AfD wygrała wybory w Saksonii-Anhalcie. Co to oznacza dla Polski?

rządy AfD w Niemczech

Wyborczy przełom w Saksonii-Anhalt zwiększył znaczenie AfD w całych Niemczech, ale nie dał jej większości potrzebnej do samodzielnego utworzenia gabinetu. Partia Ulricha Siegmunda zdobyła 43,8 proc. głosów oraz 39 mandatów w 83-osobowym landtagu, pozostawiając CDU z wynikiem 17,2 proc. Dla Polski zasadnicze pytanie dotyczy teraz nie samej wielkości poparcia dla AfD, lecz tego, czy ugrupowanie uzyska dostęp do regionalnej administracji, Bundesratu oraz instytucji kształtujących niemiecką debatę o Rosji, Ukrainie i Europie Środkowej.

Wynik AfD i nowy problem dla Polski

.Pełne dane ze wszystkich obwodów przyniosły AfD 43,8 proc. głosów, przy 17,2 proc. dla CDU, 9,3 proc. dla SPD, 8,9 proc. dla Zielonych, 8,6 proc. dla Die Linke oraz 5,3 proc. dla BSW. FDP uzyskała jedynie 2,6 proc. i utraciła reprezentację parlamentarną. Do urn poszło 77,8 proc. uprawnionych, znacznie więcej niż pięć lat wcześniej, dlatego wyniku nie sposób wyjaśnić wyłącznie pozostaniem w domach wyborców partii głównego nurtu.

Rozkład miejsc w landtagu nie pozwala żadnemu obozowi łatwo sformować większości. AfD obejmie 39 mandatów, CDU 15, trzy ugrupowania — SPD, Zieloni i Die Linke — po osiem, natomiast BSW pięć. Do wybrania premiera w dwóch pierwszych turach potrzeba 42 głosów, a więc AfD musi pozyskać poparcie spoza własnego klubu, podczas gdy CDU nie zbuduje większości bez udziału lub przynajmniej przychylności partii, z którymi dotychczas nie zamierzała współpracować.

Szczególną uwagę Warszawy powinno zwrócić zachowanie BSW. Thomas Schulze zapowiedział możliwość wstrzymania się jego klubu w trzecim głosowaniu nad kandydaturą premiera, kiedy o rozstrzygnięciu decyduje przewaga wśród głosów oddanych, a głosy wstrzymujące się nie są brane pod uwagę. BSW równocześnie opowiada się za przedstawieniem ponadpartyjnego kandydata, dlatego jego stanowiska nie należy utożsamiać z zawarciem porozumienia z AfD, choć taka strategia może zwiększyć szanse Ulricha Siegmunda, jeżeli pozostałe ugrupowania nie zachowają jedności.

Dla polskiej polityki bezpieczeństwa istotne jest to, że jednym z pól zbliżenia AfD i BSW pozostaje żądanie zniesienia sankcji nałożonych na Rosję. Regionalny parlament nie może zakończyć niemieckiej pomocy wojskowej dla Ukrainy ani zmienić zobowiązań Republiki Federalnej w NATO, jednak ewentualne wejście AfD do rządu landowego zapewniłoby partii pierwsze doświadczenie administracyjne oraz udział przedstawicieli Saksonii-Anhalt w pracach Bundesratu. Ugrupowanie mogłoby ponadto oddziaływać na szkoły, policję, kulturę i media publiczne, wykorzystując politykę regionalną do rozpowszechniania własnej wizji stosunków z Rosją i państwami Europy Środkowej.

Pierwsze diagnozy niemieckich ekspertów wskazują, że wybory należy odczytywać jako symptom szerszego kryzysu zaufania. Maik Reichel z Krajowej Centrali Edukacji Politycznej uznał, że tak silnego poparcia dla AfD nie należy redukować do gestu protestu, ponieważ wyraża ono narastające rozczarowanie społeczne i polityczne. Marcel Fratzscher z Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych potraktował rezultat jako dotkliwą ocenę władz federalnych, podkreślając przy tym rosnące trudności z budowaniem trwałych większości.

