Państwo Islamskie wykorzystuje AI do rekrutowania brytyjskich dżihadystów

Organizacja terrorystyczna Państwo Islamskie wykorzystuje sztuczną inteligencję do rekrutowania brytyjskich dżihadystów, a także do zachęcania do ataków w kraju i przyłączenia się do bojówek w Syrii – podał „Telegaph”. Doniesienia te wywołały niepokój w brytyjskich służbach wywiadowczych.
Co najmniej 30 tys. cudzoziemców dołączyło do islamistycznej siatki terrorystycznej na Bliskim Wschodzie
.Dziennik poinformował, że brytyjskie służby wywiadowcze MI5 i MI6 „monitorują wykorzystanie sztucznej inteligencji jako działań propagandowych w obawie przed odrodzeniem się Państwa Islamskiego i Al-Kaidy na Bliskim Wschodzie oraz w Rogu Afryki”.
Według redakcji Państwo Islamskie nie tylko wykorzystuje nowe technologie do kierowania atakami terrorystycznymi w Europie, ale także rozpoczęło nową kampanię rekrutacyjna wśród bojowników z zagranicy, którzy mieliby dołączyć do partyzantów w Syrii. Treści propagandowe są bardzo szybko tłumaczone z języka arabskiego i publikowane na platformach społecznościowych. Docierają w ten sposób do szerokiego grona odbiorców, zanim zostaną wykryte i usunięte.
„Telegraph” przypomniał, że ponad dekadę temu co najmniej 30 tys. cudzoziemców, w tym 900 Brytyjczyków, dołączyło do islamistycznej siatki terrorystycznej na Bliskim Wschodzie. Szacuje się, że około 25 proc. z nich zginęło. Niektórzy próbowali wrócić do ojczyzny, gdzie zostali oskarżeni o przestępstwa terrorystyczne.
Brytyjskie Królewskie Siły Powietrzne (RAF) prowadzą obecnie operację Shader, skupiając się szczególnie na terytorium Syrii. Misja ma na celu zwalczanie terrorystów z Państwa Islamskiego.
Trzy pokolenia dżihadystów
.Wszystkie trzy pokolenia dżihadystów łączy jedno: śmierć. Nie tylko ofiar zamachów. To sprawia, że efektywność organizacji terrorystycznych spada – pisze prof. Olivier ROY
Jedenastego września 2001 r. doszło do zamachu terrorystycznego, który zmienił świat – choć inaczej, niż zakładali organizatorzy ataku na Nowy Jork i siedzibę Pentagonu w Waszyngtonie. Od tamtego zamachu zaczęła się era globalnego dżihadu. Samo zjawisko jest starsze, ale dopiero po tym, jak samoloty uderzyły w World Trade Center, co wstrząsnęło całym światem, zaczęło być o nim głośno. W konsekwencji otrzymaliśmy przede wszystkim dwie wojny: w Afganistanie i w Iraku. Obie zakończyły się porażkami, bo nie udało się osiągnąć postawionych celów.
Na terroryzm spod znaku Al-Kaidy patrzymy dziś przez pryzmat tych wojen. To właśnie sprawia, że zamachy z 11 września przyniosły efekt inny od zamierzonego. Ale też nie można zapomnieć, że rozpoczęły one całą serię ataków. W USA po tamtym uderzeniu doszło do jeszcze jednego dużego zamachu terrorystycznego – podczas maratonu w Bostonie w 2013 r. Ale jednocześnie doszło do wielu ataków terrorystycznych w Azji, a także w Europie.
Islamscy radykałowie uderzyli m.in. na dworcu kolejowym w Madrycie w 2004 r., w londyńskim metrze w 2005 r., zaatakowali tygodnik „Charlie Hebdo” w Paryżu w 2015 r., lotnisko Zaventem w Brukseli w 2016 r. czy podczas koncertu Ariany Grande w Manchesterze w 2017 r. W każdym z tych zamachów zginęło po kilkadziesiąt (czasami kilkaset) osób, wszystkie te tragedie wywołały serię dyskusji na świecie o tym, jak groźny jest terroryzm islamski i w jaki sposób można go pokonać.
Kim byli terroryści dokonujący tych zamachów? Na pierwszy rzut oka ich sposób działania oraz motywacje były bardzo podobne. Jednak gdy przyjrzymy się im bliżej, zauważymy różnice. Można mówić o trzech pokoleniach dżihadystów.
