
Jakim prezydentem będzie Karol Nawrocki?
Pora zdać sobie sprawę, że geopolityczne interesy Polski i europejskich mocarstw są często bardzo rozbieżne, a Francji, Niemcom czy tym bardziej Rosji wcale nie zależy na silnej Polsce. Niemcy z pewnością wolą widzieć w Polsce swoje „gospodarstwo pomocnicze” i blokować nasze możliwości rozwojowe, wykorzystując różnorakie mechanizmy, czego przykładów ostatnio mamy aż nadto. Silny prezydent Polski może być im nie na rękę – pisze prof. Piotr CZAUDERNA
„Tylko liche charaktery uginają się pod prześladowaniem, zacni ludzie nabierają jeszcze więcej hartu i jeszcze mocniej przywiązują się do swych ideałów”.
Feliks Koneczny (1862–1949)
.Myślę, że orędzie prezydenta po jego zaprzysiężeniu przed polskim Zgromadzeniem Narodowym pozwala rzucić nieco światła na pytanie: jakim prezydentem będzie Karol Nawrocki. Już w pierwszych słowach prezydent odwołał się do narodu jako władzy zwierzchniej w Rzeczypospolitej, stanowiącej dobro wspólne, a więc przytoczył wprost artykuły pierwszy i czwarty Konstytucji RP. To bardzo symptomatyczne. Orędzia poprzednich prezydentów zaczynały się na ogół od osobistych odczuć: podziękowań oraz wyrazów radości i wzruszenia (Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Andrzej Duda w I kadencji). Natomiast w swojej II kadencji prezydent Andrzej Duda zaczął nieco podobnie, od przywołania woli narodu, która stanowi prapoczątek każdej władzy.
Warto zastanowić się w tym miejscu, z czego wypływa bardzo mocny mandat Prezydenta RP i jakie są źródła jego prerogatyw. Są nimi nie tylko zapisy konstytucji, ale i składana przed Zgromadzeniem Narodowym przysięga, w której prezydent zobowiązuje się do dochowania wierności postanowieniom konstytucji, strzeżenia niezłomnie godności narodu, niepodległości i bezpieczeństwa państwa oraz kierowania się dobrem ojczyzny i pomyślnością obywateli. Przy okazji warto przypomnieć, że zarówno Aleksander Kwaśniewski, jak i Bronisław Komorowski popełnili błędy w czasie składania przysięgi prezydenckiej, zmieniając jej słowa czy nawet używając słowa, którego nie ma w polskim języku – chodzi o „dobrość”.
Źródłem tego wyjątkowo silnego mandatu Prezydenta RP jest także fakt, że jest to jedyna funkcja w polskim systemie politycznym, która pochodzi z publicznego wyboru, a prezydent Karol Nawrocki uzyskał drugi w historii III RP wynik pod względem liczby głosów wyborców: ponad 10,6 miliona. Nieco więcej (o 16 000) uzyskał jedynie Lech Wałęsa w roku 1990, kiedy to pokonał w II turze Stana Tymińskiego.
Prezydent Karol Nawrocki w kolejnych słowach podziękował tym, którzy mimo że głosowali na jego kontrkandydata, wzięli udział w demokratycznym akcie wyborczym. Jako chrześcijanin ze spokojem i z głębi serca wybaczył swoim politycznym przeciwnikom całą pogardę i wszystko to, co działo się w czasie wyborów. Te słowa cieszą, ponieważ do istotnych zadań prezydenta musi należeć podjęcie próby zażegnania wyniszczającego Polskę konfliktu politycznego. Pisałem o tym wielokrotnie, przywołując słowa św. Jana Pawła II, wzywające do pracy nad uspokojeniem umysłów, zmniejszeniem napięć, przezwyciężeniem podziałów oraz uzdrowieniem ran zadawanych sobie wzajemnie.
Niestety, obserwacja niedawnych zachowań premiera polskiego rządu, Donalda Tuska, jego reakcji w trakcie orędzia, nie wskazuje, aby było to łatwe zadanie. Wystarczy przywołać komentarz Jana Rokity (który zna Tuska jak mało kto) dotyczący wiecu premiera w Pabianicach. Premier określił tam swoich zwolenników jako armię, która ma założyć pancerze, wziąć tarcze i miecze i bić się przeciw wrogom, którzy gdzieś tam są, jest ich wielu i nie zostali pokonani, a stanowią samo zło. Problem w tym, że ci niedookreśleni wrogowie to ponad 50 procent wyborców. Takie stawianie sprawy z użyciem wielkich kwantyfikatorów oraz sprowadzanie normalnej w demokracji różnicy zdań i odmiennych politycznych wizji do wielkiej bitwy dobra ze złem jest moralnym nadużyciem i budzi mój głęboki sprzeciw.
