Góralska szopka betlejemska po raz pierwszy przed Pałacem Prezydenckim

Przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie stanie góralska szopka betlejemska. Sama konstrukcja stajenki jest darem miasta Zakopane, rzeźbione figury pochodzą z gminy Poronin, a choinki są z Doliny Chochołowskiej.
Szopka betlejemska przed Pałacem Prezydenckim
.W czwartek 18 grudnia 2025 roku szopka betlejemska dotrze przed Pałac Prezydencki i zostanie tam zainstalowana. Jak poinformował radny sejmiku województwa małopolskiego Jan Piczura, delegacja z Małopolski przywiezie elementy szopki oraz rozpocznie jej montaż.
– Sama konstrukcja szopki jest darem od miasta Zakopane. Rzeźbione w lipowych pniach postacie w szopce pochodzą z gminy Poronin i wykonali je tamtejsi artyści-rzeźbiarze. Wieziemy też choinki z Doliny Chochołowskiej, które podarowała Wspólnota Leśna Ośmiu Wsi w Witowie. Wzięliśmy też spod Tatr kilka worków pachnącego siana, które trafi do szopki. Dekorację stajenki z kolei podarował marszałek województwa małopolskiego Łukasz Smółka – powiedział Jan Piczura.
Dodał, że planowana jest uroczysta inauguracja szopki przy dźwiękach góralskich kolęd, jednak termin wydarzenia pozostaje w gestii Kancelarii Prezydenta: – Chcemy zrobić całą oprawę góralską, aby było uroczyście – zaznaczył.
Jak podkreślił radny, szopka będzie dość dużych rozmiarów i będzie bardzo dobrze widoczna. – Będzie się pięknie prezentowała na Krakowskim Przedmieściu, przy Pałacu Prezydenckim – ocenił.
Szef Kancelarii Prezydenta Paweł Szefernaker napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych, że przed Pałacem Prezydenckim stanie bożonarodzeniowa stajenka przywieziona spod Tatr: „Polska wyrasta z cywilizacji chrześcijańskiej i jest w niej głęboko zakorzeniona. Wiara zawsze dawała Polakom siłę i nadzieję. To także nasza tradycja oraz znak, że rodzina i wspólnota są fundamentem państwa” – napisał.
O porozumienie ponad Świętami
.Słucham ostatnich wypowiedzi nowego arcybiskupa warszawskiego i jestem pełen nadziei. Rozumienie służby, dobra wspólnego i polityki abp. Adriana GALBASA SAC to coś, czego potrzeba nie tylko w Kościele. To myślenie warto przenieść dalej – pisze Michał KŁOSOWSKI.
Nie tylko w sensie geograficznym, społecznym czy gospodarczym, ale przede wszystkim w sensie politycznym Polska jest rzeczywiście trudnym krajem. Wiemy to nie od dzisiaj, nie tylko przez porównanie. Kraj, w którym polaryzacja społeczna i ideologiczna, a także głęboki podział polityczny stały się normą, a nie wyjątkiem, to chyba najprostszy opis współczesnej Polski. W kontekście Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to na całym świecie podkreślamy wartość pokoju, pojednania i miłości, warto więc sięgnąć po refleksję, która dziś wydaje się konieczna: jak w naszym, polskim świecie społeczno-politycznym znaleźć przestrzeń na porozumienie, które wykracza poza partyjne spory i personalne animozje? I to nie tylko przy wigilijnym stole, ale szerzej, w codzienności? I czy jest to w ogóle możliwe?
Aby odpowiedzieć na te kwestie, trzeba najpierw zadać sobie inne pytanie, które przed politykami w Sejmie postawił nowy metropolita warszawski abp Adrian Galbas SAC, a które wydaje się fundamentalne dla pomyślności Polski w 2025 roku: czym jest „dobro wspólne” i jak je zrozumieć, aby przezwyciężyć dzielące nas mury? Ta refleksja jest niezbędna, zwłaszcza w obliczu słów Jana Pawła II, który wskazywał na konieczność innego „rozumienia polityki”, w której centralnym punktem jest dobro człowieka – każdego człowieka, nie tylko tego, który znajduje się po jednej stronie politycznej barykady.
