Francuzom brakuje siły ducha [Gen. Fabien MANDON]

Politycy we Francji skrytykowali słowa szefa sztabu generalnego gen. Fabiena Mandona, który odnosząc się do konieczności odstraszania Rosji, zasugerował, że Francji brakuje siły ducha, w tym gotowości do „utraty swych dzieci” i poniesienia strat gospodarczych na rzecz priorytetów obronnych.
Priorytety obronne Francji
.Fabien Mandon mówił o tym na spotkaniu z merami. – Mamy całą wiedzę, całą siłę gospodarczą i demograficzną, by odstraszać reżim w Moskwie. To, czego nam brakuje – i tutaj ważna jest wasza rola – to siła ducha, by zaakceptować cierpienie na rzecz ochrony tego, kim jesteśmy – powiedział generał.
– Jeśli nasz kraj się ugnie, ponieważ nie jest gotów zaakceptować utraty swoich dzieci (…), (nie jest gotów), by ucierpieć gospodarczo, ponieważ priorytety przesuną się na produkcję obronną, wtedy będziemy zagrożeni – dodał Fabien Mandon. Przekonywał merów, że powinni mówić o tym w podległych im miejscowościach.
Mandon powiedział także, że armia francuska powinna być przygotowana na „szok” w ciągu trzech-czterech lat, który byłby rodzajem „testu”. Być może ten test już istnieje w formach hybrydowych, ale w przyszłości może być to coś „gwałtowniejszego” – ocenił.
Słowa o gotowości kraju do „utraty swych dzieci” wywołały sprzeciw polityków, zwłaszcza po lewej stronie francuskiej sceny politycznej. Szef skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI) Luc Melenchon oświadczył, że nie zgadza się z wypowiedziami Mandona i uważa, że nie jest rolą szefa sztabu zachęcanie merów do „przygotowań wojennych, o których nikt nie decydował”. Szef partii komunistycznej (PCF) Fabien Roussel w komentarzu na portalu społecznościowym zadał pytanie, czy „obecnych 51 tysięcy pomników dla zabitych nie wystarczy?”.
Segolene Royal, była kandydatka Partii Socjalistycznej (PS) na urząd prezydenta, oświadczyła, że słowa szefa sztabu „powiększą lęk wśród młodzieży” i „zdestabilizują gospodarkę francuską”. Zażądała, by prezydent Francji Emmanuel Macron wyjaśnił, czy zatwierdził te wypowiedzi, a jeśli nie, to – jej zdaniem – szef sztabu powinien ustąpić.
W obozie skrajnej prawicy wiceszef Zjednoczenia Narodowego (RN) Sebastien Chenu powiedział, że generał Mandon nie ma kompetencji do tego rodzaju wypowiedzi i były one „błędem” z jego strony.
Czy gospodarka Rosji wytrzyma sankcje?
.„Sankcje nałożone przez Zachód doprowadzą do załamania się całego systemu finansowego Rosji oraz zahamowania aktywności gospodarczej w największych aglomeracjach Rosji – w efekcie dotkną one cały kraj” – uważa Piotr Arak, autor tekstu na ten temat na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. – „Sankcje najsilniej uderzą w jeden z największych regionów gospodarczych – Moskwę, która odpowiada za 38,5 proc. eksportu całego kraju.”
„Moskwa na pewno liczyła się z tym, że inwazja spotka się z sankcjami, ale zakładała, że będzie to drobna niedogodność, zważywszy na podziały wśród państw Zachodu, które starannie przez lata wykorzystywała. Ale nawet jeśli środki do tej pory przyjęte przez Zachód są ostrzejsze, niż oczekiwano, Rosja ma ogromną wojenną skrzynię złota i rezerw walutowych o wartości 640 miliardów dolarów, aby wspierać gospodarkę.”
„Podczas gdy atak na oligarchów trafił na pierwsze strony gazet, zdecydowanie najważniejszą sankcją było ograniczenie dostępu Moskwy do jej rezerw walutowych, aby zablokować możliwość obrony rubla. Rezerwy działają na dwa sposoby” – tłumaczy autor. – „Po pierwsze, działają odstraszająco, ponieważ ci, którzy rozważają atak spekulacyjny, zastanawiają się dwa razy, jeśli wiedzą, że bank centralny jest w stanie go powstrzymać. Im większe rezerwy, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że bank centralny będzie musiał faktycznie ich użyć. Po drugie, jeśli odstraszanie nie działa, bank centralny z dużymi rezerwami może aktywnie interweniować na rynkach walutowych. W przypadku banku centralnego Rosji oznaczałoby to zamianę części z 640 mld dolarów aktywów na ruble. Sprzedaż dolarów, euro lub funtów za ruble doprowadziłaby do wzrostu wartości rosyjskiej waluty.”
„Żadna z tych opcji nie jest obecnie możliwa. Nie jest jasne, ile dokładnie z 640 miliardów dolarów jest zamrożone, ale według niektórych szacunków prawie żadne z aktywów nie może zostać wykorzystane. Ponad dwie trzecie całości – 460 miliardów dolarów – jest utrzymywane w obcych walutach lub papierach wartościowych i obecnie w dużej mierze jest niedostępne dla Moskwy. Reszta w większości jest w złocie, które jest przechowywane w skarbcach w Rosji. Putin mógłby prawdopodobnie znaleźć kogoś, kto kupiłby trochę tego złota z rabatem, ale trudno byłoby szybko zamienić ten cenny metal na dewizy. Co ciekawe, władze obniżyły też do 0 proc. stawkę VAT na zakup złota. Ma to na celu zachęcanie do jego zakupu, zwłaszcza za dolary i euro. – cały tekst [LINK].
PAP/ Anna Wróbel/ LW






