Włosi ustawowo uregulują uprzejmość

Projekt ustawy w sprawie instytucjonalizacji uprzejmości został złożony we włoskim parlamencie. Propozycja została zaprezentowana jeszcze przed Światowym Dniem Uprzejmości.
Czym są uprzejmości dla Włochów?
.Uprzejmości jest też aktem politycznym, potrzebny jest akt prawny w tej sprawie – powiedziała przewodnicząca Włoskiego Ruchu na rzecz Uprzejmości Natalia Re. Poinformowała, że projekt ustawy został złożony w parlamentu w Rzymie.
Wyjaśniła: – Jego celem jest to, by uznać uprzejmość za jeden ze wskaźników Instytutu Statystycznego, mierzący sprawiedliwy i zrównoważony dobrobyt we Włoszech. Wskaźniki te obejmują aspekty społeczne, kulturowe i środowiskowe, a nie tylko ekonomiczne w ocenie postępu kraju.
– Wprowadzając uprzejmość jako jeden z tych wskaźników Włochy wystosowałyby mocny sygnał świadczący o zobowiązaniu na rzecz budowy społeczeństwa bardziej inkluzywnego, okazującego szacunek i solidarnego podkreślając znaczenie codziennych zachowań, które przyczyniają się do poprawy wspólnego życia – oświadczyła Natalia Re, cytowana przez Ansę.
Projektowi towarzyszą dwa teksty. Pierwszy z nich, skierowany do oświaty jest apelem o promowanie uprzejmości jako metody edukacyjnej i narzędzia zapobiegania zjawisku przemocy rówieśniczej, także w internecie. Drugi tekst to odezwa do świata pracy i publicznej administracji na rzecz środowisk zawodowych, w których będzie panował klimat życzliwości, wolny od molestowania i dyskryminacji.
Autorzy inicjatywy ustawodawczej opracowali także Kartę Sześciu Wartości Uprzejmości jako wskazówek dla polityki, zarządzania służbami społecznymi i promocji kultury. Te wartości to szacunek, słuchanie, solidarność, sprawiedliwość, cierpliwość i hojność. Szefowa ruchu argumentuje, że choć uprzejmość jest powszechnie interpretowana jako pojęcie społeczne i psychologiczne, to ma także wpływ na gospodarkę.
– Choć nie jest od razu widoczna i możliwa do zmierzenia przy użyciu tradycyjnych narzędzi ekonomicznych, to według różnych badań wpływa na produktywność, dobrostan jednostki, a także nawet na gospodarkę kraju i PKB – wyjaśniła Natalia Re.
W trosce o relacje międzyludzkie
.Absolutnie niewystarczające jest proste zabieranie im smartfona i dostępu do komputera. Cyfrowy detoks musi zostać starannie przygotowany i przemyślany. Niezbędne jest też wsparcie dla osób, które się go podejmują, i dawanie dobrego przykładu przez niespędzanie w szczególności całego wolnego czasu przed komputerem czy telefonem, lecz poświęcanie go rodzinie – pisze prof. Michał KLEIBER na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.
Jechałem ostatnio tramwajem otoczony grupą kilkunastu ludzi, nie tylko młodych, i stwierdziłem ze zdumieniem, że literalnie wszystkie te osoby były nieustannie wpatrzone w swoje smartfony, często nie rezygnując z tego nawet przy wysiadaniu. Wielu bezkrytycznych użytkowników internetu z pewnością uważa, że w takich zachowaniach nie ma nic złego, bo internet to przecież najlepsze źródło informacji i zdobywania wiedzy, pozwalające na skuteczne rozwijanie w świecie cyfrowym swoich zainteresowań i pasji. Osoby te powołują się na przykład na to, żepodczas korzystania z sieci odczuwają spokój odrywający je od codziennych kłopotów oraz zdobywają ciekawe nowe informacje.
Wbrew takim stwierdzeniom sytuacja jest jednak daleka od jednoznaczności, a korzyści są niestety tylko jednym obliczem cyfrowego świata. Nieustanne korzystanie z urządzeń elektronicznych przez tak wiele osób budzi coraz powszechniejsze przekonanie o pilnej potrzebie zmian w naszych zachowaniach, a niekiedy wywołuje nawet przerażenie konsekwencjami serfowania.
Ponad połowa internautów, także znaczna część tych doceniających korzyści, twierdzi bowiem, że czuje się przytłoczona cyfrowym światem i wręcz traci w sieci poczucie normalności swego życia. Permanentna obecność w sieci najgorsze skutki przynosi zaś wielu użytkownikom nastoletnim, twierdzącym, że od korzystania ze smartfonów mają zawroty głowy i niedosypiają, bo nie potrafią zrezygnować z cyfrowego świata nawet w nocy. Aż 3/4 uczniów polskich szkół przyznaje, że im i ich rodzinom przydałby się czas bez dostępu do internetu, choć paradoksalnie nie zmieniają swoich sieciowych działań.
