
Ustawa o końcu życia, czyli spiżowe prawo oligarchii
Mówi się nam, że żyjemy w demokracji, ale podlegamy prawu kilku doktrynerów, którzy na ołtarzu ideologicznego rewanżyzmu składają ofiarę całopalną z przyzwoitości – pisze prof. Chantal DELSOL
.Projekt ustawy o samobójstwie wspomaganym wraca pod obrady parlamentu – jako projekt radykalniejszy niż za pierwszym razem, gdy został odrzucony przez senat. Najdziwniejsza w tej historii jest nieustępliwa i nieugięta determinacja obrońców tej ustawy w jej forsowaniu i ich głuchota na wszelkie argumenty. Bo Francuzi jej nie bronią. Poważne opracowania, jak to opublikowane niedawno przez Fondapol, pokazują, że wszystkie wrażliwości polityczne odrzucają ideę eutanazji i samobójstwa wspomaganego. Do tego stopnia, że nie można stwierdzić różnic w tej kwestii między prawicą, bardziej konserwatywną, a lewicą, bardziej postępową.
W rzeczywistości eutanazji i samobójstwu wspomaganemu sprzeciwiają się wszelkie przynależności, chociaż, jak można się tego spodziewać, bardziej stanowczy sprzeciw wyrażają katolicy i muzułmanie. Nie widać także, żeby młodzi ludzie, bardziej otwarci na nowości i różne formy emancypacji, popierali tę ustawę.
Większość wyborców obawia się, że ustawa będzie popychać osoby znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji do proszenia o zadanie śmierć, a także że będzie pretekstem do moralnie nieprzyzwoitych dyskusji w rodzinach. Większość wyborców, niezależnie od miejsca zamieszkania, obawia się, że częściej po samobójstwo wspomagane będą sięgali biedniejsi, i nie zgadza się na brak klauzuli sumienia dla aptekarzy ani na klasyfikację utrudniania wykonania tych zabiegów jako przestępstwa. Jednym słowem, opór jest powszechny, nie wspominając już o personelu medycznym, który w zdecydowanej większości kategorycznie sprzeciwia się tym pomysłom.
.Być może jest to jedyny postulat, co do którego wyborcy Marine Le Pen i Jean-Luc Mélenchona zgadzają się ze sobą: rozwój opieki paliatywnej zamiast ustawy o eutanazji! Francuzi w ogromnej większości domagają się, aby opieka paliatywna, z ramami nakreślonymi przez ustawę Leonetti-Claeys, została rozszerzona na całe terytorium kraju i była dostępna dla wszystkich. Nasi rządzący wydają się jednak myśleć wyłącznie o stronie finansowej – ostatni zastrzyk będzie tańszy niż taka opieka… Rząd kanadyjski z cyniczną satysfakcją wyliczył, jakie to oszczędności przyniesie państwu ustawa o samobójstwie rozszerzonym. Lecz ważniejszą rolę odgrywa tutaj inny czynnik.
Pamiętamy, jak Tocqueville błyskotliwie opisał (krytykując ją) demokrację jako tyranię większości, a tak naprawdę zdeprawowaną formę pięknej demokracji, której był (i pozostał) szanowanym piewcą. Dziś musimy przyznać, że nasze kraje muszą znosić raczej tyranię mniejszości, inną formę deprawacji demokracji. Różne grupy wpływów okazują się współdziałać w opracowywaniu ustaw, którym opinia publiczna jest przeciwna. Uczeń Maxa Webera, Robert Michels, określił terminem „spiżowego prawa oligarchii” trend charakterystyczny dla ustrojów demokratycznych, polegający na podążaniu raczej za grupami wpływów niż za opinią publiczną. Amerykański socjolog Olson nazywał to „wykorzystaniem dużego przez małego”, a dziś mówi się o „milczącej większości”, by opisać większość, która w przeciwieństwie do doktryny demokratycznej, będącej rzekomo naszą rzeczywistością, nie jest wysłuchiwana i musi godzić się z ustawami narzucanymi przez rozgorączkowaną mniejszość.
„Spiżowe prawo oligarchii” oznacza, że zawsze będzie istniało jakieś potężne lobby trzymające władzę w swoich rękach, jeśli tylko okaże się na tyle zdeterminowane i nieco fanatyczne. I właśnie tak jest z lobby ustawy o końcu życia: jest mniejszościowe, ale nieustępliwe, nigdy się nie poddaje, a swoich oponentów większościowych nazywa skretyniałą masą bez przyszłości. Prą do przodu w imię postępu, gdyż wierzą, że burzenie starego porządku rzeczy musi nieodzownie oznaczać poprawę.
.Demokracje postnowoczesne podlegają „spiżowemu prawu oligarchii” – rząd bez kontrwładzy mniejszości, która wierzy, że jest nosicielką przesłania emancypacyjnego, vs staroświecki i zakurzony lud. Pamiętamy, że zniesienie kary śmierci zostało przegłosowane wbrew opinii publicznej, co dało jego inicjatorowi miejsce w Panteonie. Wiemy dobrze, że tylko elita może być oświecona… A jednak zbyt często brakuje jej tego zdrowego rozsądku, który pozwala widzieć trywialność rzeczywistości, oraz przyzwoitości, która uwypukla podstawowe wartości moralne.
Opinia publiczna bardzo dobrze wie w swojej większości na przykład, że ustawa o końcu życia będzie popychała najbiedniejszych i najsłabszych do domagania się zastrzyku, jak widzimy to w przerażającym filmie Plan 75. Wie, że z oszczędności personel zajmujący się opieką paliatywną zostanie zastąpiony przez personel zajmujący się samobójstwem wspomaganym. Widzi doskonale, co dzieje się w krajach ościennych, gdzie podobne ustawy zostały już wprowadzone: eutanazja dzieci lub niepełnosprawnych oraz śmierć na wielką skalę. I broni żarliwie klauzuli sumienia, którą nowa ustawą usuwa z przestrzeni prawnej, ponieważ uznaje za normalne istnienie sprzecznych opinii, jeśli chodzi o zasadnicze kwestie.
Krótką mówiąc, nie patrzy na sprawy z ideologicznego punktu widzenia, z nieodpartym, ślepym pragnieniem zniszczenia starego świata, ale ze świadomością tego, jak fatalne w skutkach są takie działania. I bardzo dobrze zrozumiała, że penalizacja prób utrudniania samobójstwa wspomaganego i eutanazji jest instrumentem autokratycznym wymyślonym przez przypartą do muru mniejszość, aby wsadzać za kratki tych, którzy mają odmienne zdanie – choć muszą sobie zdawać sprawę, że działają dokładnie według tego samego schematu… „Przestępstwo utrudniania” powinno nazywać się raczej „przestępstwem sumienia”. Bo dziś staje się wręcz niemożliwe wyrazić opinię sprzeczną z ustawą mniejszości.
.Parlamentarzyści często należą do zdroworozsądkowej większości i zgadzają się ze swoimi wyborcami. Dają się jednak porwać strumieniowi „przekonań luksusowych”, gotowców myślowych na paryską modłę, i boją się śmieszności oraz tego, że nie będą szli wystarczająco mocno z duchem historii.
„Spiżowe prawo oligarchii” jest rzeczywiście niebezpieczne. Mówi się nam, że żyjemy w demokracji, ale podlegamy prawu kilku doktrynerów, którzy na ołtarzu ideologicznego rewanżyzmu składają ofiarę całopalną z przyzwoitości.


