
Rzym królewskiej rodziny Sobieskich – wystawa w Musei Capitolini
Wśród polskich rodów nie ma bardziej rzymskiego od Sobieskich. Dotarła tu i trwa sława króla Jana III. Bez mała 15 lat mieszkała w Wiecznym Mieście Maria Kazimiera. Osiedli tu i pozostali na zawsze – królewicz Aleksander i Maria Klementyna, córka jego brata Jakuba. Jej nagrobek – w watykańskiej bazylice św. Piotra i jego, w kościele na Via Veneto – są arcydziełami. Królewskiej rodzinie Sobieskich poświęcona jest na rzymskim Kapitolu wystawa prezentująca sześćdziesiąt dzieł sztuki i dokumentów – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK
.„Najbardziej rzymski spośród dawnych Polaków, bohater który nigdy nie będąc w Rzymie najsilniej poruszył wyobraźnię Miasta, Jan III Sobieski zajmuje poczesne miejsce, w dziełach sztuki związanych ze Stolicą Apostolską. Obrona Wiednia, wybawienie Rzymu z tureckiego niebezpieczeństwa, w którym widziano śmiertelne zagrożenie Kościoła i kres cywilizacji europejskiej, przyoblekły go w kostium równego starożytnym herosom, antycznego i chrześcijańskiego równocześnie”.
Te piękne słowa z książki ks. Janusza Pasierba o polonikach watykańskich zobowiązują do przypomnienia nieco ostatnio zapomnianego listu, opublikowanego niegdyś przez Karola Szajnochę; miał zostać napisany do króla Jana Kazimierza na samym początku 1667 roku lub pod koniec roku poprzedniego. Oto jego nieco skrócona wersja: „Uczyniwszy od lat prawie czternastu votum po mojej wielkiej chorobie ad Limina Apostolorum, nie przyszło mi [dotąd] do wykonania tego winnego Bogu i stolicy świętej długu … Teraz, nie chcąc dłużej odkładać, com Bogu obiecał, ani przewalać na poważniejszy wiek usprawiedliwienia się winnego, a widząc czas wolny, biorę Pocztę, abym w kilku niedzielach mógł to wypełnić i na Wielką Noc do usług W. K. M. powrócić, założywszy sobie termin stawienia się w Rzymie na święto Katedry św. Piotra. Ufam tedy mocno, że W. K. M. Pan mój miłościwy, jako wielkiej pobożności pan miłościwie pobłażyć zechce i nie poczyta za grzech, że sam osobiście nie upadam pokornie do nóg jego pańskich dla krótkości terminu mego”.
Słusznie zauważył Szajnocha, że Sobieski, wówczas Marszałek Wielki Koronny, jakby znika z przestrzeni Rzeczypospolitej. Nie był obecny na sejmie w marcu 1667 r. Nie mamy jednak dowodów na pobyt przyszłego króla w Wiecznym Mieście może, poza tym, że pałac w Wilanowie, jego prywatna rezydencja, nie tylko zdumiewa formami artystycznymi i treściami rodem z Rzymu, ale nawet przywołuje to miasto w inskrypcji umieszczonej w centrum głównej fasady, o czym pisałem w poprzednim numerze tego pisma.

Sława Jana III w Rzymie
.Imię wielkiego wojownika znane było w Wiecznym Mieście na wiele lat przed odsieczą Wiednia, po której długo trwało tu fetowanie tej wiktorii, zaś w 1696 r. miał miejsce uroczysty pochówek monarchy „senza corpore”. Pamiątki po tym pogrzebie są w Rzymie do dziś obecne w postaci licznych druków, ale też czterech wielkich obrazów, przechowywanych w Palazzo Barberini, sławiących jego wiekopomne dokonania.
Przeszło dekadę noszono się pomysłem wzniesienia ku jego czci pomnika, to w postaci posągu konnego w przedsionku bazyliki watykańskiej jako pendant do tamtejszego pomnika Konstantyna Wielkiego, z którym naszego króla wielokrotnie porównywano. Myślano też o poświęceniu mu statui na wzgórzu Kapitolińskim, o czym mówią liczne utwory poetyckie i inne źródła pisane.
