Lawina i powódź w Nepalu i Tybecie. Coraz więcej wiadomo

W wyniku w powodzi błyskawicznej i lawiny, która nawiedziła rejon graniczny Nepalu i Tybetu, zaginęło ponad 1,3 tys. osób, w tym co najmniej 653 obcokrajowców – poinformowały lokalne władze. Życie straciło co najmniej 168 osób. Polskie MSZ podało, że nie ma danych o poszkodowanych obywatelach RP.
826 osób zaginionych w Nepalu
Co najmniej 359 osób zginęło w wyniku gwałtownej powodzi, która nawiedziła himalajskie tereny przygraniczne Nepalu i chińskiego Tybetu – poinformowała nepalska policja. Łączny bilans kataklizmu, wliczając osoby zabite po stronie chińskiej, wzrósł do 362 ofiar śmiertelnych i ponad 1,3 tys. zaginionych.
Poprzedni meldunek mówił o 270 ofiarach śmiertelnych.
Rzecznik policji, Abi Narayan Kafle, powiadomił, że – zgodnie ze stanem z godz. 17 czasu lokalnego (godz. 13.15 w Polsce) – w ośmiu dystryktach dotkniętych kataklizmem odnaleziono ciała co najmniej 359 osób – przekazał dziennik „The Kathmandu Post”. Najwięcej – 132 osoby – zginęły w dystrykcie Ćitwan.
Co najmniej 66 osób doznało obrażeń wymagających hospitalizacji – poinformowała policja, dodając, że do akcji skierowała ponad 4 tys. funkcjonariuszy.
Według najnowszych danych ponad 900 osób uznaje się za zaginione. Służby ratunkowe prowadzą zakrojone na szeroką skalę poszukiwania.
Chińskie media, powołując się na lokalne władze, przekazały, że w administrowanym przez Chiny Tybecie poszukiwanych jest 558 osób – 298 Chińczyków i 260 obcokrajowców, których narodowości dotąd nie sprecyzowano.
Szefowa australijskiej dyplomacji Penny Wong poinformowała na konferencji prasowej, że wśród poszukiwanych w Nepalu znajduje się co najmniej 34 Australijczyków.
– Z naszych ustaleń wynika, że ci Australijczycy są częścią oddzielnych grup pielgrzymkowych i turystycznych – przekazała Penny Wong. Dodatkowo zaznaczyła, że „na tym etapie, biorąc pod uwagę skalę katastrofy, dostęp do miejsca zdarzenia i informacji jest bardzo ograniczony”.
Wśród zaginionych są także obywatele Japonii, RPA, Singapuru, Portugalii i Holandii
Zgodnie z zestawieniem AFP, w Nepalu nie nawiązano ponadto kontaktu ze 142 obywatelami Indii, 53 Ukraińcami, 17 Malezyjczykami, 14 Brytyjczykami, 10 Kanadyjczykami, 9 południowokoreańskimi pracownikami budowy elektrowni wodnej. Wśród zaginionych są także obywatele Japonii, RPA, Singapuru, Portugalii i Holandii.
Część statystyk opiera się bezpośrednio na zgłoszeniach prywatnych operatorów: biura podróży poinformowały o braku kontaktu z 11 Amerykanami, jednym obywatelem o podwójnym obywatelstwie (amerykańskim i rosyjskim) oraz 111 klientami o nieustalonej dotąd narodowości.
Włoskie i francuskie MSZ odnotowały obecność – odpowiednio – 90 i 80 swoich obywateli zarejestrowanych w systemach konsularnych na tym obszarze. Służby potwierdziły zlokalizowanie i podjęcie akcji ratowniczej wobec dwóch turystów z Włoch i ich przewodnika, natomiast w odniesieniu do pozostałych zarejestrowanych trwa weryfikacja ich sytuacji.
