Jakie narody lubią Polacy, a jakie nieszczególnie [CBOS]

W 2026 r. Polacy najczęściej deklarują niechęć wobec Rosjan, Białorusinów i Romów – wynika z raportu CBOS. Największy wzrost niechęci Polaków nastąpił wobec Żydów, Amerykanów i Ukraińców. Włosi są natomiast, po raz kolejny narodem który najbardziej lubią Polacy.
„Niezmiennie od czasu wybuchu wojny w Ukrainie z największym dystansem podchodzimy do Rosjan”
.Centrum Badania Opinii Społecznej zapytało o stosunek Polaków do 21 narodów i grup etnicznych.
Z badania wynika, że na pierwszym miejscu w rankingu najbardziej lubianych narodów, podobnie jak w ub. roku, są Włosi. Sympatię do nich deklaruje prawie sześciu na dziesięciu Polaków (58 proc.), a niechęć – 7 proc. „Niewiele mniej Polaków ma pozytywne nastawienie do Czechów (55 proc.)” – zwrócili uwagę autorzy raportu CBOS.
Co drugi ankietowany darzy sympatią Słowaków (52 proc.), a blisko połowa – Anglików (49 proc.) oraz Amerykanów (47 proc.). Sympatię wobec Chorwatów deklaruje 45 proc. badanych. Niemal tyle samo (44 proc.) osób deklaruje, że lubi Szwedów, Francuzów i Holendrów, 43 proc. – Litwinów, 41 proc. – Węgrów.
Na dalszych pozycjach najbardziej lubianych narodów uplasowali się Bułgarzy i Niemcy (po 35 proc.). CBOS zwrócił jednak uwagę, że „niechęć do Niemców deklarowana jest dwukrotnie częściej niż do Bułgarów (32 proc. wobec 16 proc.)”.
Z sondażu wynika też, że 33 proc. Polaków ma pozytywne nastawienie do Wietnamczyków, a 30 proc. – do Chińczyków.
Kolejne miejsca zajmują narody i grupy etniczne, wobec których deklaracje niechęci są częstsze niż deklaracje sympatii. Są to: Ukraińcy (43 proc. wobec 29 proc.), Palestyńczycy (30 proc. wobec 24 proc.), Żydzi (40 proc. wobec 22 proc.), Białorusini (46 proc. wobec 19 proc.) oraz Romowie (46 proc. wobec 18 proc.).
„Niezmiennie od czasu wybuchu wojny w Ukrainie z największym dystansem podchodzimy do Rosjan, do których niechęć deklaruje aż 74 proc. badanych, zaś sympatię zaledwie 7 proc.” – zauważył CBOS.
Przekazał, że przed rokiem odnotowano „pogorszenie nastawienia do wielu nacji”. W tym roku zmiany są nieco mniej jednoznaczne, jednak częściej obserwowany jest spadek niż wzrost sympatii i, co za tym idzie, częściej zwiększenie niż spadek niechęci wobec innych narodów.
Czy na przestrzeni lat zmieniło się to, kogo lubią Polacy?
.Z badania wynika, że największy wzrost niechęci zarejestrowano w przypadku nastawienia wobec Żydów (o 8 punktów procentowych, przy jednoczesnym spadku sympatii o 4 punkty proc.) oraz Amerykanów (wzrost niechęci o 8 punktów, spadek sympatii o 11 punktów proc.), a także Ukraińców (wzrost niechęci o 5 punktów proc., spadek sympatii o 1 punkt proc.).
Sondaż wykazał, że jest to trzeci rok z kolei, kiedy pogarsza się stosunek Polaków do narodów, które wyraźnie zyskały w naszych oczach zaraz po wybuchu wojny w Ukrainie – Amerykanów, Anglików oraz Ukraińców.
W 2026 r. CBOS zarejestrował też pogorszenie stosunku do większości z naszych sąsiadów, przy czym wyjątek stanowią Słowacy oraz Niemcy (z niewielkimi wzrostami średnich).
„Na pierwszym miejscu pod względem sympatii – podobnie jak przed rokiem – znajdują się Czesi, na drugim Słowacy, zaś na trzecim Litwini. Czwartą pozycję zajmują Niemcy, do których nasz stosunek jest dość ambiwalentny, natomiast piątą – Ukraińcy. Szóste miejsce zajmują Białorusini, zaś ostatnie Rosjanie – do tego narodu podchodzimy ze zdecydowanie największą niechęcią – podało CBOS.
