieci wielojęzyczne natomiast poprawiały wyniki przy drugiej próbie – niezależnie od tego, czy była online czy stacjonarna. – Jakby szybciej adaptowały się do samej sytuacji testowej. To ciekawy trop, który wymaga dalszych badań – zwróciła uwagę badaczka. Dlaczego stacjonarnie dzieci uzyskiwały wyższe wyniki? Jedną z hipotez, którą podała Banasik-Jemielniak jest to, że „fizyczna obecność badaczki prawdopodobnie działa wspierająco – nawet jeśli samo zadanie polega na powtarzaniu nagranych zdań, nie na interakcji z osobą”.

Badaczka przywołała teorię obecności społecznej, która mówi, że „komunikacja przez ekran pozbawiona jest wielu subtelnych sygnałów: mikroekspresji, kontaktu wzrokowego, bliskości”. – Dla dzieci, których umiejętności komunikacyjne dopiero się kształtują, ta redukcja może mieć znaczenie – zauważyła. – Poza tym spotkanie na żywo z badaczką, która przyjechała specjalnie do dziecka, siada obok, prawdopodobnie buduje pewną relację – dodała. Jak zaznaczyła, osobiście było dla niej fascynujące, że zdarzyło jej się prowadzić badania z dziećmi, które słysząc zdania odtwarzane z laptopa po prostu milczały. – Rozumiały instrukcję, patrzyły na ekran, ale nie powtarzały. Kiedy jednak zaczęłam sama czytać im te same zdania, podjęły próbę. To pokazuje coś, czego nie da się łatwo uchwycić w danych ilościowych: dla niektórych dzieci głos z głośnika to nie to samo, co głos żywego człowieka siedzącego obok – powiedziała dr Banasik-Jemielniak.

– Jeśli format badania może wpływać na rezultat, to specjaliści pracujący z dziećmi – w diagnozie, terapii, poradniach, a także w edukacji – potrzebują jasnych wskazówek interpretacyjnych – zaznaczyła.

Jej zdaniem ten wynik „nie jest argument przeciw badaniom online”. – Raczej informacją o tym, że wyniki badań online prowadzonych z dziećmi nie powinny być porównywane bezpośrednio z wynikami badań prowadzonych stacjonarnie – wyjaśniła.

– Zdalne badania nadal są potrzebne i mają mocne uzasadnienie. Pozwalają dotrzeć do rodzin, które w innym wypadku nie wzięłyby udziału w projektach – ze względu na odległość, koszty dojazdu, ograniczenia czasowe, opiekę nad rodzeństwem czy stan zdrowia – wymieniała. Ponadto badania online ułatwiają też udział rodzin mieszkających poza dużymi ośrodkami oraz tych, które są słabiej reprezentowane w klasycznych badaniach. – W praktyce oznacza to większą różnorodność próby i lepszą szansę, by badania rozwojowe nie opisywały wyłącznie wąskiej grupy dzieci – dodała.

Jednak zaznaczyła, że jej badania dają przede wszystkim ostrzeżenie, żeby nie przenosić bezkrytycznie norm z badań stacjonarnych na online. Trzeba – jej zdaniem – pamiętać, że są to w zasadzie inne badania. – Jeśli narzędzie diagnostyczne wystandaryzowano w gabinecie, nie możemy automatycznie stosować tych samych progów do wyników uzyskanych w sposób zapośredniczony przez ekran. Dziecko z wynikiem poniżej normy online mogłoby wypaść lepiej stacjonarnie. Ryzykujemy błędną diagnozę – podkreśliła naukowczyni z APS. I podała konkretny przykład. – Wyobraźmy sobie sytuację: rodzice mieszkający w Wielkiej Brytanii chcą sprawdzić, jak rozwija się polszczyzna ich dwujęzycznego dziecka. Polski logopeda przeprowadza badanie przez internet – bo inaczej się nie da. Korzysta z testu, który ma normy opracowane w Polsce, w warunkach gabinetowych. Dziecko wypada na granicy normy. Co to znaczy? Czy jego język rzeczywiście rozwija się wolniej? Czy może w gabinecie, twarzą w twarz, wypadłoby lepiej? Nasze badania sugerują, że to drugie jest bardzo prawdopodobne. A to oznacza ryzyko błędnej diagnozy – opisała.

Jej zdaniem po pierwsze potrzebujemy odrębnych norm dla badań online i stacjonarnych. – Jeśli test był standaryzowany w gabinecie, jego normy nie przenoszą się automatycznie na wersję internetową – powiedziała. – Po drugie, w raportach z badań – zarówno naukowych, jak i diagnostycznych – powinniśmy zawsze podawać, w jakim formacie zebrano dane – dodała.

