Polska i Tajwan budują technologiczne Międzymorze [Hanna SHEN]

Polska i Tajwan

Polska i Tajwan budują fundamenty technologicznego Międzymorza, które może wzmacniać odporność Europy oraz podnosić koszt ewentualnej chińskiej agresji w Cieśninie Tajwańskiej. Tajwańskie inwestycje, terminal w Małaszewiczach, bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej i ponadpartyjne relacje z Tajpej sprawiają, że Warszawa staje się uczestnikiem rozgrywki wykraczającej daleko poza Europę Środkową.

„Pas Piłsudskiego tworzyły granice i bagnety, które miały powstrzymać Moskwę. Pas Laia tworzą półprzewodniki, serwery i fabryki baterii. Jego celem jest powstrzymanie Pekinu”

Prezydent Tajwanu Lai Ching-te przyjął pod koniec lipca w Pałacu Prezydenckim delegację polskich posłów do Parlamentu Europejskiego. Była to pierwsza od niemal dwóch kadencji wizyta w Tajpej delegacji europosłów z jednego kraju i jednej formacji politycznej.

Grupa, której przewodziła była premier Beata Szydło, spotkała się także z przewodniczącym Yuanu Ustawodawczego Han Kuo-yu, a więc z politykiem z przeciwnego bieguna tajwańskiej sceny.

Dla większości tajwańskich obserwatorów było to wydarzenie sympatyczne, choć drugorzędne. W rzeczywistości znaczyło znacznie więcej, a jego termin nie był przypadkowy.

W ciągu tych samych dwóch tygodni Ken Moriyasu, ekspert waszyngtońskiego Hudson Institute, napisał na łamach „Washington Examiner”, że odstraszanie Chin od inwazji na Tajwan oznacza zaciskanie pętli na lądowych korytarzach handlowych, które Pekin buduje jako ubezpieczenie na wypadek morskiej blokady. Zachodni kraniec tych korytarzy leży w Europie Środkowej.

Mniej więcej w tym samym czasie Ministerstwo Cyfryzacji potwierdziło, że cztery miesiące po wejściu w życie znowelizowanej ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nie wszczęto ani jednego postępowania o uznanie któregokolwiek z dostawców za dostawcę wysokiego ryzyka.

Jeśli dołożyć do tego tajwańskie inwestycje ogłoszone w Polsce od wiosny, trzy pozornie niezwiązane ze sobą wiadomości zaczynają układać się w jedną całość. Klucz do jej zrozumienia kryje się w słowie, którego polskiemu czytelnikowi nie trzeba tłumaczyć: Międzymorze.

.Sto lat temu marszałek Józef Piłsudski zaproponował koncepcję geopolityczną, która wydawała się wówczas śmiała: narody ściśnięte między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem — Polacy, Litwini, Ukraińcy, Czesi, Rumuni i inni — mogą przetrwać obok imperialnej Rosji tylko wtedy, gdy staną razem jako pas wolnych państw, których pochłonięcie byłoby dla każdego imperium zbyt kosztowne.

Historia nie dała tej idei szans. Region rozebrali Adolf Hitler i Józef Stalin, a potem na pół wieku zamknęła go żelazna kurtyna. Sama logika jednak nie umarła. Wróciła po 1989 roku i dziś ma formę instytucjonalną: Inicjatywę Trójmorza, która łączy trzynaście państw członkowskich Unii Europejskiej z Europy Środkowej i Wschodniej, z Polską jako największą gospodarką i liderem.

Międzymorze miało być tarczą przeciwko Rosji. Nowością, wartą uwagi zarówno w Tajpej, jak i w Waszyngtonie, jest to, że ten sam pas państw może stać się tarczą przeciwko Pekinowi.

Moriyasu pisze, że odstraszanie działa jak akupunktura. Nie naciska się tam, gdzie boli, lecz w punkty połączone z układem nerwowym pacjenta.

Głównym hamulcem w kalkulacjach Xi Jinpinga wobec Tajwanu pozostaje ekonomiczny koszt wojny. Inwazja skłoniłaby amerykańską marynarkę wojenną do zamknięcia Cieśniny Malakka, co udusiłoby chiński handel morski. Właśnie dlatego Pekin gorączkowo buduje lądowe korytarze zapasowe przez Rosję i Azję Środkową.

