Hakeem JEFFRIES. Kim jest człowiek, który ma ograniczyć władzę Donalda Trumpa?

Hakeem Jeffries może zostać pierwszym czarnoskórym przewodniczącym Izby Reprezentantów. Zwycięstwo Demokratów otwiera przed nim drogę do urzędu, z którego będzie mógł blokować część programu Donalda Trumpa i kontrolować jego administrację. Najtrudniejsze zadanie zacznie się jednak we własnej partii: trzeba będzie pogodzić wyborców oczekujących rozliczeń z tymi, którzy przede wszystkim chcą tańszego życia i sprawnie działającego państwa.
.Demokraci wygrali walkę o większość w Izbie Reprezentantów i Senacie. Hakeem Jeffries jest kandydatem do objęcia przywództwa niższej izby, ale pozostaje przed nim odrębna procedura wyboru spikera. Rozstrzygną ją kongresmeni nowej kadencji, rozpoczynającej się w styczniu 2027 roku. Wygrane wybory stworzyły mu możliwość przejścia do historii; same nie przekazały jeszcze urzędu. – Dziś rozpoczyna się wielki amerykański powrót – ogłosił Jeffries w powyborczym przemówieniu. W tych słowach mieści się obietnica odzyskania wpływu na państwo, którego władzę wykonawczą zachowa prezydent Donald Trump. Demokraci otrzymają narzędzia nacisku, lecz będą także odpowiadać za sposób ich wykorzystania. Każdy spór o ustawę, finansowanie administracji czy granice parlamentarnego dochodzenia stanie się sprawdzianem zdolności do rządzenia.
Hakeem Jeffries będzie musiał udowodnić, że potrafi organizować większość również wtedy, gdy jej członkowie przestaną zgadzać się co do celu. W opozycji wspólnym mianownikiem był sprzeciw wobec prezydenta, po zwycięstwie trzeba będzie uzgadniać konkretne wydatki, warunki kompromisu i hierarchię obietnic.
Historia zapisana w urzędzie spikera
Znaczenie ewentualnego wyboru Jeffriesa wykracza poza zmianę partyjnego kierownictwa. Pierwszy Afroamerykanin, który zasiadł w Izbie Reprezentantów, Joseph Rainey z Karoliny Południowej, objął mandat 12 grudnia 1870 roku. Urodził się w niewoli. Do Kongresu wszedł w okresie Rekonstrukcji, gdy po wojnie secesyjnej rozstrzygano zakres obywatelstwa i praw politycznych wyzwolonych Amerykanów. Ponad półtora wieku później czarnoskóry polityk może stanąć na czele tej izby. Dodatkowego znaczenia nadaje temu historia samego Kapitolu. Archiwa Narodowe USA przechowują dokumenty potwierdzające udział zniewolonych Afroamerykanów w jego budowie. Ich praca współtworzyła siedzibę instytucji, w której nie mieli politycznej reprezentacji.
Spiker tej izby dysponuje władzą pozwalającą wpływać na porządek prac parlamentu i los ustaw. Kierowanie izbą oznacza zatem odpowiedzialność za decyzje całej większości, wykraczającą poza reprezentowanie własnego okręgu czy grupy wyborców. W tym właśnie wymiarze awans Jeffriesa byłby kolejnym etapem poszerzania dostępu do amerykańskiej władzy. Sam Jeffries odwołuje się do dziedzictwa Shirley Chisholm, pierwszej czarnoskórej kobiety wybranej do Kongresu, związanej z Brooklynem. W październikowej rozmowie z News 12 mówił, że reprezentuje dziś znaczną część jej dawnego okręgu. Wspominał także wychowanie w rodzinie należącej do związków zawodowych i w baptystycznej wspólnocie Cornerstone Baptist Church. To elementy jego własnej opowieści o służbie publicznej: zakorzenionej w dzielnicy, rodzinie i lokalnych instytucjach.
Z tej biografii wynika sposób rozumienia politycznej reprezentacji. Jeffries będzie mógł powoływać się na doświadczenie społeczności długo pozbawianych wpływu na państwo, a zarazem będzie musiał uzasadniać swoje decyzje wobec obywateli, którzy głosowali na jego przeciwników.
