Nowy przywódca Wietnamu wprowadzi chiński model rządów

Parlament w Hanoi wybrał nowego prezydenta. Nowy przywódca Wietnamu, sekretarz generalny partii komunistycznej To Lam, chce wprowadzić rządy silnej ręki inspirowane ustrojem Chin.

Władze obejmie szef resortu bezpieczeństwa

.Podczas przemówienia w parlamencie nowy przywódca Wietnamu, To lam, który w styczniu zapewnił sobie drugą kadencję na stanowisku szefa Komunistycznej Partii Wietnamu (KPW), wskazał główne priorytety państwa.

– Naszym celem jest poprawa warunków życia, aby wszyscy mogli korzystać z owoców rozwoju – zadeklarował 68-letni przywódca.

Nowy przywódca Wietnamu jest zwolennikiem centralizacji

.To Lam karierę polityczną budował jako szef resortu bezpieczeństwa publicznego, prowadząc szeroko zakrojoną kampanię antykorupcyjną. W maju 2024 r. został zaprzysiężony na prezydenta i w tym samym roku objął również po raz pierwszy funkcję sekretarza generalnego KPW po zmarłym Nguyenie Phu Trongu. Przez ponad dwa miesiące łączył oba stanowiska, po czym w październiku zrezygnował z fotela prezydenta. Jako lider partii wdrożył szeroko zakrojone reformy administracyjne i biurokratyczne, dążąc do przekształcenia gospodarki. Jego reformy spotkały się z mieszanym odbiorem ze względu na masowe zwolnienia w administracji. Pod koniec stycznia br. został ponownie wybrany na sekretarza generalnego KPW.

Analitycy wskazują, że choć centralizacja władzy może przyspieszyć reformy i wzrost gospodarczy, a władze w Hanoi zakładają osiągnięcie rocznego wzrostu powyżej 10 proc., to niesie też poważne ryzyka.

Korupcja, gospodarczy nacjonalizm i bańki spekulacyjne. Jaka jest gospodarcza przyszłość Wietnamu?

.Skoncentrowanie większej władzy w rękach To Lama może stanowić zagrożenie dla systemu politycznego Wietnamu, takie jak wzrost autorytaryzmu – uważa Le Hong Hiep z singapurskiego Instytutu ISEAS Yusof Ishak.

Mimo że To Lam jest postrzegany jako lider probiznesowy, jego polityka wspierania „narodowych czempionów” budzi – jak zaznacza agencja Reutera – obawy o klientelizm, korupcję i ryzyko powstawania baniek spekulacyjnych w gospodarce. Na arenie międzynarodowej przywódca będzie mierzył się także z koniecznością zachowania pragmatycznej tzw. bambusowej dyplomacji, umiejętnie balansując pomiędzy presją ze strony Stanów Zjednoczonych a skomplikowanymi relacjami z sąsiednimi Chinami.

Niebezpieczne flirty z Chinami

.Niemcy i Francuzi pielgrzymują do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja? – pisze Jan ŚLIWA

Europa się rozczarowała Ameryką. Dokładnie mówiąc – stare jądro Unii Europejskiej. Głęboką przyczyną jest stara trauma – Niemcy zostały przez Amerykę dwukrotnie pokonane, co pokrzyżowało ich globalne plany. Francja została przez Amerykę dwukrotnie obroniona/wyzwolona, co dla „grande nation” było poniżające. Oba kraje mają za sobą wielkie ambicje, przy czym Francja je zrealizowała w postaci światowego imperium, a Niemcom się to nigdy nie udało, chyba żeby poczytać za sukces zniszczenie sporej części Europy w zaledwie 6 lat.

Kraje te mają też problem z asertywną Ameryką, która zachowuje się jak kowboj. Tak było za rządów George’a W. Busha i interwencji w Iraku, gdy jądro Unii dumnie powiedziało „nie”. Tak jest o wiele mocniej za prezydentury Donalda Trumpa, za pierwszej, która miała minąć jak zły sen, a zwłaszcza za drugiej, gdy ten koszmar jednak nastąpił.

Faktem jest, że Donald Trump ma specyficzną osobowość i styl, który wielu zraża. Ale oczekiwanie, że do władzy nad światowym hegemonem dojdą ludzie łagodni i pokornego serca, jest iluzoryczne. Owszem, tak bywa: Unia Europejska ma wielki talent w wysuwaniu na czoło osób zupełnie bezbarwnych, którzy latami wygłaszają szumne deklaracje i nic nie robią. Jak w operze – śpiewają „Uciekajmy!” i przez kwadrans stoją w miejscu. Ale czy to dobrze? Jak przechodzą do czynu (Mercosur, SAFE), zachowują się jak stado słoni w składzie porcelany. Podobnie iluzoryczne jest oczekiwanie, że stworzymy armię, która nas obroni przed brutalnym wrogiem, ale walczyć będą osoby żołnierskie 56+ płci, poszukujące strefy komfortu i przesycone ojkofobią. Ameryka i jej konserwatywni sojusznicy są tego przeciwieństwem, mają prawdziwą armię. Nie daje to gwarancji, ale jest o czym rozmawiać.

Jest niemiecką tradycją szukanie partnerów na wschodzie. Dawało to niegdyś wzmocnienie siły w konkurencji z mocarstwami zachodnimi: Anglią, Francją, a teraz Ameryką. Tak długo, jak w Moskwie rządzi Putin, otwarta współpraca z Rosją nie wchodzi w grę. Otwarta nie, dyskretna jak najbardziej. Rośnie również zmęczenie wojną na Ukrainie. Wielu uważa Zełenskiego za przeszkodę w zawarciu pokoju, tak jak Polska w XIX wieku zakłócała pokój w Europie. Karta rosyjska jest w rezerwie, może wejść do gry.

Ale na pewno w grze są Chiny. Dotyczy to nie tylko Niemiec, ale też Francji i może innych krajów. Przy tym to, czy Niemcy i Francja grają w zespole, czy przeciw sobie, jest otwartą sprawą. I zawsze trzeba pamiętać, że nikt nie wie, kto w tych krajach będzie rządził za dwa lata. Tak więc wielu pielgrzymuje do Chin. Czy chcą tylko zrobić na złość Ameryce i podbić stawkę, czy jest to poważna opcja?

Czego oczekują te kraje? Nie sądzę, by były zainteresowane nawracaniem Chin na demokrację, a zwłaszcza LGBT. Niemiecki kanclerz Merz mówi o interesach narodowych i języku siły. Nawiasem mówiąc nikt tej nowej asertywności Niemiec nie zauważył, wszyscy są skupieni na Trumpie.

Z rzadka tylko, na przykład na portalach włoskich daje się słyszeć, że Niemcy z największą armią w Europie i może bronią atomową to nieciekawy pomysł. A już takie Niemcy pod rządami AfD to czerwony alarm. Tak więc celem nie jest Wandel durch Handel, zmiana poprzez handel, lecz biznes. Zachód oczekuje konkretnych zysków i w miarę cywilizowanych stosunków. Z tymi zyskami bywa różnie. Kontakty z chińskim przemysłem samochodowym kończą się tak, że z Chin przychodzą gotowe mercedesy z niemiecką nalepką, a volkswageny są wyposażane w chiński software, bo niemieckie firmy nie dają rady. 

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-niebezpieczne-flirty-z-chinami/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 kwietnia 2026
Fot.:NGUYEN KHANH