Kim jest Joanna SZYMAJDA, szefowa Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca

Minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska powołała w dniu 22 grudnia 2025 r. Joannę Szymajdę na stanowisko dyrektor Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca.
Kim jest Joanna SZYMAJDA?
.Joanna Szymajda jest badaczem i kurator tańca, menadżerem kultury. Ukończyła ona studia magisterskie z zakresu kulturoznawstwa i psychologii na Uniwersytecie Łódzkim oraz na Université Lyon II. Jak zaznaczono w komunikacie na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Joanna Szymajda ukończyła również studia podyplomowe z dyplomacji oraz zarządzania biznesem w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej.
W latach 2010-2017 Joanna Szymajda była wicedyrektor Instytutu Muzyki i Tańca, a od 2018 do 2020 roku kierownikiem baletu Opery Wrocławskiej. Pełniła także funkcję kierownik baletu w łódzkim Teatrze Wielkim. Joanna Szymajda pracowała też jako koordynator artystyczna Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego Ciało/Umysł.
Narodowy Instytut Muzyki i Tańca
.W swoim dorobku Joanna Szymajda ma teksty krytyczne i naukowe z zakresu tańca, m.in. „European Dance since 1989. Communitas and the Other” (2014), „Polskie artystki awangardy tanecznej” (2017), współredagował także „Słownika tańca współczesnego” z prof. Małgorzatą Leyko (2022).
Od 28 grudnia 2024 roku funkcję p.o. dyrektora instytucji pełnił Lech Dzierżanowski. Wcześniej kierowała nią Paula Lis-Sołoducha. Trzyletnia kadencja nowej szefowej NIMiT-u rozpocznie się 28 grudnia 2025 roku.
Narodowy Instytut Muzyki i Tańca to państwowa instytucja kultury działająca od 2010 roku, której misją jest rozwój i promocja polskiej muzyki oraz tańca. Instytut wspiera profesjonalizację artystów, edukację i badania naukowe, a także zajmuje się ochroną dziedzictwa kulturowego w kraju i za granicą. Kluczowym elementem jego działalności jest również dbanie o kulturę tradycyjną oraz włączanie artystów z niepełnosprawnościami w nurt życia kulturalnego.
O ironii, ideologii i utracie tragizmu
.Współczesny teatr nie utracił widza dlatego, że stał się trudny, wymagający czy formalnie złożony. Utracił go dlatego, że zrezygnował z sensu, zastępując go ironią, artyzm – bezpiecznym dystansem, a bunt – ideologią. To nie poziom intelektualny sceny oddalił publiczność, lecz jej aksjologiczna kapitulacja – pisze Maciej ŚWIRSKI w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Teatr po sensie. O ironii, ideologii i utracie tragizmu„.
Spór o teatr klasyczny i współczesny prowadzony jest dziś w sposób wygodny, ale intelektualnie jałowy. Zazwyczaj sprowadza się go do kwestii formy: nowoczesne kontra staroświeckie, odważne kontra zachowawcze, progresywne kontra „muzealne”. Taki opis ma jednak charakter czysto propagandowy. Ustawia scenę konfliktu tak, by jedna strona z definicji była po stronie historii, a druga po stronie anachronizmu. Problem w tym, że nie tu przebiega linia pęknięcia.
Rzeczywisty spór nie dotyczy ani technologii scenicznej, ani języka formalnego, ani nawet tematów podejmowanych przez teatr. Dotyczy on źródła normatywności: tego, skąd teatr czerpie sens, miarę i prawo do osądu. Innymi słowy – czy teatr zakłada istnienie porządku sensu, wobec którego człowiek, wspólnota i historia mogą być mierzone, czy też operuje wyłącznie w ramach porządku ideologicznego, który sam siebie ustanawia i sam siebie unieważnia.
.Fałszywa oś „nowoczesne vs. staroświeckie” służy przede wszystkim temu, by ukryć fakt zasadniczy: teatr współczesny bardzo często nie jest nowoczesny w sensie poznawczym, lecz jedynie aktualny w sensie środowiskowym. Jego gesty są przewidywalne, jego transgresje skodyfikowane, a jego język – ściśle kontrolowany przez obowiązującą ortodoksję. To, co uchodzi za bunt, jest w istocie realizacją norm, których naruszyć nie wolno.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-swirski-wspolczesny-teatr-po-sensie/
PAP/MJ




