Premier Mark Carney w Davos. Świat po pęknięciu [Tekst wystąpienia]

Kanadyjski premier Mark Carney wygłosił na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos 2026 wystąpienie, które odbiło się szerokim echem nie tylko wśród uczestników spotkania w zimowej stolicy Szwajcarii, ale także w Internecie. Specjalnie dla czytelników Wszystko Co Najważniejsze jako pierwsi publikujemy je w całości, po polsku.
Premier Mark Carney na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos
.Wystąpienie kanadyjskiego premiera Marka Carneya w Davos 2026 jest jednoznaczną diagnozą końca dotychczasowego ładu międzynarodowego. Premier Mark Carney odrzucił język „przejścia” czy „kryzysu”, mówiąc wprost o pęknięciu porządku opartego na zasadach, który przez dekady funkcjonował jako użyteczna, lecz coraz bardziej fałszywa fikcja i narracja. Jego zdaniem porządek ten opierał się na selektywnym stosowaniu reguł przez najsilniejszych, a globalna integracja, dawniej źródło stabilności, stała się obecnie narzędziem presji gospodarczej i geopolitycznej. W tym sensie świat wszedł w epokę otwartej rywalizacji wielkich mocarstw, w której reguły nie chronią już słabszych.
Centralną metaforą wystąpienia było odwołanie do Václava Havla i „życia w kłamstwie”, które ten czeski filozof i polityk wykorzystał w swoim eseju Siła bezsilnych. Mark Carney wezwał państwa średniej wielkości do „zdjęcia szyldu z okna” i zaprzestania udawania, że stary porządek wciąż działa, i do nazwania rzeczywistości po imieniu. Odpowiedzią na zastany porządek rzeczywistości ma być jednak ani nie podporządkowanie się hegemonii, ani świat zamkniętych twierdz. Premier Mark Carney zaproponował trzecią drogę: wspólne działanie państw średniej wielkości poprzez elastyczne koalicje, dzielenie kosztów suwerenności i budowę realnej odporności gospodarczej, technologicznej i militarnej.
Nową doktrynę Kanady określił mianem „realizmu opartego na wartościach”: konsekwencję w obronie zasad takich jak suwerenność i prawa człowieka, połączoną z pragmatyzmem w doborze narzędzi i partnerów. Kanada — jak przekonywał — nie chce już polegać wyłącznie na sile wartości, lecz także na wartości własnej siły. Konkluzja wystąpienia była odrzuceniem nostalgii. Stary porządek nie wróci — i nie należy go opłakiwać. Pęknięcie, o którym mówił w Davos premier Mark Carney, jest wyzwaniem, ale i szansą: dla tych państw, które zdecydują się przestać udawać, zbudować siłę u siebie i działać razem.
Premier Mark Carney w Davos: świat po pęknięciu [pełna treść wystąpienia]
.Dziękuję bardzo, Larry. Zacznę po francusku, a następnie wrócę do języka angielskiego.
[Tłumaczenie z języka francuskiego]
Dziękuję, Larry. To jednocześnie przyjemność i obowiązek być dziś z Państwem w tym przełomowym momencie, przez który przechodzą Kanada i cały świat.
Chce dziś mówić o pęknięciu w porządku światowym — o końcu przyjemnej fikcji i początku surowej rzeczywistości, w której geopolityka i wielkie, dominujące mocarstwa nie podlegają już żadnym ograniczeniom ani regułom.
Chciałbym jednak podkreślić coś jeszcze: inne państwa — zwłaszcza mocarstwa średniej wielkości, takie jak Kanada — nie są bezsilne. Mają zdolność współtworzenia nowego ładu, który obejmie nasze wartości: poszanowanie praw człowieka, zrównoważony rozwój, solidarność, suwerenność oraz integralność terytorialną państw.
Bowiem siła tych, którzy nie są najsilniejsi, zaczyna się od uczciwości.
[Tłumaczenie z języka angielskiego]
Każdego dnia przypomina nam się, że żyjemy w epoce rywalizacji wielkich mocarstw; że porządek oparty na zasadach słabnie; że silni robią to, co chcą i mogą, a słabi muszą znosić to, co im narzucono.
Dylemat Tukidydesa przedstawiany jest dziś jako rzecz nieunikniona — jako naturalna logika stosunków międzynarodowych, która po prostu powraca.
W obliczu tej logiki wiele państw ulega pokusie, by „iść z prądem”: dostosować się, unikać konfliktów, mając nadzieję, że posłuszeństwo kupi bezpieczeństwo.
Otóż — nie kupi.
Jakie więc mamy opcje?
W 1978 roku czeski dysydent Václav Havel — późniejszy prezydent — napisał esej Siła bezsilnych. Zadał w nim proste pytanie: jak to możliwe, że system komunistyczny trwał?
