Jak Emiraty inwestują w słabość Europy

Zjednoczone Emiraty Arabskie zapowiedziały pakiet inwestycji w Niemczech o wartości 40 mld euro. Dla tracącego poparcie wyborców Friedricha Merza jest to szansa na odbudowę przemysłowej wiarygodności Niemiec, dla Muhammada bin Zajida kolejny etap zamiany dochodów z ropy w globalną siłę polityczną, technologiczną i gospodarczą. Sébastien Laye ostrzega w „Journal du Dimanche”, że fundusz państwowy i centrum danych mogą dziś znaczyć tyle samo co ambasada, lecz ofensywa Abu Zabi we Francji, Włoszech i Wielkiej Brytanii pokazuje jeszcze więcej: Emiraty dokładnie wiedzą, po co inwestują w Europie.
.Europa zachowała przedsiębiorstwa, laboratoria, inżynierów i marki przemysłowe, ale coraz częściej nie ma wystarczająco dużo cierpliwego kapitału, taniej energii ani politycznej ciągłości, aby samodzielnie finansować ich rozwój. Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują tym, czego Europie brakuje, a zarazem potrzebują tego, co wciąż pozostaje europejską przewagą: technologii, know-how, zaplecza przemysłowego i dostępu do wielkiego rynku. Ogłoszony w Berlinie pakiet inwestycji o wartości 40 mld euro pokazuje, że nie chodzi już o pojedyncze transakcje, lecz o budowę trwałej współzależności między największą gospodarką Unii Europejskiej a państwem, które pod przywództwem Muhammada bin Zajida przekształca dochody z ropy w globalną siłę polityczną.
Sébastien Laye napisał na łamach „Journal du Dimanche”, że niektóre państwa nadal prowadzą dyplomację narzędziami minionego wieku, podczas gdy inne zrozumiały, iż fundusz państwowy, terminal LNG albo centrum danych mogą znaczyć tyle samo co ambasada. To trafna i mocna diagnoza, lecz wydarzenia z 10 września 2026 r. pozwalają pójść dalej: Zjednoczone Emiraty Arabskie nie tylko wykorzystują gospodarkę do osiągania celów politycznych, ale potrafią połączyć w jednej strategii energię, przemysł chemiczny, sztuczną inteligencję, bezpieczeństwo dostaw, technologie obronne i dostęp do rynków. Europa otrzymuje kapitał potrzebny do modernizacji, Abu Zabi zdobywa zaś miejsce przy stole, przy którym ustala się przemysłowy i technologiczny porządek następnych dekad.
Kapitał, który wykonuje pracę dyplomacji
Podczas wizyty państwowej prezydenta ZEA w Niemczech Friedrich Merz i Muhammad bin Zajid powitali zapowiedź emirackiego pakietu inwestycyjnego o wartości 40 mld euro, obejmującego między innymi zaawansowaną infrastrukturę cyfrową i nowe centra danych o mocy około jednego gigawata. Według informacji przekazanych przez agencję Reutera ma to być kapitał dodatkowy wobec około 34 mld euro dotychczasowego zaangażowania Emiratów w Niemczech, natomiast we wspólnej deklaracji obu państw mowa jest również o 29 porozumieniach między przedsiębiorstwami, których łączna wartość przekracza 9,356 mld euro. Powołanie Niemiecko-Emirackiej Rady Inwestycyjnej ma nadać tej współpracy instytucjonalną trwałość, a więc stworzyć mechanizm, który będzie przeżywał pojedyncze wizyty, zmiany ministrów oraz wahania koniunktury.
Skala jest nowa, ale fundamenty powstawały od lat. Emirackie spółki ADNOC, XRG i Masdar deklarowały już w lutym 2026 r., że ich inwestycje energetyczne i przemysłowe w Niemczech przekroczyły 18 mld euro, zapowiadając zwiększenie tej kwoty do około 30 mld euro w następnej dekadzie; najważniejszą pojedynczą operacją stało się przejęcie Covestro przez XRG, wyceniane na około 14,7–15 mld euro. Do tego dochodzą umowy ADNOC z RWE dotyczące gazu i LNG, współpraca Masdar z RWE przy magazynach energii oraz porozumienia TA’ZIZ, Fertiglobe i Covestro w sektorze chemicznym, dzięki którym emiracki kapitał obejmuje kolejne ogniwa niemieckiego łańcucha przemysłowego.
