Niemiecki przemysł zbrojeniowy wchodzi w epokę wielkiej ekspansji

Niemiecki przemysł zbrojeniowy rozwija się w tempie niewidzianym od zakończenia zimnej wojny. Rozbudowa fabryki Rheinmetall w Kassel pokazuje, jak Niemcy łączą zbrojenia, transformację motoryzacji i ambicję odzyskania centralnej pozycji militarnej w Europie.
.Rozbudowa zakładów Rheinmetall w Kassel nie jest pojedynczą inwestycją, lecz elementem znacznie większej przemiany. Niemcy zwiększają wydatki na obronność, przestawiają część zaplecza motoryzacyjnego na produkcję wojskową i budują koncern zdolny obsługiwać niemal wszystkie obszary współczesnego pola walki. Europa potrzebuje tej siły wobec zagrożenia ze strony Rosji, ale dla Polski jej powstanie oznacza również pytania, których nie wolno przemilczeć.
W ogromnych halach Rheinmetall w Kassel powstają Boxery, modułowe ośmiokołowe pojazdy opancerzone, które znajdują się już na wyposażeniu armii niemieckiej, brytyjskiej, holenderskiej, litewskiej i australijskiej. Obok nich pracownicy montują pojazdy zabezpieczenia technicznego Büffel i maszyny inżynieryjne Kodiak. Zakład ma być teraz rozbudowany tak, aby stać się największą fabryką pojazdów opancerzonych w Europie.
O planach koncernu pisze najpoważniejszy francuski dziennik „Le Figaro” w reportażu z północnej Hesji. Jego autor opisuje wizytę prezesa Rheinmetall Armina Pappergera i premiera Hesji Borisa Rheina, którzy wspólnie testowali Boxera i ogłosili inwestycję wartą około 270 mln euro. Zatrudnienie w zakładzie ma wzrosnąć z 2200 do 3000 osób, a roczne przychody generowane przez fabrykę – z 1,5 mld do 5 mld euro.
Władze Hesji i Rheinmetall przedstawiają jednak projekt nie tylko jako rozbudowę fabryki. W pobliżu niedostatecznie wykorzystywanego lotniska Kassel-Calden powstanie centrum logistyczne i szkoleniowe oraz ośrodek testowania dronów. Całość otrzymała nazwę Defence Hub Nordhessen, a więc Centrum Przemysłu Obronnego Północnej Hesji. Ma to być jeden z najważniejszych niemieckich ośrodków łączących produkcję pojazdów, logistykę, szkolenie, lotnictwo i technologie bezzałogowe.
Oficjalny komunikat władz Hesji mówi o ponad 260 mln euro inwestycji Rheinmetall, kilkudziesięciu milionach ze strony kraju związkowego oraz ponad tysiącu nowych bezpośrednich miejsc pracy w Kassel i Calden. Kolejne 8 mln euro Hesja przeznacza na centrum kompetencji dronowych prowadzone przez Uniwersytet Techniczny w Darmstadt. Lotnisko ma służyć nie tylko przedsiębiorstwom i lotnictwu cywilnemu, lecz również ćwiczeniom Bundeswehry, logistyce wojskowej oraz badaniom nad systemami bezzałogowymi.
Kassel pokazuje przemianę niemieckiego modelu gospodarczego
Znaczenie inwestycji najlepiej widać w zestawieniu z sytuacją przemysłu samochodowego. Największym pracodawcą północnej Hesji pozostaje Volkswagen, którego zakład w Kassel-Baunatal zatrudnia około 13 500 osób. Jest to największa fabryka komponentów w całym koncernie, produkująca skrzynie biegów, napędy elektryczne, elementy karoserii i podzespoły powstające w największej europejskiej odlewni metali lekkich.
Volkswagen nadal inwestuje w elektryfikację zakładu, ale cały koncern znajduje się pod coraz większą presją. Niemiecka motoryzacja mierzy się jednocześnie z wysokimi kosztami energii i pracy, konkurencją producentów chińskich, słabszą sprzedażą w Chinach oraz kosztowną transformacją technologiczną. To właśnie w tej sytuacji Rheinmetall staje się dla władz regionalnych symbolem stabilności, nowych zamówień i dobrze płatnych miejsc pracy.
