Podczas wojny w Ukrainie Zachód zapomniał o lekcjach wyciągniętych z pierwszej wojny światowej [Stéphane AUDOIN-ROUZEAU w „Le Figaro"]

Stéphane AUDOIN-ROUZEAU

Stéphane Audoin-Rouzeau jest francuskim historykiem, specjalizującym się w historii pierwszej wojny światowej. W wywiadzie dla „Le Figaro” ocenia, że zaprzeczanie przez część Zachodu rzeczywistości wojny w Ukrainie jest dowodem na to, że zapomniano o lekcjach wyciągniętych z pierwszej wojny światowej.

.Jak podkreśla Stéphane Audoin-Rouzeau w wywiadzie, zaprzeczanie realiom wojny “jest obecne od dawna i wykracza poza wojnę w Ukrainie”. „Nasze społeczeństwa wciąż wierzą w koniec wojen. Jako społeczeństwo nie wyszliśmy jeszcze z tego rodzaju paruzji ostatecznego pokoju, przynajmniej w Europie zachodniej. Inaczej jest w Europie wschodniej, gdzie niepokój pojawił się wcześniej. W jej przypadku zaprzeczanie rzeczywistości wojny ustało co najmniej od 2014 r., od momentu inwazji na Krym. Na zachodzie natomiast zupełnie zignorowaliśmy ostrzeżenie, jakim była inwazja na Gruzję w 2008 r., później potwierdzone przez rosyjską interwencję w Syrii w 2015 r. Jednym z najbardziej zaskakujących przejawów tego wyparcia była wizyta Putina w Brégançon w 2019 r. Stan ten utrzymywał się aż do tygodni poprzedzających rosyjską inwazję 24 lutego 2022 r. Jako historyka pierwszej wojny światowej, to właśnie uderzyło mnie najbardziej” – stwierdza.

„W 1910 r. brytyjski poseł Partii Pracy, Norman Angell, napisał książkę pt. „Wielka iluzja”, która stała się bestsellerem (…). W jego przekonaniu wojna między europejskimi mocarstwami była irracjonalna, ponieważ ich wzajemne powiązania gospodarcze i finansowe sprawiały, że każdy walczyłby przeciw swoim własnym klientom, ryzykując powszechne zrujnowanie. Pod pewnymi względami miał całkowitą rację: wojna była absurdem. Nie przeszkodziło to jednak w jej wybuchu, a żaden z argumentów Normana Angella nie przebił się do świadomości przywódców w momencie kryzysu z końca lipca 1914 r. Przed 24 lutego 2022 r. mieliśmy podobną sytuację, kiedy niemal wszyscy eksperci – profesorowie, służby wywiadowcze, wojskowi, dziennikarze – uspokajali nas, uznając, że atak ze strony Putina byłby irracjonalny. Tak, to rzeczywiście było irracjonalne, mieli całkowitą rację. A jednak atak nastąpił” – tłumaczy historyk.

„Od bardzo dawna w Europie wojna postrzegana jest niemal zawsze jako obrona, nawet przez stronę atakującą! Właśnie pod tym względem interesujące jest spojrzenie na ten konflikt przez pryzmat pierwszej wojny światowej. Już wtedy absolutnie wszyscy twierdzili, że się bronili! Wszyscy, zarówno przywódcy, jak i opinie publiczne, byli o tym głęboko przekonani. Oczywiście to Austro-Węgry i Niemcy ponoszą zasadniczą – choć nie wyłączną – odpowiedzialność za wybuch wojny w 1914 r., ale same postrzegały swoje wypowiedzenie wojny jako czysto defensywne. Niemieccy żołnierze do końca byli głęboko przekonani, że się bronią, podczas gdy fakt bycia agresorem wiąże się z głębokim poczuciem moralnego napiętnowania. Gdyby uwzględnić subiektywny punkt widzenia społeczeństw, to mamy do czynienia ze starciem dwóch patriotyzmów defensywnych” – stwierdza.

.„Gdyby politycy – to do nich należałoby powiedzenie tego wprost – uznali, że Ukraina przegrała wojnę, musieliby logicznie dodać : Przegrała ją przez nas. To trudne do przyjęcia, ale prawdę mówiąc, w pewnym sensie sami przegraliśmy ją kilkukrotnie. Najpierw jeszcze przed wojną, ponieważ nie zrozumieliśmy, że Rosja zaatakuje. Następnie w trakcie wojny, ponieważ tkwiliśmy w zaprzeczeniu, nie chcąc przyjąć, że nasze wsparcie dla Ukrainy było nieadekwatne: wszystko, co przekazaliśmy Kijowowi, broń i sprzęt, trafiło na pole walki za późno,  nie w tym momencie, w którym było najbardziej potrzebne. Ukraina, zwłaszcza z winy Niemiec, walczyła z jedną ręką związaną za plecami, może nawet obiema” – podkreśla Stéphane Audoin-Rouzeau.

oprac. JD

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 lipca 2025