Nowa ofensywa w Jemenie zaskoczyła wszystkich

Huti przeprowadzili najszybszą ofensywę od kilku lat i w ciągu kilku dni zajęli znaczną część wybrzeża Jemenu nad Morzem Czerwonym. Ich postępy obejmują między innymi strategiczny port Al-Mucha oraz pozycje w pobliżu cieśniny Bab al-Mandab. Daje to wspieranemu przez Iran ruchowi znacznie większe możliwości oddziaływania na jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata i zwiększa presję na Arabię Saudyjską.
Niespodziewane zwycięstwo sojuszników Iranu
.Najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni było zajęcie przez Hutich Al-Muchy, ważnego portu położonego niedaleko Bab al-Mandab. Według części szacunków ugrupowanie przejęło nawet około 130 kilometrów wybrzeża w południowej części Tihamy. To największy sukces terytorialny Hutich od czasu rozejmu wynegocjowanego w 2022 roku. Ofensywa zaskoczyła siły przeciwne Huti, przede wszystkim formacje związane z National Resistance i wspierane przez państwa arabskie. Jeszcze niedawno kontrolowały one znaczną część wybrzeża na południe od Al-Hudajdy. W ciągu kilku dni utraciły część pozycji, co pokazuje zarówno siłę ofensywy, jak i problemy z koordynacją po stronie przeciwników.
Sytuacja ma znaczenie daleko wykraczające poza sam Jemen. Bab al-Mandab łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i Oceanem Indyjskim. Przez ten wąski przesmyk przechodzą statki zmierzające do Kanału Sueskiego i dalej do Europy. Huti już wcześniej pokazali, że za pomocą dronów, pocisków i małych jednostek mogą zmuszać armatorów do omijania całego regionu.
W sierpniu atak Hutich na statek w Bab al-Mandab zabił trzech członków załogi. Wcześniejsze fale ataków doprowadzały do przekierowywania części ruchu wokół Przylądka Dobrej Nadziei, co wydłużało rejsy i zwiększało koszty frachtu.
Jeszcze większe znaczenie ma opanowanie pozycji na wyspach położonych w samej cieśninie. Huti dotarli między innymi na Perim, zwaną też Mayun, która leży dokładnie między dwoma torami żeglugowymi Bab al-Mandab. Kontrola nad nią poprawia możliwości obserwacji ruchu statków i utrudnia przeciwnikom swobodne operowanie w tej części Morza Czerwonego. Huti utrzymują, że żegluga ma pozostać bezpieczna dla większości armatorów, z wyjątkiem jednostek związanych z Arabią Saudyjską. Problem polega na tym, że podobne deklaracje pojawiały się już wcześniej. Ugrupowanie twierdziło wtedy, że atakuje przede wszystkim statki powiązane z Izraelem, ale trafiane były również jednostki bez oczywistego związku z tym państwem.
Nowa ofensywa jest częścią szerszego powrotu do wojny o Jemen. Po rozejmie z 2022 roku intensywność walk znacznie spadła, choć konflikt formalnie się nie zakończył. Huti utrzymali kontrolę nad Saną i dużą częścią północno-zachodniego Jemenu, podczas gdy południe i wschód pozostawały podzielone między szereg ugrupowań wspieranych przez Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie. We wrześniu sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać. Huti nie tylko ruszyli wzdłuż wybrzeża, ale też wznowili ataki na Arabię Saudyjską. 8 września fala pocisków i dronów uderzyła w południowe regiony królestwa. Według władz rannych zostało 73 ludzi, a trafione zostały między innymi obiekty związane z energetyką i przemysłem naftowym.
Kilka dni później Arabia Saudyjska zamknęła strategiczny rurociąg East-West po kolejnym ataku dronowym. Rurociąg ten ma szczególne znaczenie, ponieważ pozwala przesyłać ropę ze wschodniej części kraju do portów nad Morzem Czerwonym z pominięciem cieśniny Ormuz. W ostatnich miesiącach jego rola jeszcze wzrosła z powodu niestabilności w Zatoce Perskiej. W ten sposób dwa najważniejsze szlaki energetyczne regionu znalazły się jednocześnie pod presją. Cieśnina Ormuz pozostaje zagrożona przez bezpośredni konflikt z Iranem, natomiast Bab al-Mandab znajduje się coraz mocniej w zasięgu Hutich. Jeszcze przed obecną eskalacją przez Ormuz przepływało około jednej piątej światowego handlu ropą.
Iran pozostaje najważniejszym zagranicznym partnerem Hutich, dostarczając im wsparcia technologicznego, szkoleniowego i wojskowego. Nie oznacza to jednak, że jemeńskie ugrupowanie wykonuje automatycznie każde polecenie Teheranu. Huti mają własne interesy, własną strukturę polityczną i długą historię konfliktu z władzami w Sanie jeszcze sprzed obecnej fazy rywalizacji irańsko-saudyjskiej. Z perspektywy Teheranu ich obecne sukcesy są jednak wyjątkowo korzystne. Inne elementy tzw. osi oporu zostały w ostatnich latach poważnie osłabione. Tymczasem Huti nie tylko przetrwali lata saudyjskich bombardowań oraz późniejsze naloty amerykańskie i brytyjskie, ale dziś są w stanie prowadzić ofensywę lądową i jednocześnie oddziaływać na handel morski.
Dla Stanów Zjednoczonych sytuacja jest niewygodna. Waszyngton już wcześniej prowadził szeroką kampanię nalotów na pozycje Hutich, ale nie zdołał trwale wyeliminować ich zdolności rakietowych i dronowych. Obecnie administracja amerykańska stara się wspierać Arabię Saudyjską przede wszystkim informacyjnie i logistycznie, unikając otwarcia kolejnego dużego frontu. Największe koszty ponownie poniosą jednak mieszkańcy Jemenu. Powrót walk oznacza kolejne przesiedlenia i pogorszenie sytuacji humanitarnej w kraju wyniszczonym przez ponad dekadę wojny. Według najnowszych danych tylko w ciągu ostatnich dni dziesiątki tysięcy osób musiały opuścić swoje domy w rejonach objętych ofensywą.
Obecna ofensywa nie oznacza jeszcze, że Huti są w stanie przejąć cały Jemen. Pokazuje jednak, że po latach bombardowań, sankcji i prób ich izolowania pozostają najważniejszą siłą militarną w kraju. Zajęcie Al-Muchy i pozycji przy Bab al-Mandab daje im jednocześnie coś więcej niż terytorium: możliwość wpływania na handel, ceny ropy i bezpieczeństwo całego regionu.
Maciej Bzura