Skończyło się na: 1/ tablicy pamiątkowej w tymże miejscu i drugiej, monumentalnej, poświęconej małżonce, z przywołaniem w inskrypcji jego imienia, 2/ wystawie upamiętniających go dzieł sztuki w 1704 r., 3/ i wzniesieniu, obok kolumny Trajana, kościoła w 50 rocznicę bitwy wiedeńskiej. W bazylice watykańskiej wzniesiono, także z pamięcią o nim, nagrobek wnuczki Marii Klementyny, a na monumentalnym grobie papieża Innocentego XI widnieje scena pamiętnej bitwy w 1683 r. z Janem III jako głównodowodzącym. Jego sława była żywa także w XIX wieku, o czym świadczy ogromny obraz Jana Matejki, ofiarowany w 1883 r. papieżowi Leonowi XIII, ulokowany w Sali Sobieskiego w Muzeach Watykańskich, gdzie co roku oglądają go miliony ludzi.

.Do dziś zachowały się w Rzymie liczne, niekiedy wielkoformatowe ryciny, jak tzw. Teza braci Barberinich z 1684 r., będąca graficzną wersję apoteozy Jana III jako jeźdźca na koniu, któremu towarzyszy syn Jakuba, jako uczestnik wyprawy wiedeńskiej, kreowany na przyszłego władcę Polski. Ponad nimi unosi się personifikacja Kościoła wskazująca wyraźnie jako wzór godny naśladowania postać Konstantyna Wielkiego, którego wizerunek widnieje na sztandarze.
Dla podkreślenia, że większość czynów Jana III jest dla świata chrześcijańskiego co najmniej tak doniosła, jak zasługi Konstantyna położone w służbie kościoła, i że papież widzi w polskim królu – o czym mówi długi napis umieszczony na rycinie – drugą nadzieję po wielkim cesarzu dla obu stolic chrześcijaństwa, tj. Rzymu i Nowego Rzymu – Konstantynopola. Tarcza z herbem Sobieskich „Janina” została umieszczona pod zamkniętą koroną królewską i ozdobiona godłami Polski i Litwy oraz tarczą herbową Jana III dla przypomnienia, iż jest on suwerennym władcą Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
M.i.n ta wielkiego formatu rycina i jeden z obrazów, z konnym wizerunkiem króla, wielkości bez mała naturalnej, który prezentowano w Rzymie na wspomnianej wystawie w 1704 roku, przypominają wielkiego króla-stratega w jednej z pięciu sal wystawy. Obraz ten jest jednym z czterech dzieł sztuki przywiezionych na wystawę ze zbiorów warszawskich – z Zamku Królewskiego i uniwersyteckiego Gabinetu Rycin.
Rzymskie lata królowej Marii Kazimiery
.W liście do syna Jakuba z 2 października 1700, królowa – wdowa pisała: „Papież zmarł [Innocenty XII], mój najdroższy synu. Jestem przytłoczona wizytami kardynałów, którzy przychodzą tłumnie ze wszystkich stron i którzy się ze mną widzą przed udaniem się na konklawe. Termin jest od dziś za osiem dni”. Zarówno ten list i wiele innych świadczą o tym, że wdowa po Janie III cieszyła się w Wiecznym Mieście wielkim poważaniem.

.Po wyborze Augusta II na króla Rzeczypospolitej Maria Kazimiera żyła w dyskomforcie. 2 października 1698 r. wyruszyła do Rzymu. Podróż trwała pół roku i prowadziła przez Kraków, Wiedeń, Weronę (gdzie podziwiała amfiteatr), Wenecję, Ferrarę, Bolonię, Anconę.
16 marca dotarła do Loreto, do słynnego sanktuarium maryjnego i wreszcie 23 marca 1699 r. do Rzymu. Wszędzie po drodze – zawsze z pamięcią o królu Janie III – przyjmowana była bardzo uroczyście, a jej pobyt uświetniano wystawianiem spektakli teatralnych, koncertami, występami tancerzy. Na życzenie papieża Klemensa XI jej wjazd do Rzymu przygotowano bardzo uroczyście; porównywano go z triumfalnym wjazdem Krystyny Szwedzkiej.