Z perspektywy Warszawy wybory nie powodują jeszcze zmiany oficjalnego kursu Berlina, lecz zwiększają prawdopodobieństwo, że postulaty korzystne dla Moskwy będą silniej obecne w niemieckiej polityce. Sukces AfD może oddziaływać również na CDU i SPD, skłaniając je do korygowania własnych stanowisk pod presją wyborców, nawet jeśli Alternatywa dla Niemiec pozostanie poza gabinetem. Najważniejszym zadaniem dla Polski staje się więc śledzenie nie tylko składu przyszłego rządu w Magdeburgu, ale także wpływu wyborczego wstrząsu na niemiecką politykę wobec Ukrainy, sankcji i współpracy obronnej.

Szczegółowe dane, procedurę wyboru premiera i możliwe układy parlamentarne przedstawiamy w analizie „Wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt 2026. AfD zdecydowanie wygrywa”.

Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Sebastian Meitz, ekspert do spraw obronności i polityki zagranicznej w Instytucie Sobieskiego, przeanalizował siedem obszarów ryzyka dla Polski. Z kolei Patrycja Anna Tepper, analityczka Instytutu Zachodniego w Poznaniu, przedstawia dla PAP scenariusz zmian, które mogłyby nastąpić wewnątrz Niemiec po przejęciu władzy przez AfD. Te dwie diagnozy częściowo się uzupełniają, lecz nie są identyczne: Meitz porządkuje zagrożenia według ich prawdopodobieństwa i znaczenia dla polskiej racji stanu, Tepper mocniej akcentuje możliwą erozję instytucji oraz natychmiastowe skutki w polityce migracyjnej, historycznej i zagranicznej.

Sebastian Meitz oddziela realne zagrożenia od politycznej retoryki

Punktem wyjścia analizy Sebastiana Meitza jest rozróżnienie między tym, co AfD może mówić w walce o uwagę wyborców, a tym, co rzeczywiście znalazło się w programie ugrupowania i mogłoby zostać wprowadzone w życie. Autor ostrzega, że dalszy wzrost tej partii oraz jej ewentualny udział w rządzie federalnym „nie byłyby dobrą wiadomością dla Polski”. Nie traktuje jednak wszystkich obaw jako jednakowo prawdopodobnych ani nie przenosi automatycznie kompetencji rządu jednego landu na poziom całej Republiki Federalnej.

Pełna analiza „AfD coraz bliżej władzy. Czego powinna obawiać się Polska?” wskazuje, że rewizjonistyczne wypowiedzi dotyczące granicy na Odrze i Nysie należy traktować poważnie, lecz oddzielać je od oficjalnego programu. Sebastian Meitz ocenia ten obszar jako niskie ryzyko faktyczne, któremu towarzyszy wyraźnie większe ryzyko komunikacyjne. Innymi słowy, radykalna retoryka może zatruwać debatę i stosunki polsko-niemieckie, ale nie oznacza jeszcze, że władze RFN byłyby w stanie podważyć prawnie ustalony przebieg granicy.

Podobnie zniuansowana jest jego ocena sporu o reparacje. AfD zajmuje w tej sprawie twarde stanowisko, lecz kolejne rządy niemieckie również uznawały kwestię za prawnie zamkniętą. Z perspektywy Warszawy zmiana partii rządzącej w Berlinie nie otworzyłaby więc nagle drogi do wypłat, chociaż mogłaby zamknąć przestrzeń nawet dla ograniczonych gestów wobec żyjących ofiar niemieckiej okupacji.

Znacznie poważniej Sebastian Meitz ocenia możliwość przebudowy niemieckiej polityki pamięci. Część AfD od lat żąda odejścia od tego, co nazywa „pedagogiką wstydu”, i postuluje mocniejsze eksponowanie narodowej dumy oraz niemieckiego doświadczenia wysiedleń. Dla Polski skutkiem mogłoby być dalsze osłabianie wiedzy o okupacji, przesuwanie uwagi z niemieckich sprawców na niemieckie ofiary, a także częstsze próby rozmywania odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej.

