
Fatto In Italia. Made In Italy
W Rzymie kończy się właśnie (trwa jeszcze do 5 lipca 2026 r.) unikalna wystawa zorganizowana w dawnych kuchniach Palazzo Venezia, a zatytułowana „La Maddalena Piero di Cosimo: sztuka, historia i życie kobiet w czasach florenckiego renesansu” – pisze prof. Piotr CZAUDERNA
.Punktem wyjścia dla wystawy jest obraz na desce autorstwa florenckiego malarza, Piero di Cosimo (1462-1522) zatytułowany „La Maddalena” należący do kolekcji rzymskiego Palazzo Barberini, a przedstawiający świętą Magdalenę. Niejako na jego kanwie ukazano życie florenckich kobiet w okresie renesansu.

.Chociaż Piero di Cosimo był jedną z czołowych postaci florenckiego renesansu, to zawsze uważano go za dziwaka i odmieńca. W rzeczywistości nazywał się Piero di Lorenzo Ubaldini, a przydomek „di Cosimo” przybrał od swojego mistrza i nauczyciela, Cosimo Rosselliego. Cosimo, według relacji słynnego renesansowego malarza i biografa wielu artystów, Giorgia Vasariego: „przyjął go z wielką chęcią i wśród wielu uczniów, których miał, widząc, jak dorasta, z wiekiem i cnotliwością pokochał go jak syna i zawsze traktował go jak syna”.
Nic dziwnego więc, że wziął młodego Piero do pomocy przy malowaniu fresków w Kaplicy Sykstyńskiej zbudowanej i przyozdobionej na zlecenie papieża Sykstusa IV. Dla Piera była to unikalna szansa poznania wielu wspaniałych malarzy, takich jak: Pinturicchio, Domenico Ghirlandaio, Pietro Perugino czy Sandro Botticelli. Wszyscy oni bowiem pracowali nad papieskim zleceniem. Piero namalował przepiękny pejzaż widoczny w oknach sali, w której odbywa się Ostatnia Wieczerza namalowana z kolei przez Rosseliego. Zdaniem Vasariego, Rosselli był uważany za jednego z mniej utalentowanych malarzy zatrudnionych w Kaplicy Sykstyńskiej, i spotykały go docinki ze strony innych artystów. Za to jaskrawa kolorystyka jego fresku zapewniła mu uznanie Sykstusa IV, choć koledzy po fachu nie uważali papieża za eksperta w dziedzinie sztuki.
Piero di Cosimo był współczesnym Leonarda da Vinci i Luca’i Signorellego, a także Flamanda Hugo van der Goesa, który namalował słynny tryptyk dla bogatych florenckich kupców Portinarich, i nieco się na nich wzorował. Mimo to, zdołał wypracować własny artystyczny styl wierny detalowi, choć bardzo narracyjny i nieco enigmatyczny. Zasłynął obrazami typu „Spalliere”, czyli poziomymi panelami malowanymi na deskach stosowanymi do zdobienia wnętrz arystokratycznych pałaców, a także skrzyń posagowych, zwanych „Cassone”. Specjalizował się w motywach mitologicznych i pejzażach. Sławę we Florencji zyskał jako projektant procesji ulicznych, zwłaszcza „Triumfalnego rydwanu śmierci” w czasie karnawału w roku 1511. Ponieważ malował znakomite portrety z natury, stworzył wiele obrazów przedstawiających znane osobistości Rzymu, w szczególności Virginio Orsini (księcia Bracciano) i Roberto Sanseverino (księcia Colorno i Caiazzo, a także jednego z najsłynniejszych włoskich kondotierów).
Jako że Roberto Sanseverino jest postacią w Polsce mało znaną, warto o nim napisać nieco więcej. Sanseverino walczył na służbie wielu włoskich państw-księstw, a także papiestwa. Był też kapitanem generalnym Republiki Genueńskiej, którą bronił przed atakiem Mediolańczyków (1478). W następnym roku służył papieżowi Sykstusowi IV w wojnie z Florencją. W 1482 roku został zatrudniony przez Wenecję: między wiosną a latem tego roku brał udział w długiej i wyczerpującej wojnie z Ferrarą.
Sytuacja militarna uległa jednak radykalnej zmianie w grudniu, gdy papież Sykstus IV, pod naciskiem Ludwika il Moro, księcia Mediolanu, który obawiał się, że Serenissima stanie się zbyt potężna, a przez to niebezpieczna dla Księstwa Mediolanu, zmienił sojusz i zawarł pokój z rodem d’Este, czyli domem książęcym Ferrary, by walczyć z Wenecjanami. Sam Sanseverino nie ucierpiał, lecz został wybrany na dziewięcioletniego kapitana generalnego Ligi Włoskiej; otrzymał żołd w wysokości 600 włóczni i roczną pensję w wysokości 120 000 dukatów (6000 dukatów miało zapłacić papież, 8000 król Neapolu, 50 000 Wenecja, 50 000 książę Mediolanu i 6000 Florencja). Odzyskał skonfiskowane w Królestwie Neapolu i Mediolanie aktywa; jego synowi Giovan Francesco przydzielono hrabstwo Caiazzo.
W październiku 1485 roku Robert uzyskał od Wenecjan pozwolenie na przejście na żołd Państwa Kościelnego, by walczyć z Aragończykami i Orsinimi, ich sojusznikami. Ta kampania wojskowa okazała się jednak porażką, a sam papież Innocenty VIII, w odpowiednim momencie, zawarł porozumienie z Neapolitańczykami i zwolnił Sanseverina, który najwyraźniej się zagalopował i zaczął nawet szantażować papieża, grożąc, że go opuści, jeśli nie nada jednemu z jego synów tytułu kardynalskiego. Tak właśnie wyglądała średniowieczna i renesansowa Italia, gdzie wszyscy walczyli ze wszystkimi zmieniając w kółko swoje alianse.
Sanseverino powrócił do dowodzenia wojskami weneckimi w wojnie, która wybuchła przeciwko cesarzowi Zygmuntowi Habsburgowi w 1487 roku. Początkowo odnosił sukcesy i zajął kilka zamków w Trydencie, jednak 10 sierpnia w zasadzce w bitwie pod Calliano został pokonany. Widząc, że jest w pułapce, zaczął namawiać swoich żołnierzy, by ci zwrócili się ku wrogom i chcieli walczyć i ginąć dzielnie, ale większość wolała przepłynąć rzekę, w której potonęła. Roberto walczył samotnie z kilkoma zaufanymi i został śmiertelnie ranny w gardło. Wołał, że woli chwalebną śmierć niż utonięcie. Jak pisze kronikarz: „Ten odważny, śmiały i niemal lekkomyślny dowódca zginął w bitwie nie z regularnymi i dobrze wyszkolonymi oddziałami, lecz z niemieckimi góralami […]; zginął z powodu tchórzostwa swoich żołnierzy, którzy nie odważyli się walczyć z dzikością Niemców i próbowali jedynie ratować się, rzucając się do rzeki”.
