Kto ma władzę rozpętywania wojen, niech wybiera pokój [Leon XIV]

Wielkanocne orędzie papieża

Leon XIV zaapelował w wielkanocnym orędziu o złożenie broni na świecie i wybieranie pokoju przez tych, którzy mają władzę rozpętywania wojen. Wielkanocne orędzie papieża różniło się od wygłaszanych przez poprzedników obecnego papieża, który w czasie, gdy trwają wojny na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie, nie wymienił żadnego kraju z nazwy.

„Niech zabrzmi wołanie o pokój, które wypływa z serca”

.W orędziu wygłoszonym w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego z balkonu Bazyliki Świętego Piotra papież powiedział, że Wielkanoc to zwycięstwo życia nad śmiercią, światła nad ciemnością, miłości nad nienawiścią.

– Siła, dzięki której Chrystus zmartwychwstał, jest całkowicie pozbawiona przemocy. Jest podobna do siły ziarna pszenicy, które obumierając w ziemi, rośnie, przebija się przez grudki gleby, kiełkuje i staje się złotym kłosem. Jeszcze bardziej przypomina siłę ludzkiego serca, które, zranione zniewagą, odrzuca odruch zemsty, a pełne współczucia modli się za tego, kto je zranił – mówił Leon XIV.

Jak tłumaczył, „taka jest prawdziwa siła, która przynosi ludzkości pokój, ponieważ rodzi relacje oparte na wzajemnym szacunku na wszystkich poziomach: między osobami, w rodzinach, w grupach społecznych i między narodami”. – Nie dąży do partykularnego interesu, lecz do dobra wspólnego; nie chce narzucać własnego planu, lecz przyczynia się do jego kształtowania i realizowania go wraz z innymi – dodał papież.

– W świetle Wielkanocy pozwólmy, by Chrystus nas zadziwił. Pozwólmy, by jego nieskończona miłość do nas przemieniała nasze serca. Kto dzierży broń, niech ją złoży. Kto ma władzę rozpętywania wojen, niech wybiera pokój. Nie pokój narzucany siłą, lecz budowany poprzez dialog. Nie budowany na woli panowania nad drugim, lecz na pragnieniu spotkania z nim – podkreślił.

Leon XIV mówił, że przyzwyczajamy się do przemocy, godzimy na nią i obojętniejemy. – Obojętni na śmierć tysięcy ludzi. Obojętni na skutki nienawiści i podziałów, jakie sieją konflikty. Obojętni na konsekwencje gospodarcze i społeczne, które one powodują i które przecież wszyscy odczuwamy – zaznaczył.

Papież odnotował, że coraz wyraźniej zaznacza się „globalizacja obojętności”, o której mówił jego poprzednik, Franciszek. Przywołał słowa, jakie Franciszek wygłosił w zeszłym roku w wielkanocnym orędziu w przeddzień swojej śmierci: „Jak wiele pragnienia śmierci widzimy każdego dnia w licznych konfliktach, które dotykają różnych części świata!”.

– Nie możemy pozostawać obojętni. I nie możemy godzić się na zło – powiedział Leon XIV. Podkreślił, że „pokój, który przekazuje nam Jezus, nie jest tym pokojem, który jedynie ucisza oręż, lecz tym, który dotyka i przemienia serce każdego z nas”.

– Nawracajmy się, przyjmując pokój Chrystusa! Niech zabrzmi wołanie o pokój, które wypływa z serca – wezwał papież.

Wielkanocne orędzie papieża różniło się od poprzednich

.Ogłosił, że 11 kwietnia na Placu Świętego Piotra odbędzie się czuwanie modlitewne w intencji pokoju.

Leon XIV zaapelował o porzucenie wszelkiej chęci spierania się, dominacji i władzy oraz o modlitwę o pokój na świecie udręczonym wojnami, naznaczonym nienawiścią oraz obojętnością, które – jak dodał – sprawiają, że „czujemy się bezsilni w obliczu zła”.

Następnie złożył świąteczne życzenia w 10 językach. – Radosnych Świąt Wielkanocnych – powiedział po polsku.

