Huti stanowią coraz większy problem

Rozpoczęta we wrześniu ofensywa przyniosła Huti największe zdobycze terytorialne od 2022 r. Przesunięcie frontu w kierunku cieśniny Bab al-Mandab pozwala jemeńskim rebeliantom wywierać coraz większą presję na jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Szczególnie dotkliwe konsekwencje odczuwa Arabia Saudyjska, która po zamknięciu cieśniny Ormuz skierowała część eksportu ropy nad Morze Czerwone.
Ofensywa Huti zmienia sytuację nad Morzem Czerwonym
Po latach wojny, bombardowań i prób osłabienia ich zaplecza wojskowego Huti pozostają najpotężniejszą siłą w Jemenie. Kontrolują znaczną część północnych i zachodnich regionów kraju, w tym stolicę, Sanę. Na zajmowanych przez nich terenach mieszka około 70 proc. ludności Jemenu.
We wrześniu rebelianci rozpoczęli ofensywę, która przyniosła im największe zdobycze terytorialne od rozejmu zawartego w 2022 r. Więcej o pierwszych dniach walk pisaliśmy w tekście „Nowa ofensywa w Jemenie zaskoczyła wszystkich”.
Postępy na zachodnim wybrzeżu przesunęły siły Huti bliżej Bab al-Mandab. Cieśnina łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i Oceanem Indyjskim. W normalnych warunkach przepływa przez nią około 12 proc. światowego handlu, w tym 8 proc. transportowanej na świecie ropy.
Duże znaczenie dla kontroli nad tym obszarem ma także port Mokka, położony w pobliżu cieśniny i głównych szlaków żeglugowych.
Huti nie potrzebują pełnej wojskowej kontroli nad Bab al-Mandab, aby wpływać na międzynarodową żeglugę. Rakiety przeciwokrętowe, drony oraz ostrzał prowadzony z wybrzeża zwiększają ryzyko dla statków i podnoszą koszty ubezpieczenia. Część armatorów w takich warunkach wybiera dłuższą trasę wokół Afryki.
Arabia Saudyjska między Ormuzem a Bab al-Mandab
Postępy Huti są szczególnie niebezpieczne dla Arabii Saudyjskiej. Po zablokowaniu przez Iran cieśniny Ormuz w lutym 2026 r. Rijad zwiększył wykorzystanie ropociągu Wschód–Zachód, znanego również jako Petroline. Transportował nim surowiec ze wschodnich pól naftowych do portów nad Morzem Czerwonym.
Znaczenie tej infrastruktury oraz innych tras pozwalających ominąć Ormuz opisaliśmy szerzej w materiale „Petroline i ACOP. Szlaki omijające cieśninę Ormuz”.
Ropa dostarczana nad Morze Czerwone mogła płynąć przez Bab al-Mandab do odbiorców w Azji. Ofensywa Huti zagroziła więc trasie, która miała ograniczać skutki irańskiej blokady.
W sierpniu, po rozpoczęciu ataków Huti na saudyjskie statki, eksport ropy z Arabii Saudyjskiej do Azji spadł z 3,4 mln baryłek dziennie w czerwcu do 128 tys. baryłek. Następnie drony nadlatujące z południowo-wschodniego Iraku uszkodziły ropociąg Wschód–Zachód. Atak przypisano bojówkom powiązanym z Iranem.
Zamknięcie rurociągu ograniczyło również możliwości przesyłania saudyjskiej ropy na zachód, w stronę Egiptu i Kanału Sueskiego. Rijad znalazł się pod presją na obu końcach swoich głównych szlaków eksportowych: w cieśninie Ormuz i nad Bab al-Mandab.
Arsenał przystosowany do wojny na morzu
Huti dysponują pociskami balistycznymi i manewrującymi, dronami, rakietami przeciwokrętowymi oraz bezzałogowymi jednostkami morskimi. Wiele używanych przez nich konstrukcji przypomina irańskie systemy uzbrojenia.