Antonio Tebaldeo, włoski poeta doby renesansu, napisał „Sonet na śmierć niezwyciężonego Pana Roberto Sanseverino”, z którego fragment brzmi:
„Nulla giova acquistare in terra onore
Ed ogni nostro affaticare è vano;
Quel solo ha gloria eterna che ben more;
Morto, Roberto, sei con l’arme in mano:
Bel fine a te, che gli è gran disonore
Morir in su le piume un capitano”
(Nic na ziemi nie pomoże zdobyć honoru,
A cały nasz trud jest daremny;
Tylko ten dostąpi wiecznej chwały, kto umrze godnie;
Umarłeś, Roberto, z bronią w ręku:
Piękny koniec dla ciebie, bo byłaby to wielka hańba.
Gdybyś umarł na posłaniu z piór, Kapitanie).
.Ale wróćmy do Piero di Cosimo. Namalował on również portret Cezara Borgii, syna papieża Aleksandra VI i księcia Valentino, który niestety nie zachował się do dziś. Jednak jego najsłynniejszym portretem jest obraz przedstawiający jako Kleopatrę największą piękność ówczesnej Florencji i kochankę Giuliana de Medici, Simonettę Vespucci. Simonetta była także słynną muzą i platoniczną miłością Sandro Botticellego, a jej twarz nosi wiele kobiecych postaci z jego obrazów, między innymi Wenus czy jedna z gracji z „Wiosny”. Gdy Simonetta zmarła na gruźlicę w wieku 22 lat, płakała po niej cała Florencja. Giuliano de Medici został zamordowany w zamachu będącym wynikiem spisku Pazzich przeciwko Medyceuszom dokładnie dwa lata po jej śmierci, a jego tragiczny zgon odświeżył legendę kochanków.
Innym, bardzo znanym obrazem Piera jest „Śmierć Prokris”. Prokris była córką króla Aten. Zgubiła ją zazdrość o własnego męża Kefalosa, syna Hermesa. Ta skomplikowana historia miłosna przedstawiona w poemacie Owidiusza zainspirowała artystę do namalowania pięknego dzieła z tajemniczą postacią fauna i myśliwskimi psami oraz czarnym kotem. Niektórzy dopatrują się w tym dziele ukrytych treści alchemicznych, zwłaszcza iż wiadomo, że Rosselli parał się alchemią. Jak pisze Ewa Rąbek na portalu focus.pl: „Kręta piaszczysta ścieżka w głębi obrazu di Cosima symbolizuje poszukiwania alchemików. Często musieli zmieniać kierunek badań, a rozrzucone kamienie to przeszkody, jakie omijali, by dotrzeć do celu. Na końcu ścieżki widać pelikana. W traktatach alchemicznych ptak ten oznacza kamień filozoficzny. Kiedyś błędnie wierzono, że karmi młode swoją krwią. Stale odradza się więc dzięki własnej energii. Podobnie jak poszukiwany kamień”.
Po powrocie do Florencji Piero namalował obraz w typie „Sacra Conversazione” (czyli tzw. świętej rozmowy pomiędzy Matką Bożą, Dzieciątkiem Jezus, a wybranymi świętymi, w tym przypadku św. Piotrem, św. Janem Ewangelistą oraz św. Katarzyną z Aleksandrii i św. Elżbietą Węgierską) przeznaczony do Ospedale degli Innocenti (czyli przytułku dla sierot), jednego z pierwszych renesansowych budynków w mieście. Zleceniem tym doprowadził zresztą ówczesnego szefa Ospedale do rozpaczy, bowiem nie chciał pokazać swego dzieła, dopóki nie zostało ukończone. Sponsor postanowił nie wypłacić artyście pieniędzy aż do ostatniej chwili, póki nie zobaczy obrazu. Dopiero gdy Piero zagroził, że zrujnuje to, co już zrobił, zmusiło to sponsora, by się terminowo i zgodnie z umową rozliczyć.
Florenckie kroniki odnotowują, że w 1498 roku Piero di Cosimo nadal mieszkał przy Via della Scala będąc głową rodziny i właścicielem majątku odziedziczonego po rodzicach, w tym domów, winnic i gajów oliwnych w Carmignano. W 1503 roku wstąpił do Towarzystwa Świętego Łukasza, bractwa artystów, a co szczególnie dla mnie ciekawe: w dniu 8 maja 1504 roku – do Cechu Lekarzy i Aptekarzy. Jego uczniem był inny znany malarz Andrea del Sarto. Z biegiem lat ekscentryczność Piera narastała coraz bardziej: żył w brudzie, panicznie bał się burz z piorunami, a nawet ognia. Dlatego rzadko gotował; żywił się jajkami na twardo, których przygotowywał po 50 naraz, gotując jednocześnie klej malarski do swoich dzieł. Unikał również sprzątania pracowni i przycinania drzew owocowych w sadzie. Żył, jak napisał Vasari, „bardziej jak zwierzę niż człowiek”.
Jeśli, jak twierdzi Vasari, artysta ostatnie lata życia spędził na ponurej emeryturze, zmiana ta była prawdopodobnie zasługą kaznodziei Girolamo Savonaroli, pod którego wpływem ponownie zwrócił się on ku sztuce religijnej. Podobną przemianę przeszedł także Sandro Botticelli, który spalił wówczas część swoich dworskich obrazów. Śmierć jego mistrza i przybranego ojca, Roselliego mogła również wpłynąć na ponury nastrój Piera. Obrazy takie jak „Niepokalane Poczęcie ze świętymi” w Galerii Uffizi i „Święta Rodzina” w Dreźnie ilustrują religijną żarliwość, którą rozbudził w nim Savonarola.
Piero najbardziej znany jest jednak z mitologicznych i alegorycznych motywów malowanych w późnym Quattrocento, mimo że później porzucił je na rzecz tematyki religijnej. Mimo pojawienia się w nowym stuleciu stylu dojrzałego renesansu, miał on na artystę stosunkowo niewielki wpływ. Malarz zachował bowiem upodobanie do prostego realizmu postaci, który tworzy wyjątkowy nastrój jego dzieł. Sposób podejścia artysty do tematyki mitologicznej pełen jest wyobrażonych krajobrazów, osobliwej fascynacji fantastycznymi stworami, emocjonalnego napięcia i psychologicznego niepokoju. Dlatego przypisuje mu się wpływ na późniejszych malarzy manierystów, takich jak: Jacopo Pontormo, czy Bronzino.