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa Urbi et Orbi, czyli miastu i światu.

Na Placu Świętego Piotra i w jego okolicach zgromadziło się kilkadziesiąt tysięcy osób.

Droga Leona XIV

.W świecie, który staje się coraz bardziej policentryczny, papież nie może być już tylko „Rzymianinem” w sensie kulturowym, ale człowiekiem, który łączy wiele światów: języków, doświadczeń, duchowości. De facto więc wraca do tejże rzymskości rdzenia: caput mundi – pisze Michał KŁOSOWSKI

Wybór kardynała Roberta Prevosta na papieża Leona XIV to zarówno świadectwo manifestacji ludu, które rozpoczęło się spontaniczną, ale niezwykle intensywną obecnością setek tysięcy wiernych w Watykanie i wzdłuż wiodącej do Watykanu via Conciliazione już od momentu hospitalizacji i śmierci Franciszka, jak i pewnej ciągłości. Był to moment, w którym niewidzialna siła wiernych i ich wpływ „z dołu” dotarły do samego centrum Watykanu, niewątpliwie zmęczonego ostatnimi latami pontyfikatu Franciszka i wszechobecnością jezuitów. Proces konklawe 2025 ukazał bowiem nie tylko polityczne kalibracje wśród purpuratów, ale i duchową nić, która łączy Kościół instytucjonalny ze wspólnotą wiernych.

Kardynał Robert Prevost przez lata funkcjonował „na pograniczu” – Ameryki Łacińskiej i Europy, misjonarskiej prostoty i watykańskiego rygoryzmu. Jako prefekt Dykasterii ds. Biskupów budował mosty między episkopatami, słuchał lokalnych głosów i odczytywał znaki czasu. Jego wybór był odpowiedzią nie tylko na pytanie „kto ma prowadzić?”, ale i „dokąd mamy iść?”, postawione w procesie synodalnym jeszcze przez papieża Franciszka. Wybór papieża „z międzyświata” to była manifestacja dążenia ludu do Kościoła inkluzywnego i refleksyjnego, lepiej słuchającego różnych tonów rzeczywistości, a nie tylko jednego, narzuconego – czy to konserwatywnego, czy liberalnego.

John Prevost, brat papieża, trafnie podsumował w brytyjskim „The Guardian” jego charakter: „Middle of the road” – ani skrajnie konserwatywny, ani rewolucyjnie progresywny. To określenie niesie w sobie coś więcej niż tylko wygodne polityczne wyważenie: oddaje głęboką duchową intuicję, że Kościół potrzebuje obecnie pasterza, który nie ulega naciskom ani skrajnej prawicy, marzącej o restauracji trydenckiej liturgii i potępienia modernizmu, ani środowisk forsujących radykalną reformę doktryny moralnej czy struktur władzy. Wybór kard. Roberta Prevosta to więc nie tyle kompromis, ile świadome wskazanie na drogę dialogu, cierpliwości i rozeznania, drogę, którą rozpoznaje i wspiera wielu wiernych na całym świecie, choć może nie tak wielu biskupów, uwikłanych w lokalną, a czasem nawet narodową politykę.

Manifestacja ludu, której konsekwencją był wybór kardynała Roberta Prevosta, wyrażała się nie tyle w demonstracjach czy medialnych apelach, ile właśnie w tej cichej, ale masowej potrzebie przewodnika, który potrafi połączyć ogień i wodę – katolików z Północy i Południa, duchowieństwo i świeckich, tradycję i otwartość, stary i nowy świat. Leon XIV staje się odpowiedzią na soborową intuicję Ludu Bożego, który coraz wyraźniej komunikuje, że prawdziwa jedność nie polega na narzuceniu jednej wizji, lecz na umiejętności życia w napięciu – bez ucieczki w uproszczenia. Papież „ze środka drogi” staje się więc nie tyle środkiem między skrajnościami, ile symbolem duchowej dojrzałości Kościoła, który dojrzewa przez napięcia, nie przez ich unikanie.

