Prof. Wojciech ROSZKOWSKI: Dlaczego bronić tożsamości narodowej?

Dlaczego bronić tożsamości narodowej?

Photo of Prof. Wojciech ROSZKOWSKI

Prof. Wojciech ROSZKOWSKI

Profesor zwyczajny nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, profesor Instytutu Studiów Politycznych PAN. Autor publikacji na temat historii Polski XX wieku. Kawaler Orderu Orła Białego.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Obywatel Polski powinien bowiem znać pewne minimum kanonu polskości, niezależnie od tego, czy się z tym minimum utożsamia do końca, czy nie – pisze prof. Wojciech ROSZKOWSKI

.Współczesna rewolucja kulturalna zmierza do pozbawienia ludzi tożsamości rodzinnej, narodowej i religijnej, a ostatnio także płciowej. Tożsamość narodowa jest fundamentem zbiorowości połączonej wspólnym językiem, wspólną historią i państwowością, najczęściej zresztą w różnym stopniu. W niektórych zbiorowościach ważniejszy dla tej tożsamości jest język, w innych historia lub ustrój polityczny, ale ludziom żyjącym wspólnie na jakimś obszarze potrzebne są wartości, które ich łączą. W przeciwnym razie bowiem stają się luźną masą ludności, którą łatwo jest sterować w dowolnym kierunku.

W przypadku Stanów Zjednoczonych tożsamość narodową kształtowały podstawy ustrojowe i język, w przypadku Szwajcarii – historia i ustrój bardziej niż język i religia. W przypadku Polski mamy do czynienia bardziej ze wspólnotą języka i historii niż ustroju politycznego. Krytycy pojęcia tożsamości narodowej podnoszą, iż akcentowanie jej znaczenia oznacza wykluczanie osób, które nie godzą się na jakąś wersję historii lub pragną zmieniać znaczenia słów. Zarzut ten byłby słuszny, gdyby używać jakiegoś zamkniętego wzorca tożsamości narodowej, opartego na sztywnych podstawach, i urzędowo wymuszać jego akceptację. Historia jest jednak materią nie zawsze poddającą się jednoznacznym ocenom zero-jedynkowym i jest znakomitym polem do rozważań nad tym, do czego winna zmierzać zbiorowość. Co więcej, w przypadku likwidacji pewnego kanonu polskości, opartego na tradycji języka i historii, osoby uznające swą odmienność będą jeszcze bardziej pogubione niż w przypadku, gdy mogą swoje stanowisko określić jasno w odniesieniu do tego kanonu. Niebezpieczeństwo wykluczenia zamieni się w niebezpieczeństwo anomii wszystkich. 

Obawiam się, że rozważania te mogą znudzić ludzi, dla których lektura Mickiewicza jest katorgą lub którym analizy przyczyn upadku I Rzeczypospolitej wydają się jałową „filozofią”. Uczenie się jest jednak koniecznym sposobem pokonywania niewiedzy. Dla ucznia niewiedza może zaowocować gorszymi perspektywami życiowymi, u ministra edukacji może być groźną bronią w obezwładnianiu społeczeństwa. 

Uszczuplanie programów szkolnych z języka polskiego i historii jest właśnie działalnością tego rodzaju. Obywatel Polski powinien bowiem znać pewne minimum kanonu polskości, niezależnie od tego, czy się z tym minimum utożsamia do końca, czy nie. Ten kanon obejmuje chrzest Polski, gdyż chrześcijaństwo w wersji rzymskiej stanowiło zawsze fundament polskości, powstanie państwa jagiellońskiego, kryzys i upadek I Rzeczypospolitej, przyczyny i skutki rozbiorów oraz powstań narodowych, odrodzenie państwowości po 1918 roku, II wojnę światową ze wszystkimi jej przyczynami i skutkami, sowietyzację Polski po 1945 roku oraz skomplikowane okoliczności, przyczyny i skutki odzyskania wolności po 1989 roku. Jeśli ograniczymy lekcje historii Polski, to pojęcia „prywata”, „rokosz”, „Targowica” czy „Reytan” staną się całkiem puste. Jak będzie mógł młody Polak rozumieć skomplikowane relacje polsko-litewskie, jeśli nie przemyśli inwokacji Mickiewicza „Litwo, ojczyzno moja”?

Wyłączenie sporów o historię najnowszą oznacza pozbawienie ucznia narzędzi ocen w bieżących decyzjach politycznych. Jeśli ci, co walczą z nauczaniem historii najnowszej, uważają, że mają rację w bieżących decyzjach, to czemu się tej historii boją? Jeśli uznają, że wolność jest tak ważną wartością, to dlaczego nie dopuszczają do swobodnego kształtowania opinii młodzieży? Czyżby mieli swoją, jedynie słuszną wizję świata?

.Przedmiot „historia i teraźniejszość” ma być, zgodnie z zapowiedziami ministerialnymi, zastąpiony wiedzą obywatelską opartą na historii najnowszej. Przecież właśnie to powiązanie było istotą podstawy programowej HiT-u. Więc o co chodzi?

Mam wrażenie, że wyrażone tu niepokoje bliższe są mieszkańcom tak zwanej Polski prowincjonalnej niż wielkich miast, nie mówiąc już o inteligencji. Bylebyśmy wszyscy znów się nie budzili po jakiejś katastrofie z okrzykiem: „Polacy, nic się nie stało!”.

Wojciech Roszkowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 lutego 2024
Fot. Waldek Sosnowski / Forum