Prof. Jacek KORONACKI: O chrześcijańskiej odnowie USA jeszcze słów kilka

O chrześcijańskiej odnowie USA jeszcze słów kilka

Photo of Prof. Jacek KORONACKI

Prof. Jacek KORONACKI

Profesor nauk technicznych, doktor habilitowany nauk matematycznych, były długoletni dyrektor Instytutu Podstaw Informatyki PAN. W ostatnich latach zajmował się analizą molekularnych danych biologicznych.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Jeszcze w czasie prezydentury Joe Bidena środowiska konserwatywne w USA – przy czym pojęcie konserwatyzmu należy tu rozumieć szeroko – przygotowały program gruntownej reformy państwa pod kierunkiem prezydenta kolejnego, republikanina – pisze prof. Jacek KORONACKI

.Niniejszy krótki artykuł jest niejako ciągiem dalszym albo uzupełnieniem mojego tekstu wcześniejszego, zatytułowanego Konserwatyzm amerykański w trzeciej dekadzie XXI wieku [LINK]. Napisałem tam, że Ameryka potrzebuje rechrystianizacji. Wspomniałem o stosunkowo niedawno temu wydanych książkach Patricka Deneena i Adriana Vermeule’a, zaznaczając, iż książki te są chyba pierwszymi propozycjami naprawy fundamentów ustrojowych USA, przyjmującymi perspektywę tomistyczną. Odnotowałem krótko, że zachęta, by wrócić do tomistycznego rozumienia prawa naturalnego, nie będzie łatwo przyjęta, raczej się spotka – i już się spotyka – z brakiem zrozumienia, jeśli nie niechęcią albo wrogością.

Nie może być inaczej, gdy zbyt wiele środowisk opiniotwórczych, nawet walczących o rechrystianizację, dba o to, by z historii wyrugować wszystko, co katolickie. I rzecz jasna, idea odnowy chrześcijańskiej jest obca opiniotwórczemu centrum, a na środowiska na lewo od centrum działa jak płachta na byka. Warto się tym faktom przyjrzeć nieco bliżej.

.Ameryka jest krajem protestanckim i to oczywiście protestanci od lat grają pierwsze skrzypce albo raczej składają się na prawie całą orkiestrę grającą na rzecz chrześcijańskiej odnowy swojej ojczyzny.

Jeszcze w czasie prezydentury Joe Bidena środowiska konserwatywne w USA – przy czym pojęcie konserwatyzmu należy tu rozumieć szeroko – przygotowały program gruntownej reformy państwa pod kierunkiem prezydenta kolejnego, republikanina. Taka reforma całej administracji została rozpisana z inicjatywy think tanku Heritage Foundation bardzo szczegółowo, z udziałem ok. 400 ekspertów z ponad 50 ośrodków badawczych oraz innych organizacji uznawanych za konserwatywne. Była gotowa już w roku 2023 i liczy bez mała 900 stron (tytuł broszury opisującej reformę to Mandate for Leadership: Project 2025). Dokument nie tylko dawał wskazówki, jak zwiększyć skuteczność działania departamentów (w naszym rozumieniu ministerstw) oraz mnóstwa innych agend rządowych, ale także proponował sposoby wydania przez prezydenta wojny zepsuciu moralnemu promowanemu przez nominatów Partii Demokratycznej oraz elity ultrapostępowe.

Powszechnie dziś twierdzi się, że widoczną rolę w tworzeniu „Projektu 2025” odgrywał mający dziś 50 lat Russell Vought, który pełnił obowiązki dyrektora Biura Zarządzania i Budżetu od roku 2018 do końca pierwszej kadencji i jest dyrektorem tego biura od początku obecnej kadencji prezydenta Trumpa (biuro to jest jedną z paru najważniejszych agend rządowych, najbliżej współpracujących z prezydentem). Po przegranej Trumpa w roku 2020 Vought założył Centrum Odnowy Ameryki (Center for Renewing America) i również ta organizacja znalazła się wśród ośrodków firmujących „Projekt 2025”. Russell Vought razem ze swoim Centrum jest uważany za bodaj najważniejszego reprezentanta środowiska skupiającego tzw. nacjonalistów chrześcijańskich.

Pytany o to np. przez tygodnik „Newsweek” Vought definiuje ów nacjonalizm jako „ruch społeczny, którego fundamentem jest zrozumienie, iż USA są narodem chrześcijańskim, prawa i obowiązki jego obywateli pochodzą od Boga, a najważniejszym zadaniem tych obywateli jest budowanie oraz utrwalanie siły, pomyślności i dobrej kondycji ich ojczyzny”. Bez zastrzeżeń uznaje rozdział Kościoła od państwa, ale słusznie nie zgadza się na wyrugowanie wpływu chrześcijaństwa na rząd i społeczeństwo. Nacjonaliści chrześcijańscy wierzą, że ich obecność w świecie polityki i całej sferze publicznej może mieć korzystny wpływ nie tylko na ich własne wspólnoty, ale również na osoby innych wyznań. Gdy zaś chodzi o sam nacjonalizm, to są pewni, że dziś nie ma lepszej organizacji rządów niż w ramach państw – narodów. I dla uzasadnienia tej tezy Russell Vought poleca pochylenie się nad znaną książką Yorama Hazony’ego Pochwała państwa narodowego.