W kontekście problemu nadmiernego korzystania z internetu za zmianę prawdziwie rewolucyjną uznać należy pojawienie się smartfonów, powodujących, że internet zaczął towarzyszyć wszystkim naszym czynnościom. Okazało się to przełomem nie tylko technologicznym, ale i kulturowym. Do popularności smartfonów przyczyniły się aplikacje: programy, które w łatwy i atrakcyjny sposób umożliwiają zaspokajanie różnych potrzeb w dowolnym momencie i sprowadzają na drugi plan telefoniczną funkcję urządzenia. Niełatwo w to uwierzyć, ale na rynku jest dzisiaj dostępnych ok. 9 mln różnych aplikacji mobilnych. Jak pokazują sondaże, statystyczny użytkownik smartfona ma w swym urządzeniu kilkadziesiąt aplikacji, a ich przeglądanie zajmuje mu ok. 90 proc. czasu obecności w sieci.
Dla wielu ludzi wręcz trudne stało się dzisiaj odróżnianie rzeczywistości cyfrowej od realnej. Uczniowie i studenci, mając ze sobą na lekcjach bądź wykładach smartfony lub laptopy, mają na przykład dużą trudność z odpowiedzią na pytanie, ile czasu spędzili na uważnym słuchaniu wykładowców, a ile na równoczesnym przeglądaniu mediów społecznościowych lub na oglądaniu memów. Na szczególne ryzyko wystawieni są ludzie młodzi, a liczne badania jednoznacznie wskazują na przykład, że uzależnieni od sieci studenci osiągają znacząco gorsze wyniki w nauce. Nie inaczej jest jednak także z osobami dorosłymi, zwłaszcza pracującymi w trybie zdalnym.
Powiedzmy więc dobitnie, że kłopoty związane z patologicznym uzależnieniem od internetu (ang. internet addiction disorder), polegające na nałogowym wykorzystywaniu internetu, a mediów społecznościowych w szczególności, w istotny sposób zmieniają zasady normalnego życia. Powszechny dostęp do internetu sprawił bowiem, że do świata wirtualnego możemy przenieść się w dowolnym miejscu i czasie.
Jesteśmy świadomi, że przez całą dobę docierają do nas powiadomienia z portali społecznościowych, nowe wiadomości z komunikatorów oraz cała masa informacji w formie artykułów, podcastów i filmów. Pojawia się zatem strach, że coś może nas ominąć, gdy nie będziemy online. Takie uzależnienie od internetu określane jest jako syndrom FOMO (ang. fear of missing out), który może powodować pogłębienie psychicznej zależności od korzystania z sieci. Uzależnienie od internetu definiowane jest często jako dysfunkcjonalny system zachowań związanych z korzystaniem z internetu, czego rezultatem jest utrata kontroli nad czasem i sposobem korzystania z internetu oraz znaczące pogorszenie funkcjonowania w środowisku społecznym, zawodowym i innych istotnych obszarach życia.
Prowadzona w Wielkiej Brytanii szeroka debata na temat zagrożeń internetowych dla dzieci pokazała dwie główne charakterystyki problemu. Pierwsza to fakt, iż w rozwiniętych krajach praktycznie wszystkie dzieci po ukończeniu ok. 12 lat mają dzisiaj smartfony i aktywnie z nich korzystają przez parę godzin dziennie. Druga cecha to statystycznie wykazane znaczne pogorszenie u dzieci stanu zdrowia psychicznego, prowadzące do częstych depresji, a nawet do samobójstw. Badania wykazują ścisłe powiązanie tych czynników – zarówno powszechność smartfonów, jak i wyraźne pogorszenie stanu zdrowia dzieci rozpoczęły się ok. 10 lat temu i od tego czasu ta zależność jest coraz bardziej widoczna. Stwierdzono, że istnieje wyraźna zależność między czasem korzystania ze smartfona a stanem zdrowia – im dłużej dziecko przegląda internet, tym większe są tego niekorzystne konsekwencje zdrowotne. W dodatku wykazano, że choćby tylko tygodniowa rezygnacja z przeglądania internetu owocuje zmniejszeniem częstotliwości występowania stanów depresyjnych.
Opublikowane studium badaczy z Uniwersytetu w Hongkongu, którzy wzięli pod lupę przedstawicieli 31 krajów z 7 regionów świata, odsetek „siecioholików” szacuje na 6 proc., co przy obecnej liczbie internautów na świecie wynoszącej ponad 5,5 mld daje ok. 330 mln osób uzależnionych od internetu. Dla zobrazowania skali problemu warto porównać go ze statystykami dotyczącymi narkomanii, czyli uzależnienia traktowanego jako poważne zagrożenie. Według ONZ z nielegalnymi środkami odurzającymi ma kontakt od 3,5 do 7 proc. populacji świata, mamy więc do czynienia z podobnymi rozmiarami problemu – cały tekst [LINK].
PAP/ Sylwia Wysocka/ LW


