
Strategiczne zależności jako broń
Strategiczne zależności to temat ważny, ale nie aż tak gorący. Tak wydawało się do wczoraj. Tymczasem Izrael zaatakował irańskie instalacje naftowe, na co Iran odpowiedział atakami na bliskowschodnich sojuszników Ameryki, łącznie 9 krajów. Płonie ropa, rafinerie zniszczone, szykuje się kryzys energetyczny gorszy niż podczas wojny Jom Kipur w roku 1973 – pisze Jan ŚLIWA
.Sytuacja jest dynamiczna, na podsumowania przyjdzie czas. Może brakować paliw, nawozów sztucznych, leków. Już teraz wstrząs jest ogromny, ale jeżeli się to nie zakończy w kilka dni (a nic na to nie wskazuje), będzie to miało wpływ na wybory uzupełniające w USA i pozycję Donalda Trumpa, stan sojuszu NATO i wiarygodność amerykańskich gwarancji, relacje amerykańsko-izraelskie, pozycję regionów, krajów i poszczególnych rządów w Europie i na świecie, bankructwa, głód i chłód, ocenę wartości starych i nowych typów uzbrojenia, aż po hierarchię wiarygodności w polskim komentariacie geopolitycznym.
Naciskamy przełącznik – zapala się światło. Wchodzimy na sieć – jest Internet. Mamy pytanie – wyszukiwarka podaje nam odpowiedź, uzupełnia sztuczna inteligencja. Chcemy coś kupić – aplikacja bankowa przelewa z naszego konta, produkt dociera z Chin albo Ameryki. Wszystko działa, tak po prostu. „Po co elektrownie, ja mam prąd w gniazdku!” A tu nagle nie wszystko działa. Do tego się okazuje, że to, co było dostępne jak powietrze lub woda, do kogoś należy. A nawet ta woda też nie płynie sama z siebie.
Wszystko, co potrzebne, można zablokować, zatruć, podsłuchać lub ukraść i zażądać okupu lub poddaństwa. Wszystko może być przedmiotem sporu, być weaponized, użyte jako broń. Chińczycy mówią o unrestricted warfare, wojnie bez ograniczeń. Wszelki zależności mogą być wykorzystane do szantażu i nacisku, stąd pojęcie weaponized interdependence. Problem w tym, że obecnie te zależności są wzajemne, co nasi dziadowie opisywali jako: „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”.
.W świecie idealnym, do którego się jeszcze niedawno zbliżał realny, mądrzy zarządcy dbali, żeby niczego nie zabrakło oraz starali się dostarczyć uczciwie jak najlepszych usług, lepszych niż konkurencja. Spotkałem się z taką definicją liberalizmu: oddzielamy interesy od ideologii, jeżeli wiezie mnie pakistański taksówkarz, to on mnie dowozi z A do B, a ja mu uczciwie płacę umówioną cenę. I tyle, interes się kręci. A co innego kupuję u kogoś innego. Jak ktoś mnie wyprzedza, staram się być lepszy i wygrać z nim na otwartym rynku, bez nasyłania na niego mafii. Tak działające kraje strzelają gospodarczo w górę i nie ma w tym żadnego cudu, choć tak myślą zazdrośnicy. Tak też to powinno działać między krajami.
Ideą są równe zasady dla wszystkich, o poszanowanie których dba dobrotliwy hegemon. Pokonany, jak w olimpijskim boksie, gratuluje zwycięzcy, podaje mu rękę i intensywniej trenuje. A jeżeli nie daje rady, to trudno, na podium nie ma miejsca dla wszystkich. Ale to nie jest łatwe. Co robić, jeżeli konkurent pracuje od rana do nocy za miseczkę ryżu, a nam się nie chce? Albo pojawiają się drapieżnicy i kto chce grać jak dżentelmen, zawsze przegrywa. Również hegemon tak długo jest dobrotliwy i pilnuje reguł, jak długo wygrywa, jak długo mu się to opłaca. Obecnie jednak przestaje to działać.
Do tego niektórzy, a niestety zwłaszcza kraje Unii Europejskiej, dbają bardziej o ideologię niż o jakość życia.