Patrycja Anna Tepper ostrzega przed zmianą państwa od środka

Patrycja Anna Tepper rozpoczyna swoją diagnozę od ważnego zastrzeżenia. Niemiecki federalizm, Bundesrat, Federalny Trybunał Konstytucyjny i Urząd Ochrony Konstytucji tworzą system zabezpieczeń, który utrudnia jednej partii szybkie przejęcie pełnej kontroli nad państwem. Jej zdaniem, gdyby jednak zabezpieczenia te ulegały erozji, AfD próbowałaby stopniowo zwiększać wpływ na sądy, media i instytucje kontrolujące władzę wykonawczą.

To Patrycja Anna Tepper, a nie Sebastian Meitz, zwraca uwagę na zapowiedź zerwania przez AfD w Saksonii-Anhalt umów z mediami publicznymi w pierwszych stu dniach rządów. Według analityczki partia chciałaby ograniczyć ich budżet i sprowadzić je do funkcji czysto informacyjnej, osłabiając w ten sposób źródła krytyki wobec nowej władzy. Jest to prognoza Tepper dotycząca mechanizmu działania AfD po objęciu rządów, podczas gdy Meitz koncentruje się przede wszystkim na konsekwencjach dla polskich interesów.

Ekspertka Instytutu Zachodniego przewiduje również szybkie zaostrzenie polityki migracyjnej. „Bardzo ważnym elementem polityki AfD będą masowe deportacje” – mówi Patrycja Anna Tepper, wskazując na dążenie do przekształcenia instytucji pomagających migrantom w struktury nastawione przede wszystkim na deportacje, ograniczenia świadczeń i skłanianie cudzoziemców do wyjazdu. Tepper mówi w tym kontekście o „socjalnym szowinizmie”, czyli zastrzeganiu pomocy publicznej przede wszystkim dla Niemców, i ostrzega, że skutki takich zmian mogliby odczuć także Polacy mieszkający w RFN, zwłaszcza osoby bez niemieckiego obywatelstwa korzystające ze świadczeń.

Sebastian Meitz także dostrzega ryzyko dla części polskich obywateli, lecz zawęża grupę najbardziej narażonych. Przywołuje dane wskazujące, że Polacy w Niemczech są lepiej zintegrowani z rynkiem pracy i rzadziej korzystają ze świadczeń niż ogół cudzoziemców. Jego zdaniem negatywne konsekwencje mogłyby dotyczyć przede wszystkim osób bezrobotnych, pobierających pomoc socjalną w Niemczech albo otrzymujących niemieckie świadczenia podczas zamieszkania w Polsce, a nie całej polskiej społeczności w RFN.

Drugim obszarem bezpośrednio odczuwalnym w Polsce byłaby swoboda przekraczania granicy. Patrycja Anna Tepper uważa, że pod presją znalazłaby się strefa Schengen, a kontrole graniczne mogłyby być przywracane lub przedłużane pod coraz łatwiejszymi pretekstami. Najważniejszym kryterium AfD byłby niemiecki interes narodowy: „Jeżeli byłoby w nim zamknięcie granicy z UE, to by to zrobili” – ocenia ekspertka, przypominając, że partia chce przekształcić Unię w luźny związek suwerennych państw. Sebastian Meitz również ostrzega przed niemieckim prymatem własnego interesu, nawet gdy część eurosceptycznych postulatów AfD może na pierwszy rzut oka brzmieć atrakcyjnie dla niektórych polskich konserwatystów.

Rosja i Ukraina tworzą najpoważniejszą linię sporu

Największa zbieżność obu diagnoz dotyczy polityki wobec Rosji i Ukrainy. Patrycja Anna Tepper przypomina, że AfD sprzeciwia się unijnym sankcjom na Rosję i opowiada się za odbudową współpracy energetycznej z Moskwą. „A to oznacza, że gazociąg Nord Stream 2 zostałby naprawiony” – ocenia analityczka. Sebastian Meitz idzie krok dalej i wskazuje, że właśnie stosunek do Rosji, Ukrainy i bezpieczeństwa europejskiego jest dla Polski najważniejszym, a nie jednym z wielu równorzędnych zagrożeń.

AfD przedstawia wojnę na Ukrainie jako konflikt, który nie powinien obciążać niemieckich podatników, postuluje zakończenie pomocy wojskowej i finansowej dla Kijowa oraz powrót do relacji gospodarczych z Rosją. Z polskiej perspektywy realizacja takiej polityki oznaczałaby osłabienie wschodniej flanki NATO, większe ryzyko rosyjskiego zwycięstwa oraz niepewność, czy Niemcy wypełniłyby zobowiązania sojusznicze w chwili rzeczywistego zagrożenia. W tym punkcie nie chodzi o historyczne skojarzenia ani o ton kampanii, lecz o bezpośredni interes bezpieczeństwa Rzeczypospolitej.

Niepokój pogłębia stosunek części kierownictwa AfD do Polski. Sebastian Meitz przypomina wypowiedź współprzewodniczącego ugrupowania Tino Chrupalli, który w kontekście zniszczenia gazociągów Nord Stream twierdził, że Rosja nie zagraża Niemcom, natomiast takim zagrożeniem może być Polska. Nawet jeśli słowa te służą politycznej prowokacji, pokazują odwrócenie hierarchii zagrożeń, które z Warszawy musi być oceniane zupełnie inaczej niż z perspektywy polityków liczących na odbudowę osi Berlin–Moskwa.

Polityka historyczna może ponownie zatruć relacje z Polską

Patrycja Anna Tepper przewiduje, że rząd AfD szybko zakwestionowałby dotychczasowy model niemieckiej odpowiedzialności za przeszłość. Jej zdaniem do głównego nurtu mogłaby wrócić kwestia wypędzeń, a większą przestrzeń otrzymałyby środowiska relatywizujące niemieckie zbrodnie i szydzące z polskiej pamięci o II wojnie światowej. „W tej partii jest bardzo dużo takich Erik Steinbach” – mówi analityczka, wskazując również na obecność w otoczeniu AfD ludzi związanych wcześniej z radykalnymi organizacjami, w tym zdelegalizowaną Heimattreue Deutsche Jugend.

Sebastian Meitz podziela obawę przed przesunięciem akcentów w polityce pamięci, ale nie wyciąga z niej wniosku o nieuchronnym zakwestionowaniu granicy. Przypomina natomiast, że Erika Steinbach stoi dziś na czele związanej z AfD Fundacji Desideriusa Erasmusa. To ważne rozróżnienie: powrót narracji o niemieckich wypędzonych, osłabianie pamięci o okupacji Polski i pogorszenie atmosfery politycznej są scenariuszem realnym, natomiast formalna rewizja granicy pozostaje scenariuszem znacznie mniej prawdopodobnym.

W tym miejscu potrzebny jest także trzeci głos. Jan Śliwa w tekście „Czym się straszą Niemcy? (1933–2033)” krytykuje automatyczne porównywanie każdego sukcesu AfD z rokiem 1933 i zauważa, że w niemieckiej debacie „wszyscy szukają nowego Hitlera”. Jego polemika przypomina, że alarmistyczne analogie mogą zastępować analizę przyczyn wzrostu partii, szczególnie poczucia marginalizacji mieszkańców dawnej NRD, sporów o migrację oraz nieufności wobec zachodnioniemieckich elit.

To zastrzeżenie nie unieważnia ryzyk opisanych przez Meitza i Tepper. Pozwala natomiast oddzielić trzy różne poziomy debaty: prawo wyborców do poparcia legalnej partii, ocenę programu i ludzi AfD oraz przygotowanie Polski na możliwe konsekwencje jej rządów. Odmowa demonizowania wszystkich wyborców ugrupowania nie wymaga przecież lekceważenia jego podejścia do Rosji, Ukrainy, polityki historycznej czy europejskiej solidarności.

Wyborczy sukces AfD zmienia rachunek bezpieczeństwa Polski

Rezultat głosowania nie przekazał AfD narzędzi umożliwiających kształtowanie niemieckiej polityki zagranicznej, ponieważ partia nie powołała dotąd rządu, a sprawy NATO, sankcji i wsparcia Ukrainy należą przede wszystkim do kompetencji federalnych. Wybory stworzyły jednak sytuację, w której ugrupowanie ma realną możliwość ubiegania się o kierowanie jednym z krajów związkowych, mimo że wszystkie pozostałe partie deklarują dystans wobec jego programu. Ostateczne znaczenie tego rezultatu dla Polski będzie zależało od tego, kto zostanie premierem i które ugrupowania uzyskają kontrolę nad poszczególnymi resortami regionalnymi.

