Krzysztof TYSZKA-DROZDOWSKI: Roboty idą do pracy

TSF Jazz Radio

Roboty idą do pracy

Krzysztof TYSZKA-DROZDOWSKI

Ukończył MISH UW. W Instytucie Filozofii UW przygotowuje doktorat poświęcony Charles’owi Maurrasowi. Zajmuje się francuskim monarchizmem i polską rewolucją konserwatywną. Autor „Żuawi nicości”.

Sundar Pichai, CEO Google, oznajmił jakiś czas temu, że w dziejach ludzkości powstanie sztucznej inteligencji to wydarzenie na większą skalę niż wykorzystanie ognia albo produkcja prądu elektrycznego. Zmarły niedawno Stephen Hawking stwierdził z kolei, w wywiadzie z 2014 roku, że sztuczna inteligencja rzeczywiście może stanowić największe odkrycie ludzkości. I ostatnie – pisze Krzysztof TYSZKA-DROZDOWSKI

Wtargnięcie sztucznej inteligencji i robotów na rynek pracy zmieni wszystko. Reindustrializacja okaże się mrzonką. Polityka Trumpa, dążąca do budowy nowych fabryk w USA, to złudzenie przemieszane z nostalgią za czasami, które minęły bezpowrotnie. Amerykański prezydent naciskał na firmę Carrier, która produkuje systemy klimatyzacyjne, aby utrzymała swoją fabrykę w Indianie, zamiast przenosić ją do Chin. Poskutkowało. Niedawno jednak ukazało się oświadczenie, że robotników zastąpią tam roboty.

Kapitalne znaczenie nowych technologii polega na tym, że nie dostarczają już tylko narzędzi, którymi będą posługiwać się ludzie. Samochód wyparł dorożkę i dorożkarze stracili pracę, ale stworzył też nowe zajęcie dla kierowców. Nowa technika potrafi obejść się bez ludzi – autonomiczne auta nie potrzebują człowieka. To przełom, z którego niewiele osób zdaje sobie sprawę.

***

.Pierwszy w dziejach strajk przeciw robotom miał miejsce w Las Vegas w maju 2018 roku. Wzięło w nim udział ponad 50 000 osób. Związek zawodowy pracowników gastronomii zażądał nie tylko wyższych płac i pewności zatrudnienia, lecz przede wszystkim domagał się osłon przed automatyzacją. Ich obawy są słuszne. Restauracje szybkiej obsługi stawiają coraz śmielej na robota skonstruowanego przez firmę Momentum Machines, zdolnego przygotować 400 hamburgerów na godzinę, znacznie przebijającego ludzką wydajność.

Również nad branżą budowlaną zbierają się ciemne chmury. Caterpillar zainwestował miliony w robota-murarza. Hadrian – tak nazywa się maszyna – jest szybsza i dokładniejsza od budowlańca z krwi i kości. Może operować dzień i noc bez przerwy, kładąc po 1000 cegieł na godzinę. Nie zakłada też związków zawodowych.

Olbrzymia rzesza ludzi – w USA prawie połowa mężczyzn – żyje z prowadzenia samochodu. Zarabiają, kierując uberem, taksówką, tirem albo ciężarówką, i wszystkie te zajęcia, na to się zanosi, przepadną. Przyjęło się mówić, że to niezadowoleni, ci, którzy stracili źródło utrzymania na skutek przenoszenia fabryk do Azji, wybrali Trumpa. Co się wydarzy, gdy wyartykułuje się gniew i rozpacz masy mężczyzn bez zatrudnienia z winy maszyn? Myśliciel z Izraela, Yuval Noah Harari, ostrzega, że ta klasa ludzi zbędnych będzie stanowić największy problem XXI wieku.

Pracy na pewno nie zabraknie dla inżynierów informatyków, których wyszarpują sobie z rąk Chińczycy i Amerykanie. Zapotrzebowanie jest wielkie, tak wielkie, że na niedobór specjalistów od sztucznej inteligencji cierpi korporacja tego formatu co IBM. Zarobki, na jakie może liczyć data scientist w Facebooku, sięgają sumy 400 000 dolarów rocznie. Największy problem ma Japonia, która nie jest w stanie zaproponować podobnych kontraktów ekspertom od AI, przez co traci najzdolniejszych studentów, którzy wolą robić karierę w Kalifornii.