To, co robią Niemcy, woła o pomstę do nieba. Wysadzają dobrowolnie w powietrze elektrownie atomowe, co by kiedyś wymagało nalotu eskadry bombowców. Teraz do tego wystarczy chęć utrzymania koalicji z partią Zielonych. Dzisiaj przyszła wiadomość o zwolnieniu 50 tysięcy pracowników Volkswagena – prawa natury pokonały ideologię. A Ameryka? Przez lata dla szybkiego zysku przenoszono przemysł do Azji, pracę tracili inżynierowie i technicy. Przesuwanie pieniędzy z konta na konto przynosiło więcej. Gdyby nawet chcieć reindustrializować, nie wiadomo, kto miałby to robić. Teraz ci, którzy przespali parę dekad, chcieliby szybko odzyskać stracony teren.
.A ich przeciwnicy, głównie z Azji, chcieliby obronić swój dorobek i dalej iść do przodu. Do tego dochodzą takie kraje, jak Rosja i Korea Północna, zainteresowane siłą militarną i polityczną, dla których ekonomia jest tylko narzędziem. W przypadku Chin podstawowe znaczenie ma Narodowa ustawa o wywiadzie (National Intelligence Law), którego artykuł 7 mówi: „Każda organizacja lub obywatel ma obowiązek wspierać, pomagać i współpracować z państwowymi działaniami wywiadowczymi oraz utrzymywać je w tajemnicy”. To powoduje, że każdy obywatel Chin jest potencjalnie szpiegiem, co utrudnia współpracę w krytycznych obszarach. Czasem dla zysku przymyka się na to oko.
Ta rywalizacja pcha państwa do coraz brutalniejszej konkurencji. Przyjrzyjmy się obiektom, o które toczy się spór.
Zasoby materialne
.Po pierwsze niezbędna jest żywność. Dawniej oznaczała ona także terytorium, przestrzeń życiową. Dziś istnieją intensywne metody uprawy, choć żyzne ziemie Ukrainy dalej są smacznym kąskiem. Żywność można też importować. Trzeba mieć do tego niezawodnego dostawcę. Niezbędna jest też energia. od czasów rewolucji przemysłowej węgiel, ropa i uran decydują o potędze. Kraj, który ma żywność i energię, jak Rosja, jest odporny na naciski. Może obniżyć poziom życia, ale przetrwać.
Od jakiegoś czasu wielkie znaczenie odgrywają metale ziem rzadkich, niezbędne dla elektroniki i bardzo nierównomiernie rozłożone. Ich wydobycie oraz przetwarzanie są bardzo szkodliwe dla środowiska, wobec tego kraje rozwinięte raczej je importują niż wydobywają u siebie, nawet jeżeli by to było możliwe.
Chiny, które mają wielkie zasoby i możliwości przetwarzania metali ziem rzadkich, wiedzą, że jest to potężne narzędzie nacisku. Pierwszy raz spróbowały embarga w 2010. Japonia zaczęła koordynować krajowe zapasy, zachęcała do oszczędzania i recyklingu pierwiastków ziem rzadkich i badała dno Pacyfiku w poszukiwaniu bogactw mineralnych. Ameryka wszczęła postępowanie sądowe przed WTO i wygrała trzy lata później, tyle że już było po zawodach. Europa zorganizowała grupę studyjną, by lepiej zrozumieć problem. W kwietniu 2025 Chiny nałożyły embargo na wiele pierwiastków. Zastosowały metodę Donalda Trumpa: zagrać mocno, potem deeskalować. Ale ten temat to jak nabity pistolet, który leży na stole i czeka.
Sieci połączeń i wąskie gardła
.Ponieważ wymiana towarów, energii i informacji, lokalna i globalna, jest we współczesnym świecie niezbędna. Wielkie znaczenie mają sieci przesyłowe, Są to szlaki handlowe, linie kolejowe, rurociągi i kable danych. Są narzędziem globalnej ekspansji, jak to było w Grecji i Rzymie, u Wikingów, w Hiszpanii, Portugalii, Anglii i Holandii. Tak też jest do teraz. Oprócz samych szlaków ważne są punkty krytyczne, wąskie gardła (chokepoints), które pozwalają na zablokowanie przepływu. Oczywiście nie będą oddawane bez walki, próba zablokowania spotka się z odwetem.