Nie oznacza to, że fabryki samochodów zostaną po prostu zastąpione zakładami zbrojeniowymi. Skala niemieckiej motoryzacji pozostaje wielokrotnie większa, a kompetencji potrzebnych przy produkcji pojazdów cywilnych nie można automatycznie przenieść do sektora obronnego. Widoczny jest jednak kierunek zmiany: tam, gdzie przemysł samochodowy ogranicza zatrudnienie lub zamyka linie produkcyjne, sektor zbrojeniowy poszukuje inżynierów, mechaników, spawaczy, programistów i specjalistów od automatyzacji.
Rheinmetall podpisał już porozumienie z Continentalem, które ułatwia przechodzenie pracowników koncernu motoryzacyjnego do zakładów zbrojeniowych. Fabryki Rheinmetall w Berlinie i Neuss, dotychczas związane przede wszystkim z produkcją części samochodowych, miały zostać przekształcone w zakłady hybrydowe, wytwarzające także komponenty wojskowe. W czerwcu 2026 r. koncern podpisał natomiast umowę sprzedaży swojej cywilnej działalności motoryzacyjnej, deklarując, że w przyszłości skoncentruje się całkowicie na obronności.
Nie jest to zatem wyłącznie konwersja poszczególnych fabryk. Przekształca się cały niemiecki model przemysłowy, w którym przez dziesięciolecia samochód był najważniejszym produktem eksportowym, źródłem innowacji i symbolem pozycji gospodarczej kraju. Dzisiaj coraz większą część tej roli przejmuje uzbrojenie.
Rheinmetall przestaje być jedynie producentem czołgów i amunicji
Skala rozwoju Rheinmetall pokazuje, że nie chodzi o chwilowe zwiększenie produkcji spowodowane wojną na Ukrainie. W 2025 r. przychody koncernu wzrosły o 29 proc., do niemal 10 mld euro, a wynik operacyjny osiągnął 1,84 mld euro. Portfel zamówień i umów ramowych na koniec roku był wart 63,8 mld euro.
W pierwszym półroczu 2026 r. przychody wzrosły o kolejne 39 proc., do 5,2 mld euro, wynik operacyjny zwiększył się o 74 proc., a portfel zamówień i przewidywanych zamówień wykonawczych osiągnął już 80,5 mld euro. Sam dział pojazdów wojskowych miał zamówienia i umowy ramowe warte blisko 29 mld euro. Koncern zakłada, że w całym 2026 r. jego przychody wyniosą od 13,7 do 14,2 mld euro.
Rheinmetall chce być czymś więcej niż producentem amunicji, pojazdów Puma, Lynx i Boxer czy dział czołgowych. Rozwija systemy obrony przeciwlotniczej Skynex i Skyranger, technologie cyfrowego dowodzenia, łączność, rozpoznanie satelitarne, amunicję krążącą, rozwiązania autonomiczne oraz systemy przeciwdronowe. Po wejściu do przemysłu stoczniowego buduje także pozycję w domenie morskiej.
Kassel jest szczególnie ważne ze względu na oczekiwany program „Arminius”. Pod tą nazwą Bundeswehra przygotowuje wielkie zamówienie obejmujące różne wersje Boxera. W najbardziej rozbudowanym wariancie mówi się o nawet 3000 pojazdów i wartości sięgającej 40 mld euro, przy czym znaczna część tej kwoty przypadłaby Rheinmetall. Nie jest to jeszcze podpisany kontrakt, a jego ostateczny zakres będzie zależał od decyzji rządu i Bundestagu, jednak sama perspektywa wyjaśnia, dlaczego koncern rozbudowuje zakład z myślą o produkcji prowadzonej na pełnych obrotach nawet do 2040 r.