W „Projekcie 2025”, we wstępie do rozdziału „Departament Pracy i związane z nim agendy” możemy przeczytać – i mógłby te słowa napisać Vought – że „tradycja judeo-chrześcijańska, sięgająca Księgi Rodzaju, widziała zawsze owocną pracę, nieodłącznie sprzężoną z godnością osoby, jako służbę Bogu, bliźniemu i rodzinie”.

Taka jest, głęboko chrześcijańska i konsekwentnie realizowana w służbie ludziom, formacja duchowa Russella Voughta. Na pewno istotny udział w budowaniu tej formacji miała jego Alma Mater, Wheaton College, uczelnia ewangelikalna, czyli protestancka, otwarta na różne nurty ewangelikalizmu (o jego jednym nurcie, tym, który leży u podstaw syjonizmu chrześcijańskiego, wspomniałem ostatnio w artykule Im dłużej Iran trwa w oporze, tym sytuacja USA jest trudniejsza [LINK]; wzmianka o tym nurcie znajdzie się jeszcze w dalszym ciągu tego artykułu).

Skupiłem się na chrześcijańskim ruchu nacjonalistycznym, a właściwie jego jednym jedynym reprezentancie nie bez kozery. To ruch żywy w Ameryce, typowy dla orędowników odnowy chrześcijańskiej, będący znaczącą częścią ruchu szerszego, zwanego konserwatyzmem narodowym. Ważnym reprezentantem tego szerszego ruchu jest Fundacja im. Edmunda Burke’a założona i mająca za swego przewodniczącego Yorama Hazony’ego, żyda – ortodoksy nowoczesnego – ale dla Ameryki pragnącego zachowania jej historią ufundowanej tożsamości protestanckiej.

.Naszkicowałem sylwetkę Russella Voughta, ponieważ to osoba wpływowa, należąca do otoczenia Donalda Trumpa, i ponieważ – jeśli sądzić po jego wypowiedziach – to rzecznik szerokiego porozumienia chrześcijan na rzecz odnowy ich ojczyzny. Inna sprawa, i to jest nader charakterystyczne, choć Vought tego nie mówi wprost, że ma to być porozumienie protestantów – protestantów różnych formacji i różnych wyznań, ale protestantów. Jego przyjaciel, William Wolfe, którego opinie nieraz przywołuje, mówi wprost, że praca na rzecz rechrystianizacji Ameryki nie ma być prowadzona wspólnie z katolikami (Wolfe pracował na dość wysokich stanowiskach w Departamencie Stanu i Departamencie Obrony za pierwszej kadencji Trumpa). Trzeba to zrozumieć. W ostatecznym rozrachunku – ujmując rzecz w szalonym uproszczeniu – protestantyzm i katolicyzm dzieli nieledwie przepaść. Protestanci nie mogą uznać ważności Tradycji i uniwersalnie obowiązującego Autorytetu – autorytetu Urzędu Nauczycielskiego, do tego z głową Stolicy Apostolskiej na górze. Tam, czyli w katolicyzmie, nie ma Kościoła bez Tradycji i Urzędu Nauczycielskiego głoszącego prawdy wiary obowiązujące uniwersalnie, razem z Pismem Świętym składające się na święty depozyt wiary. Tu, czyli w protestantyzmie, jego dowolnej odmianie, jest tylko Pismo i wierny, który to Pismo studiuje.

Wheaton College nie opowiada się za żadnym konkretnym wyznaniem protestanckim. A jednak uczelnia uznała za konieczne usunięcie ze swojego grona profesora, który w roku 2006 nawrócił się na katolicyzm. I to trzeba zrozumieć. Jak i to jeszcze, że np. Russellowi Voughtowi nie przeszkadza pisanie przez Yorama Hazony’ego historii Zachodu na nowo – w której to historii, jeżeli katolicyzm średniowieczny był, to po to, by stać na drodze do lepszej nowożytności. Średniowiecze było złe, dobrych wzorców ładu politycznego można było szukać w Starym Testamencie.