Stąd takie miejsca konfliktów jak kanał panamski i Grenlandia. Grenlandia od południa wygląda jak obszar lodu na peryferiach świata. Od strony bieguna widać, że leży w strategicznym miejscu dla szlaków morskich i torów lotu rakiet międzykontynentalnych. W Azji mamy cieśninę Malakka, którą przepływają towary chińskie na zachód, cieśninę Ormuz, którą płynie (a chwilowo nie płynie) irańska ropa. Iran przepuszcza statki własne i przyjaciół, negocjuje tranzyt z tymi, których stara się wyłuskać z bloku amerykańskiego. Przysługa za przysługę. Dalej mamy Bosfor, dający Rosji i Ukrainie wyjście na otwarte wody oraz morze Czerwone z kanałem Sueskim na północy i cieśniną Bab el Mandeb na południu, gdzie do statków strzelają rebelianci Huti. Cieśninę Malakka ma ominąć chiński Pas i Szlak, lądowy i morski. Ocieplenie Arktyki pozwala na żeglugę trasą arktyczną na północy Rosji, którą Rosjanie mogą udostępnić (albo nie) przyjaciołom, na przykład Chinom. Skutkiem ubocznym byłoby zmniejszenie przeładunku w Rotterdamie.
Towary przesyłane są też rurociągami. Ich prowadzenie przez określone terytoria jest sprawą strategiczną. Tak było w przypadku rurociągu NordStream, który pewnego dnia wybuchł, z niejasnych do końca przyczyn. W okolicach rurociągów kręcą się statki nawodne i podwodne, autonomiczne roboty i nurkowie.
„Nową ropą” jest obecnie informacja. Stąd znaczenie kabli podmorskich i sieci satelitarnych. Ważne jest ich bezpieczeństwo fizyczne. W okolicy Estonii zdarza się, że o kabel przypadkiem zahaczy kotwica rosyjskiego statku. Ale płynąca nimi informacja jest ciekawa dla innych. Kabel z włókna szklanego w zasadzie nie emituje sygnału, ale w przełącznikach, routerach itp. sygnał świetlny konwertowany jest na sygnał elektryczny. A w urządzenie elektryczne można się wpiąć. Dlatego ważne jest, gdzie i u kogo są takie urządzenia rozlokowane i czy producent w bardzo złożony software nie wstawił „tylnych drzwi”, przez które podsłuchuje dane i wysyła je, np. do centrali wywiadu wrogiego mocarstwa. Podobnym zagrożeniem są nowoczesne samochody, pełne sensorów i systemów łączności. Ewidentnym zagrożeniem jest ładowanie telefonów w mieszkaniu sympatycznego dziennikarza pracującego dla GRU.
Gdzie leżą kable, to wiadomo. Trudniej jest o bezpieczeństwo w przypadku sieci bezprzewodowych. W okolicy ambasady chińskiej lepiej jest wyłączyć telefon, tak głęboko, jak się da. Brytyjczycy zgodzili się na wynajęcie Królewskiej Mennicy dla ambasady chińskiej w samym centrom Londynu. Można się spodziewać, że jest naszpikowana interesującą aparaturą.
Łańcuchy dostaw i sprzęt wojskowy
.Oprócz surowców mamy gotowe towary i półprodukty. We współczesnych skomplikowanych urządzeniach nie wystarczy mieć „jakieś półprzewodniki”, potrzebne są dokładnie takie, jak wymagane, pasujące do systemu. Prawdziwą świątynią współczesnego świata jest fabryka TMSC na Tajwanie, dostarczająca masowo najszybszych i najbardziej złożonych chipów na świecie. Jest otoczona prawie taką czcią jak wzgórze świątynne w Jerozolimie.