Dostęp AfD do Bundesratu pojawiłby się dopiero wraz z wejściem partii do rządu Saksonii-Anhalt. Delegacja landu nie może głosować w sposób podzielony, dlatego rzeczywisty wpływ ugrupowania zależałby również od treści porozumienia koalicyjnego albo zasad funkcjonowania ewentualnego gabinetu mniejszościowego. Dla Warszawy ważniejszy od pojedynczego głosu w Bundesracie może być jednak precedens pokazujący, że AfD potrafi przejść od opozycji parlamentarnej do zarządzania administracją.

Drugim polem są stosunki społeczne i historyczne. Władze landowe mają rzeczywisty wpływ na szkoły, programy nauczania, kulturę, policję oraz organizację mediów publicznych, dlatego właśnie w tych dziedzinach najszybciej można byłoby sprawdzić, czy postulaty AfD pozostaną kampanijnymi deklaracjami, czy zostaną przekształcone w decyzje administracyjne. Dla Polski szczególne znaczenie miałby sposób przedstawiania II wojny światowej, niemieckich wysiedleń, odpowiedzialności za okupację oraz współczesnych relacji z państwami Europy Środkowej.

Trzecim obszarem pozostaje bezpieczeństwo. Jeżeli regionalny sukces AfD wzmocni w całych Niemczech środowiska domagające się ograniczenia pomocy dla Ukrainy i ponownego otwarcia stosunków gospodarczych z Rosją, konsekwencje odczuje również Polska, nawet bez udziału partii w rządzie federalnym. Zmiana może dokonywać się wcześniej w języku debaty, presji na CDU i SPD oraz rosnącej niechęci części opinii publicznej do ponoszenia kosztów obrony europejskiego wschodu.

Warszawa nie powinna ani utożsamiać wyborców AfD z wrogami Polski, ani zakładać, że niemiecki system instytucjonalny sam rozwiąże wszystkie problemy. Potrzebne jest stałe rozpoznawanie środowisk wewnątrz partii, oddzielanie postulatów możliwych do realizacji na szczeblu landowym od kompetencji Berlina oraz przygotowanie odpowiedzi na ewentualne osłabienie niemieckiego zaangażowania w bezpieczeństwo regionu. Pełne omówienie programu ugrupowania znajduje się w tekście „Program AfD. Migracja, suwerenność i krytyka elit”.

Głosowanie z 6 września nie stworzyło jeszcze pierwszego rządu AfD, lecz doprowadziło niemiecki system partyjny do punktu, w którym taki wariant zależy od zachowania kilku parlamentarzystów. Pozostałe ugrupowania mogą utrzymać Alternatywę dla Niemiec poza władzą tylko poprzez uzgodnienie wspólnego kandydata albo przynajmniej skoordynowanie głosów mimo zasadniczych sporów programowych. Jeżeli ta strategia zawiedzie, Saksonia-Anhalt może stać się pierwszym miejscem, gdzie dotychczasowa izolacja AfD przestanie działać na poziomie instytucjonalnym.

Polska nie powinna reagować na ten proces ani bagatelizowaniem, ani przypisywaniem rządowi landowemu kompetencji kanclerza. Racjonalna odpowiedź wymaga obserwowania personalnych i programowych powiązań AfD, przygotowania wariantów na osłabienie niemieckiego poparcia dla Ukrainy oraz wzmacniania bezpośrednich relacji z tymi środowiskami w RFN, które traktują bezpieczeństwo wschodniej flanki jako wspólny interes. Wynik z Saksonii-Anhalt jest ostrzeżeniem przede wszystkim dlatego, że może zapowiadać długotrwałe przesunięcie niemieckiej debaty, nawet jeśli Ulrich Siegmund ostatecznie nie zostanie premierem. Znaczenie tych scenariuszy dla następnych wyborów do Bundestagu analizujemy w kompendium „Wybory w Niemczech. Kto wygra? 25 najważniejszych pytań i odpowiedzi”.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 września 2026