Remigiusz WITKOWSKI: „Wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów…” Remigiusz WITKOWSKI: „Wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów…”

„Wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów…”

Remigiusz WITKOWSKI

Historyk, nauczyciel, publicysta. Współautor książki Widziane z prowincji (2001), współzałożyciel i przez kilka lat działacz Klubu Społeczno-Politycznego „Sarmacja”. Mieszka w Zduńskiej Woli.

zobacz inne teksty Autora

Majowa rocznica w naturalny sposób skłania do refleksji nad tym, co pokolenia nazywają umiłowaniem ojczyzny, czyli patriotyzmem – pisze Remigiusz WITKOWSKI.

.Przeszłość nazywana historią i będąca muzeum pamięci i wyobraźni, przechowującym świadectwa ludzkiej wielkości, upadków czy też szarej, znojnej codzienności, zawsze służy przykładem dla człowieka poszukującego odpowiedzi na stare pytania, ale stawiane w kolejnej ludzkiej współczesności. Dzieje narodów, państw, władców, licznych wojen i konfliktów, osiągnięć ducha i kultury, rozwoju materialnego dorobku bądź jego zaprzepaszczania to nic innego, jak rzeczywistość minionych chwil oglądana przez lunetę podróżnika z tego brzegu rzeki czasu.

W takiej optyce duma z własnej narodowej przeszłości przejawia się nie tylko pamięcią, ale nade wszystko zobowiązuje do stałego zastanawiania się w perspektywie dzisiejszych wyzwań i potrzeb nad tym, co już kiedyś było. Tym bardziej że nauka ta jest prosta, historia bowiem to nic innego jak teatr życia, w którym zmieniają się dekoracje i aktorzy, ale okoliczności wydarzeń, mechanizmy, ludzkie zachowania i decyzje pozostają często takie same. Zmienia się natomiast umiejętność wyciągania wniosków z takich lekcji historii. Kłujące analogie współczesnych nam dni niestety nie zawsze dostrzegane są w porę. Niech jako jeden z przykładów służy czas uchwalania Konstytucji 3 maja.

„Wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów…” – ten oto fragment preambuły Ustawy Rządowej uchwalonej 3 maja 1791 r. chyba najlepiej oddaje dążenia naszych przodków do uzdrowienia ustroju państwa i naprawy Rzeczypospolitej ponad dwa wieki temu.

Obradujący od jesieni 1788 roku Sejm, który już wtedy nazwano Wielkim, rozpoczynał swoje prace w atmosferze licznych nadziei, uniesień, ale i świadomości istniejących ograniczeń i zagrożeń. Wewnętrzna sytuacja Rzeczypospolitej w II połowie XVIII w., jej międzynarodowe zależności, panujące nastroje społeczne, skuwający milczeniem system królewsko-ambasadorski z bezczelnym ingerowaniem rosyjskich nadzorców (jako skutek I rozbioru), chwiejność króla Stanisława Augusta Poniatowskiego – to jedna strona medalu, na drugiej natomiast dostrzeżemy ogromną świadomość potrzeb zmian, reform i unowocześnienia państwa oraz grono ludzi gotowych zaryzykować swoje kariery i wykorzystujących swoje wpływy dla dobra Rzeczypospolitej.

Projektowane reformy ustroju państwa były jednocześnie traktowane na dworach ościennych mocarstw – Prus, Austrii i Rosji – jako ogromne zagrożenie, właśnie jako wyrywające Polskę ze stanu bezładu i zależności. Warto zatem pamiętać, że dzieło konstytucji i samego Sejmu to nie tylko zmiany prawno-ustrojowe, ale wszystkie jego osiągnięcia. Konstytucja wbrew powszechnemu przekonaniu ani nie rozpoczynała najważniejszych reform, ani też ich nie kończyła. Jeszcze przed uchwaleniem ustawy zasadniczej Sejm przeprowadził wiekopomne zmiany – doprowadzono do podniesienia liczby wojska, zlikwidowano znienawidzone instytucje jednoznacznie kojarzone z rosyjską dominacją, rozpoczęto także starania o zawarcie nowych sojuszy międzynarodowych i zmianę położenia Rzeczypospolitej na arenie wielkiej polityki europejskiej. Swoisty „spisek konstytucyjny” zawiązany przez grono zaufanych osób – w którym wbrew opiniom licznych i wpływowych historyków król Stanisław August Poniatowski nie odgrywał od początku wcale decydującej roli – miał oprócz przyjęcia konstytucji doprowadzić na sejmie do zerwania jeśli nie wszystkich, to przynajmniej większości formalnych i nieformalnych zależności państwa oraz posłów od obcych wpływów. Uchwalona 3 maja 1791 roku konstytucja służyć miała odbudowie państwa polskiego.