Zależności takie widzimy też w sprzęcie wojskowym. Nie każdy dostanie każdy produkt. A jak już otrzyma błyszczący metalowy obiekt, okaże się, kto decyduje o dopuszczalnym zakresie jego użycia. Raz kupiony sprzęt zależny jest od serwisu, części zamiennych i amunicji. W przypadku wojny okazuje się, czy poza paradami sprzęt się sprawdza w walce. Mówiąc skrótowo: czy kupiliśmy to, co trzeba i czy umiemy się tym posługiwać. Dokładniej: czy mamy to, co wydawało się optymalne w momencie zamówienia, czy to, co potrzebne jest dzisiaj, jutro i pojutrze. Wojna sprawdza, czy mamy zapasy i możliwość szybkiego uruchomienia produkcji amunicji w wielkiej ilości, czy możemy prowadzić wojnę przez kilka dni, tygodni czy lat. Wojna na Ukrainie pokazała, że zwłaszcza w przypadku dronów konieczny jest system ciągłej obserwacji i analizy pola walki i aktualizacji software’u oraz strategii użycia sprzętu. Jeżeli opieramy się na dostawach z zewnątrz, nasz dostawca może zmienić zdanie i nie chcieć pozwolić nam na eskalację konfliktu z wielkim i groźnym przeciwnikiem. Może też nie mieć mocy produkcyjnych. Jeżeli sprzęt i amunicja pochodzą zza oceanu, to brak wielkiego lotniska, legendarnego CPK, może opóźnić nasze działania o krytyczne dni jak nie tygodnie, podczas których przegramy wojnę.
Finanse
.Narzędziem amerykańskiej dominacji finansowej jest dolar. Trudno ten temat zwięźle opisać. Innym narzędziem jest system wymiany finansowej SWIFT, który nie ma jednego właściciela, ale podlega silnym naciskom USA. Odłączenie od tego systemu uniemożliwia lub bardzo utrudnia przeprowadzanie operacji finansowych. Konsekwencją tego są próby stworzenia alternatywnych systemów, np. opartych o chińskiego yuana. Jeżeli USA nałożą sankcje równocześnie na Rosję, Chiny, Iran i Koreę Północną, kraje te będą współpracowały ze sobą. Na niższym poziomie, ale zawsze. USA nie mają już takiej potęgi, by grozić wszystkim naraz. Do tego przy tak powiązanej gospodarce jak obecnie, sankcje wyglądają jak wywijanie cepem w ciasnym pomieszczeniu. Gdy uderzamy we wroga, może oberwać przyjaciel. Trzeba wtedy wprowadzać wyjątki i wyjątki od wyjątków. Może też na sankcjach zyskać inny przeciwnik. Uderzenie w irański eksport ropy to prezent dla Rosji.
Instytucje i prawo
.Agresywne instytucje i prawo jako broń (lawfare) to metody wymuszania posłuszeństwa w Unii Europejskiej. Amerykanie nie przejmują się prawem międzynarodowym, stosują siłę. UE wiesza praworządność na sztandarach i udaje, że to ona jest jej strażniczką. Instytucje obsadzone są zaufanymi ludźmi. odmienne opinie filtruje Digital Services Act i cenzorzy-ochotnicy. Opozyzyjne partie są wykluczane z życia politycznego. Najpierw stosuje się kordon sanitarny (Brandmauer), gdy rosną w siłę, można je zdelegalizować. Prawnie zabezpieczają to trybunały, do których sędziowie wyznaczani są według samopodtrzymującego się klucza. Oprawę intelektualną zapewniają uniwersytety, promujące doktoraty demaskujące zagrożenie populizmem.
System się domyka. Finanse dystrybuowane są centralnie z klauzulą praworządności. Widzieliśmy przy KPO co to oznacza – regime change na żądanie. Trzeba być niezmiernie naiwnym i mieć krótką pamięć, żeby się na to nabrać, żeby w to uwierzyć. Trzeba mieć pistolet przyłożony do skroni, żeby to zaakceptować. Albo spodziewać się osobistych korzyści, np. w utrzymaniu władzy. Te metody to ostateczne rozwiązanie kwestii opozycji. Po udanej operacji zawłaszczenia władzy jedyną barierą są prawa natury. Ale powszechne zubożenie i brak wolności dają się pokryć propagandą. W komunizmie zawsze można było się porównać z Zachodem, dla UE zwierciadłem może być tylko Ameryka, o ile i to się nie załamie. Natomiast bratnim krajem będą Chiny, źródło technologii inwigilacji i prania mózgów. Czy już tak jest? Na pewno idzie to w tym kierunku. Jest to elegancka metoda bezkrwawego zdobywania dominacji nad społeczeństwem. Sun Tzu byłby zachwycony.