Teheran zaprzecza, że dostarcza rebeliantom broń. Wielokrotnie przechwytywano jednak transporty irańskich pocisków, podzespołów i innego wyposażenia zmierzające do Jemenu. Według raportu ekspertów ONZ z 2024 r. Iran oraz jego sojusznicy w Libanie i Iraku zapewniali Huti także szkolenia i wiedzę wojskową.
W ciągu niespełna dekady wzrosła również liczebność ruchu. Eksperci ONZ szacowali, że w 2024 r. Huti mogli mieć nawet 350 tys. bojowników, w tym dzieci. W 2015 r. ich siły liczyły około 30 tys. ludzi.
Geneza organizacji, jej związki z zajdytyzmem i rozwój współpracy z Iranem zostały przedstawione szerzej w materiale „Kim są rebelianci Huti, którzy atakują statki płynące do Izraela?”.
Naloty nie odebrały Huti zdolności bojowych
Arabia Saudyjska rozpoczęła interwencję w Jemenie w 2015 r., po zajęciu przez Huti rozległych obszarów na północy i w centrum kraju, w tym Sany. Przez kolejnych siedem lat prowadziła naloty, lecz układ sił na lądzie zmienił się tylko w ograniczonym stopniu. Intensywność walk spadła po rozejmie z 2022 r.
Po wybuchu wojny w Strefie Gazy w 2023 r., wywołanej atakiem Hamasu na Izrael, Huti rozpoczęli kampanię przeciwko statkom na Morzu Czerwonym. Początkowo za cele uznawali jednostki powiązane z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. W 2026 r. skoncentrowali część działań na żegludze saudyjskiej.
Od stycznia 2024 r. cele w Jemenie bombardowały USA i Wielka Brytania. Według amerykańskiego wojskowego cytowanego przez Associated Press na ponad 1000 obiektów zrzucono około 2 tys. sztuk amunicji o łącznej wartości przekraczającej 750 mln dolarów. Pierwszą fazę tej operacji opisywaliśmy w artykule „USA i Wielka Brytania uderzyły na powiązane z rebeliantami Huti cele w Jemenie”.
Po kilku tygodniach nalotów Huti zgodzili się zaprzestać ataków na amerykańskie statki, kontynuowali jednak działania przeciwko Izraelowi. W izraelskich uderzeniach w 2025 r. zginęli premier rządu Huti oraz inni wysocy rangą przedstawiciele ruchu. Straty w kierownictwie nie sparaliżowały organizacji.
Przeciwnicy Huti pozostają podzieleni
Obecna ofensywa ujawniła słabość jemeńskich sił walczących z Huti. Poszczególne ugrupowania mają odrębnych patronów, cele polityczne i struktury dowodzenia. Jeszcze w styczniu 2026 r. dochodziło między nimi do starć.
Arabia Saudyjska również nie wykazuje gotowości do rozpoczęcia nowej wojny lądowej. Według portalu Axios następca tronu Mohammed bin Salman zwrócił się do Donalda Trumpa o amerykańską interwencję, lecz prezydent USA odmówił. Amerykańskie siły są zaangażowane w rejonie cieśniny Ormuz, a ich zapasy rakiet przechwytujących zostały uszczuplone.
CNN podało, że Waszyngton wysłał do Rijadu około 200 wojskowych. Ich zadaniem jest wsparcie działań wywiadowczych i logistycznych. O saudyjskich zabiegach o pomoc zagraniczną pisaliśmy także w tekście „Arabia Saudyjska szuka wsparcia przeciw Huti. Stawką jest bezpieczeństwo Morza Czerwonego”.
Położenie nad Bab al-Mandab daje Huti narzędzie nacisku wykraczające daleko poza granice Jemenu. Rebelianci mogą wpływać na ceny transportu, decyzje armatorów i kierunki eksportu ropy bez ustanawiania formalnej blokady cieśniny. Ich ofensywa powiększa kryzys wywołany zamknięciem Ormuzu i utrudnia Arabii Saudyjskiej wykorzystanie Morza Czerwonego jako bezpiecznej alternatywy dla szlaków prowadzących przez Zatokę Perską.
PAP/MB





