Podwodny okręt „Sokół” nową atrakcją Gdyni

Okręt podwody ORP Sokół, który pod koniec ubiegłego roku ustawiono przed Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, zostanie udostępniony zwiedzającym w I kwartale 2025 r. - zapowiedział zastępca dyrektora muzeum Aleksander Gosk.

Okręt podwody ORP Sokół, który pod koniec ubiegłego roku ustawiono przed Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, zostanie udostępniony zwiedzającym w I kwartale 2025 r. – zapowiedział zastępca dyrektora muzeum Aleksander Gosk.

Okręt podwodny w Gdyni nową atrakcją dla turystów

.Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni przejęło od Ministerstwa Obrony Narodowej okręt podwodny ORP Sokół w lipcu 2020 r. Przez trzy lata w PGZ Stoczni Wojennej trwały prace, które polegały na oczyszczeniu i zakonserwowaniu kadłuba, wycięciu wejścia i wyjścia dla zwiedzających czy wymontowaniu m.in. jednego z silników, który trafił na ekspozycję muzeum.

„Wiedząc, że okręty podwodne będą wychodziły ze służby, zaczęliśmy starania w MON, żeby pozyskać jeden z nich. Nie chcieliśmy, żeby obiekt trafił do huty i został pocięty na kawałki” – tłumaczył PAP w ubiegłym roku z-ca dyrektora muzeum Aleksander Gosk.

Po zakończeniu prac w stoczni przeprowadzono „operację” przetransportowania ważącego ok. 360-370 ton okrętu na ląd, przed Muzeum Marynarki Wojennej. Od listopada ubiegłego roku trwają prace wewnątrz jednostki, które mają przygotować ją dla zwiedzających.

Pierwotne plany zakładały, że wnętrza nowego eksponatu zostaną zaprezentowane publiczności w czerwcu ubiegłego roku. Gosk w rozmowie z PAP wyjaśnił, że opóźnienia są spowodowane m.in. procedurami i przetargami. „Marzyliśmy o czerwcu 2024 roku, chcieliśmy otworzyć okręt jeszcze przed letnim sezonem, w Święto Morza. Marzenia nie zawsze się jednak spełniają. Kompleks spraw, procedur, przetargów na prace budowlane, wycofujących się wykonawców, czy rosnących cen sprawiło, że dopieszczamy wnętrza do dziś” – powiedział.

Dodał, że przewiduje udostępnienie „Sokoła” w pierwszym kwartale 2025 roku. „Konkretnej daty nie podajemy” – zastrzegł.

Szczegóły dotyczące pracy nad okrętem

.Wyjaśnił, że w trakcie trwających prac wewnątrz nowego eksponatu nie napotkano na trudności. „W miarę prac zdarzało się modyfikować założenia i metody pracy. Dzięki stałemu życzliwemu wsparciu i konsultacjom z dowódcami i marynarzami z okrętów podwodnych udało się wiele problemów rozwiązać” – zapewnił.

W ramach prac, przeprowadzonych na zewnątrz nowego eksponatu, pomalowano i odtworzono godło, nazwę i znak taktyczny. Wewnątrz – jak wyjaśnił Gosk – przeprowadzono gruntowne czyszczenie z adaptacją pomieszczeń, odtworzono i uruchomiono wewnętrzne instalacje takie jak peryskop.

„Zamontowaliśmy wentylacje, ogrzewanie, nagłośnienie i oświetlenie. Zabezpieczyliśmy także elementy osprzętu i pozyskaliśmy z magazynów Marynarki Wojennej brakujące, wymontowane urządzenia” – tłumaczył z-ca dyrektora muzeum.

Dodał, że prace przy instalacjach i programach wciąż trwają, podobnie jak ostatnie prace zewnętrzne: uruchomienie zamontowanych bramek elektronicznych, aranżacje otoczenia z umieszczenie w kompozycyjnym połączeniu z okrętem zabytków z nim związanych np. peryskopy, kotwica czy antena radaru.