Dane
.Zasobem krytycznym są dane. Dotyczy to strumienia do i od użytkownika. Do użytkownika przekazywane są informacje, które mogą kształtować jego poglądy. Już francuska oświeceniowa Encyklopedia miała istotne znaczenie. Pozornie to tylko informacja o świecie. Ale oprócz anatomii konia i aksjomatów geometrii Euklidesa, Encyklopedia pouczała też na temat religii, królestw i demokracji, wolności osobistej itp. Przynajmniej w pewnych kręgach była autorytetem. Niedawno taką rolę odgrywała Wikipedia. Prowadzone były wojny wikipedyjne, np. na temat stosunków polsko-żydowskich. Obecnie dominuje sztuczna inteligencja. Mówi ona to, czym została nakarmiona, ale robi to tak mądrze, że można ją uznać za nieomylnego guru. Sam jej używam, by szybko znaleźć parę faktów, ale trzeba pamiętać, że nie jest to wiedza kompletna, ani absolutnie obiektywna. Ostatnio zauważyłem, że ChatGPT podaje, skąd co wie i przyznaje się, gdy czegoś nie wie. Lepsze to niż fantazje, halucynacje i chęć schlebiania użytkownikowi.
W drugą stronę programy interaktywne zbierają dane o użytkownikach i budują ich portrety psychologiczne. Mogą być one oparte na podstawie mikrosygnałów, których nie jest świadomy sam użytkownik. Komputer zna go lepiej niż on sam. TikTok zbiera twarze i próbki głosu, oficjalnie dla poprawy jakości usługi i „dla rekomendowania i moderowania treści, a także w celach analitycznych i klasyfikacji demograficznej, np. na podstawie przewidywanego przedziału wiekowego”. Czyli chce wiedzieć naprawdę dużo. AI pozwala na kojarzenie faktów z rozmaitych źródeł, pozwala na kompletne rozpracowanie osobnika. Może to być wykorzystane do manipulacji, propagandy i nacisku. Pozwala też na kreowanie indywidualizowanych fake newsów, prawie prawdziwych, trudnych do wykrycia, a subtelnie wpływających na sposób myślenia.
Również aplikacja telekonferencyjna ZOOM nie jest neutralna. Ze względność na funkcje i łatwość obsługi stała się bardzo popularna podczas pandemii. Niby jest amerykańska, założył ją w Kalifornii niejaki Eric Yuan. Pan Yuan urodził się w Chinach, jego firma zatrudnia ponad 700 inżynierów w Chinach. Jest więc podatna na naciski władz chińskich, również poza granicami Chin. Konwersacje są cenzurowane, na rozkaz mają być wyłączane, najpóźniej po minucie Chiny mogą zażądać podania listy uczestników. Zatrudnione są do tego zastępy cenzorów (dziś pewnie pomaga AI). Głównie chodzi o konwersacje na klasyczne chińskie tematy tabu. Jako szantaż władze stosują groźbę blokady aplikacji. Takie kompromisy są wymagane, by wejść na wielki rynek chiński. ZOOM twierdzi, że rozdzielił operacje chińskie i międzynarodowe, ale kto tam wie. Teoretycznie międzynarodowe konwersacje powinno regulować prawo międzynarodowe, jeżeli prawo jeszcze kogoś interesuje. Dopóki się nie dotyka problematyki chińskiej, można korzystać spokojnie, ale podsłuch możliwy jest zawsze. Uwaga: my tu krytykujemy Chiny, a powszechne są skargi na demonetyzowanie i blokowanie podcastów na liberalno-demokratycznym portalu YouTube.