W Rzymie zamieszkała najpierw w pałacu księcia Livia Odescalchiego, bratanka papieża Innocentego XI, przy piazza Santi Apostoli, a następnie we własnej rezydencji, w Palazzo Zuccari, który zajmowała od 1702 roku wystawiała widowiska teatralne, utwory okolicznościowe (sonaty, kantaty) i opery (w sumie aż osiem), do których muzyką napisał znakomity kompozytor Domenico Scarlatti.
Treść kompozycji odnosiła się głównie do przypominania postaci Jana III i sławieniu rodziny Sobieskich. Giovanni Maria Crescimbeni w dziełku pt. L’Arcadia (1711) opisał wykonanie jednej z oper pt. Tolomeo et Alessandro: „Najpiękniejszy był teatr [królowej], proporcjonalny i idealnie dostosowany do okazji: miłe głosy, interesująca akcja, przeurocze kostiumy oparte na wspaniałym projekcie, znakomita muzyka, wybitna orkiestra, a najbardziej ze wszystkiego godna szacunku kompozycja poetycka; wszystko to sprawiło, że każdy uznał tę rozrywkę za godną królewskiej ręki, która ją zainicjowała”.
W libretcie pojawiają się aluzje do wydarzeń w Rzeczpospolitej po śmierci Jana III i uwięzienia królewiczów Jakuba i Konstantego przez wojska Augusta II. Król Szwecji Karol XII poparł wówczas kandydaturę Aleksandra Sobieskiego na tron Polski, ten jednak odmówił z powodu, jak sam tłumaczył, obawy o życie braci. Miał oświadczyć, że nie zamierza „wstępować na tron po trupach swych braci i nosić purpury splamionej ich krwią”. Odnoszące się do treści libretta sonety wydane już po premierze opery wysławiają Aleksandra jako człowieka, który wzgardził tronem dla wyższych celów. Poeta arkadyjski Clidemo Trivio (także Maria Kazimiera i Aleksander byli członkami Akademii Arkadia) pisał: „ten przykład wspaniałomyślny i godny pokazuje, że dla Aleksandra warte bardziej Chwały pragnienie niż chęć panowania”.
Na wystawie prezentowane są wybrane libretta oper pisanych dla królowej i jej wnuczki wraz z ich portretami i pisanymi przez nie listami.

.Warto tu nadmienić, że muzyka młodego Scarlatti’ego i dziś uznawana jest za wybitne osiągnięcie, odznacza się pięknem melodii i wyrafinowaniem. Opera Tolomeo et Alessandro zastała nagrana współcześnie i równie wysoko oceniona. Z czasów, gdy Maria Kazimiera była właścicielką Palazzo Zuccari zachował zbudowany dla niej mały portyk z kolumnami, z zadaszonym tarasem widokowym, z którego w jej czasach roztaczał się piękny widok nie tylko na Pincio ale i na wielką część Rzymu i Watykan. Daje o tym wyobrażenie prezentowany na wystawie obraz. Do dziś w tym architektonicznym dodatku do XVI-wiecznego pałacu zachował się kartusz z herbami Polski i Litwy.
Pomimo że Maria Kazimiera była w Rzymie bardzo szanowana i poważana (po wizycie na Kapitolu ufundowano ku jej czci monumentalną tablicę z portretem, umieszczoną obok tablicy poświęconej królowej Krystynie) z czasem, m.in. z powodów finansowych zdecydowała się na wyjazd w 1714 r. do Francji, gdzie zmarła dwa lata później. W Wiecznym Mieście pozostał syn Marii Kazimiery i Jana III Aleksander.
Królewicz Aleksander i jego nagrobek w Rzymie
.„Jego ciało przyobleczone w habit kapucyna, ze złożonym u stop worem Bractwa Najświętszych Stygmatów Świętego Franciszka, do którego to Bractwa należał, ma zostać wystawione w zamkniętym gronie w kościele zakonnym w Rzymie, jak zwykło się czynić w przypadku członków zakonu, i zostać pochowane jedynie z prostym i bardzo skromnym napisem: VERMIS IN VITA, PULVIS IN MORTE” (robak za życia, proch po śmierci).
