Karol Nawrocki po rozmowie z Donaldem Trupem w Davos

Powinniśmy być asertywni w polityce wewnętrznej i w polityce międzynarodowej – prezydent Karol Nawrocki po rozmowie z Donaldem Trumpem stwierdził, że konfrontacja z prezydentem USA nie jest dobra ani dla Europy, ani dla Polski.
„Konflikt z USA stanowiłby zagrożenie interesów Polski, Europy – i Środkowej, i Zachodniej, i Wschodniej”
.Polski czy Unii Europejskiej od relacji transatlantyckich jest zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa, dla ekonomii, dla gospodarki – podkreślił prezydent Karol Nawrocki w wywiadzie dla TV Republika.
Dodał, że niektórzy europejscy liderzy, do grupy której sam się zalicza, „ze względów formalnych, konstytucyjnych, ustrojowych nie są gotowi do podpisania jutro obecności w Radzie Pokoju, ale za swój cel przyjmują zgodny z prawem udział w Radzie Pokoju, czyli pewien proces, który nada temu podpisowi mocy prawnej”.
Jak mówił, są też jednak osoby, do których – w jego ocenie – był skierowany wtorkowy wpis premiera, a które „konfrontują się z prezydentem Donaldem Trumpem”. Prezydent ocenił, że takie zachowanie jest dla niego niezrozumiałe. – To nie jest dobre ani dla Europy, ani dla Polski – stwierdził.
– Tak, powinniśmy być asertywni w polityce wewnętrznej, w polityce międzynarodowej – mówił Karol Nawrocki. Zaznaczył, że w kontekście m.in. takich dyskusji, jaką odbył z prezydentem USA, trzeba mieć na względzie, że na stole w czasie tej dyskusji są „relacje ekonomiczne, 10 tysięcy żołnierzy amerykańskich”. – Tu naprawdę trzeba się zmierzyć z tym w sposób poważny, a nie w sposób, który ma prowadzić do niezrozumiałego konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi czy z prezydentem Donaldem Trumpem – podkreślił prezydent.
Jego zdaniem konflikt z USA stanowiłby „w istocie zagrożenie interesów Polski, Europy – i Środkowej, i Zachodniej, i Wschodniej” – dodał.
Udział Polski w Radzie Pokoju jest ważny i potrzebny, natomiast tego typu porozumienie międzynarodowe musi przejść całą procedurę konstytucyjną, co było tematem rozmowy z prezydentem Donaldem Trumpem i zostało przyjęte z wielkim zrozumieniem – powiedział.
Karol Nawrocki – przedstawiciel Polski na arenie międzynarodowej
.Karol Nawrocki pytany o dołączenie Polski do Rady, odparł, że w tym przypadku łatwiej jest zadeklarować tym państwom, w których władza skupiona jest u jednego człowieka, ponieważ wówczas „jest to decyzja zupełnie osobista”.
– Ja według polskiej konstytucji jestem przedstawicielem Polski na arenie międzynarodowej. Mam szerokie kompetencje w tym zakresie, także w odniesieniu do ambasadorów, natomiast konstytucja tutaj jasno wskazuje i ustawy – wyjaśnił prezydent.
– Mówiliśmy o tym, że udział Polski jest oczywiście ważny, potrzebny w Radzie Pokoju. Moje wsparcie dla prezydenta Trumpa jest niezachwiane i wsparcie prezydenta Trumpa dla Polski. Natomiast abyśmy mogli podpisać w pełni nie tylko pewne zobowiązanie intencjonalne, polityczne, indywidualne, nie chcę powiedzieć osobiste w imieniu narodu polskiego, to tego typu porozumienie międzynarodowe musi przejść całą procedurę konstytucyjną. I o tym rozmawialiśmy dziś z prezydentem Donaldem Trumpem i – to jeszcze raz powtórzę – zostało przyjęte z wielkim zrozumieniem – Stwierdził Karol Nawrocki.
Polska wzmacnia swoją pozycję
.Polska nie jest koniem trojańskim USA w Europie. Na słabnącym, rozedrganym, atakowanym kontynencie Polska wzmacnia swoje siły witalne. Przekonują o tym pierwsze prezydenckie wizyty Karola Nawrockiego – pisze Michał KŁOSOWSKI.
Na mapie świata są spotkania, które ważą więcej niż podpisane dokumenty. Nie dlatego, że ignorują treść, ale dlatego, że same stają się treścią – symbolem, gestem, obrazem, znaczeniem, które przechodzą do historii. Pierwsza oficjalna wizyta Karola Nawrockiego w Białym Domu, a potem w Rzymie i Watykanie, w której towarzyszyliśmy polskiemu prezydentowi, taka właśnie była.
Prezydent Donald Trump poświęcił prezydentowi Karolowi Nawrockiemu cały dzień. Przelot amerykańskich myśliwców rozpoczął spektakl przekonujący wszystkich, że więź polsko-amerykańska jest silna i – dzięki zwycięstwu Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich – wciąż niezachwiana. Przy czym w polityce, jak pisał genialny Alexis de Tocqueville, „nigdy nie należy mylić gestów z rzeczywistością”. Rozdział między jednym a drugim w kontekście wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie to początek jak najbardziej prawdziwej rozgrywki o przyszłe przywództwo w Europie.
