„Wyzwolenie” Wyspiańskiego po 123 latach od premiery w Teatrze Słowackiego w Krakowie

„Wyzwolenie” jest o wspólnocie, o zbiorowości – wskazują twórcy inscenizacji dramatu Wyspiańskiego w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Sztuka pojawi się na scenie w przypadającą w sobotę 123. rocznicę prapremiery, jako ostatnia część tryptyku reżyserowanego przez Maję Kleczewską.
Wyspiański „był niesłychanie odważny w eksploracji przygód nowoczesnego społeczeństwa”
.Siła to wy!” i „Jestem w każdym człowieku, żyję w każdym sercu” – fragmenty wypowiedzi Konrada – stały się mottem najnowszej adaptacji „Wyzwolenia”. W uważanym za najtrudniejszy i najmniej zrozumiały dramat Wyspiańskiego twórcy inscenizacji widzą przede wszystkim opowieść o polskim narodzie.
– To jest tekst o wspólnocie, o zbiorowości. (…) Konrad to jest pewien stan umysłu, to jest stan osoby, która zadaje sobie nieustannie pytanie, jest w procesie niezgody na to, co jest, i próbuje przeformułować swoją świadomość, ale też rzeczywistość – zaznaczyła podczas próby medialnej przed premierą reżyserka Maja Kleczewska.
Na scenie postać bohatera została rozpisana na wiele postaci, by podkreślić, że dramat nie jest „indywidualną podróżą bohatera po meandrach jego wątpliwości”, ale „procesem zbiorowym”. Twórczyni przypomniała, że Konrad „chce dokonać cudu”, przemieniając całą rzeczywistość.
– My wierzymy, że ta zbiorowość ma taką możliwość, umiejętność jakiejś samoregulacji, że ona dojrzewa, że ona się tworzy, przez wątpliwości i pytania sama się rozwija i staje się jakimś niezwykłym tworem – przyznała Maja Kleczewska. Zwróciła jednocześnie uwagę, że nowych fundamentów dla narodu Konrad u Wyspiańskiego szuka jednak nie w tradycji chrześcijańskiej i polskiej historii, ale w antyku. – On szuka polskiego Edypa, polskiej Antygony, zaczepienia w micie antycznym – podkreśliła.
Zwróciła też uwagę, że Wyspiański w centrum sztuki umieścił scenę Teatru Słowackiego, na której w sztuce zrealizować ma się zamysł bohatera.
– Rozumiem to jako podróż do wielkiego marzenia, a takie podróże nie są proste. I to wyobrażenie, że tu i teraz, w tym teatrze, na tych deskach stanie się cud, jest taką właśnie niebezpieczną koncepcją: chcemy czegoś niemożliwego i w gruncie rzeczy lądujemy w poczuciu katastrofy czy klęski – przyznała Kleczewska, dodając, że samo pragnienie wyrwania się z jakichś okowów, czyli tytułowe „Wyzwolenie”, jest wieloznaczne i każdy powinien je sam odczytać.
Dyrektor Teatru Słowackiego Krzysztof Głuchowski, który w spektaklu zagra rolę Reżysera, odczytuje ten tekst jako „największe w historii oskarżenie Polaków jako narodu”.
– Wiemy, że „Wyzwolenie” jest zaszyfrowane, że każdy ma swoją interpretację, że każdy szuka czegoś innego, każdy widzi co innego, ale jedno jest pewne: to jest oskarżenie. To jest gorzka diagnoza – podkreślił. Zauważył jednocześnie, że zabieg umieszczenia przez Wyspiańskiego teatru w teatrze demaskuje tę historię, pokazując, że „niekoniecznie tak musi być”.
– Wierzę głęboko, że widz może przeżyć katharsis w tym teatrze, oglądając to „Wyzwolenie”. Ono musi być mocne, nie może być letnie, lekkie, przeinscenizowane, musimy wysłuchać tego wszystkiego, co chciał powiedzieć Wyspiański – zaznaczył.
Dramaturg Grzegorz Niziołek podczas próby medialnej stwierdził, że Wyspiański „był niesłychanie odważny w eksploracji przygód nowoczesnego społeczeństwa”.