Polskie służby nie posiadają informacji o polskich obywatelach
Obecnie polska służba konsularna nie posiada informacji o obywatelach polskich, którzy mieliby ucierpieć w wyniku powodzi w Nepalu – przekazało dziennikarzom polskie MSZ. Podkreśliło, że konsul RP w New Delhi i konsul honorowy RP w Katmandu na bieżąco monitorują sytuację i natychmiast podejmą działania, gdyby pojawiły się informacje o poszkodowanych obywatelach polskich.
Do tragicznych w skutkach powodzi doszło na pograniczu Nepalu i Tybetu w wyniku zerwania się potężnego masywu lodowego. Amerykańska służba geologiczna USGS podała, że osuwisko wywołało wstrząs sejsmiczny o magnitudzie 5,2 oraz doprowadziło do gwałtownych powodzi błyskawicznych niosących gruz, które spłynęły dolinami po obu stronach granicy. Kataklizm zniszczył infrastrukturę i lokalne osady wzdłuż górskich dolin, uśmiercając co najmniej 168 osób, w tym trzy w Chinach.
Ogromne zmiany klimatyczne w Nepalu
Mieszkająca we Włoszech aktorka Kasia Smutniak, która od 20 lat podróżuje do Nepalu, gdzie założyła szkołę, powiedziała rzymskiemu dziennikowi „Il Messaggero”, że zauważyła tam w tym czasie ogromne zmiany klimatyczne. Jak dodała, szkoła, którą utworzyła, jest na obszarze, gdzie nie doszło do powodzi.
W 2016 roku aktorka założyła szkołę w północnym dystrykcie Nepalu- Mustang, w wiosce Ghami. Szkołę wybudowała utworzona przez nią fundacja imienia jej tragicznie zmarłego partnera Pietro Taricone. Jak powiedziała włoskiemu dziennikowi w opublikowanym wywiadzie, do Nepalu pojechała po raz pierwszy z nim w 2003 roku.
Zapytana o to, co sprawiło, że pokochała Nepal odpowiedziała: „Byliśmy pod wrażeniem kultury, życzliwości ludzi, piękna. Zostawiliśmy tam nasze serca”. Wkrótce ma odbyć się premiera filmu dokumentalnego w reżyserii Kasi Smutniak zatytułowanego „Mustang”.
W rozmowie z „Il Messaggero” aktorka wyjaśniła, że skontaktowała się telefonicznie z personelem szkoły i dowiedziała się, że nikt tam nie ucierpiał w wyniku kataklizmu.
Podkreśliła, że „szkoła znajduje się na obszarze, którego nie dotknęły powodzie. Jest na Wyżynie Tybetańskiej na wysokości 3500 metrów n.p.m., a góry oddzielają nas od terenów dotkniętych przez powódź”.
Kasia Smutniak dodała, że stara się zdobyć jak najwięcej informacji o tym, co się wydarzyło i przyznała zarazem, że nie jest tym zaskoczona. Odnosząc się do kwestii klimatu zaznaczyła, że „w ciągu 20 lat, gdy odwiedzam Nepal, zauważyłam tam ogromne zmiany”.
„Nasza szkoła znajduje się na obszarze pustynnym, a domy zbudowane są tam przy użyciu błota; mają duże dziury w dachu, przez które dym wydostaje się na zewnątrz. Na tej pustyni deszcz pada coraz częściej. Domy dosłownie się rozmywają. Są nawet problemy z konstrukcją naszej szkoły z powodu nieprzewidywalnego wzrostu opadów” – opowiadała.
„Żyje tam ludność, która ma niewiele lub nie ma niczego”
Ceniona i znana we Włoszech aktorka przekazała odnosząc się do kwestii pomocy dla zniszczonych terenów: „Wielu Włochów pisze do nas w tych godzinach pytając, jak mogą pomóc, co mogą zrobić. To bardzo wzruszające. Ponieważ jednak nie jesteśmy na miejscu, udzielimy pomocy, gdy tylko zakończy się pilna sytuacja kryzysowa”. Jak dodała, sama rozważa utworzenie funduszu pomocowego.
