„Europa przesypia rewolucję sztucznej inteligencji” [Robert MÉNARD]

sztuczna inteligencja a wybory we Francji 2027

Sztuczna inteligencja powinna stać się jednym z najważniejszych tematów wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku – przekonuje Robert Ménard na łamach „Le Figaro”. Mer Béziers zarzuca francuskiej klasie politycznej, że nadal prowadzi spory właściwe dla poprzedniej epoki, podczas gdy AI zmienia gospodarkę, edukację, rynek pracy, bezpieczeństwo i miejsce Europy w świecie. Jego diagnoza jest celowo dramatyczna, jednak stojące za nią pytanie trudno zignorować: czy państwo może mieć wiarygodny program rozwoju, jeżeli nie ma programu dla sztucznej inteligencji?

.Sztuczna inteligencja przestała być technologią wykorzystywaną wyłącznie przez wyspecjalizowane firmy i ośrodki badawcze. Pisze teksty, analizuje dokumenty, przygotowuje obrazy, wspiera lekarzy, pomaga programistom, uczestniczy w edukacji i coraz częściej wpływa na sposób podejmowania decyzji przez administrację oraz przedsiębiorstwa. Robert Ménard rozpoczyna swoją analizę od prostego spostrzeżenia: AI nie jest przyszłością, która dopiero nadejdzie, ponieważ już teraz stała się częścią codzienności milionów ludzi.

Na łamach „Le Figaro” mer Béziers przedstawia sztuczną inteligencję jako siłę niemal wszechobecną, zdolną jednocześnie pomagać, obserwować, dostarczać rozrywki i budzić lęk. Zwraca uwagę na aplikacje ożywiające fotografie, systemy udzielające osobistych porad, programy przygotowujące prace studentów i materiały dla nauczycieli oraz algorytmy uczestniczące w tworzeniu przemówień politycznych. W jego ujęciu nie są to odrębne ciekawostki technologiczne, lecz kolejne przejawy jednej przemiany, która zaczyna obejmować niemal wszystkie obszary życia.

Europa przesypia rewolucję sztucznej inteligencji

Najważniejsza teza Roberta Ménarda dotyczy rosnącej zależności Europy od technologii rozwijanych w Stanach Zjednoczonych i Azji. Jego zdaniem europejskie państwa dysponują talentami, kapitałem, uczelniami i zapleczem przemysłowym, ale zbyt dużą część energii przeznaczają na regulowanie, opodatkowywanie i prowadzenie niekończących się debat. W tym samym czasie amerykańskie przedsiębiorstwa budują modele, platformy i infrastrukturę, od których stopniowo uzależniają się europejska gospodarka, administracja i nauka.

Ménard określa nadchodzącą zmianę mianem „cywilizacyjnego tsunami”. Europa zachowuje się, według niego, jak człowiek odpoczywający na plaży i obserwujący dzieci budujące zamki z piasku, mimo że na horyzoncie pojawiła się potężna fala. Metafora jest świadomie katastroficzna, ale ma podkreślać różnicę między szybkością rozwoju technologii a powolnością politycznej reakcji.

Szczególnie ostro mer Béziers ocenia francuską debatę przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku. Politycy nadal koncentrują się na wieku emerytalnym, relacjach z Unią Europejską, energetyce wiatrowej, migracji i tradycyjnych sporach między prawicą a lewicą. Ménard nie twierdzi, że problemy te całkowicie znikną, lecz uważa, że sztuczna inteligencja zmieni ich znaczenie, ponieważ przekształci warunki, w których będą rozwiązywane.

Jako przykład wskazuje migrację zarobkową, która może wyglądać inaczej w świecie zautomatyzowanego transportu, robotycznej produkcji i maszyn wykonujących część prac usługowych. Pyta również o przyszłość zatrudnienia, dochodu podstawowego oraz państwa narodowego w gospodarce, w której praca człowieka nie będzie już jedynym źródłem produkcji i wartości. Są to w dużej mierze scenariusze, a nie opis rzeczywistości, jednak pokazują skalę zmiany, do której – zdaniem Ménarda – powinny przygotowywać się państwa.

Mer Béziers wykracza przy tym poza gospodarkę. Pisze o implantach wspierających pracę mózgu, modyfikowaniu ludzkiego ciała, selekcji genetycznej, robotach uczestniczących w relacjach emocjonalnych oraz wykorzystaniu AI w diagnostyce i medycynie. W jego analizie sztuczna inteligencja nie jest tylko kolejnym etapem automatyzacji, lecz technologią mogącą zmienić nasze rozumienie człowieka, miłości, zdrowia, granic państwowych i tożsamości.

Z tej diagnozy Ménard wyprowadza postulat polityczny. Każdy poważny kandydat na urząd prezydenta Francji powinien uczynić sztuczną inteligencję fundamentem swojego programu, przedstawiając plan dla innowacji, edukacji, inwestycji i europejskiej suwerenności technologicznej. Jednym z proponowanych przez niego rozwiązań są specjalne strefy rozwoju nowych technologii, oferujące przedsiębiorcom bardziej przyjazne podatki, prostsze regulacje i warunki pozwalające szybko przekształcać badania w działalność gospodarczą.

Ménard odwołuje się do przykładu Teksasu, który przyciąga firmy opuszczające Kalifornię, oraz Irlandii, od lat wykorzystującej politykę podatkową do pozyskiwania międzynarodowych przedsiębiorstw. Jego zdaniem Francja i inne państwa europejskie mogłyby stworzyć własne „małe Teksasy”, zamiast biernie obserwować odpływ kapitału i talentów. Uzupełnieniem takiej strategii powinna być głęboka reforma edukacji, w której sztuczna inteligencja zostałaby potraktowana jako podstawowa kompetencja, a nie dodatek do tradycyjnego programu.

Europa nie zaczyna jednak od zera

Diagnoza Ménarda dotyka realnego problemu, ale jej katastroficzny ton może przesłonić działania, które Europa już podjęła. Komisja Europejska w ramach planu AI Continent zapowiedziała mobilizację 200 mld euro na rozwój sztucznej inteligencji, z czego 20 mld euro ma zostać przeznaczone na budowę nawet pięciu gigafabryk AI. Europejskie fabryki AI mają udostępniać przedsiębiorstwom, ośrodkom naukowym i administracji moc obliczeniową, bez której nie można trenować ani rozwijać zaawansowanych modeli. Komisja Europejska wskazuje obecnie 19 takich fabryk wspierających europejski ekosystem.

Również Francja próbuje wykorzystać własne przewagi, do których należą rozbudowany system energetyki jądrowej, ośrodki matematyczne, szkoły inżynierskie i firmy takie jak Mistral AI. Podczas paryskiego szczytu poświęconego sztucznej inteligencji ogłoszono inwestycje o wartości 109 mld euro, obejmujące między innymi centra danych, infrastrukturę obliczeniową i wdrażanie nowych technologii. Francuskie władze przedstawiają te projekty jako próbę uczynienia kraju europejskim centrum AI, choć część inwestowanego kapitału pochodzi z zagranicy, co komplikuje odpowiedź na pytanie o rzeczywistą suwerenność.

Europa ma więc strategię, regulacje, publiczne finansowanie i pierwsze elementy infrastruktury. Nadal nie ma jednak porównywalnego z amerykańskim rynku kapitałowego, który pozwalałby młodym przedsiębiorstwom szybko przechodzić od laboratorium do globalnej ekspansji. Według Stanford AI Index prywatne inwestycje w sztuczną inteligencję w Stanach Zjednoczonych osiągnęły w 2025 roku 285,9 mld dolarów, ponad dwudziestokrotnie więcej niż inwestycje prywatne odnotowane w Chinach, przy czym dane chińskie nie obejmują całego finansowania państwowego.

Skala kapitału nie jest jedyną przewagą Stanów Zjednoczonych. Amerykański ekosystem łączy uczelnie, fundusze inwestycyjne, przedsiębiorstwa chmurowe, producentów półprzewodników, centra danych i wielki jednolity rynek. W Europie poszczególne elementy istnieją, ale pozostają rozproszone między państwami, systemami prawnymi, językami i odmiennymi warunkami prowadzenia działalności.

Najważniejszy problem nie polega zatem wyłącznie na tym, że Europa reguluje technologię. Chodzi o to, że znacznie łatwiej jest jej przyjąć wspólne przepisy niż stworzyć wspólny rynek kapitału, energii, danych i zamówień publicznych. Ochrona praw obywateli nie musi być przeciwieństwem innowacyjności, ale regulacja bez infrastruktury, inwestycji i zdolności do budowania przedsiębiorstw nie stworzy europejskiej przewagi.

Akt o sztucznej inteligencji zaczął być zasadniczo stosowany 2 sierpnia 2026 roku, chociaż część przepisów obowiązuje już od 2025 roku, a inne uzyskają pełną moc później. Regulacja wprowadza ograniczenia dotyczące najbardziej ryzykownych zastosowań AI, obowiązki dla dostawców modeli ogólnego przeznaczenia oraz wymogi przejrzystości dla treści generowanych przez algorytmy. Jednocześnie Unia uprościła część harmonogramu i obowiązków poprzez AI Omnibus, próbując odpowiedzieć na zarzuty, że europejskie przepisy mogą okazać się trudniejsze do wdrożenia niż do uchwalenia.

AI zmieni zadania szybciej niż zlikwiduje wszystkie zawody

Najsłabszą częścią wywodu Roberta Ménarda jest założenie, że sztuczna inteligencja i roboty w stosunkowo krótkim czasie wykonają niemal wszystkie prace, skazując większość społeczeństwa na bezczynność i uzależnienie od dochodu powszechnego. Nie można wykluczyć głębokiej automatyzacji, ale dostępne badania nie potwierdzają jeszcze scenariusza powszechnego zaniku pracy. Bardziej prawdopodobna jest przebudowa zawodów, w ramach której algorytmy przejmą część zadań, a nie pełną odpowiedzialność człowieka.

Międzynarodowa Organizacja Pracy ocenia, że mniej więcej jedna czwarta pracowników na świecie wykonuje zawody w pewnym stopniu wystawione na oddziaływanie generatywnej AI. Jednocześnie tylko 3,3 proc. światowego zatrudnienia znajduje się w kategorii najwyższej ekspozycji, a najbardziej prawdopodobnym następstwem jest przekształcanie pracy, nie zaś jej całkowite zastępowanie. Znaczenie człowieka pozostaje szczególnie duże tam, gdzie potrzebne są odpowiedzialność, kontakt z innymi, rozumienie kontekstu, sprawność manualna lub zaufanie społeczne.

Nie oznacza to, że politycy mogą czekać. Jeżeli AI przejmie nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt procent czynności wykonywanych dziś w administracji, mediach, finansach, edukacji i usługach profesjonalnych, zmieni strukturę zatrudnienia, oczekiwane kwalifikacje i sposób wynagradzania pracy. Polityka państwa powinna więc skupiać się nie tylko na ochronie istniejących miejsc pracy, ale również na umożliwieniu pracownikom przechodzenia do nowych zadań i zawodów.

Program prezydencki dla epoki sztucznej inteligencji nie może ograniczać się do obietnicy rozdawania komputerów uczniom ani do stworzenia kolejnego funduszu dla start-upów. Musi obejmować edukację nauczycieli, szkolenia pracowników, dostęp uczelni i firm do mocy obliczeniowej, politykę energetyczną, cyberbezpieczeństwo, rozwój krajowych zbiorów danych oraz modernizację administracji. Potrzebuje również odpowiedzi na pytanie, które systemy państwo może bezpiecznie kupować za granicą, a które powinno kontrolować samodzielnie.

Szkoła jest ważniejsza niż kolejna aplikacja

Ménard słusznie wskazuje edukację jako jeden z obszarów wymagających natychmiastowej zmiany. Wprowadzenie AI do szkół nie może jednak oznaczać wyłącznie pozwolenia uczniom na korzystanie z generatorów tekstu. Szkoła powinna uczyć formułowania pytań, weryfikowania odpowiedzi, rozpoznawania błędów i manipulacji, ochrony danych oraz odpowiedzialności za decyzje podejmowane przy wsparciu algorytmów.

Największym zagrożeniem nie jest samo korzystanie ze sztucznej inteligencji, lecz stopniowa utrata samodzielności poznawczej. Jeżeli uczniowie będą powierzali maszynie pisanie, interpretowanie, argumentowanie i rozwiązywanie problemów, mogą zdobywać gotowe odpowiedzi bez rozwijania zdolności, które pozwalają ocenić ich jakość. Marek Tarnowski na łamach „Wszystko co Najważniejsze” porównał tę sytuację do pasywnego trybu życia intelektualnego, który może stać się odpowiednikiem fizycznej bierności wywołanej wcześniejszymi falami automatyzacji.

Dobra polityka edukacyjna powinna więc jednocześnie uczyć korzystania z AI i chronić przestrzeń, w której młody człowiek musi myśleć bez jej pomocy. Potrzebne będą zadania wykonywane przy wsparciu technologii, ale także egzaminy, rozmowy i prace pozwalające sprawdzić rzeczywiste rozumienie problemu. Bez takiej równowagi państwo może wykształcić pokolenie sprawnie obsługujące narzędzia, lecz bezradne wtedy, gdy trzeba podważyć podaną przez nie odpowiedź.

Sztuczna inteligencja staje się częścią władzy

Najsilniejsza część diagnozy Ménarda nie dotyczy androidów, końca pracy ani hipotetycznego pokonania śmierci. Dotyczy przekonania, że sztuczna inteligencja zmienia relacje władzy między państwami, przedsiębiorstwami i obywatelami. Kto kontroluje modele, dane, półprzewodniki, centra danych oraz kanały dystrybucji informacji, zdobywa wpływ wykraczający daleko poza sektor technologiczny.

Państwo korzystające wyłącznie z zagranicznych systemów może poprawić efektywność administracji, ale jednocześnie uzależnić się od decyzji podejmowanych poza własnym terytorium. Zmiana warunków świadczenia usług, ograniczenie dostępu do aktualizacji albo konflikt między państwami mogą wówczas stać się problemem dla szpitali, urzędów, wojska i strategicznych przedsiębiorstw. Suwerenność technologiczna nie oznacza konieczności samodzielnego produkowania każdego elementu, lecz wymaga zdolności wyboru dostawcy, przenoszenia systemów i utrzymania kontroli nad najważniejszymi danymi.

AI będzie także oddziaływała bezpośrednio na demokrację. Generowanie przekonujących nagrań, głosów i dokumentów obniża koszt dezinformacji, a algorytmy umożliwiają jej personalizację na skalę nieosiągalną dla wcześniejszych kampanii propagandowych. Wybory mogą pozostać proceduralnie uczciwe, a jednocześnie odbywać się w środowisku, w którym wyborcy nie są pewni, czy oglądany przez nich materiał jest prawdziwy.

Dlatego program dotyczący sztucznej inteligencji powinien być elementem programu demokratycznego państwa, a nie wyłącznie jego polityki gospodarczej. Musi obejmować ochronę procesu wyborczego, oznaczanie syntetycznych materiałów, zdolność szybkiego wykrywania deepfake’ów oraz jasne zasady wykorzystywania AI przez partie i sztaby. W przeciwnym razie technologia stanie się tematem kampanii dopiero wtedy, gdy zostanie użyta do zakłócenia samej kampanii.

Wybory prezydenckie we Francji 2027 będą wyborami o przyszłość AI

Robert Ménard ma rację, gdy twierdzi, że kandydat bez przemyślanego stanowiska wobec sztucznej inteligencji przedstawia program niepełny. Nie oznacza to jednak, że AI unieważnia wszystkie pozostałe spory, ponieważ technologia nie rozwiąże automatycznie kryzysu energetycznego, nierówności, migracji, bezpieczeństwa ani problemów systemu emerytalnego. Przeciwnie, stanie się nowym wymiarem każdego z tych zagadnień.

Poważny program powinien odpowiedzieć przynajmniej na kilka podstawowych pytań. Skąd Francja i Europa pozyskają energię dla centrów danych, jak zatrzymają naukowców oraz przedsiębiorców, w jaki sposób sfinansują rozwój firm, jakie kompetencje otrzymają uczniowie i pracownicy oraz które zastosowania AI pozostaną pod kontrolą człowieka? Kandydaci powinni też wyjaśnić, w których obszarach Francja będzie zabiegała o rozwiązania europejskie, a w których zdecyduje się na budowę własnej infrastruktury.

Wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku mogą stać się pierwszymi, w których sztuczna inteligencja będzie jednocześnie tematem programów, narzędziem prowadzenia kampanii i potencjalnym zagrożeniem dla wiarygodności debaty. Nie wystarczy więc, aby kandydaci wykorzystywali AI do pisania przemówień, analizowania nastrojów społecznych i przygotowywania materiałów wyborczych. Powinni przede wszystkim wyjaśnić obywatelom, jak zamierzają zachować podmiotowość Francji w świecie budowanym przez amerykańskie i chińskie platformy.

Ménard świadomie wyostrza obraz przyszłości, ale jego zasadnicze pytanie pozostaje trafne. Jeżeli sztuczna inteligencja będzie infrastrukturą gospodarki, administracji, edukacji, bezpieczeństwa i komunikacji, polityka wobec niej nie może zajmować jednego z końcowych rozdziałów programu wyborczego. Musi znaleźć się w jego centrum, ponieważ będzie współdecydować o tym, czy Francja pozostanie twórcą nowych reguł, czy jedynie użytkownikiem technologii rozwijanych przez innych.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 sierpnia 2026