A jednak większość ludzi, gdy spytać ich, jakie zagrożenia wiążą się z rozwojem technologii, wyobraża sobie bunt uzbrojonych robotów, które unicestwią ludzki gatunek. To nie tak. Roboty nie dokonają ludobójstwa, lecz pozbawią nas pracy na wielką skalę. Przemyślało to dotąd niewielu. Jedno jest pewne – technologia zmieni nasze życie w każdym calu, i to szybciej, niż nam się wydaje.

Wiele badań, choćby te przeprowadzone przez firmę doradczą McKinsey & Company, nie napawa optymizmem. Wynika z nich, że już dziś, biorąc w rachubę technologię, jaką rozporządzamy, maszyny mogłyby przejąć 45 proc. stanowisk zajmowanych przez ludzi. Dwie trzecie Amerykanów trzeźwo ocenia, że już niebawem większość zajęć będą wykonywać roboty, ale aż 80 proc. jest przeświadczone, że nie będzie to dotyczyć ich samych.

***

.Nie trzeba dodawać, że postępowi, jak zwykle bywa z technologią, kibicuje masa optymistów. Wśród nich Jerry Kaplan, futurolog, w którym szczerą radość budzi wizja robotów i sztucznej inteligencji usuwającej długi szereg zawodów. Jego zdaniem, jeśli roboty będą mogły tworzyć prasę i wykonywać operacje na otwartym sercu, to tym lepiej, czas poszukać innej pracy. W jego ocenie raptowny postęp technologiczny, który nas czeka, oznacza 90-procentowe bezrobocie. Jak zaznaczyłem, to optymista, który uważa, że wyzwoli to w ludziach pokłady kreatywności, o jakich wcześniej nie śnili. Staną się pomysłowi, a gdy już wymyślą, co ze sobą zrobić – Kaplan ciągnie swoją wizję – otrzymają „kredyt na pracę”, pożyczkę niezbędną do tego, aby zdobyć nowe kwalifikacje. Poza tym, pociesza futurolog, będą posady, których technologia nie zmiecie. Wymienia tu tenisistów, osoby planujące przyjęcia (moim zdaniem wątpliwy przykład) i grabarzy.

Elon Musk, szef Tesli i ikona Doliny Krzemowej, nie szczędzi ostrzeżeń. Przede wszystkim kładzie nacisk na to, że sztuczna inteligencja bez dokładnie wytyczonych ram przyniesie nam więcej szkody niż pożytku, gorzej – może doprowadzić do nieodwracalnej w skutkach katastrofy. Musk nawołuje do zachowania czujności, bo możemy zdecydować się na krok, którego wagę przeoczymy, krok rozstrzygający o losach naszego gatunku. Przy tym słynnego przedsiębiorcy nie można zapisać do katastrofistów; stoi on na stanowisku, że maszynom można sprostać, potrzeba tylko śmiałości. Śmiałości do tego, aby stopić człowieka z maszyną, bo Musk przewiduje, że jeśli do takiego scalenia – człowieka i nowych technologii – nie dojdzie, zostaniemy w tyle i w końcu sztuczna inteligencja nas przerośnie. Założył niedawno firmę Neuralink, która zajmuje się takimi projektami, czyli łączeniem ludzi i maszyn. Jego odpowiedź na wyzwanie technologiczne brzmi: przestać być człowiekiem, stać się czymś więcej. Musk zalicza się do transhumanistów.

Są też tacy, którzy zapowiadają bardziej ponurą przyszłość. Jeden z nich to Peter Frase, który w swojej książce Four Futures daje szkic czterech wariantów naszej przyszłości. Najbardziej pesymistyczny scenariusz zakłada, że trwale bezrobotne masy, bez żadnych widoków na poprawę, będą stanowić beczkę prochu i bogaci, z lęku przed wybuchem, postanowią ograniczyć zasadniczo ich liczbę. Ten scenariusz Frase nazywa „eksterminacyjnym”. I nieważne, jak bardzo życzylibyśmy sobie, aby się nie ziścił, jest to ekstremalny obrót zdarzeń, którego nie możemy wykluczyć. 