„Rana tych, którzy stracili domy lub bliskich pozostanie otwarta przez długi czas; także wtedy, gdy reszta świata zapomni o tej tragedii”- oceniła.
Smutniak podkreśliła, że była na terenach, zniszczonych przez powódź. Jak stwierdziła, „żyje tam ludność, która ma niewiele lub nie ma niczego”.
„Poznałam ludzi, mających nadzwyczajną zdolność do jednoczenia sił w sytuacji kryzysowej. Poza tym są przyzwyczajeni do tego, że nikt im nie pomaga” – wspomniała.
Liczba ofiar wzrasta
Bilans ofiar powodzi, która nawiedziła himalajskie tereny Nepalu i Tybetu, wzrósł do 472 – z czego 469 w Nepalu. Po obu stronach granicy ewakuowano ponad 2,5 tys. osób, a 1,4 tys. uznano za zaginione. Chińskie władze alarmują o bardzo wysokim ryzyku przerwania tamy na jeziorze zaporowym i wystąpienia kolejnej fali. Poprzedni bilans, podawany przez nepalskie władze, mówił o co najmniej 359 zabitych.
Nepalska policja poinformowała o odnalezieniu 469 ciał w ośmiu dystryktach dotkniętych kataklizmem. Najwięcej – 178 w dystrykcie Ćitwan. Służby ewakuowały 1545 osób, z czego 84 wymagały hospitalizacji. Władze wciąż poszukują 910 zaginionych, w tym 517 obcokrajowców. Po chińskiej stronie granicy dotychczas potwierdzono śmierć trzech osób.
W zrujnowanym tybetańskim powiecie Gyirong ewakuowano 499 mieszkańców oraz 555 turystów. Nadal za zaginione uznaje się 558 osób, w tym 260 obcokrajowców – podała agencja Xinhua.
Do strefy katastrofy skierowano blisko 700 strażaków wspieranych przez floty dronów oraz psy tropiące. Dostęp do dotkniętych kataklizmem górskich terenów pozostaje znacznie utrudniony z powodu zniszczenia dróg – podała państwowa telewizja CCTV. Na miejsce katastrofy docierają transporty z namiotami, żywnością, wodą pitną oraz mobilnymi generatorami prądu.
Wysokie ryzyko przerwania tamy na jeziorze zaporowym
Chińskie ministerstwo zasobów wodnych ostrzegło, że utworzony u zbiegu nepalskich rzek Chhochen Khola i Purepu Tsangpo potężny zbiornik osuwiskowy „stwarza wysokie ryzyko pęknięcia i przelania, co może doprowadzić do poważnej powodzi w dole rzeki” – przekazała CCTV.
W jeziorze, które z powodu przepełnienia już zaczęło wylewać, zgromadziło się szacunkowo 2 mln m sześc. wody. Według prognoz, w ciągu najbliższych trzech dni spłyną tam kolejne 3 mln. Służby stale monitorują sytuację, przygotowując symulacje na wypadek pęknięcia naturalnej bariery.
Co wywołało katastrofę?
Według amerykańskiego instytutu geologicznego (USGS) katastrofę wywołało zapadnięcie się wysokogórskiego lodowca. Zwały lodu i gruzu runęły w dół, uwalniając gigantyczną falę wody, która wezbrała w górskich rzekach. Gigantyczna lawina błotna zeszła z prędkością ok. 50 m/s, zmiatając z powierzchni ziemi całe osady na granicy chińsko-nepalskiej.
Tybetański Rejon Autonomiczny jest obszarem zazwyczaj niedostępnym dla zagranicznych dziennikarzy. Obcokrajowcy planujący podróż w te rejony muszą każdorazowo posiadać rygorystycznie kontrolowane zezwolenia na wjazd.
Hydrolog o powodzi
Powódź w Nepalu prawidłowo jest nazywana błyskawiczną, ponadto wiąże się z nią kilka dynamicznych zjawisk – powiedział hydrolog, dyrektor Instytutu Geofizyki PAN, prof. Paweł Rowiński. Według niego ma ona również cechy i przebieg zbliżony do powodzi typu Glacier Lake Outburst Flood (GLOF).