Premiera „Wyzwolenia” jest ostatnią częścią tryptyku, po wcześniejszych premierach „Dziadów” i „Wesela”
.Dla mnie ta sztuka jest sztuką niebezpieczną – powiedział, dodając, że pokazuje podróż, której wynik nie jest wcześniej znany. – Wydarza się wszystko, co nie zostało zaplanowane, a to, co zostało zaplanowane, się nie udaje i w pewnym sensie staje się katastrofą. To, co się pojawia, przybiera kształty bardzo dziwne, nieraz groźne – podkreślił. Zwrócił też uwagę, że kojarzone na ogół pozytywnie hasło „wspólnota” może oznaczać też coś groźnego i wyniszczającego wobec członków, historii i tradycji.
Premiera „Wyzwolenia” jest ostatnią częścią tryptyku, po wcześniejszych premierach „Dziadów” i „Wesela” reżyserowanych także przez Maję Kleczewską. Scena w ten sposób powtórzyła gest Wyspiańskiego, który ponad 120 lat temu w tej samej kolejności zaprezentował te trzy dramaty właśnie na scenie Teatru Słowackiego.
Kleczewska pytana o nawiązania do poprzednich sztuk wskazała, że „Wyzwolenie” jest zarówno autonomicznym spektaklem, jak również sztuką zakorzenioną w dwóch poprzednich, które „cały czas żyły w umyśle autora”. Z „Dziadami”, wskazała, łączy je główny bohater, natomiast „Wesele” przenika charakterystycznym rytmem i poezją.
Do inscenizacji „Dziadów” i „Wesela” odniosła się odpowiedzialna za choreografię Kaya Kołodziejczyk. – Nasza warstwa ruchowa po części nawiązuje do tych dwóch wcześniejszych spektakli, łącząc się w trylogię. Mając na uwadze muzykę i cały pomysł „wspólnotowy”, oscylujemy w ruchu wokół bycia razem, respektowania mikroruchów, które są całkowicie inne niż w „Weselu”, całkowicie inne niż w „Dziadach”, ale są powidokiem tych wcześniejszych spektakli – wskazała.
W spektaklu grają Tomasz Augustynowicz, Mateusz Bieryt, Sara Bieryt, Lidia Bogaczówna, Krzysztof Głuchowski, Dorota Godzic, Mateusz Janicki/Paweł Smagała, Agnieszka Judycka-Cappuccino, Marcin Kalisz, Karolina Kamińska, Karolina Kazoń, Martyna Krzysztofik, Tomasz Międzik, Wojciech Skibiński, Natalia Strzelecka, Anna Syrbu, Rafał Szumera, Marta Waldera, Tomasz Wysocki, Katarzyna Zawiślak-Dolny.
Premiera „Wyzwolenia” w reżyserii Mai Kleczewskiej odbędzie się w sobotę, 28 lutego, na Dużej Scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
Stanisław Wyspiański. Mit, tradycja, historia
.„Dramatem dla mnie jest jedna chwila, jeden dzień – inaczej dramatu nie rozumiem, i jeśli akcja się nie odbywa w jeden dzień, mam zawsze jakieś wrażenie niekompletności, opóźnienia, obrazowania, które mię drażni, złości i które rad bym wykreślał”, pisał Stanisław Wyspiański w jednym z listów do Rydla – przypomina Iwona E. RUSEK
Ipisał prawdę, bowiem akcja analizowanych w niniejszym tomie dramatów (Wesele, Warszawianka, Noc Listopadowa), rozgrywa się w tej „jednej chwili”, w symultaniczności zdarzeń, która poprzez swoją dynamikę pcha akcję do przodu, a jednocześnie ukazuje charaktery w całej ich krasie.
Tą jedną chwilą jest zazwyczaj noc: pora obrzędów, nierzadko śmierci, prawie zawsze transformacji. Nocą bezpieczna przestrzeń staje się złowrogą terra incognita, ludzie odsłaniają swoje okrutne oblicza, a demony mogą bezkarnie wyrządzać zło. Ale nocą dzieje się też wielka i mała historia, rzucone w ziemię ziarno przeistacza się w roślinę, a człowieczy duch dojrzewa do czynu. Co istotne, noc zyskuje w dramatach Wyspiańskiego także rysy bóstwa, boskiej siły, która igrając z ludzkim losem, staje się dawczynią życiodajnej mocy. Bo Wyspiański pojmuje bóstwo nie tylko jako emanację praw przyrody, lecz także jako uosobienie wartości czy pojęć. Dobro, zło, piękno – to siły/bóstwa, bez których niemożliwe jest jakiekolwiek istnienie, także istnienie sztuki. A „tego, co nazywamy sztuką nie można się nauczyć”, bo o tym nie piszą w żadnych książkach, jedyną zaś księgą, w której można o tym czytać, jest sama natura. Dlatego by tworzyć, trzeba czuć prawdziwie siebie i świat; trzeba choć raz zajrzeć w oczy człowiekowi wojującemu, aby zrozumieć, na czym zasadza się idea tak wielka, że przekraczająca wszystko, co można objąć rozumem. Gdyż sztuki u Wyspiańskiego nie tworzy ani rozum, ani książka, lecz coś zgoła innego. Tym czymś jest imaginacja.