Ważne jest więc, kto kogo analizuje. TikTok jest chiński. Google jest zablokowany w Chinach, co chroni Chińczyków przed zgubnym wpływem Zachodu, ale też przed inwigilacją. Niektóre sieci otrzymują dostęp pod warunkiem przestrzegania chińskich zasad cenzury. Główne punkty to: Tiananmen, Tajwan, Ujgurzy. Zrozumiałe są europejskie próby zastąpienia amerykańskich platform własnymi. Przy czym niemiecka inwigilacja jest niekoniecznie lepsza od amerykańskiej. Dobrze by było mieć polską AI i polskie media społecznościowe. AI ma jednak wartość, jeżeli zawiera „kompletny model świata”, a nie tylko jakież wyrywki. Podobnie na platformie X mam wszystkich: przyjaciół, wrogów, mądrych i głupich, do tego z całego świata. To wielka zaleta.
Huawei vs. Apple
.Doskonałym przykładem na strategiczne zależności w świecie technologii są losy dwóch firm: chińskiej Huawei i amerykańskiej Apple. Firma Huawei po skromnych początkach stała się liderem światowym w technologii 5G. Sprzęt Huawei zdobywał popularność na wielu rynkach. Około roku 2010 Chiny wyglądały na wiarygodnego i przyszłościowego partnera. Po objęciu władzy przez Xi Jinpinga w 2012 Chiny zaczęły dokręcać śrubę wewnętrznie i być asertywne na zewnątrz. Podczas zjazdu KPCh w 2022 jego poprzedni Hu Jintao wziął do ręki plik dokumentów i najwyraźniej chciał zabrać głos, Xi Jinping lekko skinął głową i ochroniarze wyprowadzili Hu Jintao z sali. Nikt z obecnych nawet na niego nie spojrzał, nie mówiąc o pozdrowieniu. Kamery relacjonowały to zdarzenie na cały świat, miało ono mocną wymowę symboliczną.
W 2020 Xi postanowił złamać szybko rosnącą potęgę i niepokojącą samodzielność technologicznych gigantów, odgrywających podobną rolę jak Elon Musk w USA. W tym czasie zniknął z radarów m.in. Jack Ma, szef grupy Alibaba. Co ciekawe, w lutym 2025 Xi w spektakularny sposób zaprosił tychże liderów. Widocznie znowu byli potrzebni. Do czasu. Był tam Jack Ma, jak również Lei Jun, szef Xiaomi oraz Ren Zhengfei, szef Huawei. Widać, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ i posłuszeństwo wobec partii jest warunkiem prowadzenia biznesu.
Takie zdarzenia, jak też wspomniane wyżej prawo nakazujące obywatelom Chin współpracę z wywiadem, wywoływały rosnące wątpliwości co do współpracy z Chinami w strategicznych obszarach. Huawei produkuje sprzęt dla sieci telekomunikacyjnych. Między innymi są to przełączniki sieciowe, które łączą segmenty sieci i przez które przepływają wszystkie dane. W zasadzie powinny dyskretnie przekazywać dane z A do B. Ale technicznie możliwe jest podsłuchiwanie, zniekształcanie, filtrowanie i podawanie do centrali KPCh. Możliwe jest też zablokowanie połączeń, co w przypadku konfliktu pozwalałoby Chinom unieszkodliwić zaatakowany kraj. Kiedyś byłyby to abstrakcja, teraz niekoniecznie. Stąd też atak pierwszej administracji Trumpa w 2019: Zakaz korzystania ze sprzętu Huawei przez rządowe agencje i zakaz sprzedaży chipów dla Huawei przez amerykańskie firmy bez zgody rządu USA. W Kanadzie pod zarzutem omijania sankcji wobec Iranu aresztowana została Meng Wanzhou, córka założyciela firmy (Ren Zhengfei) i przetrzymywana przez ponad 1000 dni. Firma Huawei to przetrzymała, atak zmobilizował ją do lepszej pracy i większej ostrożności. Sprzęt Huawei jest wykluczony w USA i u ich bliskich sojuszników, w niektórych krajach zakaz jest częściowy, a w reszcie świata firma rozwija się bez problemów. Zaprzecza też tezie, że „Chińczycy tylko kopiują”.