Prawnik z Brooklynu i następca Pelosi
.Hakeem Jeffries ma 56 lat. Urodził się w Brooklynie, studiował nauki polityczne na Binghamton University, politykę publiczną na Georgetown i prawo na New York University. Pracował w kancelarii Paul, Weiss oraz jako prawnik Viacom i CBS. Przed wejściem do Kongresu przez sześć lat zasiadał w legislaturze stanu Nowy Jork. Mandat federalny objął w styczniu 2013 roku. Jest więc politykiem uformowanym przez instytucje: uniwersytet, praktykę prawniczą, stanowy parlament i kolejne szczeble kongresowego kierownictwa. Ta droga sprzyja znajomości procedur i negocjacji. Może też utrudniać przekonywanie wyborców, którzy oczekują zerwania z dotychczasowym sposobem działania Waszyngtonu. Kompetencja w poruszaniu się po systemie staje się politycznym atutem dopiero wtedy, gdy przynosi widoczne rezultaty.
Demokraci jednomyślnie wybrali go na swojego lidera w 2022 roku i ponownie w 2024. Po odejściu Nancy Pelosi z przywództwa frakcji powierzono mu zadanie zachowania jej parlamentarnej skuteczności przy zmianie pokoleniowej. Pewien obraz tej skuteczności dały wybory spikera w styczniu 2023 roku. Republikanie potrzebowali piętnastu tur, by wybrać Kevina McCarthy’ego. W rozstrzygającym głosowaniu Jeffries otrzymał 212 głosów demokratycznych, a McCarthy 216 republikańskich; sześciu członków izby odpowiedziało „obecny”. Jeffries przegrał wybór, zachowując poparcie całej swojej frakcji. Podtrzymywanie jedności w takim głosowaniu było jednak łatwiejsze niż będzie przy ustalaniu programu większości. Kandydatura lidera opozycji nie wymagała wówczas rozstrzygnięcia, kto poniesie koszt reformy ochrony zdrowia, jak podzielić środki na mieszkalnictwo ani jakie ustępstwa można zaoferować prezydentowi. Teraz właśnie takie decyzje będą sprawdzały przywództwo Jeffriesa.
Polityka porozumień i konfrontacji
.W jego dorobku znajduje się przykład współpracy z Donaldem Trumpem, który komplikuje obraz polityka definiowanego wyłącznie przez sprzeciw wobec prezydenta. Jeffries współtworzył z republikaninem Dougiem Collinsem rozwiązania stanowiące podstawę First Step Act, reformy federalnego wymiaru sprawiedliwości podpisanej przez Trumpa w grudniu 2018 roku. Ustawa obejmowała między innymi zmiany dotyczące kar i przygotowania więźniów do powrotu do społeczeństwa. Dla przyszłego spikera jest to doświadczenie istotne. Pokazuje możliwość zbudowania porozumienia wokół ograniczonego celu przy utrzymaniu zasadniczych różnic politycznych. Nie dowodzi, że współpraca będzie równie łatwa w nowej kadencji. Zmieniły się warunki, stawka i wzajemne oczekiwania, jest jednak dowodem, że Jeffries uczestniczył już w doprowadzeniu ponadpartyjnego projektu do podpisu prezydenta.
Kolejny przykład przyniósł rok 2024. Po uchwaleniu pakietu pomocy dla sojuszników, obejmującego Ukrainę, demokratyczne kierownictwo zapowiedziało zablokowanie próby odwołania republikańskiego spikera Mike’a Johnsona. Wniosek Marjorie Taylor Greene został następnie odrzucony przy udziale Demokratów. Jeffries uzasadniał tę decyzję potrzebą utrzymania zdolności izby do działania. Wniosek z tego epizodu dotyczy przede wszystkim wyboru środków. Lider opozycji uznał, że pozostawienie przeciwnika na stanowisku służy w określonych warunkach interesowi, którego broni jego własna partia. Takie kalkulacje będą wracać podczas rozmów z administracją Trumpa.
Hakeem Jeffries potrafi też prowadzić konfrontację na sali obrad. W lipcu 2025 roku przez osiem godzin i 44 minuty przemawiał przeciw republikańskiemu pakietowi podatkowemu i wydatkowemu. Wykorzystał przywilej wydłużonej wypowiedzi przysługujący kierownictwu izby. Opóźnił głosowanie i skupił uwagę na sprzeciwie Demokratów, lecz nie zatrzymał uchwalenia ustawy.