Wybór kardynała Roberta Prevosta na Stolicę Piotrową był oczywiście zaskoczeniem dla wielu obserwatorów, ale dla tych, którzy śledzili bieg pontyfikatu Franciszka i narastające napięcia w Kościele powszechnym, miał w sobie głęboką logikę. Kardynał Robert Prevost nie był „papabile” w klasycznym tego słowa znaczeniu – nie był medialnym kandydatem, nie stał na czele żadnego z wyraźnie zarysowanych bloków, nie miał za sobą dużego zaplecza kurialnego ani twardego lobby progresywnego. A jednak to właśnie on uosabiał coś, czego szukała duża część Kościoła: zdolność łączenia przeciwieństw, słuchania różnych wrażliwości i szukania realnych duszpasterskich odpowiedzi w świecie, który przestał być jednolity, a jest coraz bardziej wielobiegunowy i polifoniczny. Jednocześnie był znany i rozpoznawalny wśród kleru, choć może mniej wśród dziennikarzy czy samych wiernych.

Bo kardynał Robert Francis Prevost przez lata funkcjonował „na pograniczu” i w wielogłosie – Ameryki Łacińskiej i Europy, misjonarskiej prostoty i watykańskiego rygoryzmu, teologicznej ortodoksji i duszpasterskiej elastyczności. Pochodzi z Chicago, przez dekady posługiwał jako zakonnik i biskup w Peru, osiadł zaś w Rzymie, centrum Kościoła, ściągnięty tu niejako przez papieża Franciszka. Był człowiekiem, który nie tylko znał świat globalnego Południa, ale był przez niego uformowany – nie jako obserwator, ale jako uczestnik. Tam nauczył się, że Kościół musi być obecny nie jako strażnik prawdy z góry, ale jako towarzysz, który słucha, rozeznaje i działa w konkretnej sytuacji. A to pomysł na Kościół, przy którym twardo obstawał poprzedni papież.

Jako prefekt Dykasterii ds. Biskupów Robert Prevost odegrał kluczową rolę w reformowaniu sposobu doboru hierarchów na całym świecie. Jego podejście było mniej „technokratyczne”, a bardziej synodalne: słuchać lokalnych wspólnot, rozumieć ich realia, uwzględniać różnorodność duchowości, kultur, wyznań oraz wyzwań. Wielokrotnie w swoich działaniach kierował się nie tyle logiką „przywiezienia” biskupa z zewnątrz, ile umocnienia pasterzy wyrastających z kontekstu lokalnego, dobrze rozumiejących swoje owczarnie. Ten styl zarządzania był nie tylko zgodny z duchem Franciszka, ale przygotowywał grunt pod nowy model Kościoła, który wyłania się dzisiaj.

Wybór papieża „z międzyświata” to więc manifestacja nowego typu katolickiej świadomości. Ludu, który nie potrzebuje już mocnego centrum narzucającego jedną linię, lecz Kościoła refleksyjnego, który zna swoją różnorodność i akceptuje ją jako dar, a nie zagrożenie i w tej różnorodności, w oparciu o Chrystusa, próbuje dialogować ze sobą i z otaczającą rzeczywistością. W świecie, który staje się coraz bardziej policentryczny, papież nie może być już tylko „Rzymianinem” w sensie kulturowym, ale człowiekiem, który łączy wiele światów: języków, doświadczeń, duchowości. De facto więc wraca do tejże rzymskości rdzenia: caput mundi.

To właśnie jest pragmatyzm synodalny rozumiany nie jako rewolucja doktrynalna, nie dekonstrukcja tradycji, ale próba zbudowania nowej formy jedności w wielości. To styl, który odrzuca zarówno klerykalny centralizm, jak i utopijny egalitaryzm, a stawia na rozeznanie, wspólnotę i czas. W tym sensie Leon XIV nie tyle zrywa z tradycją, ile ją reinterpretuje: ukazuje, że wierność nie musi oznaczać stagnacji, a zmiana nie musi oznaczać zdrady. I że nie wszystkie zmiany są konieczne.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-droga-leona-xiv/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 kwietnia 2026