Jest to zapis ostatniej woli królewicza Aleksandra Benedykta Stanisława Sobieskiego (1677 – 1714). Królewicz za młodu kształcił się zarówno w literaturze, jak i w sztuce wojennej, wykazując przy tym wybitne predyspozycje w obydwu dziedzinach. Przebywał z matką w Rzymie z dłuższymi i krótszymi przerwami. W Wiecznym Mieście poświęcił się sztuce, został członkiem Akademii Arkadyjskiej, przybierając imię Armonte Calidio. Zajmował się teatrem i kompozycją, odnosząc również sukcesy jako aktor. Z czasem stał się jedną z ważnych postaci rzymskiego życia kulturalnego i towarzyskiego. W czerwcu 1714 r. towarzyszył matce w podróży do Civitavecchia, skąd udała się do Francji 16 czerwca 1714 r.; po powrocie do Rzymu królewicz zachorował i zmarł 19 listopada tegoż roku, otoczony duchową i materialną opieką braci kapucynów.

.Z woli papieża Klemensa XI, informowanego na bieżąco o przebiegu choroby oraz o śmierci królewicza, pogrzeb Aleksandra Sobieskiego był bogaty, uroczysty i godny jego tytułu. Uroczystości pogrzebowe (ukazują je wystawione w jednej z sal ryciny) odbyły się na koszt papieża, pamiętającego o dokonaniach Jana III Sobieskiego, którego w Rzymie zwano Polonorum Rex Victoriosissimus et Christianitatis Defensor. Przemarsz orszaku żałobnego Aleksandra z okazałym oddziałem jeźdźców na czele trwał pięć godzin i uczestniczyło w nim około dwóch tysięcy osób. Ciało królewicza, spoczywające w trumnach drewnianej i ołowianej, wraz z umieszczonym w specjalnym naczyniu sercem, złożono zgodnie z wolą zmarłego w kościele Kapucynów, w murowanym grobowcu w kształcie urny. Znajduje się on u podstawy pilastra po lewej stronie, przy ścianie między nawą główną a prezbiterium.
Po przeszło 14 latach od śmierci młodszego brata, 1 lipca 1728 r., książę oławski Jakub Ludwik Sobieski zwrócił się do władz kościelnych o zgodę na zastąpienie pierwotnego prostego nagrobka bardziej dostojnym grobowcem wykonanym z białego marmuru. Pragnął w ten sposób godnie uczcić pamięć zmarłego. Prośba została przyjęta i zwłoki umieszczono w nowym grobowcu. Trójkątna kompozycja obejmuje sarkofag z prostym napisem wykonanym ze złoconych liter– Alexander Princeps Regius / Joannis III Regis Poloniae filius / ob. die XIX nov. / MDCCXIV.
Sarkofag, oparty na dwóch lwich łapach, stoi na cokole, na którym umieszczony jest orzeł królewski z rozpostartymi skrzydłami, herb rodu Sobieskich. Trzyma on w szponach węża gryzącego własny ogon i tworzącego idealny okrąg, czyli starożytny symbol cykliczności natury, nieustannego następowania po sobie życia i śmierci, a także symbol alchemiczny oznaczający doskonałość „pierwotnej materii”. Dwa putta, jedno z podniesioną, a drugie z opuszczoną pochodnią, symbolizują życie i śmierć. Podtrzymują one medalion z popiersiem Aleksandra przedstawionego z profilu, oparty o koronę królewską rodu Sobieskich. Dzieło wieńczy hełm z pióropuszem, odwołujący się do wojskowej potęgi, być może nie tyle zmarłego, co jego ojca Jana III. Grób został wykonany przez rzeźbiarza Camilla Rusconiego, jednego z najsławniejszych artystów tamtej epoki.
Maria Klementyna Sobieska (1702-1735)
.Była córką królewicza Jakuba Sobieskiego i Jadwigi Elżbiety Pfalz-Neuburg, wnuczką Jana III i Marii Kazimiery, córką chrzestną papieża Klemensa XI (stąd drugie imię). Na męża wybrano jej Jakuba Stuarta, niekoronowanego króla Anglii. By przeszkodzić w zawarciu małżeństwa cesarz Karol VI za namową króla Wielkiej Brytanii Jerzego I uwięził ją w twierdzy w Innsbrucku. Udało jej się z niej uciec w chłopięcym przebraniu i dotrzeć bezpiecznie do Włoch.
