Religijni wyborcy w podzielonej Ameryce

Religia pozostaje jednym z najważniejszych języków amerykańskiej polityki. Posługujący się nim wyborcy dochodzą jednak do przeciwnych wniosków. Przed wyborami do Kongresu podział przebiega wewnątrz chrześcijaństwa, a jego zrozumienie wymaga uwzględnienia historii wspólnot, ich miejsca w społeczeństwie i doświadczenia władzy.
.W amerykańskich wyborach samo wyznanie wiary niewiele mówi o kierunku oddanego głosu. Chrześcijanin może widzieć w państwie obrońcę zagrożonego porządku moralnego albo instytucję zobowiązaną przede wszystkim do ochrony słabszych. Może traktować wolność religijną jako najpilniejsze zadanie polityczne, może też odczytywać tę samą tradycję przez doświadczenie dyskryminacji. Te intuicje nie muszą się wzajemnie wykluczać. System dwóch partii sprawia jednak, że wyborca często musi rozstrzygnąć, której z nich w danym momencie nadać pierwszeństwo. Badanie Pew Research Center przeprowadzono od 28 września do 4 października 2026 roku wśród 5062 dorosłych Amerykanów, w tym 3917 zarejestrowanych wyborców. Pytanie wyborcze dotyczyło kandydatów do Izby Reprezentantów. Mamy więc obraz deklaracji przed listopadowym głosowaniem, a nie wynik wyborów ani pomiar poparcia dla kandydatów na prezydenta. Analizę religijnych podziałów Pew opublikował 13 października.
Wspólna wiara i odmienność poglądów
.Republikanów wybiera 73 proc. białych protestantów ewangelikalnych, Demokratów 12 proc. Wśród czarnych protestantów proporcje wynoszą odpowiednio 6 i 74 proc. Biali katolicy preferują Republikanów w stosunku 50 do 32 proc., latynoscy katolicy Demokratów w stosunku 59 do 19 proc. Katolicy ogółem dzielą się niemal równo: 42 proc. wskazuje Demokratów, 39 proc. Republikanów. Wśród białych protestantów nieewangelikalnych przewaga Republikanów, 45 do 37 proc., nie jest istotna statystycznie.
Katolicka średnia ukrywa zatem dwie wyraźnie odmienne orientacje. To zasadnicza trudność w posługiwaniu się pojęciem „religijnego elektoratu”. Przynależność wyznaniowa splata się z pochodzeniem, wykształceniem i miejscem zamieszkania. Ponadto identyfikacja z wyznaniem nie jest miarą intensywności praktyk ani znajomości doktryny. Z samych tych zestawień nie dowiemy się, jaka część różnic wynika z religii, a jaka z pozostałych cech społecznych. Tym bardziej nie powinniśmy przypisywać wszystkim członkom grupy jednakowych motywacji.
Ważnej wskazówki dostarcza szersze badanie religijnego krajobrazu Stanów Zjednoczonych, opublikowane przez Pew w 2025 roku. Wśród bardzo religijnych białych Amerykanów 77 proc. identyfikowało się z Republikanami lub skłaniało ku tej partii. Wśród białych o niskim zaangażowaniu religijnym 68 proc. wiązało się z Demokratami. W przypadku czarnych Amerykanów zależność wyglądała inaczej: około trzech czwartych zarówno najbardziej, jak i najmniej religijnych wybierało identyfikację demokratyczną. Związek religijności z orientacją partyjną zależy więc również od tego, w jakiej wspólnocie go obserwujemy.
Historia wspólnot i odmienne interesy
.Historia czarnych Kościołów pomaga zrozumieć tę odmienność. Ich funkcje obywatelskie sięgają czasów sprzed wojny secesyjnej, a część odegrała ważną rolę w ruchu praw obywatelskich. Wspólnota religijna mogła zapewniać przestrzeń samodzielnego organizowania się ludziom pozbawionym równego dostępu do instytucji publicznych. Wiara łączyła się wówczas z dążeniem do pełnego obywatelstwa. Dzisiejsze demokratyczne preferencje czarnych protestantów należy czytać również na tle tego doświadczenia. Ich obecność w koalicji Demokratów przypomina, jak szerokie znaczenie społeczne może mieć chrześcijaństwo.
Po stronie białych ewangelikalnych protestantów widać natomiast długotrwałe zbliżenie tożsamości wyznaniowej i partyjnej. Pew odnotował w analizie z 2024 roku, że w ciągu trzech dekad odsetek wyborców tej grupy identyfikujących się z Republikanami lub skłaniających ku nim wzrósł o 20 punktów procentowych. Taka trwałość sugeruje, że pojedynczy kandydat zastaje już ukształtowane więzi. Partia staje się częścią społecznego otoczenia wyborcy, a ocena jej konkurentów powstaje przez wiele lat. Zmiana prezydenckiego wizerunku nie musi więc od razu przebudowywać całej tej orientacji.
W kampanii prezydenckiej 2024 roku 79 proc. białych protestantów ewangelikalnych uznawało imigrację za bardzo ważną dla swojej decyzji, a 48 proc. wskazywało w ten sposób aborcję. Zainteresowania tych wyborców wykraczały więc daleko poza zagadnienia najczęściej kojarzone z religią. Granica może stać się symbolem sporu o kształt narodowej wspólnoty. W takiej perspektywie znaczenie polityka zależy również od tego, czy wyborca widzi w nim obrońcę znanego sobie świata. Jest to możliwe wyjaśnienie trwałości partyjnej lojalności, nawet gdy ocena samego przywódcy słabnie.
Katolickie sumienie w dwupartyjnym świecie
.Warto przy tym oddzielić poparcie dla partii od zgody na jej obecność przy ołtarzu. W innym sondażu Pew z wiosny 2026 roku większość badanych w każdej z analizowanych kategorii religijnych uważała, że wspólnoty wyznaniowe powinny powstrzymywać się od popierania kandydatów w wyborach. Zarazem większość białych ewangelikalnych protestantów, katolików i czarnych protestantów pozytywnie oceniała wpływ religii na amerykańskie życie. Można zatem oczekiwać publicznego świadectwa wiary i równocześnie sprzeciwiać się zamienianiu wspólnoty w zaplecze kampanii.
Szczególnie wymagająca jest sytuacja katolików. Nauczanie społeczne Kościoła obejmuje ochronę życia nienarodzonych, troskę o ubogich i prawa pracowników, ale także godność migrantów oraz moralne ograniczenia użycia siły. W dokumencie „Forming Consciences for Faithful Citizenship” amerykańscy biskupi przedstawiają te zobowiązania w obrębie jednej wizji ludzkiej godności. Sprzeciw wobec aborcji jest w niej jednoznaczny, podobnie jak obowiązek humanitarnego traktowania przybyszów. Ta rozległość wymagań utrudnia utożsamienie katolickiej odpowiedzialności politycznej z programem jednej partii.
Różne doświadczenia społeczne mogą sprawiać, że poszczególne zobowiązania stają się dla wyborców szczególnie pilne. Dla rodziny dotkniętej niepewnością migracyjną polityka graniczna ma wymiar osobisty; dla innej rodziny podobnie bezpośrednie znaczenie może mieć możliwość prowadzenia religijnej szkoły. Są to możliwe mechanizmy interpretacji, których sam sondaż preferencji nie rozstrzyga. Podziału między białymi a latynoskimi katolikami nie da się uczciwie przedstawić jako rankingu wierności Kościołowi. Nie wynika z niego również, że religijne przekonania pozostają bez wpływu na politykę.
Osobnego namysłu wymaga druga strona religijnego podziału. W październikowej analizie Demokratów wskazuje 81 proc. ateistów i 75 proc. agnostyków. Wśród osób określających swoją religię jako „nic szczególnego” poparcie dla tej partii wynosi 48 proc., a dla Republikanów 22 proc.
Te grupy łączy brak afiliacji wyznaniowej, ale różni sposób przeżywania tego stanu. David E. Campbell, Geoffrey C. Layman i John C. Green w książce „Secular Surge” rozróżniają brak religijności oraz świadomie przyjęty świecki światopogląd. Człowiek pozostający poza instytucją religijną może zachowywać przekonania duchowe i nie przywiązywać do swojej bezwyznaniowości znaczenia politycznego. Ktoś inny buduje wokół świeckości wyraźną tożsamość. Można przypuszczać, że obrona rozdziału religii i państwa będzie dla tych osób miała różną wagę. Sama etykieta „niewierzących” zaciera to zróżnicowanie.
Polityka także kształtuje religijną tożsamość
.Relacja między wiarą a polityką może zresztą działać w obu kierunkach. Campbell i współautorzy pokazali w badaniu opublikowanym w „American Journal of Political Science” w 2018 roku, wykorzystując dane panelowe i eksperymentalne, że orientacje polityczne potrafią wpływać na orientacje religijne i świeckie. Dla interpretacji obecnych podziałów jest to ważna przestroga: nie wystarczy zakładać, że najpierw powstają przekonania religijne, z których następnie wynikają wybory partyjne. Także obraz politycznego obozu może kształtować stosunek człowieka do religii. Październikowy sondaż nie pozwala ustalić siły takiego wpływu.
Osiągnięcie przewagi wśród wierzących może więc stawiać przed partią i wspólnotami religijnymi odmienne problemy. Partia otrzymuje trwałe zaplecze. Wspólnota musi zachować zdolność oceny postępowania polityków, z którymi jej członkowie się utożsamiają. Jeśli bliskość staje się bezwarunkowa, rośnie pokusa uznawania każdego działania własnego obozu za usprawiedliwione jego deklarowanymi celami. Wtedy szczególnie potrzebne okazuje się rozróżnienie między odpowiedzialnym wyborem niedoskonałej oferty politycznej a udzieleniem jej trwałego moralnego pełnomocnictwa.
Pomocna pozostaje tu koncepcja religii obywatelskiej Roberta N. Bellaha. W eseju z 1967 roku opisywał on obecny w amerykańskim życiu publicznym zespół przekonań, symboli i rytuałów religijnych wykraczający poza granice wyznań. Istotna była dla niego możliwość poddawania państwa osądowi w świetle zasad wyższych niż jego doraźczny interes. W takim ujęciu odwołanie do Boga nakłada na władzę zobowiązania. Bellah ostrzegał również przed wypaczeniami tej tradycji, gdy religijne symbole służą uświęcaniu narodowej potęgi. To rozróżnienie pozwala oceniać polityczną rolę religii znacznie precyzyjniej niż samo liczenie deklaracji wiary.
Wiara wobec własnej władzy
.Wyniki z jesieni 2026 roku pokazują przy tym osłabienie prezydenta również w jego religijnym zapleczu. Pracę Trumpa aprobuje 58 proc. białych protestantów ewangelikalnych, wobec 78 proc. na początku drugiej kadencji. Wśród białych katolików aprobata spadła w tym okresie z 59 do 39 proc.
Zestawienie tych ocen z deklaracjami wyborczymi wymaga ostrożności. Preferencje do Izby Reprezentantów badano wśród zarejestrowanych wyborców, a ocenę prezydenta wśród wszystkich dorosłych respondentów. Nie wolno odejmować od siebie tych odsetków i przedstawiać uzyskanej różnicy jako liczby rozczarowanych wyborców, którzy pozostali wierni partii. Można natomiast rozważyć ogólny mechanizm: negatywna ocena prezydenta nie musi oznaczać gotowości do poparcia jego przeciwników. Wyborca ma również możliwość pozostania w domu.
Właśnie mobilizacja może okazać się jednym z najważniejszych problemów Republikanów. W całej badanej populacji zarejestrowanych wyborców 63 proc. zwolenników demokratycznych kandydatów deklarowało wyjątkowo silną motywację do głosowania, wobec 46 proc. zwolenników kandydatów republikańskich. Z kolei wśród wyborców Trumpa z 2024 roku, którzy obecnie źle oceniają Partię Republikańską, znaczna część pozostawała niezdecydowana lub wybierała innego kandydata. Te wyniki dotyczą szerszych elektoratów, bez podziału religijnego. Pokazują jednak, dlaczego utrata entuzjazmu zasługuje na uwagę niezależnie od przechodzenia wyborców między partiami.
Równie istotna jest hierarchia spraw, o których Amerykanie myślą przed głosowaniem. Aż 84 proc. zarejestrowanych wyborców uznaje gospodarkę za bardzo ważną dla swojej decyzji. Wysoką rangę mają także przyszłość demokracji i opieka zdrowotna. Są to dane dla ogółu wyborców, więc nie należy na ich podstawie przypisywać identycznych priorytetów każdej grupie religijnej. Przypominają jednak o ograniczeniach interpretacji sprowadzającej wybory do sporów obyczajowych. Rodzinne bezpieczeństwo materialne może być dla wierzącego również sprawą moralną. Religijny sposób rozumienia odpowiedzialności obejmuje przecież także codzienne zobowiązania.
Rozczarowanie Trumpem a wybory Republikanów
.Błędem byłoby też przyjęcie, że Stany Zjednoczone podzieliły się na chrześcijańskich Republikanów i pozbawionych religii Demokratów. Według analizy rzeczywistych uczestników wyborów z 2024 roku chrześcijanie stanowili około trzech czwartych wyborców Trumpa i około połowy wyborców Kamali Harris. Osoby bez afiliacji religijnej były ważną częścią obu elektoratów, choć znacznie większą po stronie demokratycznej. Koalicje różnią się zatem składem i proporcjami. W każdej znajdują się ludzie, których obecność utrudnia opisywanie politycznego przeciwnika za pomocą jednej religijnej etykiety.
Przed listopadowymi wyborami zasadne są więc dwa pytania. Pierwsze dotyczy tego, czy rozczarowanie prezydentem osłabi udział jego dotychczasowego zaplecza w głosowaniu. Drugie sięga głębiej: czy religijne wspólnoty zachowają zdolność stawiania wymagań również własnym politycznym sojusznikom. Wierność partii jest zrozumiała jako rezultat wyboru, pamięci i wspólnych interesów. Wiara wnosi jednak do życia publicznego szczególnie wiele wtedy, gdy pozwala ocenić władzę także wbrew lojalności wobec własnego obozu. Dla amerykańskiego chrześcijaństwa będzie to sprawdzian trwający dłużej niż jedna kampania.
Jarosław Kowalski



