Najnowszy raport wywiadu USA

Dwie trzecie Amerykanów

Chiny nie planują obecnie inwazji na Tajwan w 2027 r. i uważają taką operację za ryzykowną – napisano w raporcie służb wywiadowczych USA na temat światowych zagrożeń. Wywiad ocenia też, że Rosja nie widzi powodów, by zakończyć wojnę w Ukrainie, choć wysiłki pokojowe USA mogą to zmienić i doprowadzić do odwilży w relacjach z Moskwą.

Najnowszy raport wywiadu USA

.Opublikowany w dniu 18 marca 2026 r. raport Annual Threat Assessment wskazuje na to, że chińskie władze nie planują obecnie inwazji na Tajwan w 2027 r. ani nie mają ustalonego harmonogramu takiej operacji. Według amerykańskich służb Pekin w 2026 r. będzie nadal dążył do stworzenia warunków ewentualnego zjednoczenia z Tajwanem, unikając jednak bezpośredniego konfliktu. Wywiad USA ocenia, że chińskie kierownictwo woli doprowadzić do zjednoczenia bez użycia siły, ale jednocześnie Armia Ludowo-Wyzwoleńcza kontynuuje rozwój planów i zdolności wojskowych na wypadek, gdyby otrzymała rozkaz opanowania wyspy.

W raporcie podkreślono, że chińscy urzędnicy zdają sobie sprawę z faktu, że desant na Tajwan byłby niezwykle trudny i obarczony wysokim ryzykiem porażki, zwłaszcza w przypadku amerykańskiej interwencji. Niemniej, Pekin publicznie deklaruje, że zjednoczenie jest niezbędne do osiągnięcia celu „odnowy narodowej” do 2049 r. – setnej rocznicy proklamowania ChRL.

Chiny stały się głównym konkurentem USA

.Służby USA zwróciły uwagę, że Chiny zastąpiły Rosję jako głównego konkurenta USA m.in. w przestrzeni kosmicznej. Zaznaczyły też, że ChRL znacząco wspiera Moskwę – jej zdolności do prowadzenia wojny w Ukrainie i do łagodzenia efektów zachodnich sankcji.

„Eksport przez Chiny towarów i technologii podwójnego zastosowania do Rosji pomaga Moskwie utrzymać produkcję obronną, jednocześnie zmniejszając jej motywację do osiągnięcia zawieszenia broni na Ukrainie” – czytamy w dokumencie.

Rosja uzyskała przewagę nad Ukrainą w 2025 r.

.W części poświęconej Rosji amerykański wywiad ocenia, że Rosja w 2025 roku utrzymywała przewagę w wojnie z Ukrainą i nie widzi powodów do zaprzestania walk, dopóki jej siły zyskują teren. Moskwa jest niemal pewna, że zwycięży na polu walki i zmusi Kijów do porozumienia na swoich warunkach. Autorzy raportu zaznaczyli jednak, że amerykańskie wysiłki pokojowe mogą zmienić tę dynamikę i stworzyć warunki do „odwilży” w relacjach z Rosją.

„Wysiłki Stanów Zjednoczonych na rzecz pokoju mają potencjał, by zmienić tę dynamikę i złagodzić niektóre regionalne skutki konfliktu. Trwałe zakończenie wojny na Ukrainie mogłoby otworzyć drogę do odwilży w stosunkach amerykańsko-rosyjskich oraz poprawy dwustronnych relacji geostrategicznych i handlowych” – napisano.

Kontynuacja wojny zwiększa ryzyko eskalacji

.Zdaniem autorów kontynuacja wojny zwiększa ryzyko zarówno niezamierzonej, jak i celowej eskalacji konfliktu do poziomu bezpośredniego starcia Rosji z siłami NATO. „Ciągła gotowość Rosji do sabotowania (działań) sojuszników, USA i (państw) Europy, w celu zakłócenia ich wsparcia dla Ukrainy – na przykład eksplozja na kolei w Polsce w listopadzie 2025 r. – jest przykładem tego zagrożenia” – czytamy w raporcie.

W dokumencie oceniono, że mimo strat wojennych, rosyjskie siły lądowe zwiększają swoją liczebność, a lotnictwo i marynarka pozostają zdolne do działania, a nawet są bardziej skuteczne niż przed pełnowymiarową inwazją. Rosja rozwija systemy broni hipersonicznej, środki antysatelitarne i zdolności podwodne. W ocenie służb najpoważniejszym zagrożeniem ze strony Rosji pozostaje ryzyko tzw. spirali eskalacyjnej, która mogłaby doprowadzić do bezpośrednich działań zbrojnych z NATO, w tym wymiany uderzeń nuklearnych.

Niebezpieczne flirty z Chinami

.Niemcy i Francuzi pielgrzymują do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja? – pisze Jan ŚLIWA

Europa się rozczarowała Ameryką. Dokładnie mówiąc – stare jądro Unii Europejskiej. Głęboką przyczyną jest stara trauma – Niemcy zostały przez Amerykę dwukrotnie pokonane, co pokrzyżowało ich globalne plany. Francja została przez Amerykę dwukrotnie obroniona/wyzwolona, co dla „grande nation” było poniżające. Oba kraje mają za sobą wielkie ambicje, przy czym Francja je zrealizowała w postaci światowego imperium, a Niemcom się to nigdy nie udało, chyba żeby poczytać za sukces zniszczenie sporej części Europy w zaledwie 6 lat.

Kraje te mają też problem z asertywną Ameryką, która zachowuje się jak kowboj. Tak było za rządów George’a W. Busha i interwencji w Iraku, gdy jądro Unii dumnie powiedziało „nie”. Tak jest o wiele mocniej za prezydentury Donalda Trumpa, za pierwszej, która miała minąć jak zły sen, a zwłaszcza za drugiej, gdy ten koszmar jednak nastąpił.

Faktem jest, że Donald Trump ma specyficzną osobowość i styl, który wielu zraża. Ale oczekiwanie, że do władzy nad światowym hegemonem dojdą ludzie łagodni i pokornego serca, jest iluzoryczne. Owszem, tak bywa: Unia Europejska ma wielki talent w wysuwaniu na czoło osób zupełnie bezbarwnych, którzy latami wygłaszają szumne deklaracje i nic nie robią. Jak w operze – śpiewają „Uciekajmy!” i przez kwadrans stoją w miejscu. Ale czy to dobrze? Jak przechodzą do czynu (Mercosur, SAFE), zachowują się jak stado słoni w składzie porcelany. Podobnie iluzoryczne jest oczekiwanie, że stworzymy armię, która nas obroni przed brutalnym wrogiem, ale walczyć będą osoby żołnierskie 56+ płci, poszukujące strefy komfortu i przesycone ojkofobią. Ameryka i jej konserwatywni sojusznicy są tego przeciwieństwem, mają prawdziwą armię. Nie daje to gwarancji, ale jest o czym rozmawiać.

Jest niemiecką tradycją szukanie partnerów na wschodzie. Dawało to niegdyś wzmocnienie siły w konkurencji z mocarstwami zachodnimi: Anglią, Francją, a teraz Ameryką. Tak długo, jak w Moskwie rządzi Putin, otwarta współpraca z Rosją nie wchodzi w grę. Otwarta nie, dyskretna jak najbardziej. Rośnie również zmęczenie wojną na Ukrainie. Wielu uważa Zełenskiego za przeszkodę w zawarciu pokoju, tak jak Polska w XIX wieku zakłócała pokój w Europie. Karta rosyjska jest w rezerwie, może wejść do gry.

.Ale na pewno w grze są Chiny. Dotyczy to nie tylko Niemiec, ale też Francji i może innych krajów. Przy tym to, czy Niemcy i Francja grają w zespole, czy przeciw sobie, jest otwartą sprawą. I zawsze trzeba pamiętać, że nikt nie wie, kto w tych krajach będzie rządził za dwa lata. Tak więc wielu pielgrzymuje do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja?

PAP/Oskar Górzyński/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 marca 2026