Hydrolog, dyrektor Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk prof. Paweł Rowiński wytłumaczył, że według dostępnych danych osuwisko, które spowodowało katastrofę, doprowadziło do trzęsienia ziemi, które było wtórne; oznacza to, że najpierw nastąpiło osunięcie się lodowca, które następnie wywołało powódź. Prof. Rowiński zwrócił uwagę, że lodowiec był osłabiony, gdyż w ostatnich 24 godzinach stopniało bardzo dużo śniegu. – W ogóle lodowce w tym rejonie są bardzo osłabione. Mówi się, że w ciągu ostatnich 30 lat ten rejon utracił jedną trzecią lodowców, więc to pokazuje skalę zjawiska – powiedział ekspert.
Powódź „błyskawiczna”
Oderwał się fragment lodowca i ta bryła lodu mogła mieć szerokość 600 m. To wszystko spadło z wysokości ponad kilometra, która porwała po drodze mnóstwo kamieni i skał. Sam ten pęd mógł powodować dodatkowe topnienie wody w tym lodowcu i to wszystko spadło do doliny rzecznej. Po drodze, zdaje się, też nastąpiło zatamowanie tej rzeki właśnie tymi kamieniami, więc rzeka wzbierała i potem wszystko zadziałało na zasadzie tsunami. Przeszła taka potężna fala, o której mówi się, że miejscami miała od 6 do 8 m wysokości, więc to była wyjątkowo niszcząca siła. Dodatkowo osiągnęła ona prędkość blisko 200 km/h – wyjaśnił Paweł Rowiński.
Potwierdził również, że ta powódź prawidłowo jest nazywana „błyskawiczną”, ponieważ o takiej można mówić biorąc pod uwagę dynamikę zjawiska, kiedy np. mamy zalane miasta ze względu na bardzo duży opad. – A w tym przypadku przyczyną nie był opad, ale gwałtowne zjawisko – zwrócił uwagę. Dodatkowo zaznaczył, że to jest powódź połączona z osuwiskiem, więc można tu powiązać kilka niezwykle dynamicznych zjawisk. Według niego należy pamiętać, że płynęła nie tylko woda, ale woda razem z kamieniami, skałami i ze wszystkim, co porwała po drodze, czyli zniszczonymi domami czy dachami.
Powódź typu GLOF
Paweł Rowiński powiedział też, że ta powódź, której towarzyszyła lawina skalno-lodowa, ma cechy i przebieg zbliżone do powodzi typu GLOF (ang. Glacier Lake Outburst Flood), czyli takiej, w której następuje nagłe przerwanie zapory jeziora lodowcowego.
Główne zagrożenie stwarza obecnie jezioro zaporowe utworzone na rzece Bhotekoshi w wyniku środowej katastrofy. Według danych chińskiego ministerstwa zasobów wodnych oraz służb ratowniczych zbiornik znajduje się na wysokości 2950 m n.p.m. – ok. 1000 m powyżej zalanego przez powódź przejścia Gyirong. W zbiorniku nagromadziło się już ponad 2,5 mln m sześc. wody. Władze ostrzegają, że w ciągu najbliższych trzech dni do jeziora może dopłynąć kolejne 3 mln m sześc. wody, co stwarza „wysokie ryzyko” gwałtownego przełamania naturalnej zapory i wystąpienia nowych powodzi błotnych oraz lawin.
Szczyt zagrożenia 1 września
Szczyt zagrożenia prognozuje się na 1 września. Chińskie służby wezwały ludność z zagrożonych terenów do natychmiastowej ewakuacji na wyżej położone, bezpieczne obszary.
– Zbiera się tam bardzo dużo wody. Należy wziąć też pod uwagę już naturalnie zatamowane jeziora, wiec jeżeli tej wody tam zbierze się jeszcze więcej, czyli spodziewane 3 mln m sześc., to oczywiście może nastąpić gwałtowne przełamanie zatoru. Może to oznaczać, że będziemy mieli powtórkę, czyli kolejną bardzo potężną powódź poniżej tego sztucznie utworzonego zbiornika – ocenił ekspert.
