Prof. Jesse SMITH: Prawica stała się postreligijna

Prawica stała się postreligijna

Photo of Prof. Jesse SMITH

Prof. Jesse SMITH

Profesor socjologii w Benedictine College. Prowadzi badania w zakresie przekazywania wiary w rodzinach czy roli religii w polaryzacji politycznej w Stanach Zjednoczonych.

W zachodnich demokracjach partie populistyczne coraz częściej wykorzystują religijną symbolikę i retorykę w sposób bardziej tożsamościowy niż religijny. To, co wydaje się przejawem chrześcijaństwa, jest w istocie celebracją znaczników kulturowych. To chrześcijaństwo bez chrześcijaństwa – pisze prof. Jesse SMITH

.Od 2016 roku relacja między konserwatywnym chrześcijaństwem a populizmem w stylu MAGA („Make America Great Again”) wywołuje wiele reakcji, w większości bardzo silnych. Centroprawicowi ewangelicy ubolewają nad populistycznym nurtem religijnej prawicy i podkreślają jego odrębność od nurtu moralnego. Krytycy z lewej strony utrzymują, że nurt populistyczny i moralny to od zawsze jedno i to samo. Twierdzą, że polityka MAGA stanowi kulminację radykalizacji religijnej prawicy, i z góry potępiają zwolenników innych poglądów. Z kolei postliberalni myśliciele chrześcijańscy postrzegają populistyczno-religijną falę sprzeciwu jako naturalną konsekwencję ekscesów amerykańskiego liberalizmu. W nadziei, że solidny chrześcijański porządek społeczny zastąpi system liberalny, oczekują jego upadku i wzywają do broni.

Powyższe perspektywy cechuje różny stopień trafności rozeznania, ale żadna z nich nie dostarcza satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie, jak znaleźliśmy się w tym miejscu. W swojej nowej książce The Godless Crusade: Religion, Populism, and Right-Wing Identity Politics in the West (Cambridge University Press 2023)Tobias Cremer proponuje inną interpretację siły komponentu religijnego we współczesnej polityce populistycznej. Argumentuje, że w zachodnich demokracjach partie populistyczne coraz częściej wykorzystują religijną symbolikę i retorykę w sposób bardziej tożsamościowy niż religijny.

To, co wydaje się przejawem chrześcijaństwa, jest w istocie celebracją znaczników kulturowych (np. chrześcijańskiej historii i architektury) wykorzystywanych w celu definiowania się jako grupa odrębna względem osób z zewnątrz, nie zaś wyrazem chrześcijańskich przekonań lub zobowiązań moralnych. To chrześcijaństwo bez chrześcijaństwa. Przytaczając statystyki, analizy polityczne i treść wywiadów ze 114 przywódcami politycznymi i religijnymi w Niemczech, Francji i Stanach Zjednoczonych, Cremer przekonuje, że populizm o motywach religijnych nie jest wcale wynikiem odrodzenia religijnego, ale sekularyzacji. Praca ta wnosi cenny wkład w dyskusję na temat religijnego populizmu i chrześcijańskiego nacjonalizmu.

Świeckie wykorzystanie sacrum

.Argumentacja Cremera jest złożona z czterech elementów. Po pierwsze, stare podziały gospodarcze i moralne, które kształtowały politykę partyjną w zachodnich demokracjach, zostały zastąpione przez nowy podział na kosmopolitów i komunitarystów. Kosmopolici opowiadają się za globalizacją, indywidualizmem i wielokulturowością, podczas gdy komunitaryści cenią sobie lokalne przywiązanie, dziedziczną tożsamość i prawa większości. Ci ostatni, w poczuciu kulturowej zniewagi ze strony wewnętrznych elit i demograficznego zagrożenia ze strony imigrantów, szukają zadośćuczynienia w formie wojowniczej, populistycznej polityki w stylu „my kontra oni”. Po drugie, prawicowi populiści posługują się chrześcijańską symboliką jako sposobem na zaznaczenie tożsamości kulturowej, a nie przekonań religijnych. Z punktu widzenia populistycznych przywódców pragnących stworzyć wspólną tożsamość narodową w zróżnicowanej populacji chrześcijaństwo pełni rolę symbolicznego „najniższego wspólnego mianownika” oraz punktu granicznego wobec muzułmańskich imigrantów. Po trzecie i kluczowe, populistyczne wykorzystanie symboliki religijnej najsilniej oddziałuje na wyborców niereligijnych, podczas gdy praktykujący chrześcijanie są na nie stosunkowo odporni. Po czwarte, „religijna odporność” na prawicowy populizm zależy od dostępności atrakcyjnych alternatyw politycznych dla wyborców religijnych, a także od stopnia, w jakim przywódcy religijni zniechęcają swoich wyznawców do popierania partii populistycznych.

