Marine Le Pen w apelacji

Marine Le Pen w apelacji

Skazana w pierwszej instancji w sprawie sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego szefowa francuskiej prawicy Marine Le Pen w apelacji liczy na złagodzenie kary pięcioletniego zakazu kandydowania w wyborach, zastosowanej mimo toczącego się procesu apelacyjnego. Kształt przyszłych wyborów prezydenckich zależy od decyzji sędziów.

Marine Le Pen i sprzeniewierzenie funduszy Parlamentu Europejskiego

Werdykt pierwszego procesu zapadł w marcu 2025 roku. W sprawie sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego (podejrzenie fikcyjnego zatrudniania asystentów parlamentarnych i wykorzystanie funduszy z tym związanych na cele polityki krajowej), oszacowanych na 4 miliony euro, które miały zostać zagarnięte przez prawicowy Rassemblement National w latach 2004–2016 (wtedy jeszcze pod nazwą Front National, partia założona przez Jean-Marie Le Pena), Marine Le Pen została skazana na cztery lata pozbawienia wolności (w tym dwa lata w areszcie domowym z zastosowaniem elektronicznego systemu dozoru), grzywnę w wysokości 100 000 euro i pięcioletni zakaz kandydowania na stanowiska publiczne – z natychmiastowym zastosowaniem.

Ten ostatni punkt wywołał największe kontrowersje, bo Marine Le Pen natychmiast złożyła apelację, a mimo tego zakaz kandydowania został już wdrożony, co pozbawi ją możliwości kandydowania zarówno w przyszłych wyborach parlamentarnych, jak i przede wszystkim w przyszłych wyborach prezydenckich w 2027 roku. Polemika wybuchła także na temat interpretacji tej kary. Obóz prawicowy skrytykował wymiar sprawiedliwości za „ingerencję w demokratyczny proces wyborczy Francji”, a druga strona odparła, że Marine Le Pen „musi być sądzona jak każdy inny obywatel, bez okoliczności łagodzących”.

Rozprawa apelacyjna rozpoczęła się zatem 13 stycznia 2026 r. w paryskim Palais de Justice w obecności przewodniczącej klubu parlamentarnego RN i pozostałych oskarżonych. Marine Le Pen oświadczyła przed sądem: „Nie mam absolutnie żadnego poczucia, że ​​popełniłam jakiekolwiek przestępstwo”. Podkreśliła brak ostrzeżeń ze strony Parlamentu Europejskiego i skrytykowała fakt, że jej wyjaśnienia „nie zostały właściwie zrozumiane na pierwszym przesłuchaniu”. Oczy całej Francji są skierowane na jej strategię obronną – wiadomo, że Marine Le Pen jest prawnikiem z wykształcenia. Francuskie media zaznaczają, że w 2025 roku negowała wszelkie zarzucane jej przestępstwa, a tym razem przyznaje, że mogło do takiego dojść, ale bez zamiaru z jej strony.

Francuzi nie ufają sądownictwu

„Pozwani przyznają się do nieprawidłowości formalnych, nie dążąc do osobistego wzbogacenia, powołując się na dobrą wiarę i brak zamiaru popełnienia przestępstwa” – pisze „Le Point”. „Journal du Dimanche” informuje, że celem Marine Le Pen nie jest już udowodnienie niewinności, ale złagodzenie kary. Oskarżona wylicza, że gdyby zakaz kandydowania został zmniejszony z pięciu do dwóch lat, byłaby w stanie wziąć udział w wyborach prezydenckich wiosną 2027 roku. Drugą „korzystną” opcją dla niej byłoby zawieszenie przez sąd apelacyjny natychmiastowego wykonania kary. Wtedy rozpoczęcie kary zostałoby oddalone aż do zakończenia wszystkich ścieżek prawnych, w tym procesu kasacyjnego, który prawdopodobnie nie przyniósłby werdyktu przed wyborami prezydenckimi.

Jednak niektóre interpretacje prawne zaznaczają, że w tym przypadku miałby moc wyrok pierwszej instancji, przed zakończeniem procesu kasacyjnego, czyli pięcioletnia kara zakazu kandydowania z natychmiastowym zastosowaniem.

Te różne możliwe interpretacje i brak jasnej ścieżki prawnej dla Marine le Pen zasilają polemikę na temat wyroku motywowanego politycznie i obniżają zaufanie społeczeństwa wobec wymiaru sprawiedliwości. Według centrum badań politycznych Sciences Po zaufanie wobec wymiaru sprawiedliwości spadło z 50 do 44 proc. w trakcie ostatnich 10 lat. System sądownictwa pozostaje zatem jedną z najgorzej ocenianych francuskich instytucji, daleko za wojskiem (74 proc.), policją (71 proc.), służbą zdrowia (76 proc.) i szkołą (67 proc.).

Wybory prezydenckie we Francji 2027 i „plan awaryjny”

W oczekiwaniu na wyrok sądu apelacyjnego prawicowy Rassemblement National wypracował „plan awaryjny” na wypadek definitywnej eliminacji Marine Le Pen. W tej sytuacji to Jordan Bardella (urodzony w 1995 roku), obecny przewodniczący partii oraz grupy Patriots for Europe w Parlamencie Europejskim, zostałby kandydatem w wyborach prezydenckich. Francuscy obserwatorzy widzą w tym szanse na zerwanie z wieloletnią tradycją kandydowania rodziny Le Penów i z tzw. „skrajnie prawicową tradycją”, ale z kolei Jordanowi Bardelli wytyka się jego młody wiek i brak doświadczenia w starciach z politykami.

W ostatnich sondażach (Odoxa, Verian) prowadzi w pierwszej turze wyborów z wynikiem 35 proc. Édouard Philippe (17 proc.), daleko przed kandydatem bloku centrowego, przeciwko któremu wygrywa w drugiej turze 53 do 47 proc. Byłaby to pierwsza wygrana prawicowego kandydata w wyborach prezydenckich od czasów Nicolasa Sarkozy’ego w 2007 roku.

Z tego powodu kształt nadchodzących wyborów leży w rękach wymiaru sprawiedliwości, co zapewne będzie miało wpływ na debaty w trakcie kampanii. Proces Marine Le Pen w apelacji będzie pozostawać aż do połowy lutego 2026 roku, a wyrok oczekiwany jest w lipcu. W zależności od niego RN podejmie decyzje o dalszych krokach w ustaleniu kandydata na wybory prezydenckie.

Nathaniel Garstecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 stycznia 2026