Boxer ma przy tym znaczenie większe niż jeden niemiecki program zbrojeniowy. Jest konstrukcją opracowywaną wspólnie przez Rheinmetall i KNDS Deutschland, a jego modułowa architektura pozwala tworzyć wersje transportowe, dowódcze, medyczne, artyleryjskie, przeciwlotnicze i rozpoznawcze. Jeżeli stanie się podstawowym pojazdem średnich sił Bundeswehry oraz kolejnych armii europejskich, niemiecki przemysł zyska możliwość wyznaczania standardów technicznych, logistycznych i serwisowych na dziesięciolecia.
Niemcy usunęły finansową barierę dla zbrojeń
Przemiana przemysłowa nie byłaby możliwa bez zasadniczej zmiany polityki państwa. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę kanclerz Olaf Scholz ogłosił Zeitenwende, czyli zmianę epoki, i utworzył specjalny fundusz Bundeswehry o wartości 100 mld euro. Początkowo wydawało się, że będzie to jednorazowy zastrzyk pieniędzy, pozwalający uzupełnić najbardziej dotkliwe braki sprzętowe niemieckiej armii.
W marcu 2025 r. Bundestag poszedł znacznie dalej. Zmieniono ustawę zasadniczą w taki sposób, aby wydatki obronne i określone wydatki na bezpieczeństwo przekraczające 1 proc. PKB nie podlegały konstytucyjnemu hamulcowi zadłużenia. Wyłączenie obejmuje także obronę cywilną, służby wywiadowcze, cyberbezpieczeństwo i pomoc dla państw napadniętych z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Oddzielnie utworzono fundusz infrastrukturalny o wartości 500 mld euro, który może modernizować transport, energetykę, cyfryzację i inne obszary istotne również dla odporności państwa oraz mobilności wojskowej.
W praktyce Niemcy usunęły najważniejszą barierę, która przez lata ograniczała tempo rozwoju Bundeswehry. Spór nie dotyczy już tego, czy kraj może znaleźć pieniądze, lecz tego, jak szybko przemysł będzie w stanie zamienić je w amunicję, pojazdy, systemy przeciwlotnicze, drony i zdolne do walki jednostki.
Projekt budżetu federalnego na 2027 r. przewiduje 109,7 mld euro dla Ministerstwa Obrony oraz kolejne 30 mld euro z wygasającego funduszu specjalnego Bundeswehry. W planie finansowym budżet samego resortu obrony ma wzrosnąć do 153,9 mld euro w 2028 r. i 162,9 mld euro w 2029 r. Berlin zakłada, że już w 2029 r. osiągnie poziom 3,5 proc. PKB przeznaczanych na podstawowe potrzeby obronne.
To część nowego zobowiązania NATO, przyjętego w 2025 r. w Hadze. Państwa Sojuszu mają do 2035 r. przeznaczać 3,5 proc. PKB na obronę w ścisłym znaczeniu oraz do 1,5 proc. na infrastrukturę krytyczną, cyberbezpieczeństwo, odporność cywilną i rozwój przemysłu obronnego. W przypadku Niemiec każdy punkt procentowy PKB oznacza jednak dziesiątki miliardów euro, dlatego nawet państwa wydające na obronność większą część swojej gospodarki nie będą mogły dorównać Berlinowi pod względem wartości bezwzględnych.
Europa potrzebuje niemieckiej produkcji
Źródłem tej zmiany jest realne zagrożenie. Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, rozbudowuje przemysł zbrojeniowy i ponosi koszty, których państwa Europy Zachodniej przez wiele lat nie były gotowe ponosić. Jednocześnie kolejne administracje amerykańskie oczekują, że Europa przejmie znacznie większą część odpowiedzialności za własną obronę.
W tych warunkach wzrost niemieckiego potencjału nie jest wyłącznie źródłem obaw. Europa potrzebuje fabryk zdolnych produkować amunicję w setkach tysięcy sztuk, szybko remontować pojazdy, zapewniać części zamienne i uzupełniać straty ponoszone podczas długotrwałego konfliktu. Bez odpowiedniego zaplecza przemysłowego nawet najlepiej wyszkolona armia traci zdolność działania po wyczerpaniu pierwszych zapasów.