To ona właśnie pozwala w umyśle, duszy oraz sercu tworzącego zbudować kompletne uniwersum. Świat imaginacji, z jakim obcujemy przy każdym dziele poety, jest efektem jego wytężonej pracy duchowej, nieustających poszukiwań i prób dotarcia do tajemnicy rzeczy. Ale jest to także świat wielkich namiętności i wielkich charakterów. Bez tego wszystko, o czym pisze Wyspiański, nie miałoby gorączkowego rytmu, szalonych porywów uczuć i bohaterów, którzy w swoich sercach toczą walkę nie tylko ze złem otaczającego świata, lecz przede wszystkim sami ze sobą. Wyspiański-autor także zmaga się z rzeczywistością, a przede wszystkim nieustannie toczy bój sam ze sobą – o siebie. W tej walce stawka idzie o świadomość Wyspiańskiego jako człowieka i jako (s)twórcy, albo najdokładniej rzecz ujmując – człowieka-twórcy. Świadome życie, które postuluje prywatnie i na scenie, ma jeden cel i jedno przeznaczenie, a mianowicie doskonalenie własnego ducha. Tylko duch bowiem ożywia materię i tylko duch może dzięki tej materii tworzyć w świecie, w którym przyszło mu istnieć.
Wyspiański miał świadomość własnych ograniczeń, które wynikały u niego nie tylko z kondycji ludzkiej, lecz także z sytuacji, w której się znalazł: był śmiertelnie chory i zdawał sobie sprawę, że nie ma zbyt wiele czasu. Jednocześnie był przekonany, że wraz ze śmiercią życie się nie kończy. Jego życie także.
Żyję teraz ogromnie szerokiem wewnętrznem życiem, ale jestem szalenie smutny i nie będę już nigdy inny póki żyję – a i później wiem że także żyć będę i ciekawy jestem tego życia „później”.
Nie ma w tych słowach rozpaczy, jest za to czujna obecność, za którą kryje się u Wyspiańskiego wyczulenie na każdy fałsz, wrażliwość na każde słowo, wreszcie zachłanne dążenie do prawdy totalnej i sztuki absolutnej. Tą jest dla artysty dramat. „Dramat był zawsze moim marzeniem” – wyznawał na kartach listu do przyjaciela i dodawał: „bo, jeśli można się tak kochać, to ja kochałem się w scenie”. Trzeba w tym miejscu dodać, że poeta nie tylko kochał się w scenie, ale też doskonale rozumiał jej prawidła, choć jak powiedział: „ja o dramatach nic nie czytałem”, a mimo to „czuję co jest dramat”. Czucie, ta podstawowa w romantyzmie kategoria poznawcza, staje się u Wyspiańskiego narzędziem gnoseologicznego procesu twórczego. W procesie tym chodzi o wyjście poza codzienność i skupienie się na poszukiwaniu uniwersalnej prawdy oraz uniwersalnych zasad. Te skupiają w sobie mit – sekretny język, jakim nadprzyrodzone siły porozumiewają się z ludźmi. Wyspiański czerpie z tego języka pełnymi garściami nie tylko dlatego, że od dzieciństwa karmił swoją wyobraźnię mitycznymi opowieściami, lecz także dlatego, że język ten umożliwiał mu zrozumienie wszystkiego, co składało się na życie ludzkie i człowieczy los. W tym sensie mit jest u Wyspiańskiego opowieścią o misterium egzystencjalnym; opowieścią o wiecznym stawaniu się i zanikaniu światów oraz o prawdzie, jaka spoczywa na dnie każdej duszy, która w świecie przejawia się poprzez akty woli przedmiotowego na wskroś ciała.
To, co należy do wszystkich bez mała wspólnot oraz do każdego człowieka, wypowiada się w micie poprzez obrzęd.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/iwona-e-rusek-stanislaw-wyspianski-mit-tradycja-historia/
PAP/MB








