Artemis II wraca na Ziemię. Historyczna misja NASA i nowy etap podboju Księżyca

Artemis II

Misja Artemis II dobiega końca, a kapsuła Orion z astronautami ma wylądować na Pacyfiku. To pierwsza od ponad 50 lat załogowa wyprawa w okolice Księżyca, która otwiera nowy rozdział eksploracji kosmosu i przygotowuje grunt pod stałą obecność ludzi poza Ziemią.

Misja Artemis II kończy historyczny lot wokół Księżyca

.Rozpoczęta 1 kwietnia misja Artemis II dobiega końca. W nocy z piątku na sobotę czasu środkowoeuropejskiego kapsuła Orion z czworgiem astronautów ma zostać zwodowana w Pacyfiku. To pierwsza od ponad 50 lat załogowa wyprawa w okolice Księżyca.

Dlaczego misja Artemis II to coś więcej niż program Apollo

.Zdaniem eksperta z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN (CAMK PAN) w Warszawie „bardzo trudno jest mówić o ciągłości między misją Apollo, realizowaną przez Amerykanów w latach 60. i 70., a obecną amerykańską misją Artemis”.

– Program Apollo był motywowany przede wszystkim polityczną rywalizacją USA ze Związkiem Radzieckim. Artemis ma bardziej ambitne cele, a konkretnie założenie stałej bazy na Księżycu, która będzie okresowo, a później przez cały czas obsadzona przez ludzi. To się nie wydarzy od razu. W tej chwili NASA zapowiada, że stała załoga może pojawić się na Księżycu w latach 30. – wyjaśnił.

Księżyc jako poligon przed lotem na Marsa

.Moskalik zaznaczył, że program Artemis jest ważny w perspektywie dalszej eksploracji Kosmosu. – Księżyc jest nam niezbędny do lotu na Marsa – przede wszystkim jako poligon, gdzie można ćwiczyć i uczyć się wielu rzeczy, które będą nam potrzebne na innej planecie. Pamiętajmy, że podróż z Księżyca z powrotem do domu, czyli na Ziemię, to trzy dni. Jak coś się zepsuje, można w miarę szybko załogę ewakuować. Z Marsa tak szybka ewakuacja nie jest możliwa – powiedział astronom.

Nowe odkrycia zmieniają podejście do eksploracji Księżyca

.Jak zauważył, od zakończenia misji Apollo w 1972 r. naukowcy zdobyli znaczącą wiedzę na temat Księżyca, mimo że nie odbywały się – aż do teraz – loty załogowe.

– Choć w czasie programu Apollo odkryto maskony, czyli lokalne anomalie pola grawitacyjnego Księżyca, to nie znano ich zbyt dobrze. To doprowadziło do tego, że Neil Armstrong wylądował na Księżycu 7 km od wyznaczonego miejsca. Ten błąd miał poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa lotu. Apollo 11 miał wylądować w miejscu, gdzie było płasko, a w rzeczywistości załoga trafiła w rejon pełen kraterów i głazów – opowiadał prof. Moskalik. Dodał, że szczegółowe mapy maskonów i pola grawitacyjnego całego Księżyca wykonały dopiero bezzałogowe sondy kosmiczne GRAIL, których misja trwała w latach 2011-2012.

Jako drugie ważne odkrycie dokonane w XXI w. astronom wskazał znalezienie wody na Księżycu, której – jak podkreślił – „nie ma dużo, ale jest”. – Ta woda jest bezcennym surowcem, bo ludzie muszą pić, a systemy elektroniczne trzeba chłodzić. To też oznacza, że nie trzeba jej przywozić z Ziemi. Ta woda jest w okolicach biegunów księżycowych i to jest główny powód, dla którego baza, którą Amerykanie chcą zbudować, będzie zlokalizowana właśnie w pobliżu jednego z nich – powiedział astronom.

Zapytany o znaczenie obserwacji Księżyca osobiście przez astronautów, stwierdził, że „choć NASA robi wielki szum, że Księżyc obserwują ludzie własnymi oczami z tak bliskiej odległości, to aparatura jest lepsza, bo może na przykład obraz zapisać”.

– Ludzkie oko ma jedną przewagę. Ma większy zakres dynamiczny, to znaczy może zobaczyć zarówno obiekty świecące bardzo słabo, jak i obiekty świecące bardzo jasno. Aparat fotograficzny ma z tym pewien problem, ale z tym sobie można poradzić, poprzez wielokrotne sfotografowanie obiektu z różnymi czasami ekspozycji. Dlatego nie przyjmuję narracji NASA, że ludzkie oko jest lepsze – podkreślił.

Moskalik dodał, że „cały Księżyc został bardzo dokładnie sfotografowany przez sondę Lunar Prospector (1998-1999), a później Lunar Reconnaissance Orbiter (działającą od 2009 r.), dzięki którym mamy zdjęcia topograficzne powierzchni Księżyca o rozdzielczości jednego metra”.

