„Make Iran Great Again”. Wielotysięczna demonstracja w Paryżu

Make Iran Great Again

Demonstracja przeciwników reżimu irańskiego zgromadziła w Paryżu kilka tysięcy ludzi; protest odbył się 1 marca 2026 r. na placu Bastylii. Uczestnicy demonstracji przynieśli ze sobą flagi monarchii irańskiej, jak również flagi izraelskie, amerykańskie i francuskie.

Make Iran Great Again

.Na czele pochodu, który przeszedł z placu Bastylii do centrum Paryża widniał banner z napisem: „Iran, życie, wolność razem z Rezą Pahlawim” (synem ostatniego szacha Iranu-PAP). Pojawił się też banner z hasłem „Make Iran Great Again”, na którym umieszczono na nim wizerunek Pahlawiego i jego ojca.

„Republika islamska to zabójca naszych dzieci”, „Nie – dla terrorystycznej republiki islamskiej w Iranie” – skandowali uczestnicy pochodu. W innym miejscu Paryża, na placu Republiki, demonstrowało wcześniej kilkuset przeciwników amerykańsko-izraelskich bombardowań Iranu. Uczestnicy tego zgromadzenia argumentowali, że działania USA i Izraela są sprzeczne z prawem międzynarodowym.

Izrael i USA od 28 lutego 2026 r. atakują Iran, a ten odpowiada uderzeniami w Izrael i amerykańskie bazy w regionie. Rano 28 lutego 2026 r. zginął w nalotach najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei. Szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi potwierdził 1 marca 2026 r., że w wyniku amerykańsko-izraelskich ostrzałów zginęła część dowódców, jednak – jak utrzymywał – nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o zdolności wojskowe Iranu.

Łupnąć i skończyć

.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

PAP/Anna Wróbel/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 marca 2026