Iran przepuszcza przez Cieśninę Ormuz japońskie i tureckie statki

cieśnina Ormuz misja wojskowa

Przez cieśninę Ormuz przepłynęły kolejne statki powiązane z Turcją i Japonią – poinformowały władze obu krajów. Iran zezwolił także na tranzyt przez cieśninę statkom przewożącym towary pierwszej potrzeby i pomoc humanitarną – podała agencja Tasnim.

Japońskie i tureckie statki przepływają przez Ormuz

.Zgoda udzielona przez władze Iranu dotyczy jednostek kierujących się do irańskich portów, w tym tych znajdujących się obecnie na Morzu Omańskim. Turecki minister transportu Abdulkadir Uraloglu poinformował, że już drugi statek należący do tureckiego armatora przepłynął przez Ormuz. Dodał, że w momencie wybuchu wojny w regionie znajdowało się 15 statków należących do tureckich armatorów, z których dwa zdołały dotąd przepłynąć przez cieśninę.

Również japońskie ministerstwo transportu podało, że drugi tankowiec LPG powiązany z Japonią bezpiecznie przepłynął przez Ormuz mimo jej częściowej blokady. Według niepotwierdzonych doniesień Iran pobiera od przepływających tankowców opłatę w wysokości około 1 dolara za baryłkę, ale nie jest jasne, czy japońskie jednostki LPG uiściły tę opłatę – podała agencja Kyodo.

irański dron uderzył w statek powiązany z Izraelem

.Irańskie media państwowe, powołując się na dowódcę marynarki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), podały, że irański dron uderzył w statek powiązany z Izraelem w cieśninie Ormuz i spowodował pożar jednostki.

Ormuz wciąż jest jednym z wiodących tematów, pojawiających się w relacjach z wojny zapoczątkowanej przez amerykańsko-izraelskie bombardowania Iranu 28 lutego. Przez ten wąski korytarz morski przepływa zazwyczaj jedna piąta transportów światowej ropy. Jej częściowa blokada przyczyniła się do znaczącego wzrostu cen tego surowca.

Ormuz odgrywa także istotną rolę w transporcie nawozów – przepływa przez nią około jedna trzecia światowego morskiego handlu tymi produktami. Ich niedobory mogą prowadzić do wzrostu cen żywności, a nawet do kryzysu żywnościowego, zwłaszcza w krajach afrykańskich.

Infrastruktura, głupcze

.Na najważniejszym spotkaniu świata energetyki – CERAWeek w Houston, skąd właśnie wracam – Bliski Wschód był obecny w niemal każdej rozmowie. Jednak w sposób paradoksalny. Omawiany jako operacyjny problem – ryzyko dla szlaków dostaw, infrastruktury, kontraktów i decyzji inwestycyjnych – oczywiście tak. Ale nie jako problem egzystencjalny dla amerykańskich producentów – pisze Michał KURTYKA

I właśnie w tym kontekście warto spojrzeć na to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, gdy w cieśninie Ormuz zamilkły silniki statków, a na rynkach finansowych wracały dobrze znane demony: panika inwestorów, nagłówki o „najpoważniejszym kryzysie od dekad” i pytania o to, czy ropa znów stanie się bronią masowego rażenia gospodarek. Co istotne, jeszcze niedawno scenariusz realnej blokady Ormuzu uchodził za skrajnie mało prawdopodobny (na tyle, że nawet instytucje takie jak EIA nie traktowały go jako bazowego wariantu w swoich analizach).

Zaskoczeniem nie był sam szok – Ormuz to przecież od pół wieku jedno z najbardziej wrażliwych „wąskich gardeł” światowej gospodarki. Zaskoczeniem było co innego: świat nie zatrzymał się…, a przynajmniej nie cały świat, czego symbolem może być nieco zdystansowany stosunek amerykańskich producentów, dla których większym wyzwaniem była raczej ocena skutków geopolitycznych niż sama dostępność surowca. Dlaczego? Odpowiedź można streścić w jednym słowie: infrastruktura.

Cieśnina Ormuz przez dekady była symbolem strukturalnej słabości światowego rynku ropy. To przez nią przepływała nawet jedna piąta światowego handlu ropą, a każde napięcie w Zatoce Perskiej natychmiast przekładało się na rachunki za paliwo w Europie, Azji i Ameryce. Kryzysy ze stycznia 1974 roku, sierpnia 1990 oraz wstrząsy związane z rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku pokazały, jak cienka bywa granica między „normalnością” a szokiem podażowym.

.Dziś jednak krajobraz jest inny. Pierwsza różnica między dzisiejszym kryzysem a poprzednimi polega na strukturze samego rynku naftowego. Większa liczba dostawców i geograficzna dywersyfikacja wydobycia sprawiają, że Bliski Wschód i cieśnina Ormuz nie są już jedynym centrum grawitacji rynku. Brazylia wydobywa już więcej ropy niż Zjednoczone Emiraty Arabskie, Gujana w ekspresowym tempie awansowała do grona poważnych eksporterów, a Wenezuela – choć daleka od dawnej świetności – stopniowo wraca do globalnej mapy dostaw.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 kwietnia 2026