Pierwsze to ci, którzy przeprowadzali zamachy w latach 80. i 90. Pochodzili w zdecydowanej większości z Bliskiego Wschodu – i też większość ataków miała miejsce w Afryce i Azji. Niektórzy z nich przedostawali się na Zachód, żeby tam przeprowadzić zamach.
Druga generacja dżihadystów funkcjonowała w latach 1995–2015. Chodzi o terrorystów, którzy w dużej mierze dorastali już na Zachodzie. Symbolicznym początkiem ich działania był zamach przeprowadzony przez Khaleda Kelkala w TGV w 1995 r. Zamachowiec urodził się w Maroko, ale jeszcze jako dziecko zamieszkał we Francji. Tam się wychował i tam też próbował zdetonować bombę w pociągu. Kolejne zamachy w Europie w 95 proc. przypadków organizowali terroryści urodzeni lub wychowani w Europie. Działo się tak nie tylko we Francji, ale również w Belgii, Holandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii. Większość zamachowców była dziećmi imigrantów zarobkowych, którzy przyjechali za pracą do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w latach 60. i 70. Ale ok. 25 proc. ataków przeprowadzali rdzenni Europejczycy, którzy przeszli na islam i w ten sposób dołączyli do dżihadu. Wielu konwertytów z Europy wyjechało też na Bliski Wschód, by walczyć w szeregach Państwa Islamskiego. Te przypadki pokazują, z jak bardzo zróżnicowanymi kategoriami terrorystów mamy do czynienia. To walkę z tym wyzwaniem jeszcze komplikowało.
Wreszcie od 2016 r. wyraźnie zaczyna dominować trzecie pokolenie dżihadystów. Niektórzy z nich przybyli do Europy w czasie kryzysu migracyjnego w 2015 r., ale większość przyłączała się do dżihadu przeciwko Zachodowi na własną rękę. Ich pochodzenie etniczne było bardzo zróżnicowane. Część z nich to Arabowie, ale także Czeczeni, Pakistańczycy, mieszkańcy Bałkanów. Istnieje między nimi duża różnica wieku; niektórzy są bardzo młodzi, niektórzy są po czterdziestce. Praktycznie nie posiadają wykształcenia religijnego. Właściwie ich jedyną cechę wspólną stanowi fakt, że działają samotnie, zwykle z prowizoryczną bronią. To sprawia, że bardzo trudno jest ich wyśledzić przed dokonaniem przez nich zamachu.
Ten podział na trzy pokolenia dżihadystów oczywiście nie zawsze znajdował pokrycie w rzeczywistości, w niektórych sytuacjach te generacje zachodziły na siebie. Tak było choćby w przypadku zamachów z 11 września. Przecież lecące do USA samoloty porwali islamscy terroryści, którzy zradykalizowali się w Niemczech – ale razem z nimi współpracowali dżihadyści z Arabii Saudyjskiej. W 2001 r. wszyscy przekonaliśmy się, jakie efekty przyniosła współpraca tych dwóch pokoleń terrorystów.
Po 11 września świat długo żył w rytmie wyznaczanym przez kolejne zamachy, jednak obecnie islamski terror zanika. Przede wszystkim z przyczyn naturalnych, choć Zachód przyczynił się do jego osłabienia. Ważną rolę w podkopaniu narracji o zwycięskim, globalnym dżihadzie stała się porażka Państwa Islamskiego, do której w dużej mierze doprowadził Zachód.
Jednak przyczyn osłabnięcia globalnego dżihadu trzeba szukać przede wszystkim w świecie muzułmańskim – precyzyjniej rzecz ujmując, w specyficznej formie organizacyjnej islamskich organizacji terrorystycznych.
Wszystkie trzy pokolenia dżihadystów łączy jedno: śmierć. Nie tylko ofiar zamachów. Także zdecydowana większość zamachowców ginie. To zresztą wydaje się nielogiczne. Kierownictwo organizacji terrorystycznej powinno dążyć do zachowania swoich najlepszych żołnierzy. W ten sposób funkcjonowały organizacje marksistowskie, palestyńskie, irlandzkie itp. Dopiero dżihadyści tak mocno powiązali ze sobą terroryzm i śmierć – nie tylko ofiar zamachów, ale też ich wykonawców.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/olivier-roy-globalny-dzihad-ciagle-fascynuje-masy-ale-zamachow-bedzie-coraz-mniej/
PAP/MB