Odpowiedź zaczyna się od… sklepikarza z warzywami.
Każdego ranka umieszcza on w witrynie swojego sklepu napis: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. Nie wierzy w to hasło — bo nikt nie wierzy — ale wiesza je, by uniknąć kłopotów, zasygnalizować lojalność, „mieć święty spokój”. A ponieważ każdy sklepikarz na każdej ulicy robi to samo, system trwa nie tylko dzięki przemocy, lecz dzięki uczestnictwu zwykłych ludzi w rytuałach, o których doskonale wiedzą, że są fałszywe. Václav Havel nazwał to „życiem w kłamstwie”. Siła systemu nie bowiem płynie z jego prawdy, lecz z powszechnej gotowości, by zachowywać się tak, jakby był prawdziwy. A jego kruchość ma to samo źródło. Gdy choć jedna osoba przestaje grać tę rolę, tak jak sklepikarz, gdy zdejmuje swój szyld, iluzja zaczyna pękać.
Przyjaciele, nadszedł czas, by firmy i państwa zaczęły zdejmować swoje szyldy.
Przez dekady państwa takie jak Kanada prosperowały w ramach tego, co nazywaliśmy międzynarodowym porządkiem opartym na zasadach (eng. rules-based international order – red). Dołączyliśmy do jego instytucji, chwaliliśmy jego wartości, korzystaliśmy z jego przewidywalności. Dzięki temu mogliśmy prowadzić politykę zagraniczną opartą na wartościach, pod jego parasolem ochronnym. Wiedzieliśmy jednak, że ta opowieść była częściowo fałszywa — że najsilniejsi zwalniali się z zasad, gdy było im to wygodne; że reguły handlu egzekwowano asymetrycznie; że prawo międzynarodowe stosowano z różną surowością w zależności od tego, kim był oskarżony lub ofiara.
Ta fikcja była jednak użyteczna. W szczególności amerykańska hegemonia zapewniała dobra publiczne: otwarte szlaki morskie, stabilny system finansowy, bezpieczeństwo zbiorowe oraz mechanizmy rozwiązywania sporów. Dlatego umieściliśmy szyld w oknie i uczestniczyliśmy w rytuałach. I w dużej mierze unikaliśmy nazywania rozbieżności między retoryką a rzeczywistością.
Ten układ przestał działać. Powiem wprost: znajdujemy się w samym środku procesu jego zrywania, nie przejścia.
W ciągu ostatnich dwóch dekad kolejne kryzysy finansowe, zdrowotne, energetyczne i geopolityczne obnażyły ryzyka skrajnej globalnej integracji. Ostatnio jednak wielkie mocarstwa zaczęły wykorzystywać integrację gospodarczą jako broń: cła jako dźwignię nacisku, infrastrukturę finansową jako narzędzie przymusu, łańcuchy dostaw jako podatne na wykorzystanie słabości.
Nie da się żyć w kłamstwie wzajemnych korzyści integracji, gdy integracja staje się źródłem podporządkowania.
Instytucje wielostronne, na których opierały się państwa średniej wielkości takie jak WTO, ONZ, COP jak i sama architektura zbiorowego rozwiązywania problemów, są dziś zagrożone. Nic dziwnego, że wiele krajów dochodzi do wniosku, iż musi budować większą autonomię strategiczną: w energii, żywności, minerałach krytycznych, finansach i łańcuchach dostaw. Ten impuls jest zrozumiały. Państwo, które nie potrafi się wyżywić, zasilić ani obronić, ma niewielki wybór. Gdy reguły przestają cię chronić, musisz chronić się sam.
Ale spójrzmy jasno, dokąd to prowadzi.
Świat twierdz będzie biedniejszy, bardziej kruchy i mniej zrównoważony. Jest też inna prawda: jeśli wielkie mocarstwa porzucą nawet pozory zasad i wartości na rzecz nieskrępowanego realizowania swoich interesów, zyski z czysto transakcyjnych relacji będą coraz trudniejsze do utrzymania.
Hegemon nie może w nieskończoność monetyzować swoich relacji.
Sojusznicy zaczną się dywersyfikować, by zabezpieczyć się przed niepewnością. Będą „kupować ubezpieczenie”, zwiększać opcje, by odbudować suwerenność — suwerenność, która kiedyś opierała się na regułach, a coraz częściej będzie zakotwiczona w zdolności do wytrzymywania presji.
To klasyczne zarządzanie ryzykiem, a to zarządzanie ryzykiem zawsze kosztuje. Ale koszt autonomii strategicznej — koszt suwerenności — może być dzielony. Wspólne inwestycje w odporność są tańsze niż budowanie przez każdego własnej twierdzy. Wspólne standardy ograniczają fragmentację. Komplementarność daje sumę dodatnią.
