Rosja działa w szarej strefie, co stawia NATO w trudnym położeniu [Aujourd'hui en France]

Francuski dziennik „Aujourd’hui en France” ocenia 14 września 2026 r., że gdyby potwierdziło się, iż ataku na pociąg w Ukrainie tuż przy granicy z Polską dokonała Rosja, byłoby to „przesłanie trudne do zignorowania”. Zdaniem dziennika Rosja działa w szarej strefie stawiając NATO w trudnym położeniu.
Rosja działa w szarej strefie, co stawia NATO w trudnym położeniu
Dziennik, który jest ogólnokrajowym wydaniem paryskiego dziennika „Le Parisien”, ocenia, że tym, co wyróżnia ten atak, jest jego miejsce. „Tylko dwa kilometry dzielą miejsce uderzenia od terytorium NATO” – podkreśla. Jednocześnie tym, co „nadaje atakowi wymiar o wiele bardziej niepokojący” jest fakt, że kilka minut przed przelotem drona „w tym samym miejscu znajdowało się kilka pierwszoplanowych zachodnich osobistości politycznych”; politycy ci wracali innym pociągiem z Kijowa.
„Aujourd’hui en France” zastanawia się nad tym, czy Rosja „może powtarzać dwuznaczne operacje”, które byłyby wystarczająco bliskie do strefy interesów zachodnich, aby wzbudzać niepokój, ale zarazem na tyle trudne do oskarżania Moskwy, bu utrudnić odpowiedź na nie. „W przypadku Jagodzina dron uderzył na Ukrainie. Polska leży dwa kilometry dalej, NATO jest więc w zasięgu wzroku, ale nie jest bezpośednio zaatakowane. Ta szara strefa stawia NATO w bardzo trudnej sytuacji” – podkreśla dziennik.
Moskwa może testować granice reakcji Zachodu
„Jeśli hipoteza rosyjska zostałaby potwierdzona, to przesłanie byłoby trudne do zignorowania” – ocenia „Auhourd’hui en France”. Cytuje wypowiedź analityk Samanthy de Bendern z brytyjskiego think tanku Chatham House, która uznała, że w takim przypadku byłoby to zajście „wyjątkowo poważne”.
Dziennik przypomina o poprzednich incydentach, jak dron w pobliżu samolotu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i ataki na lotnisku w Lipsku na wschodzie Niemiec. – Wszystko pokazuje chęć Rosji, by posunąć się do eskalacji. Problem, jaki mają Europejczycy polega na tym, by wiedzieć, jak reagować, gdy nie ma się pewności co do pochodzenia dronu i co do tego, co się naprawdę wydarzyło – powiedziała Samantha de Bendern.
Jej zdaniem, „jedyną możliwa odpowiedzią na ten rodzaj prowokacji, jest to, abyśmy my sami chronili ukraińską przestrzeń powietrzną, w każdym razie zachodnią część kraju tę, która ma wspólne granice z Unią Europejską”. Zdaniem analityka wystarczałaby do tego „jednostkowa decyzja jednego kraju albo grupy krajów”.
PAP/MJ