Szwedzki filozof z Oxfordu, Nick Bostrom, ostrzega, że sztuczna inteligencja przedstawia większe zagrożenie dla ludzkości niż zmiany klimatyczne. Stoi on na czele Future of Humanity Institute, tworzącego analizy dotyczące największych wyzwań, które staną przed ludzkością w nadchodzących dekadach. Oś badań instytutu stanowi sztuczna inteligencja i to, jaką przyszłość może nam ona zgotować. Bostrom, jak się wydaje, wskazuje na newralgiczny moment: człowiek potrafi przewidywać, lecz poleganie na naszej umiejętności przewidywania w zderzeniu ze złożoną sztuczną inteligencją może nas doprowadzić do katastrofy. SI będzie umiała – uprzedza myśliciel – wyprowadzić nas w pole, wciągnąć w przedsięwzięcia, które na pozór mogą być dla nas dobre, a na koniec okazać się zgubne. Prędzej czy później zostaniemy przechytrzeni. Sztuczna inteligencja wyrwie się spod nadzoru ludzkiego i zacznie, w stylu darwinowskim, walkę o byt z człowiekiem, będzie dążyć do podporządkowania sobie naszego gatunku. W jednym ze scenariuszy, które przedstawia Bostrom, AI przejmuje politykę, manipuluje wyborami – w guście Cambridge Analytica – ingeruje w rynki finansowe albo zdobywa kontrolę nad systemami obronnymi. W wizji filozofa najbardziej posępne jest jednak to, że zagadnienie sztucznej inteligencji, choć dotyczy stawek równie ważnych, co zmiany klimatyczne, nigdy nie skupi tyle uwagi, na ile zasługuje. Bostrom sądzi, że nigdy nie stanie się to problem głośny i przerośnie nas, nim zdążymy zastanowić się nad jego rozwiązaniem.

***

.W czerwcu zeszłego roku głos w tej sprawie zabrał sam Henry Kissinger. To człowiek o wielkiej humanistycznej kulturze, pisał doktorat z Toynbee’ego i Spenglera – rzadko wspomina się o tej stronie tego wielkiego dyplomaty, widząc w nim zbyt często Machiavellego, któremu się powiodło, bo kierował, w przeciwieństwie do nieszczęśnika z Florencji, poczynaniami księcia z Waszyngtonu. Kissinger to myśliciel, który dobrze zna mechanikę polityki, umysł przewidujący, warto go posłuchać. Wyraził zaniepokojenie, że ludzkość zbliża się trochę bezmyślnie do wirażu, za którym znajdzie się w zupełnie innym świecie. W średniowieczu wiara stanowiła matrycę, przez którą tłumaczono sobie świat, w oświeceniu wszystko wyjaśniał rozum, wiek XIX patrzył przez soczewkę historii, a XX otrzymywał odpowiedzi od ideologii. W naszym wieku, w oczach Kissingera, człowiek może stracić zdolność nadawania znaczenia swojemu doświadczeniu, a to za sprawą rozwoju sztucznej inteligencji. Czym stanie się człowiek w świecie, w którym wszystko sprowadza się do wiązki danych, jeśli nie krótkim strumieniem informacji? Dyplomata wezwał do stworzenia komisji, w której będą zasiadać inżynierowie informatycy, myśliciele i politycy, wspólnie szukający takich sposobów wprowadzenia sztucznej inteligencji w ludzki świat, aby go nie zaburzyć. 

Pojawiają się również konkretne propozycje, co zrobić, zakładając, że czwarta rewolucja przemysłowa nie wyhamuje. Bill Gates wezwał do nałożenia podatków na roboty. Polityk z San Francisco, Jane Kim, zadała dobre pytanie, mianowicie kto będzie płacił podatki, gdy ludzi zastąpią maszyny? Jedynym wyjściem wydaje się opodatkowanie maszyn, co od razu wywołało opór Association for Advancing Automation, organizacji, która skupia 1100 różnych firm z dziedziny robotyki. Jej przedstawiciel nazwał pomysł Kim „wielką pomyłką”. 

Zanim udało się ściągnąć uwagę polityków na ujemne skutki rewolucji przemysłowej, potrzeba było strajków, rozruchów i protestów robotniczych, w niektórych przypadkach – groźby rewolucji. Oby tym razem, gdy nowa rewolucja przemysłowa będzie przeobrażać społeczeństwo, politycy okazali się bardziej czujni. 

.Polityk to zawód, któremu w tych przepowiedniach nic nie grozi. Łatwiej wyobrazić sobie roboty przeprowadzające operację na otwartym sercu niż sztuczną inteligencję, na którą głosujemy, która zgłasza interpelacje poselskie albo występuje w telewizji. Może dlatego ta kwestia pozostaje politykom tak obca.

Krzysztof Tyszka-Drozdowski

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam