
Vance w Budapeszcie
Mam wrażenie, że J.D.Vance w Budapeszcie postanowił znaleźć jakieś nowe i cięższe oskarżenie wobec Europy, na dodatek pasujące do miejsca i okoliczności jego wizyty i dokuczliwego skoku cen energii i benzyny po zamknięciu przez Persów cieśniny Ormuz. Więc uznał, iż nie ma przeszkód, aby Europa była winna i temu, że się uzależniła od Moskwy, i temu, że się od niej uniezależniła – pisze Jan ROKITA
.Mam wrażenie, że ten cytat przeszedł właśnie do politycznej historii jako swego rodzaju unikat. Pomimo tego bowiem, iż politycy skazani są często na mówienie niedorzeczności (taki niestety ich zawód), to rzadko się jednak zdarza, aby polityk tego znaczenia wygłosił pogląd tak skrajnie cyniczny, a jednocześnie tak kompletnie niedorzeczny, i to na dodatek na jedną z najbardziej newralgicznych kwestii współczesnej polityki. A czegoś takiego dokonał właśnie w Budapeszcie amerykański wiceprezydent James David Vance podczas wspólnej konferencji prasowej z premierem Węgier, we wtorek, 7 kwietnia 2026 roku. Prawdę mówiąc, kiedy dowiedziałem się o wypowiedzi Vance’a z jednego z amerykańskich portali informacyjnych, to nie uwierzyłem. Wszedłem więc na stronę Białego Domu, aby słów wiceprezydenta wysłuchać własnymi uszami. I oto są, wszystko się zgadza! Czasem jednak media nie konfabulują i relacjonują sprawy rzetelnie.
W dwudziestej czwartej minucie oficjalnego nagrania Białego Domu padają te zdania, które – chcąc uniknąć zafałszowania jakichś niuansów – cytuję za spisanym tekstem, podanym przez Reutersa. Kontekst jest oczywisty: Vance rozważa kwestię głębokich źródeł rosyjskiej agresji na Ukrainę. I padają takie oto słowa: „Ziarna tego konfliktu zostały zasiane na długo przed rozpoczęciem walk. Zostały zasiane, gdy europejscy przywódcy postanowili, że zaangażują się tak głęboko w specyficzną gospodarkę energetyczną, że odetną się od ropy naftowej i gazu ziemnego, które pochodziły ze Wschodu. To był ogromny błąd wtedy i oczywiste jest, że teraz jest to ogromny błąd”.
Vance dalej jeszcze przypochlebia się premierowi Viktorowi Orbánowi, przekonując, że to Budapeszt zawsze miał rację w sprawie dostaw ropy i gazu z Rosji, a Europa gdyby słuchała Orbána, to nie przeżyłaby szoku energetycznego, który uderzył w nią po wybuchu wojny. I nawołuje, aby owe „ogromne błędy przeszłości” czym prędzej naprawić, bo tylko unormalnienie dostaw z Rosji obniży ceny energii i paliw oraz da impuls rozwojowy, tak potrzebny Europie.
Jak łatwo się domyślić, z tymi ocenami Vance’a głęboko się nie zgadzam, a jego rady dla Europy, która wielkim wysiłkiem zdołała wyjść spod rosyjskiej kurateli energetycznej, uważam za jak najgorsze. Ale przynajmniej rozumiem, co J.D. Vance tutaj mówi. Pogląd, iż polityka prowadzona przez lata, zwłaszcza przez Berlin, ale także Rzym, Paryż, Wiedeń, Londyn, Bratysławę, no i oczywiście Budapeszt, była roztropna, bo dawała tym krajom tanią, a niektórym (według uważania Putina), na przykład Niemcom, nawet bardzo tanią energię, a wymuszony odwrót od tej polityki po roku 2022 był samobójstwem Europy, jest stale obecny w debacie publicznej na naszym kontynencie. I głoszą go konsekwentnie zarówno niektórzy politycy i publicyści konserwatywni, jak i skrajnie lewicowi.
J.D. Vance dołącza teraz do nich, zapewne zresztą nie wyłącznie dlatego, że chce się przypodobać węgierskiemu premierowi, którego rząd USA wspiera w tamtejszych wyborach. Ale również z tej racji, by zamaskować, w sposób charakterystyczny dla populistycznych polityków, oczywisty fakt, iż Europa, w tym nawet Niemcy, które przeszły to najciężej, już się zdołała uporać z kłopotami wynikającymi z przerwania dostaw rosyjskich, a kłopoty obecne ze skokiem cen energii i paliw wzięły się z całkiem innej wojny, tej, którą USA wypowiedziały Iranowi. To jest po prostu fakt, niezależny od tego, co się generalnie myśli o konfrontacyjnej strategii Donalda Trumpa wobec Iranu. A ja akurat myślę o niej dobrze, gdyż uważam Persję za w gruncie rzeczy odwiecznego (Maraton, Termopile, Salamina, Issos, Gaugamela!!!) i niebezpiecznego wroga naszej cywilizacji, sprzymierzonego dzisiaj z najgroźniejszymi wschodnimi despotiami, czyli Pekinem i Moskwą.