Kiedy Stany Zjednoczone coraz silniej zaznaczają swój pivot na Atlantyk, muszą zabezpieczyć swoje interesy w Europie. Jednocześnie powojenny konsensus chwieje się w posadach, słabnie rola Niemiec, od dekad ważnego partnera Waszyngtonu w Europie. Amerykański prezydent to zaś polityk transakcyjny, a każdy sojusz to dla niego kontrakt. „America First” jest jego kompasem. Jeśli wybór i przywództwo Karola Nawrockiego w silniejszej dzięki temu Polsce może być gwarancją dla Donalda Trumpa w Europie, efektem będzie „win-win”, obie strony wyjdą na tym zwycięsko.
Oczywiście, prezydent Trump lubi mówić o tradycyjnych wartościach; lubi, gdy mówi się, że Polacy „są twardzi i lojalni”; lubi też, kiedy przypomina się, że Polonia masowo oddawała na niego swoje głosy. Ale w Gabinecie Owalnym sentymenty są dekoracją, nie fundamentem, co widzieliśmy podczas spotkania obu prezydentów.
Dzięki słynnemu zdaniu Henry’ego Kissingera, że „Ameryka nie ma stałych przyjaciół ani wrogów, tylko interesy”, pamiętamy, że Polska, tak jak każdy sojusznik, jest w talii kart, którymi Donald Trump gra z innymi graczami: Berlinem, Brukselą, a przede wszystkim Moskwą. Czy wizyta prezydenta Karola Nawrockiego zrekompensowała mu gorzki smak impasu spotkania z Władimirem Putinem? A może jest czymś więcej: rodzajem rozmieszczania kolejnych figur na szachownicy, na której trwa nieustanna akcja? Obserwując z bliska to, co się wydarzyło podczas całodniowej wizyty polskiego prezydenta w Białym Domu, można było mieć wrażenie, że tak; przyjęcie Karola Nawrockiego w Waszyngtonie było niemalże jak wskazanie delfina, który spośród konkurentów ma największe szanse na przejęcie władzy nad regionem. Bo faktycznie również o tym było to spotkanie; wobec słabnącej „Starej Europy” nowa inwestytura to tylko kwestia czasu. Prezydent Polski, silny, zdecydowany przywódca, z przemyślaną i wzmacnianą rolą Trójmorza, którego Polska jest naturalnym liderem (ku rosnącym niepokojom Niemiec), z dobrze przemyślanym zapleczem, sprawnie nawiązującym relacje ze współpracownikami prezydenta Trumpa, do tej roli pasuje znakomicie.
Jeśli świat Zachodu oparty jest na trzech filarach – Atenach, Jerozolimie i Rzymie – to można powiedzieć, że relacje transatlantyckie opierają się dzisiaj na innych filarach – Waszyngtonie, Warszawie i Rzymie. Znakomite relacje, jakie Giorgia Meloni i Karol Nawrocki mają z Donaldem Trumpem, zmieniają równowagę sił na Starym Kontynencie. Kiedy bowiem Ameryka pracuje nad planem przesunięcia sił z zachodu Europy w inne, bardziej wrażliwe miejsca, w tym na wschodnią flankę NATO, nikt z obserwujących nie ma wątpliwości, że amerykańscy żołnierze pozostaną w Polsce. Potwierdził to Karolowi Nawrockiemu zresztą Donald Trump. Jeśli skądś mają zostać relokowani, to – jak pisze Jim Mazurkiewicz w tym wydaniu „Wszystko co Najważniejsze” – z Niemiec.
Przewrotnie nie odbiera to Polsce podmiotowości, lecz wzmacnia ją wobec militarnego zagrożenia ze Wschodu i biurokratyczno-centralizacyjnego z Zachodu. Bo amerykańskie rozterki dotyczą obecnie nie tylko kwestii rozmieszczenia wojsk, ale też wiarygodności poszczególnych sojuszników. Obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą to też element negocjacji z Władimirem Putinem. Element licytacji w grze, której stawką są nie tylko granice wpływów, ale z jednej strony bezpieczeństwo i pozycja Polski w Europie, a z drugiej pozycja USA w globalnym układzie sił.
Nie pierwszy raz Polska wchodzi w relację, w której sojusz opiera się na symbolicznym uznaniu i wielkich nadziejach. Warto więc pamiętać słowa Józefa Piłsudskiego, który przestrzegał przed „polityką na klęczkach” i iluzją, że „ktoś za nas załatwi naszą wolność”. Historia XX wieku uczy, że bezpieczeństwo Polski nigdy nie było dane raz na zawsze, nawet gdy na papierze wyglądało na pewne. Ale to właśnie dlatego spotkanie prezydentów Karola Nawrockiego i Donalda Trumpa w Waszyngtonie powinno być odczytywane nie jako finał, lecz jako początek. Powrót długiej rozmowy o tym, co Polska może wnieść do stołu negocjacyjnego i jak może prowadzić podmiotową politykę na wschodniej flance NATO i w Europie. Czy uda się zbudować Trójmorze, wzmocnić relacje Północ-Południe i wybić na niepodległość cały region, również w kontekście zakusów Berlina? Tego bez amerykańskiego poparcia wobec niemiecko-rosyjskiego klinczu inaczej zbudować nie sposób.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-polska-wzmacnia-swoja-pozycje/
PAP/MB