Jan Paweł II, nie tylko jako papież, ale także jako filozof, przez całe swoje życie podkreślał, że polityka to nie tylko techniczne zarządzanie państwem, ale przede wszystkim służba dobru wspólnemu. Mało jednak dzisiaj mówi się o tym pojęciu, nawet w kontekście rozgrywającej się już kampanii prezydenckiej. A w nauce społecznej Kościoła polityka nie jest celem samym w sobie, ale środkiem, który ma służyć realizacji dobra wspólnego. W tym sensie polityka staje się bardziej misją niż zawodem. To misja, która wymaga odpowiedzialności za innych – za swoich wyborców i za wszystkich obywateli. A to z kolei wymaga od polityków odwagi, by podejmować trudne decyzje, ale również zdolności do słuchania, szanowania drugiego człowieka, do wchodzenia w dialog ponad podziałami. W tym kontekście „dobro wspólne” może więc jawić się jako przestrzeń dla wszystkich, pozostawianie symbolicznego pustego talerza na stole, przy którym odbywa się debata publiczna.
Karol Wojtyła przypominał też o najważniejszym: że polityka powinna być narzędziem, które służy miłości – miłości do kraju, do obywateli, do człowieka. To personalizm w czystej postaci. Bo nawet jeśli ten drugi ma inne poglądy czy po prostu się myli, nie trzeba na niego patrzeć przez pryzmat rywalizacji, ale przez pryzmat wspólnoty, która ma w swoim centrum wspólne dobro i w ten sposób nabiera sensu.
Dobro wspólne w ujęciu katolickim to w końcu koncepcja, która wykracza poza indywidualne interesy i obejmuje całe społeczeństwo, jego rozwój moralny i duchowy. Benedykt XVI, szczególnie w encyklice Caritas in veritate, podkreślał, że dobro wspólne nie jest jedynie sumą interesów jednostek, lecz odnosi się do pełni dobra, które obejmuje również sfery duchowe i transcendentne. Dobro w polityce? Tak. W tym sensie bowiem dobro wspólne to troska o integrację wartości moralnych w życiu społecznym: sprawiedliwości, solidarności i szacunku dla godności ludzkiej.
Josemaría Escrivá, który na początku XX wieku zreformował rozumienie zaangażowania świeckich w Kościół i świat, uznawał, że dobro wspólne jest związane z uświęceniem pracy i codziennych działań. Escrivá przekonywał bowiem, że każdy człowiek, bez względu na swoją profesję, ma moralną odpowiedzialność za budowanie społeczeństwa opartego na wartościach chrześcijańskich. Jego nauka o „świętości codziennego życia” sugeruje, że dobro wspólne realizuje się w dążeniu do prawdziwej sprawiedliwości i miłości w każdym aspekcie życia; w rodzinie, pracy czy życiu publicznym.
Dobro wspólne to więc troska o integrację ludzi w jeden spójny organizm społeczny, w którym każda jednostka znajduje się w relacji z innymi, a więc wspólna odpowiedzialność za wszystkich, szczególnie tych najbardziej potrzebujących, staje się fundamentem prawdziwego dobra, a cnoty indywidualne, wplecione w społeczny łańcuch, nadają mu kształt i dają energię.
Polska zmaga się z kryzysem politycznym, który dotyczy dzielenia się władzą i przede wszystkim objawia się w żądzy władzy i braku wzajemnego szacunku i zrozumienia. Już nie tylko dla młodego pokolenia wygląda na to, że polityka, szczególnie w okresach wyborczych, stała się areną bezwzględnej walki o dominację ideologiczną, a nie szukaniem rozwiązań, które zaspokajają rzeczywiste potrzeby społeczne. Jeśli dodać do tego rozbuchany marketing, powstaje pytanie nie o to „jak”, ale „czy” możemy tak dalej funkcjonować. Jak długo jeszcze będziemy tkwić w podziałach, które zamiast zbliżać nas do siebie, pogłębiają tylko wzajemną nieufność i osłabiają solidarność? A to wszystko w tak niespokojnych czasach.
Tak zadane pytanie wymaga jednoznacznej odpowiedzi, bez której przyszłość naszej wspólnoty może okazać się niemożliwa. Ta odpowiedź zaś leży we wspólnej woli, by odbudować politykę jako przestrzeń służby dobru wspólnemu. Jeśli spojrzymy na najnowsze wydarzenia w Polsce, nie sposób nie zauważyć, jak głębokie są podziały. Dzielą nas nie tylko opinie polityczne, ale także poglądy na temat tego, czym jest nasza tożsamość narodowa, jak rozumieć naszą przeszłość i naszą przyszłość. W tym kontekście polityka, zdominowana przez jednostronne interesy i partykularne wizje, staje się niezdolna do przełamywania tych podziałów. I tu arcybiskup Adrian Galbas SAC mówi, że przede wszystkim nie jest politykiem, ale jednym z jego zadań jest przypominać o fundamentalnej zasadzie dobra wspólnego.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-porozumienie-ponad-swietami/
PAP/ LW