Fakt, Chińczycy nie tylko kopiują, ale skorzystali na starcie intensywnie z cudzej wiedzy. Tutaj istotną rolę odegrała firma Apple. Na wielu jej produktach widnieje napis „Designed in California, Assembled in China”. Chiny były mianowicie dla Apple nie tylko olbrzymim rynkiem, ale podstawowym zapleczem produkcyjnym. Najważniejszym dostawcą jest tajwańska firma Foxconn, produkująca w Chinach kontynentalnych. By mieć możliwość niezawodnej produkcji w Chinach, Apple wykształcił zastępy chińskich specjalistów. Łącznie mówi się o 28 milionach, czyli tylu co ludność Australii. Jst wśród nich ponad 5 milionów programistów. Proces tego transferu technologii przedstawia Patrick McGee w książce „Apple in China”. Książka jest publicystyczna, stąd jej pewna przesada. Autor porównuje działanie Apple’a do planu Marshalla, pisze, że firma ta odegrała rolę Prometeusza ofiarującego ludzkości dar ognia. Przesada, czy nie, ochoczy transfer technologii i budowa mocy produkcyjnych przez zachodnie firmy postawiły na nogi chiński przemysł wysokich technologii. Widzieliśmy powyżej, jak zdecydowanie działają władze Chin wobec biznesu. Wymaga to wielu kompromisów, nie zawsze czystych. Tenże McGee mówi, że Apple zaprzedał Chinom duszę.
Ludzie
.Łatwo jest zapomnieć o „zasobach ludzkich”. Nazwa ta jest dyskusyjna, sugeruje bowiem, że to państwo posiada ludzi, a nie ludzie mają państwo. Myślenie ekonomiczne o demografii też się niektórym kojarzy z rasizmem i nacjonalizmem: co zrobić, żeby nasz naród był liczny, silny, zdrowy i gotowy do czynu jak jedna pięść. Tak daleko bym nie szedł, tym niemniej dbamy o nasze sprawy, w konkurencji z innymi grupami.
Można oczywiście zapytać: no i co z tego? Wielu uważa, że nie kibicujemy naszej drużynie, bo nie gramy w żadnej drużynie. Jesteśmy elementami ludzkości, oddziaływującymi ze sobą chaotycznie jak cząstki gazu w ruchach Browna. Lojalność odczuwamy wobec ludzkości, a może planety – wtedy nawet ludzkość jest czymś szkodliwym. Wtedy faktycznie nie mamy sobie nic do powiedzenia.
Prostacko myślący politycy są przekonani, że w demografii najważniejsza jest liczba. Byle kto, byle się liczby zgadzała. Szwajcarski pisarz Max Frisch powiedział w 1965: przywołaliśmy siłę roboczą, a przybyli ludzie. A ci ludzie są różni, mają swoją kulturę i zwyczaje. Wtedy przynajmniej było jasne, że chodzi o ludzi do pracy. Dzisiaj sprowadza się kogokolwiek. Niektórzy są pracowici, inni leniwi, wykształceni lub analfabeci, przyszli lojalni obywatele lub zwolennicy państwa islamskiego.
Wykwalifikowana siła robocza jest niezbędna dla rozwoju. Nie ma reindustrializacji bez inżynierów i techników. Kwalifikacje muszą odpowiadać zapotrzebowaniom. I tu pojawia się problem, ponieważ zapotrzebowanie się szybko zmienia. Kiedyś użyteczny był tysiąc ludzi z łopatami, potem zastąpiły ich koparki. W ostatnich dekadach tworzenie oprogramowania było dobrą ścieżką. Teraz cały rynek pracy przeora sztuczna inteligencja. Na amerykańskich uniwersytetach maleje liczba studentów. Koszt jest olbrzymi, zysk niepewny. Wydaje się, że zawody przyszłości to pielęgniarz i hydraulik złota rączka.
Sojusze i samodzielność
.Aktualnie w trybie przyspieszonym uczymy się strategii i geopolityki. Moim założeniem było, że jak na razie zawsze wychodzi na to, że jedynym sensownym oparciem są Stany Zjednoczone. Obecnie Niemcy i Francja traktują Stany Zjednoczone jako niepewnego partnera, zdolnego do agresywnych zachowań. W dużej mierze opierało się to na historycznym antyamerykanizmie i antypatii do osobowości Donalda Trumpa. Dla innych jednak to same Niemcy są niepewnym partnerem. Ciągle słyszymy, że są partnerami w NATO i UE, ale po zwycięstwie AfD sytuacja może się zmienić. Ale nawet bez AfD trudno powiedzieć, żeby interesy Polski i Niemiec się pokrywały. Do tego Niemcy sprokurowały Europie (bo Europa to nie UE, a UE to nie Niemcy) zależność od Rosji i Chin, kryzys migracyjny i energetyczny. Co więcej, uwiązani partyjną polityką, nie są zdolni do zmiany kursu.
