Kto wygra wybory na Węgrzech 2026?

Zmniejszyła się przewaga najważniejszej na Węgrzech partii opozycyjnej, TISZY, nad rządzącym Fideszem premiera Viktora Orbana – wynika z opublikowanego sondażu Instytutu Republikon. Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia 2026 roku.

Wybory na Węgrzech

.TISZA, kierowana przez byłego działacza Fideszu Petera Magyara, ma 9-punktową przewagę nad partią Orbana wśród zdecydowanych wyborców, w porównaniu z 12 punktami przewagi w sondażu z grudnia 2025 r. – poinformował Republikon. Poparcie dla ugrupowania Magyara na Węgrzech zadeklarowało 47 proc. zdecydowanych wyborców, w porównaniu z 48 proc. w grudniu. Poparcie dla Fideszu w tej kategorii wzrosło w tym samym okresie z 36 do 38 procent. Wśród wszystkich wyborców TISZA prowadzi z wynikiem 33 proc.; Fidesz uzyskał 28 procent.

W sondażu jeszcze dwie partie osiągnęły wynik dający miejsce w parlamencie: skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny z 6 proc. poparciem i satyryczna Partia Psa o Dwóch Ogonach (MKKP) z 5 proc. Próg wejścia do parlamentu wynosi 5 proc. Republikon ogłosił też, że 27 proc. wyborców jest nadal niezdecydowanych.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Republikon zaznaczył w swojej analizie, że 2026 rok przyniósł na Węgrzech jeszcze bardziej intensywną kampanię, w której Fidesz i media sprzyjające rządowi z pełną mocą skupiły się na temacie wojny. Podkreślono też, że na pierwszy plan wysunęły się też kwestie ekonomiczne.

Wybudzanie pacjenta znanego jako V4

.Rosyjska agresja na Ukrainę postawiła V4 przed zasadniczym problemem. Oznaczała powrót geopolitycznego postrzegania świata na osi Zachód – Wschód i wywołała wśród elit i społeczeństw znacznie większą potrzebę określenia się na tej osi – pisze Maciej RUCZAJ w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Wybudzanie pacjenta znanego jako V4„.

Przez kilka ostatnich lat autor tego tekstu, odpowiadając na pytania dotyczące stanu współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej (V4), mówił, że znajduje się ona w stanie sztucznego uśpienia. Oddycha jeszcze, ale nic więcej. Następnie dodawał, że jest to stan poważny, ale tymczasowy, nie oznacza śmierci i daje możliwość powrotu. Jednak tych, którzy podobnie jak zmarły w ubiegłym tygodniu czeski prymas Dominik Duka, nadal wierzyli w sens budowania wspólnoty na fundamencie wspólnego dziedzictwa Europy Środkowej, było coraz mniej.

I nagle – temat powrócił. Już nie tylko jako worek treningowy dla zagorzałych liberalnych przeciwników formatu, którzy niezależnie od okoliczności uważają Grupę za symbol zacofania i geopolitycznej reorientacji na Wschód.

Dzisiaj znaczenie V4 podkreśla w swojej deklaracji programowej powstający w Czechach nowy rząd Andreja Babiša. Atmosferę „nowego początku”, nie tylko w stosunkach wzajemnych, ale także regionalnych, można było odczuć w Pradze podczas krótkiej wizyty prezydenta Słowacji Petera Pellegriniego w pierwszych dniach listopada. O intensyfikacji współpracy pozytywnie mówiono również w zeszłym tygodniu w Bratysławie, gdzie z Pellegrinim spotkał się prezydent Karol Nawrocki. Ogłosił on, że chce wzmocnić aktywność Polski w regionie, zaniedbaną przez rząd Donalda Tuska. W związku z tym 24 listopada odwiedzi Pragę, a następnie uda się na Węgry na szczyt prezydentów Grupy. Czy to oznacza, że rozpoczęło się wybudzanie pacjenta znanego jako V4?

Współpraca trzech (a po rozpadzie Czechosłowacji czterech) krajów w obszarze „między Niemcami a byłym Związkiem Sowieckim” od początku była podatna na wahania związane ze zmianami rządów w poszczególnych państwach. Zwłaszcza w momencie, gdy osiągnęła swoje pierwotne wspólne cele, co do których panowała zgoda wśród elit politycznych – likwidacja dziedzictwa RWPG i Układu Warszawskiego, a następnie przystąpienie do NATO i UE.

Cykle polityczne w stolicach nad Wisłą, Dunajem i Wełtawą jak na złość nie chciały się zsynchronizować. Kiedy Babiš, Fico i Orbán próbowali zablokować w 2015 r. „kwoty migracyjne”, środkowoeuropejską jedność złamała premier Ewa Kopacz. Kiedy po 2016 r. konserwatywne rządy w Warszawie i Budapeszcie chciały zacieśniać współpracę regionalną, Czechy i Słowacja patrzyły na te wysiłki z nieufnością, nie chcąc dzielić z nimi losu „trędowatych” polityki europejskiej. Ostatnio idea „reaktywacji Wyszehradu” pojawiała się w wypowiedziach słowackich polityków po powrocie do władzy Roberta Ficy jesienią 2023 roku. Entuzjazm Bratysławy szybko schłodziła rzeczywistość w postaci braku zainteresowania ze strony Pragi i Warszawy, a przede wszystkim napięcia między Warszawą a Budapesztem, które po objęciu stanowiska przez Donalda Tuska przerodziło się w otwarty konflikt.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-ruczaj-v4-wyszehrad-powraca/

PAP/ Jakub Bawołek/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 stycznia 2026