Tak wygląda w praktyce „economic statecraft”, o którym pisze Laye: inwestycja jest jednocześnie decyzją finansową i narzędziem pozycjonowania państwa. Zakup producenta zaawansowanych materiałów daje dostęp do kompetencji przemysłowych, finansowanie infrastruktury cyfrowej wprowadza inwestora do ekosystemu sztucznej inteligencji, a umowy energetyczne budują rolę dostawcy niezbędnego dla stabilności całej gospodarki. Emiraty nie kupują przypadkowego zbioru europejskich aktywów, lecz starają się zdobywać pozycje w sektorach, które za dziesięć lub dwadzieścia lat będą decydowały o suwerenności technologicznej, energetycznej i militarnej.
Merz szuka kapitału dla niemieckiego zwrotu
Friedrich Merz przyjmuje Muhammada bin Zajida w jednym z najtrudniejszych momentów dla niemieckiego modelu gospodarczego od początku tego stulecia. PKB Niemiec skurczył się o 0,3 proc. w 2023 r. i o kolejne 0,2 proc. w 2024 r., produkcja przemysłowa osłabła pod wpływem drogich nośników energii, konkurencji chińskiej i zbyt wolnej cyfryzacji, a Volkswagen zapowiedział ograniczenie zatrudnienia w Niemczech o ponad 35 tys. etatów do 2030 r. Opisywany przez lata jako źródło europejskiej stabilności Modell Deutschland okazał się nadmiernie uzależniony od taniego rosyjskiego gazu, chińskiego rynku zbytu i amerykańskiego parasola bezpieczeństwa.
Merz, prawnik i polityk o wieloletnim doświadczeniu w biznesie, w tym w radzie nadzorczej niemieckiej części BlackRock, rozumie język kapitału lepiej niż większość europejskich przywódców. Jego powrót do polityki, przejęcie kierownictwa CDU i objęcie urzędu kanclerza w maju 2025 r. miały oznaczać odzyskanie przez Niemcy sprawczości gospodarczej i strategicznej; sylwetkę kanclerza przedstawia szerzej tekst „Kim jest Friedrich MERZ? Życiorys, poglądy i walka o przywództwo w Niemczech”. Merz wszedł jednak do Urzędu Kanclerskiego bez wcześniejszego doświadczenia w rządzie, przegrał pierwsze głosowanie nad swoim wyborem w Bundestagu, a następnie musiał połączyć wolnorynkową tożsamość z decyzją o uruchomieniu wartego 500 mld euro funduszu infrastrukturalnego oraz poluzowaniu reguł zadłużenia dla wydatków na obronność i bezpieczeństwo.
Otwarcie na pieniądze z Abu Zabi jest zatem częścią większego zwrotu, a nie doraźnym ratowaniem kilku firm. Kanclerz chce jednocześnie odbudowywać Bundeswehrę, modernizować infrastrukturę, zwiększać moce obliczeniowe, chronić przemysł energochłonny i ograniczać zależność Niemiec od Stanów Zjednoczonych oraz Chin, lecz wykonanie wszystkich tych zadań wymaga kapitału, którego nie dostarczy wyłącznie państwowy fundusz infrastrukturalny. Merz pojechał do Zatoki Perskiej w lutym 2026 r., spotkał się z Muhammadem bin Zajidem w Abu Zabi i wrócił z porozumieniami dotyczącymi LNG, magazynowania energii oraz chemii, natomiast wrześniowa wizyta emirackiego prezydenta w Berlinie zamyka pierwszy etap tej operacji.
Stawka jest również polityczna, ponieważ osłabienie przemysłu uderza w społeczną bazę niemieckiego centrum, a rosnąca AfD wykorzystuje poczucie gospodarczego schyłku, wysokie koszty transformacji i brak kontroli nad zmianami. W wyborach w Saksonii-Anhalt z 6 września 2026 r. AfD uzyskała 43,8 proc. głosów, a CDU 17,2 proc., co uczyniło gospodarczą skuteczność rządu kwestią przetrwania niemieckiej chadecji; konsekwencje wzrostu AfD dla Niemiec i Polski analizuje Sebastian Meitz w tekście „AfD coraz bliżej władzy. Czego powinna obawiać się Polska?”. Emirackie miliardy nie rozwiążą problemów Merza, ale mogą pomóc mu udowodnić, że Niemcy pozostają krajem zdolnym przyciągać kapitał do przemysłu, technologii i dobrze płatnych miejsc pracy, a nie jedynie administrować kosztami własnej stagnacji.