Po przejęciu większości podobne wystąpienia będą oceniane razem z wynikiem głosowań i negocjacji. Umiejętność nazwania problemu pozostanie potrzebna. Dojdzie do niej odpowiedzialność za wybór rozwiązania, które może uzyskać poparcie poza własnym obozem.
Jedna większość i różne oczekiwania
.Pierwsze negocjacje Hakeem Jeffries będzie musiał przeprowadzić z Demokratami. Wybór spikera wymaga większości głosów oddanych imiennie na kandydatów. Przy pełnym składzie 435 członków i głosowaniu każdego z nich na konkretną osobę oznacza to 218 głosów. Próg może być niższy przy nieobecnościach lub odpowiedziach „obecny”. Sama przewaga mandatów nie zastępuje więc uzgodnienia kandydatury. Reuters wskazuje, że część progresywnych Demokratów nie zadeklarowała jeszcze poparcia dla Jeffriesa. Wśród nich wymienia nowo wybraną kongresmenkę Darializę Avilę Chevalier, która wcześniej wiązała ocenę przyszłego spikera z jego stanowiskiem wobec praw wyborczych, mieszkań publicznych, powszechnej ochrony zdrowia i dostaw broni ofensywnej dla Izraela.
Takie postulaty pokazują rozległość sporu. Dotyczy on zarówno programu społecznego, jak i sposobu prowadzenia polityki zagranicznej. Zwolennicy dalej idących reform mogą uznać wynik wyborów za zgodę na ich przyspieszenie. Demokraci z okręgów, w których zwycięstwo wymagało pozyskania wyborców środka, mogą odczytywać ten sam wynik jako zobowiązanie do ostrożności. Z punktu widzenia kierownictwa obie grupy są potrzebne. Polityka ograniczona do oczekiwań najbardziej zaangażowanych działaczy może utrudnić utrzymanie części mandatów. Ciągłe odkładanie zmian osłabiałoby z kolei wiarygodność partii wśród ludzi, których mobilizacja pomogła jej wygrać.
Jeffries próbuje znaleźć wspólny mianownik w kosztach życia. W październikowej rozmowie z News 12 mówił o wspólnej aspiracji progresywistów, centrowych New Democrats i bardziej zachowawczych Blue Dogs: poprawie sytuacji pracujących oraz klasy średniej. To obszar możliwej zgody na poziomie celu. Konflikt zaczyna się przy wyborze podatków, zakresu świadczeń i roli państwa. Podobna trudność dotyczy Izraela. Jeffries deklarował w czerwcu poparcie dla jego istnienia jako państwa żydowskiego i demokratycznego oraz dla rozwiązania dwupaństwowego. Przełożenie tych zasad na decyzje dotyczące pomocy, warunków jej udzielania czy kontroli nad administracją będzie wymagało uzgodnień w podzielonej frakcji.
Nie należy przy tym zakładać, że każdy spór zakończy się buntem. Siła poszczególnych grup będzie zależała od szerokości ostatecznej większości i od tego, czy w konkretnej sprawie uda się uzyskać głosy Republikanów. Dla Jeffriesa negocjacje wewnętrzne staną się stałą częścią sprawowania urzędu.
Koszty życia jako miara skuteczności
.Zapowiedź walki z kryzysem kosztów życia daje Demokratom możliwość przedstawienia programu obejmującego ludzi o różnych poglądach. Czynsz, rachunek za leczenie czy koszt opieki nad dzieckiem są doświadczeniami bardziej bezpośrednimi niż spór o procedurę parlamentarną. Zarazem obietnica ich obniżenia tworzy oczekiwania, których sam spiker nie może spełnić.
Jeffries zapowiada cofnięcie cięć dotyczących Medicaid. Jest to wspólny program federalny i stanowy finansujący opiekę zdrowotną dla określonych grup uprawnionych, w tym osób o niskich dochodach, dzieci oraz osób z niepełnosprawnościami. Zasady kwalifikowania do programu i zakres ochrony zależą od przepisów federalnych oraz rozwiązań przyjmowanych w stanach. Z tego powodu polityczna zapowiedź przywrócenia finansowania otwiera serię pytań legislacyjnych: jakie przepisy zmienić, z jakich środków pokryć wydatki i jak zapewnić wykonanie przyjętych rozwiązań. Uchwalony w Izbie projekt może pokazać kierunek polityki Demokratów. Dopiero wejście ustawy w życie i jej wdrożenie zmienią sytuację uprawnionych.