Tak doniosłe dzieło nie pozostało oczywiście bez echa w Europie i na świecie. Zadbali zresztą o propagandowe nagłośnienie reformy Rzeczypospolitej sami jej twórcy. W krótkim czasie po uchwaleniu konstytucji ukazały się tłumaczenia jej pełnego tekstu w języku francuskim, niemieckim i angielskim, przynosząc w większości słowa uznania i poparcia. Ale wyrywanie się Polski z upadku i marazmu nie mogło nie powodować zainteresowania i zaniepokojenia mocarstw ościennych, dla których wzmocnienie Rzeczypospolitej oznaczało przede wszystkim osłabienie ich wpływów i możliwości ingerencji w wewnętrzne sprawy naszej ojczyzny.

Jak „zamordowano” dzieło konstytucji? Klasycznie – czyli poprzez różne groźby i naciski, działalność agentów i zdrajców, popierając konfederację targowicką, organizując zbrojną interwencję wojsk carskich i dążąc do kolejnych rozbiorów, a zarazem opatrując wszystkie te działania hasłem „obrony wolności i zapewnienia wewnętrznego porządku”.

Upadek państwa polskiego pod koniec XVIII w. spowodował, że Konstytucja 3 maja zaczęła żyć na nowo. Stała się wzorcem i symbolem, do którego w okresie zaborów nawiązywały patriotyczne środowiska krajowe i emigracyjne, a Sejm Wielki jaśniał blaskiem swych dokonań i stał się elementem narodowej mitologii. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. do tradycji majowej nawiązali twórcy konstytucji marcowej z 1921 r. Dzień 3 Maja w II Rzeczypospolitej obchodzony był jako święto państwowe, a od 1925 r. także jako święto kościelne Matki Bożej Królowej Polski. Tak było również w tragicznych latach wojennych na okupowanych ziemiach Polski i wśród wojennej emigracji polskiej. Natomiast po roku 1945 komuniści, przejmując władzę z sowieckiego nadania, walczyli zawzięcie ze świętem konstytucji i jej tradycją; aż do lat 80. ograniczano nawet publikacje krytycznego wydania samego tekstu Konstytucji 3 maja. Zmianę przyniosły dopiero wydarzenia z lat 1980–1981, ale jak się miało wkrótce okazać – nie na długo. Wprowadzenie stanu wojennego spowodowało podwójne obchodzenie majowego święta – oficjalne, państwowe, bojkotowane przez większość społeczeństwa, oraz niezależne od władz i PRL-owskiego aparatu, organizowane przez patriotyczne środowiska podziemne i Kościół katolicki. Z kolei po przełomie 1989 r. Sejm Rzeczypospolitej 6 kwietnia 1990 r. na wniosek Senatu przywrócił święto państwowe Trzeciego Maja. I tak obchodzimy je w wolnej już Polsce.

Majowa rocznica w naturalny sposób skłania do refleksji nad tym, co pokolenia nazywają umiłowaniem ojczyzny, czyli patriotyzmem. Być może łatwo było być patriotą w ciężkich czasach zagrożeń, zaborów, wojen. Ale był to ten rodzaj patriotyzmu, który sprawdzany w ogniu wymagał maksymalizmu, poświęcenia, nieugiętego sumienia i takiego nazywania rzeczy po imieniu, aby wszystko było „tak-tak, nie-nie”. Czy współcześnie jest inaczej? Czy może tak samo? Jakże dziwnym i niepokojącym echem wśród najnowszych polskich sporów „okołokonstytucyjnych” wracają słowa wybitnego historyka Jerzego Łojka, który pisząc o ówczesnych przeciwnikach dzieła 3 Maja, zauważył, że „ustępowano przed demagogią i presją moralną ludzi dnia wczorajszego, którzy swoją »patriotyczną« rzekomo, oderwaną od rzeczywistości argumentacją usiłowali (nie bez obcej inspiracji) pozbawić stronnictwo patriotyczne możliwości działania […] – dla własnych egoistycznych celów grupowych, dla ocalenia swej pozycji, dla pozyskania łask obcego dworu”. Może to jest właśnie jedna z tych nauk, którą powinniśmy porządnie przemyśleć, by uniknąć błędów przeszłości?

Czy ta tradycja jest nadal żywa? Co z niej może być nauką dla nas i rządzących w Polsce obecnie? Poza oczywistą dumą z dokonań naszych przodków warto zwrócić uwagę na kilka okoliczności towarzyszących uchwaleniu Konstytucji 3 maja.

Nie ma tak wielkiego i głębokiego upadku, z którego nie można by się podnieść i odbudować sił narodu i państwa, choć praca ta nie może być tylko bezkrytycznym przejmowaniem obcych wzorów, towarzyszyć jej musi wola mocy i świadomość niezbędnych reform i zmian, a wzmocniona być powinna determinacją w ich przeprowadzaniu. Podejmować ją trzeba także dla ocalenia honoru i narodowej godności, życia w zgodzie z sumieniem, umacniania dobra wspólnego oraz budowania wspólnej przestrzeni kultury duchowej i materialnej narodu.

.Papież Jan Paweł II jeszcze jako biskup Karol Wojtyła zapisał w poemacie Myśląc Ojczyzna z 1974 roku i takie słowa: „Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać. Przychodzi jako dar, utrzymuje się przez zmaganie”. Przywołuję je w tym miejscu ku pamięci i refleksji, ale i ku przestrodze.

Remigiusz Witkowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 maja 2021

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam