Rok 2026 będzie rokiem kompromisów w sprawie Ukrainy [The Times]

Jeśli w 2026 roku nie dojdzie do zawarcia pokoju między Ukrainą i Rosją, to należy spodziewać się osłabienia tempa działań wojennych po obu stronach konfliktu, czytamy w komentarzu opublikowanym w sobotę na łamach brytyjskiego dziennika „Times”.
Co dalej w sprawie Ukrainy?
.Zdaniem gazety „dyplomacja wahadłowa rozpoczęta przez prezydenta USA Donalda Trumpa okazała się bezcelowa”. Ocena ta dotyczy zarówno pierwotnego, amerykańskiego 28-punktowego planu pokojowego, który faworyzował Moskwę, jak i obecnej wersji zawierającej 20 punktów, która odpowiada oczekiwaniom Kijowa. Jak przypomniano, przywódca Rosji Władimir Putin oświadczył, że ta ostatnia propozycja jest dla niego nie do przyjęcia. „Mimo to gra dyplomatyczna trwa” – zauważyła redakcja, podkreślając, że ani prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, ani Putin nie chcą być postrzegani jako przeszkoda do osiągnięcia pokoju w oczach Trumpa.
W opinii „Times”, „prawdziwym impulsem” do zakończenia walk w Ukrainie w nadchodzącym roku może okazać się „wyczerpanie, ponieważ wszystkie strony odczuwają coraz bardziej dotkliwą presję związaną z tą wojną i mają coraz mniej zasobów zarówno militarnych, jak i politycznych”.
Impas na froncie główną szansą na kompromis
.Według dziennika, Ukrainie nie udało się zgromadzić wystarczającej liczby żołnierzy do zabezpieczenia całej linii frontu o długości ok. 1200 km. Jako przyczyną wskazano m.in. powszechną dezercję wśród Ukraińców, czego dowodem ma być wytoczenie ponad 160 tys. spraw karnych. „W rezultacie, choć Ukraińcy pozostają niezwykle odporni, coraz trudniej im zachować optymizm co do prowadzonej walki. Sondaże pokazują, że wiara w zwycięstwo militarne maleje, a odsetek zwolenników porozumienia z Moskwą, choć nie za wszelką cenę, rośnie” – czytamy na łamach gazety.
W ocenie redakcji, rosyjska gospodarka „jest już w recesji i prawdopodobnie popadnie w stagnację w 2026 roku”. Jak zauważono, „nie zwiastuje to katastrofy, a autorytarne reżimy mogą w takich okolicznościach latami wydawać pieniądze na swoje najważniejsze projekty, przerzucając ciężar na masy”.
„Times” przypomniał, że w 2025 r. Rosja w każdym miesiącu rekrutowała ponad 30 tys. ochotników do wojska, rekompensując straty poniesione na polu bitwy. „Już teraz widać oznaki, że pula dostępnych ochotników kurczy się” – dodano. „Putin stanie przed trudnym wyborem. Może wysłać (na front) poborowych lub zmobilizować rezerwistów. Każda z tych opcji byłaby politycznie niebezpieczna i destrukcyjna” – oceniła redakcja.
Kluczowy głos Europy
.Dziennik zwrócił uwagę na „problem Europy z utrzymaniem konsensu” w sprawie finansowania pomocy dla Ukrainy, a także na to, że „Stany Zjednoczone w dużej mierze zdystansowały się od jakiejkolwiek bezpośredniej roli we wspieraniu Ukrainy”. „Nawet jeśli wojna będzie trwała przez cały rok 2026, utrzymanie obecnego poziomu (działań wojennych) będzie coraz trudniejsze. Wybory, przed którymi wszyscy będą musieli stanąć, stają się coraz bardziej bolesne – dla Putina (czy zmobilizować rezerwistów), czy dla Zełenskiego (czy obniżyć wiek poboru do wojska)” – stwierdził „Times”.
„Nawet bez porozumienia pokojowego, tempo i intensywność wojny mogą osłabnąć. W miarę jak narasta zmęczenie, obie strony mogą być skłonne do kompromisów, które obecnie uznawane są za niemożliwe” – przewiduje dziennik.
Wina Zachodu
.Brytyjski publicysta Edward Lucas pisze na łamach „Wszystko Co Najważniejsze” gorzkie, niemal spowiednicze wyznanie win Zachodu wobec Ukrainy. Główna teza jest jednoznaczna: Europa Zachodnia i jej sojusznicy obiecali Ukrainie wsparcie „tak długo, jak będzie trzeba”, lecz w decydującym momencie zabrakło im odwagi, konsekwencji i gotowości do poniesienia realnych kosztów zwycięstwa. Autor pokazuje, jak Zachód uległ rosyjskiemu szantażowi nuklearnemu, odkładał kluczowe decyzje o dostawach broni, sankcjach i konfiskacie rosyjskich aktywów, a jednocześnie naciskał Kijów na prowadzenie działań militarnych w warunkach, których nigdy nie zaakceptowałby wobec własnych armii. Jedność sojuszników okazała się w dużej mierze pozorna, a ciężar realnego wsparcia spadł na państwa Europy Środkowo-Wschodniej, które lepiej rozumiały imperialną logikę Rosji.
Drugi wymiar tekstu ma charakter głęboko moralny i kulturowy. Lucas oskarża Zachód nie tylko o strach i egoizm gospodarczy, lecz także o zwyczajne znudzenie wojną, która przestała być medialnie atrakcyjna i politycznie wygodna. Solidarność z Ukrainą była – jego zdaniem – powierzchowna i chwilowa, uzależniona od emocji opinii publicznej, a nie od trwałego poczucia odpowiedzialności. W efekcie Zachód sam podkopał własne bezpieczeństwo, wzmacniając Putina przekonaniem, że warto przeczekać i nie ustępować. Tekst kończy się gorzką konstatacją: Ukraina, zdradzona i zmuszona do samowystarczalności, przestała liczyć na Zachód, a „przeprosiny” autora brzmią jak spóźnione świadectwo cywilizacyjnej porażki tych, którzy nie mieli odwagi bronić wartości, które sami uznawali za fundament swojego świata.
PAP / MK





