„Internet stał się zatrutą studnią” [Tomasz CHŁOŃ]

Rosjanie celowo nasycają internet dezinformacją. Sztuczna inteligencja sięga potem do tej „zatrutej studni” po informacje. W efekcie nawet chatboty, jak ChatGPT, zaczynają serwować treści coraz mniej krytyczne wobec Rosji – powiedział Tomasz Chłoń, pełnomocnik MSZ ds. przeciwdziałania dezinformacji międzynarodowej.
Państwa wydają ogromne fundusze na zbrojenia, ale przekazują zbyt mało środków na walkę z dezinformacją
.Tomasz Chłoń przyznaje, że w sieci wyraźnie widać wzmożenie rosyjskiej dezinformacji i że Rosja coraz chętniej wykorzystuje do jej tworzenia technologię, w tym sztuczną inteligencję (AI). – Technologia posunęła się naprzód, więc dezinformację jest znacznie łatwiej produkować. A Rosjanie skrzętnie z tego korzystają – zauważa Tomasz Chłoń.
Dyplomata, który m.in. pracował w ambasadzie RP przy NATO, był ambasadorem Polski w Estonii i na Słowacji oraz dyrektorem Biura Informacyjnego NATO w Moskwie, którą to placówką kierował z Brukseli, wyjaśnił, że Kreml działa w stały sposób: najpierw tworzy nieprawdziwe narracje, te potem pojawiają się w bardzo niszowych kanałach informacyjnych, skąd rozprzestrzeniane są dalej, zataczając coraz szersze kręgi i trafiając ostatecznie do mainstreamu.
Zauważył też, że sieć coraz bardziej przesycona jest rosyjską dezinformacją. – Stosunkowo nowym problemem jest to, że Rosja zaczyna w sposób celowy wpływać na modele językowe, w tym chatboty, z których coraz chętniej korzystamy. W rezultacie coraz częściej, kiedy wpisujemy zapytanie do wyszukiwarki lub pytamy o coś np. ChatGPT, dostajemy odpowiedzi coraz mniej krytyczne wobec Rosji – powiedział Tomasz Chłoń. Wyjaśnił, że dzieje się tak dlatego, że Rosja nasyca internet prorosyjską narracją i nieprawdziwymi informacjami, a sztuczna inteligencja bazuje potem na źródłach wydobytych z takiej właśnie „zatrutej studni”. – To bardzo niebezpieczne – ostrzega.
Rosja zwycięża z Polską w wojnie dezinformacyjnej
Tomasz Chłoń przyznaje, że Polska jest na świeczniku Kremla i że jesteśmy najbardziej atakowanym rosyjską dezinformacją państwem, a najwięcej treści dotyczy Ukrainy. Wyraźnym dowodem na to, że rosyjska dezinformacja odnosi sukcesy, są choćby wyniki ostatnich badań opinii publicznej w Polsce, które pokazały, że poparcie dla sprawy ukraińskiej i Ukraińców spadło w naszym kraju z 50 proc. w chwili wybuchu pełnoskalowej wojny do poniżej 30 proc. w tym roku.
Zdaniem Tomasza Chłonia dezinformacja pada na podatny grunt, ponieważ przekazy są tak skonstruowane, żeby uderzać w ludzkie emocje i lęki oraz polaryzować społeczeństwo. Pomaga w tym fakt, że ludzkie mózgi ewolucyjnie zaprojektowane są tak, żeby łatwiej wychwytywać i zapamiętywać negatywne informacje. – Dlatego trudno jest nam się przebić z pozytywną informacją, np. taką, że ukraińskie firmy i pracownicy wnoszą do polskiego budżetu cztery razy więcej, niż z niego otrzymują pomocy, że wiele sektorów by upadło, gdyby nie pracownicy z Ukrainy, że 10 proc. nowych przedsiębiorstw w Polsce jest zakładanych przez Ukraińców i są to firmy, które też przynoszą dochody do budżetu państwa – wymienia.
Dezinformacja skutecznym elementem wojny hybrydowej
Tomasz Chłoń przyznaje, że Rosja chętnie inwestuje w dezinformację, bo to łatwe i tanie. – Dezinformacja jest znacznie tańsza niż inne formy hybrydowej agresji, nie mówiąc już o fizycznych atakach np. na infrastrukturę krytyczną, co wymaga środków i wysiłku a do tego może okazać się nieskuteczne. A dezinformację można w świecie cybernetycznym bardzo łatwo ukryć, przez co trudno jej przeciwdziałać – powiedział.
Dodaje, że mimo unijnych przepisów cyfrowych, platformy cyfrowe wciąż nie radzą sobie ze skutecznym usuwaniem dezinformacji. – Platformy reagują tylko na 12 proc. zgłoszeń o nieprawidłowościach. Samo raportowanie o naruszeniach regulaminu jest niezwykle trudne. Nasi litewscy koledzy obliczyli ostatnio, że żeby wysłać Facebookowi pełny raport o naruszeniu jego regulaminu przez dane strony internetowe potrzeba 3 tys. roboczogodzin – mówi Tomasz Chłoń.
Państwa członkowskie wydają ogromne fundusze na zbrojenia, ale przekazują zbyt mało środków na walkę z dezinformacją. Według Tomasza Chłonia te proporcje trzeba odwrócić, stąd też w UE pojawiły się pomysły, żeby po pierwsze zwiększyć wsparcie unijne dla organizacji społeczeństwa obywatelskiego walczących z dezinformacją, a po drugie przekazywać na tę walkę pieniądze pozyskane z kar nakładanych na duże platformy internetowe, które naruszyły prawo UE.
PAP/MB



