Astronomowie odkryli niezwykłą planetoidę

2025 MN45

Obserwatorium Very Rubin wykryło najszybciej rotującą planetoidę spośród ciał większych niż pół kilometra średnicy. Obiekt 2025 MN45 obraca się w niespełna 2 minuty – zdecydowanie szybciej niż wynosi jego limit według teorii.

Planetoida 2025 MN45

.Planetoida (asteroida), oznaczona jako 2025 MN45, została odkryta 2 maja 2025 roku przez Obserwatorium Very Rubin w Chile podczas testowania kamery LSSTCam. Analizy pokazały, że obiekt zarejestrowano także wcześniej na zdjęciach z przeglądu nieba Pan-STARRS w latach 2019, 2021 i 2023. Wyniki badań planetoidy zaprezentowano niedawno na konferencjach naukowych.

Planetoida ta krąży w odległości 2,5 jednostki astronomicznej od Słońca, czyli 2,5 razy dalej od naszej gwiazdy niż Ziemia. Taka odległość oznacza, że 2025 MN45 znajduje się w głównym pasie planetoid, pomiędzy orbitami Marsa a Jowisza. Obiegnięcie Słońca zajmuje jej 3,8 roku, a orbita jest prawie kołowa.

Udało się ustalić, iż ciało mierzy 710 metrów średnicy. Obliczono to na podstawie jasności i założonego albedo (zdolności odbijania światła). Jasność planetoidy jest zmienna, co sugeruje, iż ma wydłużony kształt, być może 870 x 660 metrów.

Najciekawszym wynikiem jest tempo obrotu planetoidy dookoła swojej osi. Robi to w zaledwie 1,88 minuty. To rekord dla planetoid większych niż pół kilometra. Jest to o wiele krócej niż limit 2,2 godziny, poniżej którego planetoidy pasa głównego większe niż 150 metrów powinny rozlecieć się na mniejsze fragmenty z powodu działania siły odśrodkowej. Graniczny limit zależy od gęstości i tego, jak ciało jest zbudowane i z jakich materiałów (np. czy ma większy procent lodu wobec skał).

Superszybka dwuminutowa rotacja oznacza, że planetoida 2025 MN45 musi być zbudowana z materiału o dużej wytrzymałości. Obliczenia wskazują poziom wytrzymałości spoistej porównywalny do litej skały.

Obserwatorium Very Rubin otwarto w Chile w połowie 2025 roku (inauguracja pracy naukowej i prezentacja pierwszych zdjęć). Pracuje tu Simonyi Survey Telescope o średnicy 8,4 metra, wyposażony w największą na świecie kamerę astronomiczną z 3,2 gigapikselami (3200 megapikseli). Celem działania jest wykonywanie nieustannego przeglądu całego nieba, tak aby każdy fragment był sfotografowany co kilka nocy. Ten przegląd nieba ma potrwać 10 lat, zaczynając od 2026 roku. Nosi nazwę Legacy Survey of Space and Time (LSST).

Taki przegląd nieba pozwoli na wiele różnych rodzajów badań astronomicznych, w tym opracowanie dokładnej mapy Drogi Mlecznej, pomoże też w zrozumieniu ciemnej materii. Jak widać na przykładzie obiektu 2025 MN45, będzie też przydatny w badaniach planetoid.

Pokojowe korzystanie z zasobów Układu Słonecznego

.Amerykański planetolog, Guy CONSOLMAGNO, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Odkryto już jakieś pół miliona asteroid, większość z nich krąży po orbitach między Marsem a Jowiszem. Większość z nich ma promień nieprzekraczający ok. 10 km. W oparciu o badania rozkładu wielkości asteroid można oszacować ogólną liczbę wszystkich asteroid, w tym tych, które są zbyt małe, aby mogły zostać odkryte, zazwyczaj o średnicy mniejszej niż 10 km. Oczywiste jest, że mniejsze ciała są liczniejsze, a najwięcej jest asteroid zbyt małych, aby mogły być łatwo wykryte z Ziemi”.

„Wniosek ten jest szczególnie istotny, kiedy badamy niewielki podzbiór tych asteroid, które wyróżniają się tym, że krążą po orbitach od pasa planetoid i przecinają orbitę Ziemi. Kilka tysięcy tych obiektów jest już znanych. Istnieje program badawczy, którego celem jest umożliwienie śledzenia orbit co najmniej 90 proc. tych obiektów. Ponieważ zbliżają się na niewielką odległość od naszej planety, wiele z nich, bliskich Ziemi (NEO – Near Earth Objects), o średnicy zaledwie kilkudziesięciu metrów, zostało zaobserwowanych za pomocą teleskopów, a nawet radarów. Już teraz znajdujemy mniej więcej jeden mały obiekt typu NEO na miesiąc, zbliżający się do Ziemi na odległość Księżyca. Szacujemy, że musi istnieć wiele tysięcy obiektów podobnych wielkością do tego, który eksplodował nad Czelabińskiem, ale które nie zostały jeszcze odkryte”.

„Jakie surowce warte eksploatacji znajdziemy w tych asteroidach? Możemy zgadywać, że skład asteroid odpowiada składowi meteorytów. Ok. 10 proc. masy zwykłego meteorytu stanowią metale, głównie żelazo i nikiel, ale są tam również znaczne ilości cenniejszych metali, takich jak złoto, platyna, miedź, srebro czy cynk. Jeśli założymy, że w przeciętnej asteroidzie te metale występują w takich proporcjach jak w meteorytach, i sprawdzimy rynkową wartość tych metali, to możemy obliczyć wartość całej asteroidy”.

„Wyniki są oszałamiające. Nawet w przypadku asteroidy o średnicy zaledwie jednego kilometra samo żelazo stanowi 100 milionów ton materiału. Biorąc pod uwagę wartość tony tego surowca, można zauważyć, że jest ona warta dziesiątki miliardów dolarów. Żelazo stanowi tylko część asteroidy; metalowi temu towarzyszą również znacznie rzadsze metale, takie jak platyna i złoto. Można by oczekiwać, że taka asteroida byłaby dodatkowo źródłem metali o wartości ponad 20 miliardów dolarów”.

„Jednak rzut oka na tę kalkulację uświadamia, że jest ona dosyć naiwna. Oczywiście nie odzwierciedla ona w najmniejszym stopniu, jak pojawienie się nowego, tak obfitego źródła wpłynęłoby na rynki tych surowców. Trzeba też uwzględnić, jak kosztowne byłyby faktyczne dotarcie do takiej asteroidy, jej eksploatacja i powrót z urobkiem na Ziemię” – pisze Guy CONSOLMAGNO w tekście „Pokojowe korzystanie z zasobów Układu Słonecznego” – cały artykuł [LINK]

PAP/eg

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 marca 2026
Fot. NASA/JPL-Caltech