Co dalej po misji Artemis II? Plan NASA na kolejne dekady

.Astronom zaznaczył, że „Artemis II nie ma na celu eksploracji Księżyca, ale jest lotem doświadczalnym, gdzie celem jest testowanie statku kosmicznego Orion, rakiety nośnej i innego wyposażenia”. Według niego jest to o tyle ważne, że misja Artemis II ma zainicjować program lotów załogowych na Księżyc, najpierw odbywających się co roku, a potem co pół roku.

– Docelowo NASA planuje zbudować załogową bazę na Księżycu i uruchomić ją w połowie lat 30. Następnie ma uruchomić automatyczny statek, który będzie przewoził księżycowy grunt na Ziemię, nawet w tak dużych ilościach jak 500 kg. To nie jest ilość potrzebna do badań, tylko raczej do eksploatacji. Do tej pory Amerykanie nie podali powodów tych działań, możne się tylko domyślić ich celu – powiedział Moskalik.

Na pytanie, co cennego znajduje się na Księżycu, astronom odpowiedział, że „to, co warto przewozić na Ziemię, to znajdujący się w gruncie księżycowym izotop helu o nazwie hel-3”. – Na razie nie jest on nam do niczego potrzebny, ale jeżeli uruchomimy energetykę w oparciu o syntezę termojądrową, to będzie to po prostu surowiec energetyczny. Jest bardzo duży postęp w tej dziedzinie i być może za 10 lat hel-3 stanie się bardzo ważny. Ale czy to jest powód, dla którego nagle wszyscy chcą lecieć na Księżyc? Tego nie wiem – przyznał rozmówca.

Pokojowe korzystanie z zasobów Układu Słonecznego

.Amerykański planetolog, Guy CONSOLMAGNO, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Odkryto już jakieś pół miliona asteroid, większość z nich krąży po orbitach między Marsem a Jowiszem. Większość z nich ma promień nieprzekraczający ok. 10 km. W oparciu o badania rozkładu wielkości asteroid można oszacować ogólną liczbę wszystkich asteroid, w tym tych, które są zbyt małe, aby mogły zostać odkryte, zazwyczaj o średnicy mniejszej niż 10 km. Oczywiste jest, że mniejsze ciała są liczniejsze, a najwięcej jest asteroid zbyt małych, aby mogły być łatwo wykryte z Ziemi”.

„Wniosek ten jest szczególnie istotny, kiedy badamy niewielki podzbiór tych asteroid, które wyróżniają się tym, że krążą po orbitach od pasa planetoid i przecinają orbitę Ziemi. Kilka tysięcy tych obiektów jest już znanych. Istnieje program badawczy, którego celem jest umożliwienie śledzenia orbit co najmniej 90 proc. tych obiektów. Ponieważ zbliżają się na niewielką odległość od naszej planety, wiele z nich, bliskich Ziemi (NEO – Near Earth Objects), o średnicy zaledwie kilkudziesięciu metrów, zostało zaobserwowanych za pomocą teleskopów, a nawet radarów. Już teraz znajdujemy mniej więcej jeden mały obiekt typu NEO na miesiąc, zbliżający się do Ziemi na odległość Księżyca. Szacujemy, że musi istnieć wiele tysięcy obiektów podobnych wielkością do tego, który eksplodował nad Czelabińskiem, ale które nie zostały jeszcze odkryte”.

„Jakie surowce warte eksploatacji znajdziemy w tych asteroidach? Możemy zgadywać, że skład asteroid odpowiada składowi meteorytów. Ok. 10 proc. masy zwykłego meteorytu stanowią metale, głównie żelazo i nikiel, ale są tam również znaczne ilości cenniejszych metali, takich jak złoto, platyna, miedź, srebro czy cynk. Jeśli założymy, że w przeciętnej asteroidzie te metale występują w takich proporcjach jak w meteorytach, i sprawdzimy rynkową wartość tych metali, to możemy obliczyć wartość całej asteroidy”.

„Wyniki są oszałamiające. Nawet w przypadku asteroidy o średnicy zaledwie jednego kilometra samo żelazo stanowi 100 milionów ton materiału. Biorąc pod uwagę wartość tony tego surowca, można zauważyć, że jest ona warta dziesiątki miliardów dolarów. Żelazo stanowi tylko część asteroidy; metalowi temu towarzyszą również znacznie rzadsze metale, takie jak platyna i złoto. Można by oczekiwać, że taka asteroida byłaby dodatkowo źródłem metali o wartości ponad 20 miliardów dolarów”.

„Jednak rzut oka na tę kalkulację uświadamia, że jest ona dosyć naiwna. Oczywiście nie odzwierciedla ona w najmniejszym stopniu, jak pojawienie się nowego, tak obfitego źródła wpłynęłoby na rynki tych surowców. Trzeba też uwzględnić, jak kosztowne byłyby faktyczne dotarcie do takiej asteroidy, jej eksploatacja i powrót z urobkiem na Ziemię” – pisze Guy CONSOLMAGNO w tekście „Pokojowe korzystanie z zasobów Układu Słonecznego” – cały artykuł [LINK]

Marta Zabłocka/PAP/EliaszGoldberg

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 kwietnia 2026
Fot. NASA