W ocenie skuteczności nowej większości znaczenie będzie miała także różnica między poprawą wskaźników gospodarczych a doświadczeniem gospodarstw domowych. Wolniejszy wzrost cen nie oznacza ich powrotu do wcześniejszego poziomu. Dla rodziny, której dochód nie nadążył za rachunkami, komunikat o słabnącej inflacji może więc nie oznaczać odzyskania poczucia bezpieczeństwa.
To wniosek istotny dla strategii Jeffriesa. Krytykując poprzednią większość za koszty życia, Demokraci zgodzili się, by według tego samego kryterium oceniano również ich działania. Wyborcy będą mogli porównywać kolejne obietnice z wydatkami, których nadal nie są w stanie ponieść.
Istnieje tu ryzyko przesadnego przypisywania Kongresowi sprawczości. Na ceny wpływają także decyzje przedsiębiorstw, sytuacja międzynarodowa, dostępność mieszkań czy polityka pieniężna. Jeffries będzie musiał wskazać, które koszty większość może rzeczywiście zmienić ustawą. Program oparty na konkretnych kompetencjach łatwiej rozliczyć niż ogólną obietnicę przywrócenia dobrobytu.
Weto wyznaczy granice nowej większości
.Spiker łączy funkcję przewodniczącego obrad, administracyjnego szefa Izby i lidera jej większości. Zajmuje też drugie miejsce w linii sukcesji prezydenckiej, po wiceprezydencie. W codziennej polityce jego znaczenie wynika przede wszystkim z wpływu na organizację prac i zdolności do uzgadniania decyzji własnej frakcji. Hakeem Jeffries będzie kierował jedną z dwóch izb Kongresu. Senat zachowa własne przywództwo i kompetencje, w tym udział w zatwierdzaniu prezydenckich nominacji na ważne stanowiska w administracji oraz do sądów federalnych. Wykorzystanie zwycięstwa Demokratów będzie zatem wymagało współpracy dwóch odrębnych ośrodków parlamentarnych.
Hakeem Jeffries nie zostanie jednak szefem władzy wykonawczej. Trump zachowa urząd, kompetencje prezydenckie i prawo weta. Do przełamania zwykłego weta potrzeba dwóch trzecich głosów w każdej izbie, przy wymaganym kworum. Ustawa popierana przez większość Demokratów może zatem zostać przyjęta przez Kongres i zatrzymana przez prezydenta.
Także Senat ma odrębne reguły działania. W wielu sprawach ustawodawczych zakończenie debaty wymaga poparcia 60 senatorów w stuosobowej izbie. Zwycięstwo wyborcze nie znosi więc wszystkich progów, które chronią wpływ mniejszości.
Ten mechanizm opisywaliśmy przed głosowaniem w tekście „Wybory połówkowe w USA. Dlaczego porażka w Kongresie nie powali Donalda Trumpa?”. Nowy układ zmienia pozycję negocjacyjną stron, pozostawiając każdej z nich narzędzia blokowania przeciwnika. Najsilniejszym instrumentem nacisku Kongresu pozostaje jego udział w stanowieniu prawa i przyznawaniu środków publicznych. Ustawy finansujące działalność państwa wymagają porozumienia między instytucjami. Hakeem Jeffries będzie mógł zabiegać o warunki wydatkowania pieniędzy i wiązać zgodę większości z określonymi ustępstwami administracji.
Nacisk ma jednak koszty. Przedłużający się konflikt o finansowanie może utrudniać pracę instytucji i dotykać obywateli, których obie strony obiecują chronić. Wtedy spór obejmie również odpowiedzialność za jego skutki. Prezydent będzie obciążał nią Kongres, a większość parlamentarna Biały Dom. Dlatego miarą skuteczności spikera będzie także wybór momentu zawarcia porozumienia. Za wczesne ustępstwo może osłabić jego pozycję we frakcji. Przeciągnięty konflikt może sprawić, że wyborcy przestaną dostrzegać cel, dla którego został rozpoczęty.
Rozliczenia wymagają dowodów
.Hakeem Jeffries zapowiada kontrolę relacji administracji Donalda Trumpa z przedstawicielami wielkiego biznesu, w tym darczyńcami wspierającymi prezydenta. Dla nowej większości będzie to możliwość badania potencjalnych konfliktów interesów i sposobu podejmowania decyzji publicznych.