Muhammad bin Zajid projektuje państwo po ropie
Po drugiej stronie stołu znajduje się przywódca, którego znaczenia nie sposób mierzyć wyłącznie liczbą mieszkańców jego kraju. Muhammad bin Zajid, absolwent akademii wojskowej w Sandhurst, od 2014 r. był faktycznym przywódcą ZEA, a po śmierci swojego brata w maju 2022 r. został prezydentem federacji i władcą Abu Zabi. Jego polityczna biografia została przedstawiona w osobnym materiale „Kim jest Mohammed bin ZAYED i jaką rolę odgrywają Emiraty”, dlatego teraz najważniejsze jest nie ponowne opowiadanie życiorysu, lecz pokazanie metody, dzięki której uczynił państwo liczące około jedenastu milionów mieszkańców graczem obecnym jednocześnie w Waszyngtonie, Pekinie, Moskwie, Brukseli i najważniejszych stolicach Bliskiego Wschodu.
Istotą tej metody jest strategiczna wielowektorowość. Emiraty pozostają partnerem wojskowym Stanów Zjednoczonych i goszczą siły amerykańskie, utrzymują szczególnie bliskie relacje obronne z Francją, znormalizowały stosunki z Izraelem w ramach porozumień Abrahamowych, należą do BRICS, rozwijają handel z Chinami i nie zerwały kanałów politycznych ani gospodarczych z Rosją. Nie jest to polityka neutralności w europejskim rozumieniu, lecz świadome unikanie zależności od jednego centrum siły, połączone z ambicją uczynienia Abu Zabi miejscem, przez które przepływają kapitał, energia, technologia, dane i dyplomacja.
Muhammad bin Zajid odziedziczył państwo zbudowane na ropie, lecz jego miarą sukcesu ma być zdolność funkcjonowania wtedy, gdy sama ropa przestanie wystarczać. Sektory niezwiązane z wydobyciem odpowiadały w 2024 r. za 75,5 proc. emirackiego PKB i rosły o 5 proc., szybciej niż cała gospodarka, natomiast państwowe i powiązane z państwem wehikuły inwestycyjne rozdzielają role między tradycyjne aktywa, energię, infrastrukturę, półprzewodniki, sztuczną inteligencję, logistykę i bezpieczeństwo żywnościowe. ADIA, Mubadala, ADQ, Masdar, XRG, G42 czy MGX nie są prostym przedłużeniem jednego ministerstwa, ale razem tworzą architekturę, dzięki której przejściowy dochód ze sprzedaży surowców może zostać zamieniony w trwałą pozycję w światowych łańcuchach wartości.
W tym sensie Niemcy są dla Muhammada bin Zajida partnerem niemal idealnym. Mają globalne koncerny, kompetencje chemiczne, energetyczne i inżynieryjne, ośrodki badawcze oraz przemysłową kulturę, której nie da się stworzyć samym przelewem bankowym, lecz potrzebują nowych inwestorów i rynków wzrostu. Emiraty mogą zaoferować nie tylko pieniądze, ale także energię, infrastrukturę cyfrową, dostęp do Zatoki Perskiej, Azji i Afryki oraz decyzje podejmowane w perspektywie dłuższej niż jedna europejska kadencja parlamentarna.
Francja Włochy i Wielka Brytania przyjęły ten kapitał wcześniej
Niemiecki pakiet jest największą najnowszą deklaracją, ale nie stanowi wyjątku. W lutym 2025 r. Emmanuel Macron i Muhammad bin Zajid uzgodnili stworzenie we Francji kampusu sztucznej inteligencji z centrum danych o mocy jednego gigawata, którego wartość inwestycyjna została oszacowana na 30–50 mld dolarów, a współpraca ma obejmować również półprzewodniki, chmurę, kształcenie talentów i suwerenną infrastrukturę cyfrową. We wrześniu 2026 r. emiracki kapitał w wysokości 1 mld dolarów został ponadto skierowany do francusko-amerykańskiego projektu konstelacji pięćdziesięciu satelitów wyposażonych w sztuczną inteligencję, co pokazuje przejście od finansowania nieruchomości do inwestowania w technologie o znaczeniu cywilnym, przemysłowym i obronnym.
We Włoszech wizyta Muhammada bin Zajida w lutym 2025 r. przyniosła zapowiedź 40 mld dolarów inwestycji i ponad czterdzieści porozumień dotyczących między innymi sztucznej inteligencji, centrów danych, przestrzeni kosmicznej, odnawialnych źródeł energii i surowców krytycznych. Kilka miesięcy później emiracka grupa G42 i włoski iGenius zapowiedziały budowę infrastruktury obliczeniowej dla sztucznej inteligencji z superkomputerem, która ma należeć do największych w Europie. Giorgia Meloni, podobnie jak Friedrich Merz i Emmanuel Macron, potraktowała więc relację z Abu Zabi nie jako poszukiwanie pasywnego inwestora portfelowego, lecz jako element polityki przemysłowej państwa.
Wielka Brytania była laboratorium tego procesu jeszcze wcześniej. W 2021 r. Londyn i Mubadala rozszerzyły Emiracko-Brytyjskie Partnerstwo Suwerennych Inwestycji do 10 mld funtów, wskazując transformację energetyczną, infrastrukturę, technologię i nauki o życiu jako sektory uprzywilejowane, podczas gdy ADIA posiadała udziały w lotnisku Gatwick, a kapitał związany z rodziną rządzącą Abu Zabi uczynił z Manchester City globalną markę i wszedł w wieloletnie projekty urbanistyczne Manchesteru. Brytyjski przypadek pokazuje zarazem szerszy fenomen pieniędzy z Zatoki: katarski kapitał zakorzenił się w londyńskich nieruchomościach, handlu i infrastrukturze, a saudyjski Public Investment Fund wszedł do akcjonariatu Heathrow, dlatego europejskie stolice konkurują dziś nie tylko o środki, lecz także o strategiczną uwagę Rijadu, Dohy i Abu Zabi.
Europejskie aktywa i emiracka strategia
Teza Sébastiena Laye’a jest najbardziej przekonująca w miejscu, w którym przestaje być pochwałą zręcznego inwestora, a staje się pytaniem o jakość europejskiego państwa. Kapitał światowy rzeczywiście płynie tam, gdzie znajdują się wartościowe aktywa i kompetencje, lecz kapitał państwowy nie przychodzi bez własnego horyzontu strategicznego: chce zwrotu, dostępu, wiedzy, wpływu oraz trwałego miejsca w sektorach uznanych za kluczowe. Europa ma prawo przyjmować ten kapitał i ma powody, by o niego zabiegać, ale powinna dokładnie wiedzieć, które technologie musi zachować pod własną kontrolą, jak chronić dane i własność intelektualną oraz jakie inwestycje mają tworzyć nowe moce produkcyjne, zamiast jedynie zmieniać właściciela istniejących aktywów.
Merz zdaje się rozumieć, że suwerenność gospodarcza nie oznacza autarkii, lecz zdolność wybierania partnerów i ustanawiania warunków współpracy. W tym punkcie jego podejście spotyka się z logiką Muhammada bin Zajida, dla którego otwartość na wiele kierunków jest sposobem wzmacniania własnej autonomii, a nie rezygnacją z niej. Obaj przywódcy posługują się językiem interesów długoterminowych, choć wychodzą z zupełnie innych pozycji: kanclerz próbuje przywrócić dynamikę dojrzałej, lecz osłabionej gospodarce przemysłowej, natomiast prezydent ZEA buduje dla młodego państwa pozycję, która ma przetrwać epokę naftową.
Nieprzypadkowo współpraca obejmuje jednocześnie centra danych, LNG, wodór, magazyny energii, chemię, rolnictwo, technologie obronne i bezpieczeństwo. Są to dziedziny, w których granica między gospodarką a polityką bezpieczeństwa praktycznie zniknęła, a decyzja inwestycyjna może przesądzić o odporności państwa w czasie kryzysu. Jak pisał prof. Marek A. Cichocki na łamach „Wszystko co Najważniejsze”, Niemcy wchodzą w okres systemowej zmiany, która będzie oddziaływać również na ich sąsiadów; nowe otwarcie na Zatokę Perską jest jednym z elementów tej przebudowy.
Najważniejszy wniosek nie brzmi zatem, że Europa została wykupiona przez arabskie fundusze ani że Emiraty zamierzają ratować europejski przemysł. Muhammad bin Zajid inwestuje w Europie, ponieważ wie, jakich aktywów potrzebuje do budowy przyszłej potęgi ZEA, a Friedrich Merz przyjmuje ten kapitał, ponieważ potrzebuje inwestycji, które mogą odbudować konkurencyjność Niemiec i wzmocnić jego polityczną wiarygodność. Emiraty mają strategię dla swoich pieniędzy; prawdziwym sprawdzianem dla Berlina, Paryża, Rzymu i Londynu będzie to, czy potrafią równie precyzyjnie określić strategię dla własnych technologii, przemysłu i suwerenności.
Sebastian Nizio