Plenerowa ekspozycja okrętu podwodnego będzie miała charakter swoistego pomnika upamiętniającego tysiące polskich marynarzy pełniących tę elitarną służbę.

Będzie nie tylko opowiadał historię konkretnego okrętu, ale stanie się swego rodzaju memoriałem poświęconym wszystkim 25 polskim okrętom podwodnym i ich załogom, ze szczególnym uwzględnieniem dokonań polskich podwodników w walce z Niemcami i Włochami podczas II wojny światowej.

Dlaczego turyści płacą więcej. I dlaczego bywa to moralnie uzasadnione

.Ukryte koszty lub dodatkowo podwyższone opłaty są nieuchronne. Niektóre z nich są uzasadnione i mają pozytywny wpływ na rozwój turystyki oraz wspierają lokalny rynek — pisze Sally EVERETT na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.

Najświeższe badania pokazują, że kawiarnie w Belgii wystawiają rachunki średnio o 10% wyższe turystom niż lokalnym mieszkańcom. Z racji „zniżki za lojalność” dla klientów, którzy pochodzą z danego miejsca, przybywający turyści na starcie, jakby z zasady płacą wyższą cenę. Sytuacja odzwierciedla odczucia dwóch turystów z Sycylii, którzy podczas spacerów uliczkami odwiedzanego miasta czuli się jak chodzące portfele, na które na każdym rogu czyhają lokalni sklepikarze. Warto przyjrzeć się motywacjom za podwyższaniem cen dla turystów.

Turystyka jako dziedzina ekonomii od zawsze była postrzegana jako koło napędowe gospodarki miejscowości turystycznych oraz źródło zarobków wielu mniejszych i większych biznesów. Okazuje się, że jest to jedna z największych na świecie gospodarek, osiągających około 7 trylionów dolarów obrotów rocznie. Międzynarodowa Organizacja Turystyczna przewiduje, że do 2030 r. wartość międzynarodowej turystyki osiągnie aż 1,8 biliona dolarów, a jeden na dziesięć zawodów na świecie będzie w jakimś sensie zależny od turystyki. Nic dziwnego więc, że lokalni gospodarze chcą jak najlepiej wykorzystać obecność przyjezdnych, próbując wyciągnąć z nich każdy grosz. Podwyższone ceny nie dotyczą tylko lokali gastronomicznych; kiedy w Tajlandii chciano wprowadzić opłaty w parkach narodowych, oczywiste było, że nie dotknie to lokalnych mieszkańców, lecz przybywających turystów, co stało się faktem już w lutym 2015 r.

Jednym z najdroższych miejsc na świecie jest Wenecja. W 2015 roku do Komisji Europejskiej wpłynęła skarga, w której stwierdzono, że tak wysokie stawki dla odwiedzających Wenecję są dowodem jawnej dyskryminacji społecznej. Zażalenie zostało odrzucone.

Różne progi cenowe dla mieszkańców i turystów na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nie fair. Jednakże faktem jest, że gdyby lokalni mieszkańcy byli zmuszeni płacić tyle samo co osoby zwiedzające, mogłoby to skutecznie uniemożliwić im korzystanie z dóbr lokalnych. Co więcej, wielu z nich nie byłoby w stanie ponosić opłat za swoje mieszkania. Rzadko kiedy lokalni mieszkańcy zarabiają tyle co przybywający na odpoczynek turyści.

.Z pomocą przychodzą przewodniki, które ostrzegają, gdzie nie warto płacić więcej, oraz zachęcają, by nie godzić się na pierwszą podaną przez przeciętnego sklepikarza cenę. Można też próbować wtopić się w tłum i z większym lub mniejszym sukcesem udawać lokalnego mieszkańca. Może pozwoliłoby nam to zaoszczędzić parę groszy, ale pojawia się tu kwestia moralna — chęć i zgoda na wyższe opłaty może być dowodem na odpowiedzialne podejście do podróżowania, które zawsze oznacza wydanie sporej ilości pieniędzy.

Cały tekst [LINK]

PAP/ Piotr Mirowicz/ WszystkocoNajważniejsze/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 grudnia 2024