Po zawieszeniu broni na Ukrainie Rosja gotowa zaatakować kraje nad Bałtykiem [Raport litewskich służb]

Gdyby doszło do tymczasowego zawieszenia broni na Ukrainie Rosja byłaby gotowa do ograniczonego konfliktu zbrojnego w regionie Morza Bałtyckiego w ciągu trzech do pięciu lat – wynika z opublikowanego raportu litewskich służb wywiadowczych.
Gdyby doszło do tymczasowego zawieszenia broni na Ukrainie to?
.Według Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) i Drugiego Departamentu Służb Operacyjnych (AOTD), jeśli wojna na Ukrainie będzie kontynuowana, Rosja będzie gotowa do konfliktu o ograniczonej skali w regionie w ciągu sześciu do dziesięciu lat. Gdyby jednak doszło do tymczasowego zawieszenia broni, Rosja mogłaby być gotowa w ciągu trzech–pięciu lat.
Zdaniem autorów raportu najbardziej niekorzystnym scenariuszem byłoby podpisanie traktatu pokojowego między Rosją a Ukrainą w połączeniu ze zniesieniem sankcji wobec Moskwy. W takim przypadku Rosja mogłaby być gotowa do ograniczonego konfliktu militarnego w regionie w ciągu roku–dwóch lat, a do konfliktu na dużą skalę z NATO w perspektywie sześciu–dziesięciu lat.
„Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa Litwy i regionu jest bezpośrednio uzależniona od przebiegu wojny Rosji przeciwko Ukrainie, ponieważ to ona determinuje zdolność Rosji do zwiększania potencjału militarnego” – czytamy w raporcie. Jak dodano, dopóki Moskwa musi przeznaczać większość dostępnych zasobów na wojnę, jej zdolność do stwarzania zagrożenia militarnego dla innych państw pozostaje ograniczona.
Dyrektor AOTD płk Mindaugas Mażonas powiedział w piątek na konferencji prasowej, że Rosja mimo trwającej wojny kontynuuje reformę i rozbudowę sił zbrojnych. Wzdłuż wschodnich granic NATO brygady są rozbudowywane do poziomu dywizji, powstają nowe związki taktyczne, a w obwodzie kaliningradzkim rozwijana jest infrastruktura wojskowa.
Litewski wywiad ocenia jednak, że wiele nowo tworzonych rosyjskich jednostek nie osiągnęło jeszcze pełnej gotowości bojowej z powodu braków kadrowych, niedoboru sprzętu oraz infrastruktury. Część nowo utworzonych oddziałów kierowana jest bezpośrednio na front w Ukrainie.
Raport podkreśla, że Rosja intensywnie rozwija przemysł zbrojeniowy. Moskwa stara się także ograniczyć zależność od zachodnich technologii. Część technologii Rosja pozyskuje z Chin, jednak rosnąca zależność od Pekinu jest w Moskwie postrzegana jako potencjalne ryzyko.
Raport wskazuje na dynamiczny rozwój rosyjskich zdolności w zakresie produkcji bezzałogowych statków powietrznych. W 2025 r. produkcja niektórych typów dronów wzrosła od dwóch do dziesięciu razy w porównaniu z wcześniejszymi latami. Liczba ataków dronowych w wojnie przeciwko Ukrainie wzrosła z ok. 300 na początku 2024 r. do ok. 6 tys. w lipcu 2025 r., a miesięczna produkcja dalekiego zasięgu bezzałogowców typu Geran-2 i Gerbera zwiększyła się w tym czasie z ok. 500 do 5–6 tys.
Litewskie służby zwracają również uwagę na działania rosyjskich służb specjalnych. Według raportu jednostki Głównego Zarządu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji (GRU) nadal planują i koordynują operacje sabotażowe oraz zamachy w państwach zachodnich.
Autorzy raportu ostrzegają też, że podróżujący do Rosji lub na Białoruś – zarówno obywatele Litwy, jak i cudzoziemcy – mogą być narażeni na próby werbunku przez tamtejsze służby specjalne, szczególnie podczas przekraczania granicy z obwodem królewieckim. Litewskie instytucje wywiadowcze publikują ocenę zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego raz w roku.
Ewoluujące stanowisko Donalda Trumpa wobec Rosji i Ukrainy
.Gdy amerykański prezydent przyjął bardziej zdecydowane stanowisko wobec Rosji, zaostrzyło się również stanowisko jego elektoratu – pisze Melinda HARING.
Czy w tym szaleństwie jest metoda? Niektórzy zwolennicy Donalda Trumpa uparcie twierdzą, że jego polityka zagraniczna spod znaku „America First” to wzór klarowności: zmusić sojuszników do większych wydatków wojskowych, stawiać na transakcyjność i przede wszystkim dopilnować, by to prezydent USA zbierał laury za wszelkie porozumienia pokojowe. Tak przynajmniej brzmi teoria. Rzeczywistość, jak pokazuje zmienna postawa Donalda Trumpa wobec Ukrainy, wygląda zupełnie inaczej.
W kampanii 2024 roku Donald Trump przyprawił Polskę o ból głowy: wychwalał strategiczny geniusz Władimira Putina i obiecywał zakończyć wojnę w Ukrainie w 24 godziny po objęciu urzędu. Każdy, kto śledził sytuację Ukrainy jeszcze przed wojną – albo po prostu pochodzi z Europy Wschodniej – wiedział, że to bzdura i że Donald Trump wkrótce dostanie tę samą bolesną nauczkę co jego poprzednicy. Moskwy nie da się oczarować, przekonać ani uwieść osobistą dyplomacją. Moskwa rozumie tylko język siły.
Prezydent Donald Trump próbował zrealizować swoje szumne obietnice. Przez sześć miesięcy proponował rosyjskiemu przywódcy podjęcie negocjacji, lecz ten tylko szczerzył zęby. Pół roku uprzejmych, lecz jałowych telefonicznych pogadanek z Moskwą i równie bezowocnej dyplomacji wysłannika Steve’a Witkoffa nie przyniosło nic poza kilkoma wymijającymi odpowiedziami. Dopiero po wysłuchaniu godzinnego wykładu Putina w Anchorage o „należnym miejscu” Rosji w świecie prezydent Donald Trump zrozumiał, że został wykiwany.
Od tamtego feralnego sierpniowego spotkania przyjął wobec Moskwy mniej wyrozumiałą postawę. Spotkanie w Budapeszcie zostało odroczone. Biały Dom wreszcie wdrożył szerzej zakrojone sankcje. Trump oświadczył również, że Ukraina może odzyskać ziemie okupowane przez Moskwę od 2022 roku, choć później zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek to powiedział. Rozważał również pomysł przekazania Ukrainie pocisków Tomahawk w nadziei, że zmusi tym rosyjskiego prezydenta do rozmów.
Wysłanie Ukrainie odpowiedniej liczby rakiet dalekiego zasięgu zakończyłoby tę wojnę. Wszyscy ukraińscy dowódcy brygad i emerytowani generałowie amerykańscy, z którymi rozmawiałam, twierdzą, że kilkaset takich rakiet pogrzebałoby putinowską fantazję o podboju Ukrainy. Kijów zna położenie najważniejszych rosyjskich celów: centrów dowodzenia, składów amunicji i rafinerii. Jeden z ukraińskich dowódców, którego spotkałam w maju w Odessie, powiedział wprost, że dwieście rakiet dalekiego zasięgu zakończyłoby tę wojnę.
A potem Donald Trump nagle się wycofał i ogłosił, że wcale nie brał na serio pomysłu przekazania Tomahawków. Kilka dni temu znów zrobiło się o nim głośno – tym razem twierdził, że wcale nie sprzeciwia się przekazaniu Ukrainie tych pocisków.
Na razie nie sposób powiedzieć, jaką decyzję ostatecznie podejmie, ale jedno widać wyraźnie: Donald Trump zrozumiał, że Putin nie jest wiarygodny. A dodatkowo pierwsza dama uważnie śledzi przebieg wojny i regularnie przypomina mężowi, jak wiele jest do stracenia.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/melinda-haring-kiedy-koncza-sie-iluzje-ewoluujace-stanowisko-donalda-trumpa-wobec-rosji-i-ukrainy/
PAP/ Aleksandra Akińczo/ LW





