
Życie pod ciągłą presją przeszkadza w odpowiednim odpoczynku
Życie pod ciągłą presją powoduje problemy ze zdrowiem, ponieważ ciągły stres oddziałuje na nas fizycznie i psychicznie.
.Sobotni poranek. Budzę się bez budzika, pierwszy raz od tygodnia. Przeciągam się w łóżku i patrzę na sufit. W głowie już wiruje lista rzeczy do zrobienia. Pranie. Zakupy. Nauka. Odpowiedź na zaległe maile. Przypominam sobie o książce, której nie dokończyłam, kursie, który „wypadałoby” kontynuować, i planach, które przecież sama sobie zapisałem w aplikacji do zarządzania czasem. To miał być dzień odpoczynku, a ja już czuję napięcie. Bo nie potrafię nie robić nic. Bo kiedy nic nie robię, mam wyrzuty sumienia.
Jesteśmy pokoleniem ludzi produktywnych. Od zawsze słyszeliśmy, że „czas to pieniądz”, że „kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”, że „nie wolno marnować czasu”. Każda godzina powinna być efektywna. Każdy dzień wypełniony zadaniami. Odpoczynek dopiero, jak wszystko będzie zrobione. Tyle że… wszystko nigdy nie jest zrobione. Zawsze można zrobić więcej. A kiedy już w końcu siądziemy na kanapie, bez planu i celu, dopada nas niepokój. Przecież nie możemy marnować czasu.
Scrollowanie Instagrama w niedzielę wieczorem potrafi być bardziej stresujące niż poniedziałkowy poranek. Widzisz znajomych, którzy biegają w maratonach, uczą się trzeciego języka, prowadzą własne firmy. Każdy coś robi. Każdy gdzieś biegnie. Ty siedzisz z kubkiem herbaty i przez chwilę naprawdę nic nie robisz. I zamiast poczuć ulgę, czujesz się gorszy od innych, ponieważ się porównujemy. Mogłeś w tym czasie się rozwijać. Nauczyliśmy się traktować odpoczynek jak nagrodę, na którą trzeba zasłużyć.
Braku odpoczynku nie da się zamaskować kolejnym plannerem. Wypalenie przychodzi znienacka, najpierw jako lekkie zmęczenie, potem jako rozdrażnienie, aż w końcu jako całkowity brak motywacji. I wtedy nawet rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność, stają się ciężarem. A wszystko dlatego, że przez lata nie potrafiliśmy zatrzymać się wcześniej.
To nie tylko kwestia organizacji czasu. To głęboko zakorzeniony kulturowy lęk przed bezczynnością. Odpoczynek kojarzy się z lenistwem, a lenistwo z porażką. Dlatego nawet odpoczynek próbujemy optymalizować. „Aktywna regeneracja”, „produktywna niedziela”, „mindfulness z checklistą” – próbujemy kontrolować wszystko, łącznie z ciszą i spokojem. Tylko że prawdziwego odpoczynku nie da się zaplanować co do minuty. Trzeba go po prostu poczuć.
Uczę się od nowa, jak nic nie robić. Jak wyłączyć komputer i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Jak pójść na spacer bez celu. Jak położyć się w ciszy i po prostu być. Nie robić zdjęć, nie analizować, nie liczyć kroków. To trudne. To wbrew wszystkiemu, czego nas uczono. Ale potrzebne.
.Odpoczynek nie jest luksusem ani słabością. Jest koniecznością. Bez niego nie da się żyć na pełnych obrotach. I może właśnie największą dojrzałością jest dziś umiejętność powiedzenia: „Dziś nic nie muszę. I to jest w porządku”.