.No dobrze, ale wracam do istoty rzeczy, o której jest ten felieton – czyli do cytatu z Vance’a. Faktograficzny absurd opisu J.D. Vance’a jest tu trudny do uwierzenia, więc właśnie ta faktografia skłoniła mnie do sprawdzenia wszystkiego „na własne uszy i oczy”. Vance bowiem po prostu bredzi, opowiadając, iż energetyczne „odcięcie się od Wschodu” przez Europę „zasiało ziarna” wojny na Ukrainie „długo przed rozpoczęciem walk”. Vance’owi myli się po prostu następstwo zdarzeń: najpierw przecież zaczęła się wojna, a dopiero potem, z wielkimi oporami i po upływie dłuższego czasu, Europa Zachodnia w bólach redukowała rosyjskie dostawy.
Tak kontrfaktycznej tezy, jaką stawia Vance, nie postawił dotąd nikt na świecie, ani Władimir Putin, ani Viktor Orbán. Chyba żeby w sposób bardzo wyrafinowany przyjąć, iż krytyka Vance’a nie dotyczy Zachodniej Europy, ale Polski – czyli w gruncie rzeczy jedynego państwa unijnego, które pomimo dzikich awantur odbywających się w jego polityce wewnętrznej, jeszcze przed wybuchem wojny (czyli tak jak mówi Vance) konsekwentnie uniezależniło się od ropy i gazu z Rosji. A to dlatego, iż miało w tej mierze fatalne doświadczenie z dwukrotnym zawyżaniem przez Gazprom cen surowca dostarczanego Polsce w stosunku do tego samego surowca dostarczanego do Niemiec. Faktograficznie to tylko polska polityka, odosobniona w tamtym czasie w Europie, mogłaby podpadać pod następstwo czasu przedstawione przez Vance’a.
Ale prawdę mówiąc, nie przypuszczam, iżby tak wyrafinowana konstrukcja myślowa przyszła do głowy wiceprezydentowi USA i chciał on w ten sposób obciążyć Polskę winą za rosyjską agresję w 2022 roku. Jeśli mam być szczery, to obserwując J.D. Vance’a jako polityka i autora osławionej w świecie, choć naprawdę prymitywnej myślowo książki, nie posądzałbym go o tego rodzaju intelektualne wyrafinowanie. Raczej sądzę, że od amerykańskich liberalno-lewicowych teoretyków „postprawdy” wiceprezydent Vance nauczył się maniery, wedle której w polityce można powiedzieć każdy absurd, nawet jeśli jest on uderzająco sprzeczny z rzeczywistością, o ile tylko w jakiś sposób „pasuje do sytuacji”.
A w Budapeszcie Vance miał potrzebę, aby obciążyć Europejczyków winą za rosyjską agresję na Ukrainę, gdyż wiedział, że to spodoba się jakiejś części węgierskich zwolenników Fideszu i samemu premierowi Orbánowi. I nie wystarczył mu już oklepany, choć z gruntu prawdziwy argument, iż zależność energetyczna Europy od Rosji przed rokiem 2022, w tym zwłaszcza budowa gazowych rur bałtyckich, rozochociła Putina i przekonała go o bezkarności, skłaniając w ten sposób do agresji. To już mówiono wielokrotnie, a zwłaszcza powtarzał to w bardzo ostrym tonie wiele razy sam Donald Trump, dowodząc, iż Unia Europejska sfinansowała wojnę Putina gigantycznymi pieniędzmi płaconymi Moskwie za ropę i gaz. Donald Trump mówił prawdę, z której na dodatek Europa, chcąc nie chcąc, w końcu wyciągnęła konsekwencje.
.Mam wrażenie, że Vance postanowił znaleźć jakieś nowe i cięższe oskarżenie wobec Europy, na dodatek pasujące do miejsca i okoliczności jego budapesztańskiej wizyty i dokuczliwego skoku cen energii i benzyny po zamknięciu przez Persów cieśniny Ormuz. Więc uznał, iż nie ma przeszkód, aby Europa była winna i temu, że się uzależniła od Moskwy, i temu, że się od niej uniezależniła.
Czasem myślę, że ci na pozór „nowocześni” konserwatyści, którzy dorobili się od zera wielkich majątków na służbie oligarchom finansowym, i to przy ryzykownych „venture capital”, mogą być jeszcze bardziej dekadenccy od prawdziwych postępowców, częściej uznających logiczną zasadę sprzeczności i przynajmniej naprawdę wierzących w to, co mówią. Vance należy do polityków nowego typu, którym taka wiara do niczego nie jest już potrzebna.