Czy zatem wspólne działanie amerykańskich protestantów i katolików na rzecz rechrystianizacji ich ojczyzny nie jest możliwe? Wspomniani na początku Patrick Deneen i Adrian Vermeule, można rzec, że za Orestesem Brownsonem, który o tym pisał 160 lat temu, proponują wrócić do myśli św. Tomasza z Akwinu. Mają rację nie tylko dlatego, że arystotelizm chrześcijański jest najmocniejszym fundamentem Zachodu, całego Zachodu, ale również dlatego, że myśl Kalwina i myśl Akwinaty były sobie znacznie bliższe, niż sądził sam Kalwin i po dziś dzień sądzi większość wyznawców kalwinizmu w jego wielu obecnych w USA odmianach (powstało już na ten temat wiele prac poważnych badaczy). Przy czym, co starałem się tu zasygnalizować, na to współdziałanie przyjdzie Amerykanom poczekać.

Zwłaszcza trudno będzie o wzajemne zrozumienie między katolikami i tymi wyznawcami nurtu ewangelikalnego, którzy nie widzą wybraństwa Bożego w całym Kościele Chrystusowym, we wszystkich ludach, które uwierzyły w Chrystusa, lecz fakt tego wybraństwa przypisują nadal tylko Żydom. Według tych chrześcijan ewangelikalnych Boży plan eschatologiczny wymaga obecności państwa Izrael na Ziemi Świętej. Jak wcześniej pisałem, czyni ich syjonistami chrześcijańskimi. Ich liczność zdaje się w USA maleć, jakkolwiek – co interesujące – dość łatwo znaleźć syjonistów w kręgach władzy. Na kilku przykładach.

.Syjonistami chrześcijańskimi są np. spiker Izby Reprezentantów Kongresu Mike Johnson oraz minister obrony (dziś mówi się: minister wojny) Pete Hegseth. W roku 1997 pastor ewangelikalny i syjonista Ralph Drollinger zorganizował duszpasterstwo przywódców politycznych (o anglojęzycznej nazwie Capitol Ministries). Duszpasterstwo rozkwitło za obecnej prezydentury. Na Kapitolu i w Białym Domu odbywają się regularne zajęcia formacyjne dla chętnych kongresmenów oraz wysokich urzędników państwowych. Na pierwszej stronie cotygodniowego biuletynu owego studium czytamy, że cieszy się wsparciem finansowym ponad 70 członków Gabinetu Stanów Zjednoczonych (czyli rządu USA), ambasadorów, gubernatorów stanowych, senatorów i członków Izby Reprezentantów Kongresu, w tym Pete’a Hegsetha i Mike’a Johnsona oraz lidera republikańskiej większości w Senacie USA, Johna Thune’a. Ale to opowieść na inną okazję, choć ciekawa, bo dotykająca ferworu i religijnego zapału, z jakim Hegseth i mała grupa niższych dowódców zagrzewali do boju żołnierzy US Army po 28 lutego 2026.

Nie zatrzymamy się też nad oczywistą wrogością, z jaką idea chrześcijańskiej odnowy spotkała się w establishmencie opiniotwórczym i politycznym od centrum na lewo. Poza uczynieniem jednej wzmianki – o tym, jak w liście koalicji 20 amerykańskich organizacji „wolnomyślicielskich” do liderów większości republikańskiej i mniejszości demokratycznej w Senacie USA brzmiało jedno z uzasadnień ich (nieskutecznego) sprzeciwu wobec nominowania Russella Voughta na dyrektora Biura Zarządzania i Budżetu. W imieniu owych organizacji list sygnował dyrektor Świeckiej Koalicji Ameryki (Secular Coalition for America). Koalicja stwierdzała: „Podczas gdy udział chrześcijan w populacji amerykańskiej zmniejszył się i pozostaje na poziomie 63 proc., to udział osób nienależących do żadnego wyznania wzrósł do 29 proc. Osoby innych wyznań pozostają trwale na poziomie 8 proc. Nasz naród sławi się tym, że jest tyglem różnych kultur, obyczajów i wierzeń. Pana Voughta pragnienie promowania i uprzywilejowania chrześcijaństwa kosztem innych tradycji wiary – i niewierzących – jest niezgodna z ideą społeczeństwa pluralistycznego i jest wręcz sprzeczna z Ojców Założycieli wizją niewątpliwie świeckiej demokracji”.

Pomijając to, że Ojcowie Założyciele przewracają się w grobach, gdy im się obecnie imputuje takie rzeczy, mamy oto w domyśle propozycję godną ideału, skądinąd już umarłej, demokracji liberalnej. Mamy alternatywę. Zamiast narodu o określonej i przez historię usankcjonowanej tożsamości mają sobie Amerykanie wybrać – tak to dawno temu ujął prof. Ryszard Legutko – żywot w domu towarowym, w którym dostępne są wszelkie towary i każdy może sobie wybrać towar jemu odpowiadający.

.Życzmy skłóconym dziś Amerykanom odbudowy jedności narodowej. Ufundowanej na myśli św. Tomasza z Akwinu w jej współczesnym, mądrym wydaniu. Z nauką Akwinaty złączoną z tą myślą angloamerykańskiego protestantyzmu, która tamtą naukę doceniała i z nią była zgodna.

Jacek Koronacki

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 kwietnia 2026