.Dla Moriyasu punkty akupunkturowe leżą na Kaukazie Południowym. Na równie baczną uwagę zasługują zachodnie końce tych samych korytarzy, tam, gdzie wchodzą one na obszar Unii Europejskiej. Wszystkie kończą się w regionie Trójmorza, a terminal w Małaszewiczach, na granicy polsko-białoruskiej, obsługuje lwią część kolejowej wymiany handlowej między Chinami a Unią.

Decyzje podejmowane w Warszawie wpisują się więc wprost w pekińską kalkulację wojenną. Polska nie musi wysyłać fregat na Pacyfik, by liczyć się w Cieśninie Tajwańskiej. Musi kontrolować swój odcinek chińskich arterii gospodarczych i pokazywać się w Tajpej.

Od początku ubiegłego roku Lai wzywa demokracje do budowy „nieczerwonych łańcuchów dostaw”, czyli sieci produkcyjnych łączących wolne państwa, w których żadne ogniwo nie jest kontrolowane przez Pekin. Dla polskiego ucha brzmi to znajomo. To logika Międzymorza przełożona na język gospodarki: pas państw, które wspólnie stają się zbyt odporne, by dało się je szantażować.

Pas Piłsudskiego tworzyły granice i bagnety, które miały powstrzymać Moskwę. Pas Laia tworzą półprzewodniki, serwery i fabryki baterii. Jego celem jest powstrzymanie Pekinu.

To nie są już dwa osobne zagrożenia. Chiny są głównym sponsorem machiny wojennej Władimira Putina: kupują ropę i gaz, zasilając w ten sposób kremlowską kasę, oraz dostarczają komponenty podwójnego zastosowania, które podtrzymują rosyjską produkcję rakiet.

Wspólne śledztwo The Insider, „Der Spiegel” i „Le Monde” ujawniło w lipcu, że obie armie od 2020 roku organizują tajne doroczne fora technologiczne. Kto finansuje rosyjską wojnę przeciwko Europie, nie jest neutralnym partnerem handlowym Europy. Europa Środkowa leży w obu pasach, a te coraz wyraźniej stają się jednym.

W ostatnich miesiącach Polska stała się europejskim ogniwem nieczerwonego łańcucha dostaw. Tajwańskie konsorcjum pod przewodnictwem koncernu Hon Hai Precision Industry (Foxconn), zorganizowane przez Tajwańskie Stowarzyszenie Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego, ma zbudować park technologiczny w Miękini pod Wrocławiem, dokładnie tam, skąd w ubiegłym roku wycofał się Intel.

O tę inwestycję rywalizowały Czechy, Niemcy i Francja. Wygrała Polska.

Kilka tygodni wcześniej, po tym, jak chińskie Geely zrezygnowało z polskiego projektu samochodu elektrycznego, państwowa spółka ElectroMobility Poland podpisała z Foxconnem porozumienie o budowie centrum elektromobilności w Jaworznie. Auto, które miało mieć chińskie serce, dostanie tajwańskie. Nic z tego nie spadło z nieba. Polska otworzyła biuro handlowe w Tajpej w 2018 roku i cierpliwie budowała relacje, dzięki którym te zapowiedzi w ogóle stały się możliwe.

.Lipcowa wizyta ma znaczenie, ponieważ odpowiada na pytanie, które po cichu zadaje sobie każdy tajwański inwestor i urzędnik myślący o europejskim partnerze: czy to przetrwa zmianę władzy?

Umowy z Foxconnem ogłosił obecny rząd. Delegacja, która pojawiła się w Tajpej, reprezentowała konserwatywną opozycję, rządzącą do 2023 roku i mającą szansę wrócić do władzy. Jej członkowie stanęli w Pałacu Prezydenckim i nazwali pokój w Cieśninie Tajwańskiej sprawą strategiczną dla Europy.