Rzetelność takich działań będzie wymagała rozdzielenia politycznej krytyki, naruszenia standardów etycznych i podejrzenia złamania prawa. Samo finansowanie kampanii, jeśli odbywa się zgodnie z prawem, nie dowodzi korupcji. Dochodzenie powinno ustalać fakty pozwalające ocenić konkretne decyzje, zobowiązania i korzyści. Jeżeli postępowania ujawnią nadużycia, ich znaczenie może wykraczać poza bieżący konflikt partyjny. Jeżeli ich głównym rezultatem będą kolejne oskarżenia bez wykazania związku z decyzjami państwa, mogą utrwalać przekonanie, że każda większość wykorzystuje kontrolę do odwetu. Dla Jeffriesa ważne będzie zatem również to, czy zebrany materiał okaże się przekonujący dla odbiorców spoza jego elektoratu.
Odrębną decyzją pozostaje impeachment. Jeffries zna tę procedurę z bezpośredniego doświadczenia: w 2020 roku należał do grupy przedstawicieli Izby prowadzących oskarżenie podczas pierwszego senackiego procesu Trumpa.
Izba może większością głosów przyjąć artykuły oskarżenia. O skazaniu i usunięciu prezydenta decyduje jednak Senat większością dwóch trzecich obecnych członków. Przy obecności wszystkich stu senatorów potrzeba 67 głosów. Zwykła większość w obu izbach nie wystarcza do osiągnięcia takiego wyniku. Hakeem Jeffries nie przesądził rozpoczęcia trzeciego impeachmentu Trumpa. Będzie musiał ocenić zarówno materiał dowodowy, jak i warunki przeprowadzenia postępowania. Odłożenie tej decyzji może spotkać się z krytyką części zwolenników. Jej podjęcie bez dostatecznych podstaw lub możliwości przekonania szerszej grupy senatorów również miałoby polityczne konsekwencje.
Wpływ nowej większości nie będzie jednak zależał wyłącznie od tej jednej procedury. Kontrola wykonywania ustaw, ujawnianie dokumentów i publiczne wyjaśnianie działań administracji mogą ograniczać jej swobodę także bez uruchomienia impeachmentu.
Znaczenie dla Polski i Europy
.Z perspektywy Warszawy dorobek Jeffriesa uzasadnia zainteresowanie jego stanowiskiem wobec bezpieczeństwa Europy. W 2024 roku popierał pomoc dla Ukrainy i uczestniczył w budowaniu warunków politycznych pozwalających przeprowadzić ją przez Izbę. Gotowość Demokratów do obrony Johnsona po głosowaniach nad pomocą pokazała, że w tej sprawie byli skłonni zaakceptować koszt współpracy z republikańskim kierownictwem. Nie przesądza to treści przyszłych ustaw ani decyzji administracji. Dla Ukrainy znaczenie będą miały przyznane środki, warunki ich wykorzystania i wykonanie zobowiązań. Dla sojuszników z NATO ważna pozostanie zdolność Waszyngtonu do podejmowania decyzji, których trwałość nie zależy od wyniku pojedynczego sporu.
Z tego powodu polska polityka wobec USA powinna uwzględniać równocześnie Biały Dom, kierownictwa obu izb i komisje zajmujące się bezpieczeństwem oraz finansowaniem. Samo pojawienie się przychylnego rozmówcy na jednym stanowisku nie zastępuje pracy nad poparciem dla konkretnych rozwiązań. Szersze znaczenie wyborów dla Polski przedstawiamy w kompendium „Wybory w USA 2026 i nowa większość w Kongresie”.
Dla Jeffriesa nadchodzące dwa lata będą również okresem budowania wiarygodności Demokratów przed wyborami prezydenckimi w 2028 roku. Partia może wykorzystać większość do wykazania, że potrafi przygotować program, którego realizacja wymaga odzyskania Białego Domu. Może też ugrzęznąć w sporach, które przesłonią różnicę między jej propozycjami a programem Trumpa.
Ewentualny pierwszy czarnoskóry spiker stanie więc przed zadaniem o znaczeniu szerszym niż własny awans. Będzie musiał pokazać, że reprezentacja w instytucjach daje się przełożyć na decyzje poprawiające życie obywateli, a kontrola prezydenta może być prowadzona z poszanowaniem reguł państwa. Jego miejsce w historii określi sam wybór. Ocenę jego przywództwa wyznaczy dopiero sposób użycia otrzymanej władzy.
Jarosław Kowalski


