Viktor Orban przegra za sprawą Węgrów mieszkających poza krajem?

Viktor Orban przegra

Rekordowa liczba Węgrów zagłosuje w nadchodzących wyborach parlamentarnych w węgierskich ambasadach – poinformowały 4 kwietnia 2026 r. lokalne media. Portal Telex zwrócił uwagę, że ta sytuacja może sprzyjać opozycyjnej Tiszy.

Viktor Orban przegra z powodu Węgrów mieszkających poza krajem?

.Niemal 91 tys. Węgrów zarejestrowało się do głosowania w ambasadach i konsulatach za granicą, co stanowi znaczny wzrost w porównaniu z 65 480 osobami cztery lata temu – podał portal 444.hu. Dotychczasowe wyniki pokazują, że wyborcy głosujący za granicą są bardziej krytyczni wobec rządu niż wyborcy w kraju. W ostatnich wyborach – do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku – Fidesz premiera Viktor Orbana zdobył mniej niż 19 proc. głosów w ambasadach.

„To może być poważną bronią Tiszy” – zaznaczył portal Telex. Węgierskie media zwróciły uwagę, że ugrupowanie Petera Magyara „wyrobiło sobie pozycję naturalnego wyboru młodszych, miejskich i mobilnych wyborców”, którzy stanowią znaczącą część osób głosujących poza krajem.

Ostateczny wynik wyborów na Węgrzech 2026 poznamy 18 kwietnia?

.Portal Daily News Hungary zauważył, że rekordowa liczba głosów oddanych za granicą może sprawić, że ostateczny wynik wyborów będzie znany dopiero 18 kwietnia, sześć dni po głosowaniu. Zgodnie z ordynacją wyborczą, głosy oddane za granicą muszą trafić do kraju, gdzie muszą być podliczone najpóźniej szóstego dnia po głosowaniu. Oznacza to, że chociaż wstępne wyniki mogą pojawić się w nocy 12 kwietnia, ostateczny rezultat wyborów może pozostać nierozstrzygnięty przez kilka dni – stwierdził portal.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Główna partia opozycyjna, TISZA, wyprzedza Fidesz w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median uzyskała poparcie na poziomie 58 proc. wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz – 35 proc. Środowe badanie ośrodka 21 Research Center wykazało, że TISZA cieszy się poparciem 56 proc. zdecydowanych wyborów, a Fidesz – 37 proc. Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują na przewagę ugrupowania Orbana, wynoszącą kilka punktów procentowych.

Wybudzanie pacjenta znanego jako V4

.Rosyjska agresja na Ukrainę postawiła V4 przed zasadniczym problemem. Oznaczała powrót geopolitycznego postrzegania świata na osi Zachód – Wschód i wywołała wśród elit i społeczeństw znacznie większą potrzebę określenia się na tej osi – pisze Maciej RUCZAJ w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Wybudzanie pacjenta znanego jako V4„.

Przez kilka ostatnich lat autor tego tekstu, odpowiadając na pytania dotyczące stanu współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej (V4), mówił, że znajduje się ona w stanie sztucznego uśpienia. Oddycha jeszcze, ale nic więcej. Następnie dodawał, że jest to stan poważny, ale tymczasowy, nie oznacza śmierci i daje możliwość powrotu. Jednak tych, którzy podobnie jak zmarły w ubiegłym tygodniu czeski prymas Dominik Duka, nadal wierzyli w sens budowania wspólnoty na fundamencie wspólnego dziedzictwa Europy Środkowej, było coraz mniej.

I nagle – temat powrócił. Już nie tylko jako worek treningowy dla zagorzałych liberalnych przeciwników formatu, którzy niezależnie od okoliczności uważają Grupę za symbol zacofania i geopolitycznej reorientacji na Wschód.

Dzisiaj znaczenie V4 podkreśla w swojej deklaracji programowej powstający w Czechach nowy rząd Andreja Babiša. Atmosferę „nowego początku”, nie tylko w stosunkach wzajemnych, ale także regionalnych, można było odczuć w Pradze podczas krótkiej wizyty prezydenta Słowacji Petera Pellegriniego w pierwszych dniach listopada. O intensyfikacji współpracy pozytywnie mówiono również w zeszłym tygodniu w Bratysławie, gdzie z Pellegrinim spotkał się prezydent Karol Nawrocki. Ogłosił on, że chce wzmocnić aktywność Polski w regionie, zaniedbaną przez rząd Donalda Tuska. W związku z tym 24 listopada odwiedzi Pragę, a następnie uda się na Węgry na szczyt prezydentów Grupy. Czy to oznacza, że rozpoczęło się wybudzanie pacjenta znanego jako V4?

Współpraca trzech (a po rozpadzie Czechosłowacji czterech) krajów w obszarze „między Niemcami a byłym Związkiem Sowieckim” od początku była podatna na wahania związane ze zmianami rządów w poszczególnych państwach. Zwłaszcza w momencie, gdy osiągnęła swoje pierwotne wspólne cele, co do których panowała zgoda wśród elit politycznych – likwidacja dziedzictwa RWPG i Układu Warszawskiego, a następnie przystąpienie do NATO i UE.

.Cykle polityczne w stolicach nad Wisłą, Dunajem i Wełtawą jak na złość nie chciały się zsynchronizować. Kiedy Babiš, Fico i Orbán próbowali zablokować w 2015 r. „kwoty migracyjne”, środkowoeuropejską jedność złamała premier Ewa Kopacz. Kiedy po 2016 r. konserwatywne rządy w Warszawie i Budapeszcie chciały zacieśniać współpracę regionalną, Czechy i Słowacja patrzyły na te wysiłki z nieufnością, nie chcąc dzielić z nimi losu „trędowatych” polityki europejskiej. Ostatnio idea „reaktywacji Wyszehradu” pojawiała się w wypowiedziach słowackich polityków po powrocie do władzy Roberta Ficy jesienią 2023 roku. Entuzjazm Bratysławy szybko schłodziła rzeczywistość w postaci braku zainteresowania ze strony Pragi i Warszawy, a przede wszystkim napięcia między Warszawą a Budapesztem, które po objęciu stanowiska przez Donalda Tuska przerodziło się w otwarty konflikt.

PAP/Jakub Bawołek/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 kwietnia 2026