Cremer ilustruje te kwestie, szczegółowo analizując przypadki Niemiec, Francji i Stanów Zjednoczonych i poświęcając każdemu z nich osobne części książki. Wszystkie te trzy kraje odnotowały wzrost popytu na populistyczną politykę w pierwszej dekadzie XXI wieku: Alternatywa dla Niemiec (AfD), Zjednoczenie Narodowe (RN) Marine Le Pen we Francji oraz Partia Republikańska Trumpa w Stanach Zjednoczonych. W każdym z tych przypadków populistyczne wykorzystanie symboli religijnych było bardzo wyraźne. Zwolennicy AfD maszerują przez Drezno, śpiewając hymny i dzierżąc duże krzyże. Tysiące francuskich demonstrantów, zwołanych przez RN, składa kwiaty u stóp pomnika narodowej świętej Joanny d’Arc, oddając jej cześć. W Stanach Zjednoczonych tłumy dzierżące egzemplarze Biblii i wymachujące chrześcijańskimi flagami szturmują budynek Kapitolu w proteście przeciwko wynikowi wyborów w 2020 roku. Obserwatorzy tych spektakli wyciągają pozornie rozsądny wniosek, jakoby reprezentowały one zradykalizowaną prawicę religijną na demokratycznym Zachodzie.

Cremer twierdzi jednak, że wniosek ten jest błędny. W każdym z tych krajów populistyczne wykorzystanie symboliki religijnej zbiegło się w czasie z marginalizacją wierzeń i praktyk chrześcijańskich w partiach populistycznych. Niemieckie AfD wyraża sceptycyzm wobec krajowego systemu kościołów wspieranych przez państwo oraz sprzeciwia się wysokiemu statusowi społecznemu i politycznemu przywódców religijnych, postulując ograniczenie roli religii na arenie publicznej. Podobnie francuski RN przyjmuje skrajną formę publicznego sekularyzmu czy laickości.

Ani AfD, ani RN nie wykazują zainteresowania konserwatywną agendą społeczną w takich kwestiach, jak małżeństwa osób tej samej płci czy aborcja. W istocie liderzy partii populistycznych często wprost deklarują, że chrześcijaństwo, za którym się opowiadają, nie jest religijne, lecz kulturowe lub tożsamościowe, i odrzucają perspektywę wpływu doktryny chrześcijańskiej na ich partie. Pod pewnymi kluczowymi względami w Stanach Zjednoczonych jest inaczej, jednak administracja Trumpa podzielała tendencję europejskich rządów do stawiania postaci niereligijnych lub populistycznych ponad osobistościami religijnymi. Większość duchowych przywódców miała niewielki dostęp do Białego Domu Trumpa i chociaż utrzymywał on ewangelicką Radę Doradczą ds. Wiary (Faith Advisory Board), rozmówcy Cremera sugerują, że był to strategiczny wysiłek mający na celu ograniczenie krytyki religijnej, a nie wyraz rzeczywistego pragnienia wprowadzenia chrześcijańskiego programu politycznego. W administracji Trumpa skrzydło Steve’a Bannona było większe niż skrzydło Mike’a Pence’a (a obecne napięcia między kampanią Trumpa a ruchem pro-life sugerują, że niewiele się zmieniło). Podobnie w AfD i RN chrześcijańscy członkowie są marginalizowani, podczas gdy świeckie, ateistyczne lub neopogańskie grupy mają większe wpływy w obu partiach.

Immunitet religijny

.Wywiady z przywódcami religijnymi pokazują, że relacje między religią a prawicowym populizmem są chłodne. W Niemczech przywódcy katoliccy i protestanccy konsekwentnie i otwarcie krytykują AfD, ustanawiając silne społeczne tabu przeciwko popieraniu populistów przez członków swoich wspólnot. Do niedawna francuski Kościół katolicki również bez wahania potępiał RN, odmawiając wręcz sakramentów niektórym politykom tej partii. Cremer uważa, że silne społeczne tabu przeciwko uczestnictwu w populistycznej polityce, ustanowione przez przywódców religijnych, wynika z faktu, że katolicy i protestanci w tych krajach historycznie wykazywali niskie poparcie dla tych partii, co zdaje się świadczyć o efekcie „odporności religijnej”.

Na początku prawyborów w 2016 roku efekt ten był widoczny również w Stanach Zjednoczonych. Kilku wybitnych przywódców religijnych ogłosiło, że Trump jest nieodpowiednim kandydatem na urząd, a w prawyborach republikanie uczęszczający do kościoła znacznie rzadziej popierali Trumpa niż religijnie niezaangażowani członkowie partii. Jednak do czasu wyborów powszechnych wyborcy religijni stali się jednymi z jego najbardziej lojalnych zwolenników. Cremer wskazuje kilka przyczyn tego zwrotu. Po pierwsze, lojalność partyjna – religijne poparcie dla Partii Republikańskiej było zbyt głęboko zakorzenione, aby nominacja zdecydowanie niereligijnego kandydata mogła nią zachwiać. Po drugie, brak alternatywy – w systemie dwupartyjnym jedynym poważnym kontrkandydatem była Partia Demokratyczna ze świecką postawą i społecznie liberalną platformą polityczną, które były całkowicie nie do przyjęcia dla wielu religijnych wyborców. Po trzecie, Trump nawiązał współpracę z przywódcami ewangelikalnymi i podjął zobowiązania polityczne, które przemawiały do prawicy religijnej. Po czwarte, z powodu rozproszonej i niehierarchicznej natury amerykańskich kościołów brakowało przywódców religijnych o wystarczających zdolnościach i wpływach, aby przeciwstawić się prawicowemu ruchowi populistycznemu, tak jak to zrobili duchowni we Francji i Niemczech. Połączenie tych czynników osłabiło efekt „immunitetu religijnego” w Stanach Zjednoczonych.