Pomoc dla zniszczonego Nepalu zadeklarowały już m.in. USA, Unia Europejska oraz Indie. Według Międzynarodowej Federacji Towarzystw Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca (IFRC) na skutek katastrofy mogło ucierpieć ok. 93 tys. ludzi w obu krajach.
Do akcji dołączają zagraniczni ratownicy
Do 626 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych niszczycielskich powodzi na północy Nepalu. Pod presją innych państw władze w Katmandu zgodziły się na udział zagranicznych zespołów w trwającej od środy akcji poszukiwawczo-ratowniczej.
Poprzednie dane mówiły o 547 zabitych w Nepalu i pięciu w sąsiednim, kontrolowanym przez Chiny Tybetańskim Regionie Autonomicznym. Chińskie służby podniosły bilans ofiar śmiertelnych w tym regionie do siedmiu.
Nepalska policja w sobotnim komunikacie poinformowała z kolei o odnalezieniu 616 ciał w regionach dotkniętych katastrofą. Według NDRRMA obecnie nie ma kontaktu z 2426 osobami. Wcześniejszy bilans mówił o ponad 1,9 tys. zaginionych. Po stronie chińskiej za zaginione uznaje się 554 osoby. Minister finansów Nepalu Swarnim Wagle powiedział agencji Reutera, że kraj będzie potrzebował na odbudowę 4-5 mld dolarów.
Presja dyplomatyczna
Początkowo rząd odrzucał propozycje przyjęcia zagranicznych zespołów ratunkowych, twierdząc, że krajowe siły są wystarczające. Władze zmieniły jednak decyzję na skutek „intensywnej presji dyplomatycznej” państw, których obywatele są wśród zaginionych – poinformował w piątek wieczorem dziennik „The Kathmandu Post”.
Wśród zaginionych jest ponad 500 cudzoziemców, w tym m.in. 178 obywateli Indii, 65 Amerykanów i 53 Ukraińców. Jak zaznaczył dziennik, zgoda na wjazd dotyczy wyspecjalizowanych zespołów z Indii, Chin, Australii i Korei Południowej, które mają pomóc w akcjach w zalanych tunelach oraz przy identyfikacji ciał za pomocą badań DNA.
Lokalni ratownicy próbują obecnie dotrzeć m.in. do ponad 100 osób uwięzionych w tunelu elektrowni wodnej w dystrykcie Rasuwa, ok. 30 km od granicy z Chinami. Akcję utrudnia gruba na półtora metra warstwa mułu. Rzecznik armii gen. Raja Ram Basnet poinformował w sobotę, że operacje z udziałem śmigłowców zostały wstrzymane ze względu na złe warunki pogodowe.
Świat obiegły nowe nagrania
Strona chińska opublikowała tymczasem nowe nagrania z akcji poszukiwawczej w okolicach zrujnowanego przejścia granicznego z Nepalem, Gyirong. Świat obiegły nagrania, na których widać rwącą wodę porywającą ze sobą infrastrukturę na granicy, jednak w samych Chinach relacje dotyczące klęski żywiołowej podlegają ścisłej cenzurze. W państwowej telewizji pokazano tylko statyczny kadr.
Kontrolowany przez Chiny Tybet jest na co dzień niedostępny dla zachodnich dziennikarzy, co w praktyce uniemożliwia niezależne relacjonowanie wydarzeń z tego miejsca.
W internecie blokowane są relacje i nagrania świadków tragedii. Jak podała BBC, organizacja International Campaign for Tibet wezwała rząd Chin, by przestał usuwać materiały dotyczące powodzi z portali społecznościowych oraz opublikował „kompletne, dające się zweryfikować informacje o zniszczeniach i ofiarach” kataklizmu.
PAP/NZ