Badania trwały kilka lat – sam proces rekrutacji i szkolenia zespołu badaczek zajął wiele miesięcy. – W badaniach wykorzystywaliśmy kilka zadań i bardzo zależało nam na tym, żeby badaczki były solidnie przygotowane. Wykształcenie psychologiczne – niezbędne w tego rodzaju przedsięwzięciach – dawało dobrą podstawę, ale potrzebna była też biegłość w konkretnych narzędziach. Badania były prowadzone między innymi w Niemczech, a organizacja takich wyjazdów to osobne wyzwanie – zaznaczyła Banasik-Jemielniak.

– Czasochłonne było też kodowanie danych. Wszystkie wypowiedzi dzieci trzeba było ręcznie transkrybować. Żadna automatyczna transkrypcja, żadne AI, nie radzi sobie dobrze jeszcze z mową dziecięcą. Większość nagrań wymagała wielokrotnego odsłuchiwania – tłumaczyła badaczka. Długotrwały był również sam proces naukowy. Badania były finansowane przez Narodowe Centrum Nauki (NCN) w ramach projektu OPUS.

Otwarta nauka – poważne badawcze i społeczne korzyści, ale także zagrożenia

.Termin otwarta nauka oznacza możliwość dowolnego pobierania, przetwarzania, kolportażu i wykorzystywania w procesach edukacyjnych wszystkich istniejących treści naukowych bez jakichkolwiek prawnych, finansowych czy technicznych ograniczeń – pisze prof. Michał KLEIBER.

Idea ta wpisuje się w coraz powszechniejszy w dzisiejszym świecie pogląd o wielkich społecznych pożytkach wynikających z dostępu do wiedzy naukowej dla wszystkich zainteresowanych.

Otwartość dotyczy wielu aspektów nie tylko samych rezultatów badań, ale także metodologii ich prowadzenia, dostępu do danych, użytego sprzętu czy recenzji dokumentujących jakość osiągnięć. Argumentem na rzecz takiego postępowania jest oczywiście realizacja misji społecznej odpowiedzialności nauki oraz korzyści z ułatwiania w ten sposób szerokiej współpracy badawczej i upowszechniania wiedzy w społeczeństwie.

Otwarta nauka jest także drogą do poprawy jakości badań naukowych poprzez pomaganie na przykład w wykrywaniu publikacyjnych plagiatów, przyspieszenie procesów tworzenia społecznych innowacji czy bardziej sprawiedliwego wykorzystywania publicznych pieniędzy, co pozwala podatnikowi nie płacić najpierw za sfinansowanie badań naukowych, a potem za wykupienie dostępu do stworzonych za te pieniądze artykułów.

Ważnym argumentem jest ponadto wpływ takiego podejścia do nauki na niwelowanie rosnących na świecie nierówności, będących zagrożeniem dla pokojowego współistnienia społeczeństw, wynikającym m.in. właśnie z braku dostępu do wiedzy naukowej i związanych z tym ograniczeń edukacyjnych.

Ułatwieniem w realizacji procesu otwartej nauki jest oczywiście rozwój technologii teleinformatycznych, umożliwiający darmowe przekazywanie wszelkich informacji. U podstaw całej idei leży szeroka, choć niekiedy uważana za naiwną wiara w możliwość demokratyzacji globalizującego się świata. Do przesłanek na rzecz otwartości nowo tworzonej wiedzy dodawane są jeszcze argumenty finansowe – w Polsce na przykład opłaty za dostęp do artykułów w płatnych czasopismach naukowych były ostatnio na poziomie kilkuset milionów złotych rocznie.

Promocja otwartej nauki i jej praktyczna realizacja osiągnęły w ostatnich latach wielką popularność, choć proces ten jest ciągle daleki od powszechności.

Mam w tej sprawie osobiste doświadczenia. 14 lat temu jako członek prestiżowej Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych pracowałem w zespole, który stworzył jeden z pierwszych na świecie dokumentów wskazujących na znacznie otwartej nauki. Od tego czasu dokumenty promujące otwartą naukę przyjęte zastały przez Unię Europejską, OECD, UNESCO oraz wiele innych międzynarodowych i państwowych organizacji i instytucji odpowiedzialnych za kształtowanie polityki naukowej. Liczne uniwersytety, instytuty naukowe i instytucje finansujące badania wręcz zobowiązują swych pracowników bądź grantobiorców do zapewniania otwartego dostępu do publikacji naukowych, których są autorami lub współautorami.

Otwarta nauka może być realizowana na dwa sposoby – albo przez umieszczenie i udostępnienie danego tekstu w otwartym repozytorium, albo za pośrednictwem publikacji w czasopiśmie z bezpłatnym dostępem. W kontekście ekonomicznym ciekawe wydaje się, że za ideą otwartej nauki opowiadają się wydawnictwa wydające czasopisma naukowe, także te największe, jak Springer czy Elsevier, mające do niedawna olbrzymie przychody z prenumerat swych czasopism, wnoszone przez uniwersytety i instytuty badawcze całego świata.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-michal-kleiber-otwarta-nauka-powazne-badawcze-i-spoleczne-korzysci-ale-takze-zagrozenia

PAP/ Anna Mikołajczyk-Kłębek/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 lutego 2026