.„La Maddalena” jest świetnym przykładem późnego stylu artysty, kiedy to linie jego obrazów stały się bardziej miękkie. Artysta przedstawił świętą w stroju XV-wiecznej włoskiej arystokratki czytającą książkę, ubraną w kosztowną suknię, ze sznurem pereł wplecionym we włosy. Nieopodal leży list kupiecki, a obok stoi słoiczek maści, a może perfum? To właśnie stało się asumptem dla całej wystawy. To rzadki dziś koncept, aby ideę wystawy wywieść z jednego, i wcale nie najbardziej znanego, obrazu.
Wystawa omawia życie bogatej florenckiej kobiety na przełomie XV i XVI wieku: od narodzin, przez edukację, po życie religijne, zaślubiny, jak i życie domowe, a także pełnione społeczne role. Według florenckiego katastru z 1427 roku sześć i pół procent kobiet powyżej 14 lat żyło w klasztorach. Ponad połowa kobiet zawierała małżeństwo, i to zwykle w bardzo młodym wieku, o czym naturalnie decydowali ojcowie, a czasem ich matki-wdowy. Małżeństwo zawierano w domu panny młodej w obecności notariusza. Pan młody wkładał swojej wybrance na palec pierścień w kształcie splecionych rąk, po czym pannę młodą odprowadzano uroczyście w procesji do jego domu, gdzie odbywał się bankiet.