Pytanie podstawowe dla państw średniej wielkości, takich jak Kanada, nie brzmi: czy dostosować się do nowej rzeczywistości — bo musimy. Pytanie brzmi: jak to zrobić. Czy poprzez wznoszenie wyższych murów, czy poprzez coś bardziej ambitnego.
Kanada była jednym z pierwszych krajów, które usłyszały sygnał alarmowy i dlatego zasadniczo zmieniliśmy naszą postawę strategiczną. Kanadyjczycy wiedzą, że dawne, wygodne założenia iż geografia i członkostwo w sojuszach automatycznie zapewniają dobrobyt i bezpieczeństwo przestały obowiązywać. Nasze nowe podejście opiera się na tym, co prezydent Finlandii Alexander Stubb nazwał „realizmem opartym na wartościach”.
Innymi słowy: chcemy być jednocześnie zasadniczy i pragmatyczni. Zasadniczy w przywiązaniu do fundamentalnych wartości: suwerenności, integralności terytorialnej, zakazu użycia siły (poza przypadkami zgodnymi z Kartą ONZ) oraz poszanowania praw człowieka. Pragmatyczni — uznając, że postęp bywa stopniowy, że interesy się różnią i że nie każdy partner podziela wszystkie nasze wartości.
Dlatego angażujemy się szeroko i strategicznie, z otwartymi oczami. Aktywnie mierzymy się ze światem takim, jaki jest — nie czekamy na świat, jakim chcielibyśmy, żeby był. Kalibrujemy relacje tak, by ich głębia odzwierciedlała nasze wartości, a jednocześnie stawiamy na szerokie zaangażowanie, by maksymalizować nasz wpływ w świecie pełnym płynności, ryzyk i wysokich stawek.
Nie opieramy się już wyłącznie na sile naszych wartości, ale także na wartości naszej siły.
Budujemy tę siłę w kraju.
Od momentu objęcia władzy obniżyliśmy podatki od dochodów, zysków kapitałowych i inwestycji biznesowych. Znieśliśmy wszystkie federalne bariery w handlu między prowincjami. Przyspieszamy inwestycje warte bilion dolarów w energetykę, sztuczną inteligencję, minerały krytyczne, nowe korytarze handlowe i inne sektory. Do końca dekady podwajamy wydatki obronne — w sposób, który wzmacnia nasze krajowe przemysły.
Jednocześnie dynamicznie dywersyfikujemy się za granicą. Zawarliśmy kompleksowe partnerstwo strategiczne z UE, w tym przystąpiliśmy do europejskich mechanizmów wspólnych zakupów obronnych SAFE. W sześć miesięcy podpisaliśmy 12 umów handlowych i bezpieczeństwa na czterech kontynentach. W ostatnich dniach sfinalizowaliśmy nowe partnerstwa strategiczne z Chinami i Katarem. Negocjujemy umowy o wolnym handlu z Indiami, ASEAN, Tajlandią, Filipinami i Mercosurem.
Robimy też coś jeszcze. Aby rozwiązywać globalne problemy, stosujemy tzw. zmienną geometrię — różne koalicje do różnych wyzwań, oparte na wspólnych wartościach i interesach.
W sprawie Ukrainy jesteśmy kluczowym członkiem Koalicji Chętnych i jednym z największych — w przeliczeniu na mieszkańca — darczyńców na rzecz jej obrony i bezpieczeństwa. W kwestii suwerenności Arktyki stoimy ramię w ramię z Grenlandią i Danią, w pełni popierając ich wyjątkowe prawo do decydowania o przyszłości Grenlandii.
Nasze zobowiązanie wobec artykułu 5 NATO jest niezachwiane. Współpracujemy z sojusznikami — w tym w ramach tzw. Nordic Baltic Gate — by wzmocnić północną i zachodnią flankę Sojuszu, inwestując bezprecedensowo w radary dalekiego zasięgu, okręty podwodne, lotnictwo oraz realną obecność wojskową — na ziemi i na lodzie.
Kanada zdecydowanie sprzeciwia się cłom wobec Grenlandii i apeluje o skoncentrowane rozmowy na rzecz wspólnych celów bezpieczeństwa i dobrobytu w Arktyce.
W handlu plurilateralnym promujemy budowę mostu między Partnerstwem Transpacyficznym a Unią Europejską — co stworzyłoby nowy blok handlowy liczący 1,5 miliarda ludzi. W obszarze minerałów krytycznych tworzymy „kluby nabywców” zakotwiczone w G7, by świat mógł odejść od nadmiernie skoncentrowanych dostaw. A w dziedzinie AI współpracujemy z podobnie myślącymi demokracjami, aby nie zostać zmuszonymi do wyboru między hegemonami a hiperskalowymi gigantami technologicznymi.
To nie jest naiwny multilateralizm ani poleganie na słabnących instytucjach. To budowanie koalicji, które działają — problem po problemie, z partnerami mającymi wystarczająco dużo wspólnego gruntu, by działać razem.
W wielu przypadkach będzie to zdecydowana większość państw świata.
Tworzymy gęstą sieć powiązań w handlu, inwestycjach i kulturze, z której będziemy mogli czerpać w przyszłych wyzwaniach i szansach.
Państwa średniej wielkości muszą działać razem bo jeśli nie siedzimy przy stole, jesteśmy w menu.
Wielkie mocarstwa mogą sobie dziś jeszcze pozwolić na działanie w pojedynkę. Mają wielkość rynku, potencjał militarny i dźwignie nacisku. My — nie.
Gdy negocjujemy wyłącznie bilateralnie z hegemonem, negocjujemy z pozycji słabości. Akceptujemy to, co zostanie nam zaoferowane. Rywalizujemy ze sobą o miano najbardziej uległych.
To nie jest suwerenność. To jest jej inscenizacja — przy jednoczesnej akceptacji podporządkowania.
W świecie rywalizacji wielkich mocarstw państwa „pomiędzy” mają wybór: konkurować o względy silnych albo połączyć siły i stworzyć trzecią drogę, która ma realny wpływ.
Nie powinniśmy pozwolić, by powrót twardej siły oślepił nas na fakt, że siła legitymacji, integralności i reguł pozostanie potężna — jeśli zdecydujemy się używać jej razem. I tu wracam do Havla.
Co znaczy dla państw średniej wielkości „żyć w prawdzie”?
Po pierwsze: nazywać rzeczywistość po imieniu. Przestać mówić o „porządku opartym na zasadach”, jakby nadal działał zgodnie z deklaracjami. Nazwać go tym, czym jest — systemem nasilającej się rywalizacji wielkich mocarstw, w którym najsilniejsi realizują swoje interesy, wykorzystując integrację gospodarczą jako narzędzie przymusu.
Po drugie: działać konsekwentnie. Stosować te same standardy wobec sojuszników i rywali. Gdy krytykujemy presję gospodarczą z jednej strony, a milczymy wobec identycznych działań z innej — wciąż trzymamy szyld w oknie.
Po trzecie: budować to, w co deklarujemy wiarę, zamiast czekać na powrót starego porządku. Tworzyć instytucje i porozumienia, które naprawdę działają tak, jak obiecują. Ograniczać dźwignie przymusu — czyli wzmacniać własną gospodarkę. To powinien być natychmiastowy priorytet każdego rządu.
Międzynarodowa dywersyfikacja nie jest tylko ekonomiczną przezornością. Jest materialnym fundamentem uczciwej polityki zagranicznej, bo państwa zyskują prawo do zasadniczych postaw, gdy ograniczają swoją podatność na odwet.
Kanada ma to, czego świat potrzebuje. Jesteśmy energetycznym supermocarstwem. Dysponujemy ogromnymi zasobami minerałów krytycznych. Mamy najlepiej wykształconą populację na świecie. Nasze fundusze emerytalne należą do największych i najbardziej zaawansowanych inwestorów globalnie. Mamy kapitał, talent — i rząd o ogromnych możliwościach fiskalnych do zdecydowanego działania. I mamy wartości, do których wielu aspiruje.
Kanada jest pluralistycznym społeczeństwem, które działa. Nasza sfera publiczna jest głośna, różnorodna i wolna. Kanadyjczycy pozostają oddani zrównoważonemu rozwojowi. Jesteśmy stabilnym i wiarygodnym partnerem w świecie, który stabilny nie jest. Partnerem myślącym długofalowo.
I mamy jeszcze coś: świadomość tego, co się dzieje — oraz determinację, by działać adekwatnie. Rozumiemy, że to pęknięcie wymaga czegoś więcej niż adaptacji. Wymaga uczciwości wobec świata takim, jaki jest.
Zdejmujemy szyld z okna. Wiemy, że stary porządek nie wróci. Nie powinniśmy go opłakiwać. Nostalgia nie jest strategią. Wierzymy natomiast, że z tego pęknięcia możemy zbudować coś większego, lepszego, silniejszego i sprawiedliwszego.
To zadanie państw średniej wielkości — tych, które najwięcej tracą w świecie twierdz i najwięcej zyskują na autentycznej współpracy.
Potężni mają swoją potęgę. My za mamy coś innego: zdolność, by przestać udawać, nazwać rzeczywistość, zbudować siłę u siebie i działać razem.
To jest droga Kanady. Wybieramy ją otwarcie i z przekonaniem. I jest to droga otwarta dla każdego kraju, który zechce pójść nią razem z nami.
oprac. Michał Kłosowski