.Prezydent Karol Nawrocki wskazywał też na konieczność wytężonej pracy dla dobra wspólnego i na potrzebę realizacji wielkich planów, wielkich inwestycji. Jak trafnie powiedział, należy obudzić aspiracje narodu polskiego, bo nie możemy już być „gospodarstwem pomocniczym” naszych zachodnich sąsiadów czy całej Unii Europejskiej. Myślę, że realizacji tego planu oczekuje większość Polaków, na co wskazują sondaże opinii publicznej na temat budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego oraz elektrowni jądrowej. Zresztą odczucie to potwierdził w pewien sposób rząd Donalda Tuska, gdyż już następnego dnia po zaprzysiężeniu pojawiły się wypowiedzi jego ministrów i jego samego, że rząd jest może trochę słabszy od przeciwników politycznych w opowiadaniu o tym, co zamierza zrobić, ale za to ludzie, zespoły, firmy i wszyscy zaangażowani w projekty są za to dużo, dużo lepsi w robocie. Premier stwierdził wręcz, że „można szprychy namalować na papierze, a można modernizować i budować nowe linie kolejowe z takim rozmachem, z jakim my to robimy”. Moje wiadomości z kręgu wielu osób powiązanych z budową CPK pokazują, że wypowiedzi te jednak mijają się z prawdą.
Oprócz tego prezydent Karol Nawrocki mówił o polskiej praworządności, której kryzys systematycznie się pogłębia, co zresztą dobitnie uwidoczniło zamieszanie wokół zaprzysiężenia prezydenta (w czym miało swój udział wielu znanych prawników) i próby podważenia wyników wyborów podjęte przez niektóre środowiska. Bardzo mocno podkreślił, że dzisiejsza Polska nie jest na drodze praworządności. Nic dziwnego, że ta część wypowiedzi spotkała się z okrzykami „Konstytucja! Konstytucja!”, wznoszonymi tym razem przez prawą połowę sali sejmowej. Przypomniał również, że władza sądownicza jest tylko jedną z trzech władz w polskim systemie demokratycznym. W polskim dyskursie politycznym bardzo często, i wielu przypadkach celowo, pomija się monteskiuszowską zasadę trójpodziału władz i to, że to władza ustawodawcza, a nie sami sędziowie, odpowiada za stanowienie prawa. Właśnie to gwarantuje wzajemną równowagę pomiędzy władzą wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą. Jak to opisał w traktacie O duchu praw sam Monteskiusz, dopiero taki podział zapobiega pojawieniu się władzy despotycznej, gdyż te trzy ośrodki wzajemnie się kontrolują.
Reakcja polskiego premiera, która pojawiła się następnego dnia, nie budzi specjalnego optymizmu. Jak powiedział Donald Tusk: „Wszędzie tam, gdzie prezydent będzie chciał przeszkadzać, zobaczy, na czym polega reguła konstytucyjna, kto rządzi w kraju”, i zapowiedział, że będzie w tej kwestii bezwzględny. Tymczasem artykuł 7. konstytucji, mówiący o tym, że władze muszą działać na podstawie i w granicach prawa, jest regularnie łamany, co prezydent dobitnie podkreślił w swoim orędziu. Oby zapowiedź powołania rady do spraw naprawy ustroju państwa z udziałem przedstawicieli wszystkich środowisk politycznych i akademików doprowadziła do koniecznego dialogu i stała się zaczątkiem naprawy ustroju Rzeczypospolitej. Nowy prezydent wskazał na konieczność naprawy polskiego państwa i wezwał do rozpoczęcia prac nad nową konstytucją.
Na koniec swojego przemówienia prezydent przypomniał całość polskiej tradycji Ojców Niepodległości, odwołując się do Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Wincentego Witosa, Wojciecha Korfantego oraz Ignacego Daszyńskiego, łącząc w ten sposób różne wątki polskiej polityki i tradycji. Końcowe słowa orędzia wybrzmiały bardzo mocno: „Największy wirtuoz z puli Ojców Niepodległości, Ignacy Paderewski, z właściwą sobie gracją dodawał, że walczyć trzeba z tymi, którzy naród pchają do upadku i upodlenia. Niech Bóg błogosławi Polsce, niech żyje Polska”.
Orędzie Karola Nawrockiego w Sejmie wypadło naprawdę znakomicie, co przyznaje nawet część oponentów prezydenta. Swoiste uzupełnienie do orędzia stanowiła homilia arcybiskupa Adriana Galbasa, wygłoszona w katedrze św. Jana. Przywołał on w niej preambułę Konstytucji 3 maja z 1791 r. Intencje, które przyświecały jej twórcom, powinny mieć dla nas znaczenie także dziś. Los i dobro Polski zależą od wszystkich obywateli. Zależą też od wykorzystania przez władze „pory, w jakiej się Europa znajduje”, oraz uwolnienia się od „hańbiących obcej przemocy nakazów”. Jak powiedział arcybiskup Galbas: „Urząd prezydenta powinien nas wszystkich jednoczyć, ponieważ prezydent jest symbolem narodowej jedności, a także dlatego, że takie zostało mu powierzone zadanie: być prezydentem wszystkich Polaków ponad jakimikolwiek podziałami”. Poparł to jeszcze dodatkowo słowami ks. Piotra Skargi: „Proszę, nie dzielcie się temi trzemi dziedzictwy: Religią, Królem i Ojczyzną miłą, ale ich spólnie i w zgodzie używajcie. Bo skoro się dzielić tym poczniecie, wszytko wam zginie. Ja z nim trzymam, a ja nie trzymam, ja tego chcę, a ja drugiego – gotowa jest Rzeczypospolitej zguba, gdy się wiele w niej królów zacznie. Ojczyzna też rozdziałów, jako jedno ciało, nie cierpi” (Kazanie trzecie).
.Pora zdać sobie sprawę, że geopolityczne interesy Polski i europejskich mocarstw są często bardzo rozbieżne, a Francji, Niemcom czy tym bardziej Rosji wcale nie zależy na silnej Polsce. Jest raczej odwrotnie i Niemcy z pewnością wolą widzieć w Polsce swoje „gospodarstwo pomocnicze” i blokować nasze możliwości rozwojowe, wykorzystując różnorakie mechanizmy, czego przykładów ostatnio mamy aż nadto. Silny prezydent Polski może być im nie na rękę.
Aż nadto dowodzą tego głosy zagranicznych mediów, które pojawiły się po zaprzysiężeniu. „The Economist” wieszczy, że inauguracja prezydentury Nawrockiego zapowiada konflikt instytucjonalny z premierem Donaldem Tuskiem i blokowanie programu koalicji. Napisano wręcz niezbyt elegancko, że „PiS i Nawrocki wyczuli krew”. Z kolei brukselskie „Politico”, które jest dość blisko powiązane z Donaldem Tuskiem, zauważyło, że prezydentura Nawrockiego grozi zablokowaniem programu rządu i spowolnieniem działań na rzecz przywrócenia praworządności, wieszcząc wręcz, że Polskę czekają dwa lata konfliktów politycznych, impasu i niepewności. Oczywiście partię Prawo i Sprawiedliwość określono jako populistyczną, a samemu Karolowi Nawrockiemu zarzucono niejasną przeszłość. Przytoczono też wypowiedź Donalda Tuska z nagrania wideo opublikowanego zaledwie kilka minut przed inauguracją prezydenta Karola Nawrockiego: „Chcę przemówić do wszystkich Polaków, dla których dzisiejszy dzień jest smutnym i rozczarowującym dniem. Doskonale wiem, co czujecie. Rozumiem was. Wszyscy wierzyliśmy, że uczciwość, dobroć i miłość zwycięży. To, co się stało, wystawia naszą wiarę na poważną próbę”. I znów mamy do czynienia z przeniesieniem zwykłego politycznego konfliktu na wysoki diapazon moralny. Jakżeż to kontrastuje ze słowami prezydenta z jego orędzia: „Mamy jako wspólnota narodowa właśnie tę wielką wartość przywiązania do wartości i tożsamości chrześcijańskiej. To nie powinno się zmieniać. A w wartościach chrześcijańskich miłość i miłosierdzie do drugiego człowieka jest jednym z podstawowych elementów”.
.Niezwykle oryginalny, a dziś nieco zapomniany polski historyk i historiozof Feliks Koneczny w roku 1897 we wstępie do swej książki Dzieje Śląska napisał: „Otwieramy księgę dziejów, bośmy ciekawi, dla kogo też najpierw Opatrzność chleb z tej ziemi przeznaczyła? Bo nam mówią często po niemiecku, że my tutaj przybłędy i tylko z łaski cierpieni na komornym. Przepraszamy panów Niemców, że też i my czytać umiemy i zajrzymy sobie sami do historyi. Dawno to już trzeba było zrobić, ale lepiej choć późno, niż nigdy”.
Piotr Czauderna