Teraz jednak, podczas wojny Izraela i USA z Iranem, wiele może się zmienić. Ameryka może zainkasować dotkliwe ciosy, nie wiadomo, na ile jest odporna. Na próbę wystawione są sojusze. Zapowiada się katastrofa ekonomiczna i humanitarna – zwłaszcza jeżeli zostaną zniszczone instalacje odsalania wody morskiej. Może wystąpić nadmierne rozciągnięcie celów i sił – imperial overstretch. Ameryka musi patrzeć uważnie na Chiny, a teraz grzęźnie na Bliskim Wschodzie. Może przy najlepszych chęciach zabraknąć środków na wschodnią flankę NATO. Poza tym przy asymetrii środków – tanie drony przeciw drogim samolotom i rakietom – może po prostu zabraknąć amunicji.
Dobrze więc myśleć o samodzielności – ale nie europejskiej, pod niemieckim dowództwem. To jednak łatwo powiedzieć. Jakakolwiek samodzielność, wliczając środki obserwacji i naprowadzania, to gigantyczny projekt, za gigantyczne pieniądze. Mniejszy kraj z ambicjami ryzykuje zawsze, że wielki przeciwnik dokona prewencyjnych uderzeń, a wielki protektor takie próby zablokuje, jako że sam chce decydować o przebiegu konfliktu. To wszystko trudne, może niewykonalne. Można jednak budować elementy w ramach sojuszu. Ale trzeba się do tego zabrać, wykorzystując prawdziwych fachowców, a nie urządzając polowanie z nagonką na prezesa NBP. Owszem, można zaprezentować fantazyjne plany i wydać biliony bilonu. Ale efekt może też wyglądać jak z CPK, gdzie mamy (jak na razie) co najmniej dwa lata pauzy nie wiadomo na co, choć w tym projekcie naprawdę „liczą się godziny”. Przy takim postępowaniu zostanie pielgrzymka na Jasną Górę i codzienny różaniec.
Między naiwnością a paranoją
.Na koniec parę refleksji filozoficznych. W ciągu kilku lat mentalnie weszliśmy w tryb wojenny. Podchodzimy ironicznie do rozbrojenia Zachodu, ale dywidenda pokoju (peace dividend) jest przecież dobrą rzeczą. Lepiej budować szkoły i szpitale niż fabryki czołgów. Dla dzieci lepsze jest boisko niż strzelnica – o ile jest to możliwe. Obecnie kręcący się po mieście obcy to nie ciekawy przybysz, ale agent i szpieg. To przykre.
Ćwierć wieku temu byłem w Meksyku. Na stołecznej alei Paseo de la Reforma w każdym większym sklepie stał strażnik z długą bronią. Nawet w biurze Swissairu był taki młody człowiek, przez cały dzień nic nie robił, tylko flirtował z urzędniczkami. Było to egzotyczne i malownicze, ale zastanawiałem się, ile się w ten sposób marnuje pieniędzy i energii. Dawno temu w miasteczkach amerykańskiej Nowej Anglii ludzie nie zamykali domów ani samochodów. Wszyscy się znali, nie tracili czasu i budowali Nowy Świat. No i do czegoś doszli. Bezpieczeństwo jest ważne, należy jednak uważać, żeby mentalnie nie przejść na model północnokoreański. Czego przed Świętami Zmartwychwstania Pańskiego sobie i Wam życzę, Amen.
Literatura poleca przez Autora tekstu:
Henry Farrell i Abraham Newman „Underground Empire”, 2023
Ingo Dachwitz i Sven Hilbig „Digitaler Kolonialismus”, 2025
Edward Fishman „Chokepoints”, 2026
Eva Dou „House of Huawei”, 2025
Patrick McGee „Apple in China”, 2025
Tomasz Nadrowski „Mineral War”, 2025







