Pokój za ropę. Nowy pomysł Iranu [Financial Times]

Ajatollah Ali Chamenei chce skusić prezydenta USA Donalda Trumpa zachętami finansowymi, w tym inwestycjami ogromne rezerwy ropy naftowej i gazu ziemnego w zamian za zawarcie umowy w sprawie programu nuklearnego i uniknięcie wojny – przekazał brytyjski dziennik „Financial Times” („FT”).

Iran upiera się, że jego program nuklearny ma charakter cywilny

.Gazeta, powołując się na informacje uzyskane od osoby zaznajomionej ze sprawą, twierdzi, że Teheran stara się wykorzystać zamiłowanie Donald Trumpa do umów, obiecujących USA zyski finansowe. Perspektywa możliwości inwestycyjnych była „skierowana konkretnie do Donalda Trumpa, który oczekuje ogromnego boomu gospodarczego w zakresie ropy naftowej i gazu, praw górniczych, kluczowych minerałów i wszystkiego innego” – powiedział dziennikowi rozmówca.

Druga osoba, z którą kontaktował się „FT” stwierdziła, że toczyły się dyskusje na temat oferty Iranu dla USA w zakresie inwestycji w gaz i ropę, ale propozycja ta nie została formalnie przedstawiona Waszyngtonowi. Zdaniem tej osoby Teheran potraktował Wenezuelę jako studium przypadku (po rajdzie amerykańskich sił specjalnych na Wenezuelę i zatrzymaniu przez nie prezydenta Nicolasa Maduro Trump naciskał na amerykańskie firmy, aby zawarły umowy naftowe w tym kraju).

Wysoki rangą urzędnik amerykański poinformował jednak dziennik, że Stanom Zjednoczonym nie złożono jeszcze żadnej oferty handlowej, a prezydent Donald Trump jasno dał do zrozumienia, że Iran musi wyrzec się broni jądrowej oraz zdolności do jej zbudowania.

Donald Trump, który zgromadził na Bliskim Wschodzie największe siły zbrojne od czasu inwazji na Irak w 2003 roku, potępił orędziu o stanie państwa „złowrogie” ambicje nuklearne Iranu i oskarżył Teheran o „pracę nad budową pocisków, które wkrótce dotrą” do USA.

Iran upiera się, że jego program ma charakter cywilny, ale wzbogacał uran do poziomu wielokrotnie przekraczającego jakiekolwiek cywilne zastosowania.

Osoby poinformowane o rozmowach przekazały, że Iran omawia również możliwość utworzenia międzynarodowego mechanizmu weryfikacji swojego programu nuklearnego, w który mógłby być zaangażowany zespół USA lub reprezentujący go kraj trzeci, a także Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej. Szef resortu spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi oświadczył we wtorek, że Teheran będzie dążył do sprawiedliwego porozumienia w jak najkrótszym czasie.

Ajatollah Ali Chamenei liczy na negocjacje z Donaldem Trumpem

.Rzecznik irańskiego MSZ Esmail Bagaei odmówił dziennikarzowi „FT” szczegółów oferty Teheranu, przypomniał jednak, że Aragczi wypowiadał się w mediach na temat ropy, gazu i energetyki – branżach z dużym potencjałem, w których jednak Iran potrzebuje nowoczesnych technologii. Dziennik dodał, że wiceminister spraw zagranicznych Hamid Ganbari powiedział w tym miesiącu irańskim przedsiębiorcom, że „w rozmowach z USA uwzględniono wspólne interesy w zakresie złóż ropy naftowej i gazu, a także inwestycje w górnictwo, a nawet zakup samolotów cywilnych”.

Według Amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej w 2023 roku Iran zajmował trzecie miejsce na świecie pod względem wielkości rezerw ropy naftowej i drugie pod względem wielkości rezerw gazu ziemnego.

Ganbari powiedział, że w przeciwieństwie do umowy nuklearnej z 2015 roku, którą Teheran podpisał z administracją Baraka Obamy i innymi mocarstwami światowymi, „konieczne było, aby Stany Zjednoczone skorzystały z sektorów oferujących wysokie i szybkie zyski”, by zapewnić „zrównoważone porozumienie”.

Iran odrzucił żądanie USA, by trwale zaprzestać wzbogacania uranu, twierdząc, że ma do tego prawo jako sygnatariusz układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Ajatollah Ali Chamenei uznał, że poddanie się temu żądaniu jest nieprzekraczalną granicą. Natomiast amerykański wysłannik Steve Witkoff stwierdził, że USA żądają stanowczo, by Iran całkowicie zaprzestał wzbogacania i wyeksportował zapasy wzbogaconego wcześniej uranu.

Łupnąć i skończyć

Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-20-czerwca-2025/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 lutego 2026