Ostatecznie Cremer postuluje europeizację amerykańskiej polityki, w której podziały społeczne w mniejszym stopniu wiążą się z ekonomią czy moralnością, a w większym zwartością tożsamości narodowej i kulturowej. Tę zmianę oddają słowa socjologa Erica Kaufmanna: „W czasach Busha europejscy obserwatorzy postrzegali amerykańską politykę jako na wskroś obcą. Do 2016 roku stała się ona doskonale znajoma”. Amerykańscy analitycy mieli trudności z postawieniem trafnej diagnozy, ponieważ myśleli w kategoriach walk klasowych i wojen kulturowych, które przestają być aktualne. Aby lepiej zrozumieć naszą sytuację polityczną, powinniśmy spojrzeć za ocean.

Postreligijna prawica

.Szukając odpowiedzi na pytanie, „jak znaleźliśmy się w tym miejscu”, w kontekście przypadku amerykańskiego Cremer stwierdza, że Trump – a szerzej styl polityki, który reprezentuje – nie zdobył władzy dzięki religijnej prawicy, ale raczej dzięki prawicy postreligijnej. Jego prezydenturę umożliwił proces sekularyzacji, który prawica religijna od dawna usiłuje zwalczać. Koalicję Trumpa należy raczej postrzegać jako sojusz między prawicą religijną i postreligijną, przy czym ta pierwsza odgrywa rolę młodszego partnera. Wbrew temu, co można by sądzić, chrześcijańska symbolika eksponowana w takich populistycznych wydarzeniach, jak wiece MAGA czy szturm na Kapitol 6 stycznia, nie wskazuje na odrodzenie zradykalizowanej prawicy religijnej, ale na wzrost znaczenia prawicy rozmytej przez świeckie wpływy. Takie podejście oferuje ważną korektę redukcjonistycznych opisów chrześcijańskiego nacjonalistycznego monolitu, które zdominowały badania w tej dziedzinie.

Wprawdzie teoria Cremera znacznie ułatwia zrozumienie zadziwiających wydarzeń politycznych ostatniej dekady, lecz w niewielkim stopniu uwzględnia dowody na przynajmniej częściowe pokrywanie się religijnej i populistycznej prawicy. Analityk danych religijnych Ryan Burge wykazał, że w 2016 roku w republikańskich prawyborach 44 proc. osób uczęszczających do kościoła raz w tygodniu lub częściej głosowało na Trumpa, a nie na kandydatów ewangelickich, takich jak Ted Cruz. Nie jest to bynajmniej wyraz nagany – można by rzec, że liczby te świadczą wręcz o jawnym poparciu. Postacie o niepodważalnym umocowaniu religijnym, na przykład Eric Metaxas, okazały się zagorzałymi zwolennikami Trumpa, podczas gdy centroprawicowi ewangelicy, jak David French i Tim Albert, ubolewają nad przenikaniem ideologii MAGA do ich wspólnot religijnych. Najwyraźniej dla wielu Amerykanów napięcie między ich religijnymi zobowiązaniami a populistyczną polityką jest łatwe do pokonania.

Z drugiej strony prawica religijna ma na koncie niejedno wyraźne zwycięstwo polityczne, odniesione dzięki sojuszowi z populistyczną prawicą. Święty Graal religijnych konserwatystów w postaci uchylenia wyroku w sprawie „Roe przeciwko Wade” nie urzeczywistniłby się, gdyby religijny elektorat nie poparł Trumpa w wyborach powszechnych w 2016 roku. Fakty te sugerują istnienie opcji niedostępnej we Francji czy Niemczech, gdzie cotygodniowa frekwencja na nabożeństwach jest jednocyfrowa, ale być może możliwej do zrealizowania w Stanach Zjednoczonych – populistycznej prawicy religijnej. Populistyczny styl polityczny nie jest sprzeczny ani z zaangażowaniem religijnym, ani z konserwatyzmem społecznym, a granice społeczne można wytyczyć w odniesieniu do religii i moralności równie łatwo, jak w odniesieniu do miejsca urodzenia czy tożsamości etnicznej.

Jesse Smith
Tekst ukazał się w nr 59 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 stycznia 2024
Fot. Tom BRENNER / Reuters / Forum