Badanie przeprowadzono w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Zrealizowano je w dniach od 8 do 20 stycznia 2026 r. na próbie liczącej 938 osób (w tym: 55,5 proc. metodą CAPI, 26,4 proc. – CATI i 18,0 proc. – CAWI).
Polska na miarę naszych ambicji’
.My, Polacy, mamy wszelkie zdolności, umiejętności, doświadczenia i potencjał, by zająć miejsce wśród najwyżej rozwiniętych, najbogatszych i najbardziej wpływowych narodów świata – pisze Tobiasz BOCHEŃSKI
Na naszych oczach porządek światowy ulega najpoważniejszym zmianom od upadku ZSRR. U zarania lat 90. ukształtował się znany nam ład. Dziś kruszeje i jest podmywany w zastraszającym tempie. To nie tylko gra USA i Chin. To fundamentalna zmiana, na którą polska elita polityczna musi odpowiedzieć, ponieważ mamy do czynienia z rewolucją, która jest dla Polski zagrożeniem, a dzięki odważnej, aspiracyjnej polityce może być szansą. Obserwowany i opisywany koniec globalizacji, niekwestionowanego prymatu amerykańskiego oraz świata, w którym od siły ważniejsze są normy prawa międzynarodowego, dotknie każde państwo i każdego człowieka. Wpływamy na wzburzone wody, zatem potrzebujemy: mądrego i utalentowanego kapitana, sprawnej i zdyscyplinowanej załogi, a także statku, którym można sprawnie manewrować pośród wielkich, groźnych fal polityki międzynarodowej.
Musimy sami ze sobą być szczerzy i uczciwi: Polska przez ostatnie 30 lat awansowała dopiero z grona państw biednych do średniej ligi europejskiej. Przebyliśmy długą drogę dzięki talentom i ciężkiej pracy Polaków, lecz nie zajęliśmy miejsca naszych marzeń i aspiracji. Sami siebie widzimy wśród liderów, największych, najbogatszych i najbardziej liczących się państw. By przebyć ten dystans, musimy wydobyć się ze statusu politycznej półperyferyjności, w którym znajdujemy się od przeszło 200 lat.
Musimy powrócić na nasze miejsce: niekwestionowanego lidera Europy Środkowo-Wschodniej, którego siła polityczna, gospodarcza i kulturalna promieniuje na cały geograficzny pomost pomiędzy Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym. By ten geopolityczny cel osiągnąć, musimy zdobyć się na ambitną politykę międzynarodową, reformę państwa, dalsze ugruntowanie wzrostu gospodarczego i wskoczenie na falę rewolucji technologicznej odbywającej się przy udziale AI.
Znajdujemy się w niezwykle trudnej sytuacji międzynarodowej. Na wschodzie imperialna Rosja dąży do rozszerzania swej władzy i próbuje utrzymać się na quasi-mocarstwowej pozycji poprzez zarządzanie relacjami z Chinami i Zachodem. Z polskiego punktu widzenia Rosja w dzisiejszym kształcie jest wrogiem. Nasze interesy są absolutnie sprzeczne, a zważywszy, że dla Rosjan każda sfera aktywności państwowo-społecznej jest rodzajem broni w walce o imperium, to trudno dziś wyobrazić sobie nawet neutralne relacje między naszymi państwami. Tego rodzaju sąsiedztwo nakłada na nas obowiązek nie tylko budowania i utrzymywania dużych oraz nowoczesnych sił zbrojnych, ale również przebudowania służb i instytucji państwowych, by osiągnęły odporność wobec różnego rodzaju hybrydowych zagrożeń płynących ze wschodu.
Musimy posiadać wszelkie zdolności antycypowania ataków i odpowiadania na nie pod tzw. progiem wojny. Imperializm rosyjski kosztuje nas obecnie 4 proc. PKB w samych wydatkach na obronność, które muszą zostać poniesione, byśmy mogli zwiększyć nasze zdolności militarne, budując ultranowoczesny przemysł obronny i zapewniając obronę cywilną z prawdziwego zdarzenia. Aby osiągnąć te cele, musimy zmienić prawo, zmodernizować procedury zarządzania państwem, zwiększyć efektywność wydatkowania środków budżetowych, przebudować bądź zlikwidować wiele instytucji. Potrzebujemy dokonania audytu państwa z punktu widzenia wymogów realizacji polskiej racji stanu na arenie międzynarodowej.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/tobiasz-bochenski-polska-na-miare-naszych-ambicji-porzadek-swiatowy/
PAP/MB