Komisja Europejska w planie gotowości obronnej do 2030 r. wskazuje jako priorytety obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową, artylerię, pociski, drony, systemy przeciwdronowe, mobilność wojskową, sztuczną inteligencję, cyberbezpieczeństwo oraz zdolności do prowadzenia walki lądowej. Są to niemal dokładnie te obszary, w których rozwija się Rheinmetall. Unia chce ponadto, aby do końca 2027 r. co najmniej 40 proc. zamówień obronnych było realizowanych wspólnie, a rosnąca część środków trafiała do europejskiego przemysłu.
Dla Niemiec otwiera się zatem wyjątkowa możliwość. Mogą jednocześnie zmodernizować Bundeswehrę, wzmocnić własny przemysł, przejąć część pracowników traconych przez motoryzację i stać się głównym dostawcą sprzętu dla europejskich sojuszników. Programy finansowane jako projekty europejskie będą wzmacniały bezpieczeństwo całej Unii, ale duża część wartości dodanej, technologii, miejsc pracy i kompetencji pozostanie w państwach posiadających już największe koncerny.
Kassel dobrze ilustruje również zmianę charakteru uzbrojenia. Nowa fabryka nie będzie wyłącznie miejscem montażu ciężkich pojazdów. Połączenie jej z lotniskiem, centrum logistycznym, ośrodkiem szkoleniowym i poligonem dronowym pokazuje, że współczesna przewaga wojskowa powstaje na styku mechaniki, elektroniki, oprogramowania, sensorów, sztucznej inteligencji i systemów autonomicznych.
Polska nie może pozwolić sobie na naiwność
Wzmocnienie niemieckiej armii jest potrzebne dla odstraszania Rosji i obrony wschodniej flanki NATO. Nie oznacza to jednak, że Polska powinna przyjmować powstanie niemieckiej potęgi militarno-przemysłowej bez refleksji nad jego długofalowymi konsekwencjami. Sojusze są niezbędne, ale interesy państw nie przestają istnieć tylko dlatego, że znajdują się one po tej samej stronie granicy NATO.
Mateusz Morawiecki w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Powrót niemieckiej siły” zwraca uwagę, że nie mamy do czynienia z pojedynczym programem modernizacyjnym, lecz z systemową przebudową niemieckiego państwa i gospodarki. Były premier pisze, że „potencjał przemysłowo-militarny bywa równie łatwo narzędziem obrony, jak i środkiem nacisku”. Jego ostrzeżenie nie jest wezwaniem do utrzymywania Niemiec w słabości, lecz do realistycznej oceny tego, w jaki sposób przewaga przemysłowa przekłada się na wpływy polityczne.
Państwo, które dostarcza sąsiadom pojazdy, amunicję, systemy dowodzenia i obronę przeciwlotniczą, nie sprzedaje im wyłącznie sprzętu. Tworzy zależności obejmujące części zamienne, modernizacje, certyfikację, oprogramowanie, szkolenie i dostępność amunicji. Im bardziej europejskie armie zostaną oparte na systemach kontrolowanych przez kilka wielkich koncernów, tym większy będzie wpływ państw, w których koncerny te mają swoje centrale i zakłady.
Dlatego polską odpowiedzią nie powinno być kwestionowanie konieczności europejskich zbrojeń. Powinna nią być rozbudowa własnego przemysłu, dbanie o krajową produkcję amunicji, zdolności serwisowe, prawa do technologii oraz udział przedsiębiorstw z Europy Środkowej w projektach finansowanych przez Unię. Wspólne zakupy nie mogą oznaczać automatycznego kierowania większości środków do największych firm niemieckich i francuskich.
Polska powinna również zabiegać o takie osadzenie niemieckiego potencjału w NATO, aby jego rozwój wzmacniał konkretne plany obrony wschodniej flanki. Liczy się nie tylko liczba kupionych pojazdów, lecz także gotowość jednostek, zapasy, rozmieszczenie logistyki, przepustowość infrastruktury oraz polityczna zdolność do podjęcia decyzji w pierwszych godzinach kryzysu. Wielka fabryka w centrum Niemiec zwiększyłaby bezpieczeństwo Polski dopiero wówczas, gdyby jej produkcja była częścią wiarygodnego i możliwego do szybkiego uruchomienia systemu obronnego.
Sebastian Nizio