.Zarówno zamążpójście, jak i przyjęcie klasztoru, wymagało od kobiety wniesienia posagu, choć w tym drugim przypadku był on mniejszy. Pokazano też rytuały związane z narodzinami potomstwa, w tym rolę mamek zastępujących kobiety w karmieniu dzieci aż osiągnęły one drugi rok życia, jak i specjalne talerze służące zwyczajowo do karmienia kobiet po porodzie zwane „Impagliata”. Mamki do karmienia zatrudniano w oparciu o specjalny pisemny kontrakt pomiędzy ojcem dziecka a mężem mamki, zwanym „balio”. Decyzja czy postawić dziecko w domu, czy wysłać je do mamki należała zawsze do ojca.

.Piętnastowieczna Florencja była trzecim co do wielkości miastem Włoch (po Mediolanie i Wenecji, a przed Rzymem) i liczyła 60.000 mieszkańców. Wystawa stała się świetną okazją do zaprezentowania włoskiej sztuki dekoracyjnej i użytkowej, z której słynęła Florencja: od kosztownych tkanin z jedwabiu, adamaszku i welwetu, oraz ceramiki – po biżuterię, jak i bogato iluminowane pobożne manuskrypty. Nie zabrakło także stołowych nakryć i sztućców.

.Warto przypomnieć, że widelce i noże dopiero wchodziły wtedy do użytku, a same widelce traktowano początkowo bardzo podejrzliwie jako przedmiot kojarzony z diabłem.

.Były także pięknie zdobione skrzynie posagowe typu „cassone”, czy domowe ołtarzyki z drewna lub terakoty, albo szkatułki na cenne precjoza, słoiczki na maści i perfumy zwane zależnie od wielkości „Albarello” albo „Ghoboleti”, a nawet ozdobna portmonetka zwana „Scarsella”.

.Zawartość cassone spisywano w specjalnych inwentarzach.

.Pokazano też tzw. talerze miłosne ofiarowywane pannie młodej przy zaślubinach oraz talerz weselny Lukrecji, siostry Wawrzyńca Wspaniałego, zwanej Nanniną, a nawet wizerunek krzesła porodowego, jak i talerz z bawiącymi się chłopaczkami, jakie zwyczajowo mężowie ofiarowali swoim żonom po urodzeniu męskiego potomka.

.Kołyski i szaty dzieci, zwyczajowo obwieszano amuletami, które miały je chronić, bo wiele z nich umierało w pierwszych miesiącach życia.

.Rzymska wystawa, jak napisali sami organizatorzy, przywraca namacalność temu, co historia uczyniła odległym, i sprawia, że staje się to na nowo widoczne. Centralną rolę odgrywa w niej wielka tradycja włoskiego rękodzieła i rzemiosła, która w tamtych czasach była częścią tego samego wszechświata co malarstwo i rzeźba. Tradycja ta oparta na słynnej średniowiecznej formułce „Fatto in Italia”, trwa przecież do dziś, czego wyrazem jest dumny znak „Made in Italy”.