Cokolwiek dzieli polską politykę, a dzieli ją wiele, Tajwan staje się jednym z nielicznych punktów ponadpartyjnej zgody. Dla kraju żyjącego pod nieustanną presją przewidywalność polityki niezależnie od cyklu wyborczego jest najcenniejszą walutą, jaką może zaoferować partner.

Jest w tym przesłanie także dla Waszyngtonu. Amerykańscy stratedzy spierają się, jak Europa mogłaby wziąć na siebie część ciężaru odstraszania w Indo-Pacyfiku, i zwykle dochodzą do wniosku, że nie może.

Międzymorze podpowiada co innego. Europa Środkowa, która prześwietla chińskie inwestycje, trzyma chiński sprzęt z dala od infrastruktury krytycznej, pilnuje lądowych korytarzy stanowiących wojenne ubezpieczenie Pekinu i zakotwicza tajwańską produkcję zaawansowanych technologii na wschodniej flance NATO, nie jest widzem odstraszania na Pacyfiku. Jest jego uczestnikiem. Naciska, mówiąc językiem Moriyasu, na punkt akupunkturowy odległy od Cieśniny Tajwańskiej, lecz podłączony wprost do układu nerwowego Pekinu.

Polska ma atuty, by poprowadzić technologiczne Międzymorze: największą gospodarkę regionu, korytarze, inwestycje i budowany właśnie ponadpartyjny konsensus w sprawie Tajwanu. Musi jednak udowodnić sobie i partnerom jeszcze jedno: że potrafi być konsekwentna.

Znowelizowana ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, obowiązująca od kwietnia, pozwala rządowi uznawać dostawców za dostawców wysokiego ryzyka i nakazuje usunięcie ich sprzętu z infrastruktury krytycznej w ciągu czterech lat.

Tymczasem, jak w sierpniu potwierdziło ministerstwo, nie wszczęto żadnego postępowania ani nie wskazano żadnego dostawcy, a Huawei grozi międzynarodowym arbitrażem już za samą taką możliwość.

Prawo, po które nikt nie sięga, jest prawem niesprawdzonym. Warszawa musi też zbudować rzetelny mechanizm kontroli chińskich inwestycji w sektorach krytycznych i zamienić niedawne porozumienia z tajwańskimi partnerami w działające fabryki, a nie w oprawione w ramki memoranda.

Lekcje do odrobienia mają także partnerzy. Jeśli nieczerwone Międzymorze ma stać się rzeczywistością, Tajpej powinno traktować Europę Środkową jako kierunek dla technologii, a nie wyłącznie dla montażu: przenosić tu prace badawczo-rozwojowe, kompetencje w zakresie pakowania układów scalonych i programy szkoleniowe, tak jak zaczęło to robić w Japonii i Stanach Zjednoczonych, oraz szerzej otwierać tajwański rynek dla firm z Europy Środkowej. Waszyngton powinien z kolei wyraźnie umieścić region Trójmorza na swojej mapie bezpieczeństwa gospodarczego: koordynować z Warszawą kontrolę eksportu oraz inwestycji zagranicznych, tak jak czyni to z Holandią i Japonią, a także wesprzeć finansowo infrastrukturę regionu, żeby korytarze Międzymorza były budowane z wykorzystaniem kapitału amerykańskiego i sojuszniczego, zamiast stać otworem dla chińskich pieniędzy.

.Sto lat temu Piłsudski wyobrażał sobie wolne narody między morzami, stojące razem po to, by żadne imperium nie mogło pochłaniać ich jeden po drugim. Jego idea upadła z braku partnerów. Jej spadkobiercy mają dziś partnerów, jakich nie mógł sobie wyobrazić: w Waszyngtonie i w oddalonym o dziewięć tysięcy kilometrów Tajpej.

Tajwan, który lepiej niż ktokolwiek wie, co znaczy żyć obok imperium nazywającego sąsiadów swoją własnością, ma wszelkie powody, by tym razem dopilnować, aby ten pas wytrzymał.

Hanna Shen
Artykuł ukazał się pierwotnie w języku angielskim na łamach tajwańskiego dziennika „Taipei Times” 16 sierpnia 2026 roku pod tytułem „Creating a non-red 'Intermarium'”.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 sierpnia 2026