O tej brawurowej ucieczce głośno było w całej Europie. Na jej cześć pisano panegiryki, a jej odwagę porównywano z bohaterskimi czynami dziadka – Jana III. 9 maja 1719 roku w Bolonii odbył się jej ślub per procura, po właściwej ceremonii zaślubin, która odbyła się 2 września w Montefiascone, małżonkowie zamieszkali w należącym do papieża Klemensa XI Palazzo del Re. W Rzymie, jak czytamy na łamach „Mercurio Storico e Politico” (VII 1719) witano ją jak prawdziwą królową, a „ona udała się, aby zwiedzić Kapitol, gdzie została przyjęta dźwiękiem trąb i bębnów i ze wszystkimi honorami, jakie praktykuje się w stosunku do koronowanych głów. Tak samo stało się, kiedy odwiedziła w towarzystwie kardynała Gualtieri, Kolegium Angielskie, gdzie służono jej jak królowej”.

.Początkowo małżonkowie byli bardzo szczęśliwi i zafascynowani sobą nawzajem, jednak z czasem ich stosunki stały się bardzo napięte. Pod koniec 1720 r. Maria Klementyna urodziła pierwszego syna, a w marcu 1725 drugiego. Czuła się jednak coraz bardziej samotna i opuszczona. W listach do ojca błagała go, by przybył do Rzymu.
17 listopada 1725 roku wysłała do ojca list z klasztoru św. Cecylii in Trastevere, w którym donosiła: „nie wątpię wcale, mój drogi ojcze, że nie będziecie bardzo zdziwieni i prawdziwie dotknięci na wieść o okropnej decyzji, którą podjęłam, oddalając się do klasztoru […] znacie mnie dobrze […] że nie uczyniłabym nigdy takiego kroku, gdybym nie była do tego zmuszona”. Małżonkowie kłócili się głównie o dzieci, które Stuart oddał pod opiekę protestanckiego guwernera i zabronił matce przebywać z nimi na osobności.
Jedno niezmiennie łączyło małżonków – miłość do muzyki, a szczególnie do opery. Obejmowali swoim patronatem największy z teatrów operowych w Rzymie – Teatro d’Alibert, zwany też Teatro delle Dame. Wynajmowali w nim aż trzy loże (symbolizujące trzy królestwa – Anglię, Szkocję i Irlandię), a zarządzający teatrem dedykowali tej znamienitej parze kilka oper. Samej Marii Klementynie aż osiem. Wszystkie dedykowane im opery miały libretta historyczne z motywem zdetronizowanego króla. W operze Adelaide tytułową partię zaśpiewał Carlo Broschi, znany jako Farinelli, jeden z najsłynniejszych śpiewaków w historii opery. Libretto nawiązywało do losów życia Marii Klementyny. Historia tytułowej Adelajdy ma szczęśliwy finał, czego właściciele teatru życzyli niedoszłej królowej w dedykacji dzieła.
Maria Klementyna była bardzo pobożna i hojna dla ubogich; umarła w aurze świętości. Pochowano ją z wystawnym ceremoniałem w bazylice św. Piotra, gdzie z czasem doczekała się okazałego nagrobka; jest jedną z trzech kobiet pochowanych w tej świątyni. Jej serce spoczywa w okazałej urnie w kościele Santi Apostoli. Scenę uroczystości pogrzebowych w tej świątyni ukazują okazały obraz i ryciny.
.Do dziś w wielu kościołach Rzymu zachowały się jej portrety. Kilka z nich wraz z portretami dziadków – Jana III i Marii Kazimiery oraz wuja Aleksandra wraz z innymi cennymi dziełami sztuki składają się na piękno wystawy w Musei Capitolini. Wśród portretów Marii Klementyny na szczególną uwagę zasługuje okazałe popiersie eksponowane wraz popiersiem papieża Klemensa XII. Na ekspozycji nie zabrakło również malowanych portretów wcześniejszych papieży – Innocentego XI i Klemensa XI.
Kuratorami wystawy są Francesca e Ceci i piszący te słowa, potrwa ona do 21 września, towarzyszy jej również obszerny, bez mała 500- stronicowy katalog.




